Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej. Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www
Blog > Komentarze do wpisu

Radwańska w AO 2008. Cz 1 z 3.

                                         

Remanent po AO. Okiem kibica, który w swej naiwności sądził, że cała sportowa Polska kibicuje Agnieszce w drodze na szczyty kobiecego tenisa, a został brutalnie sprowadzony na ziemię tym co widział i słyszał. Napiszę o tym, o czym nie wie jeszcze wielu kibiców wypowiadających się o grze Radwańskiej na różnych forach internetowych po jej porażce z Hantuchową [ma się nieodparte wrażenie, że wielu z nich po raz pierwszy oglądało mecz tenisowy], a o czym wiedzą juz chyba wszystkie jej potencjalne rywalki. Agnieszka ma duszę i serce wojowniczki. Obojętnie z kim gra ,ile tytułów ma jej konkurentka, ona wchodzi na kort po to aby wygrać mecz, nie ma mowy o pozorowanej walce. W tym sensie nie boi się nikogo. Dlatego pokonała już kilka zawodniczek, w konfrontacji z którymi skazywano ją na porażkę [gdyby np. każdorazowo sprawdzały się prognozy pana L Sidora, Agnieszka nadal by tkwiła poza pierwszą setką kobiecego rankingu, no może 50-tką].

W walce na korcie nie używa siły fizycznej do "zabicia" przeciwniczek, ale bardziej wyrafinowanych metod. "Największa sensacja turnieju kobiecego" - pisze o Polce ESPN. - Z twarzy wygląda jak cherubinek, ale w kluczowych momentach meczu w ogóle nie okazuje emocji. W dodatku jej gra jest niebywale agresywna, z niesamowitą dokładnością trafia piłką w linie - piszą Amerykanie. Jej przeciwniczki już wiedzą, że Agnieszkę trzeba "wdeptać w kort" bo inaczej one zostaną po nim "rozsmarowane". Radwańska łączy ogień z wodą czyli ponadprzeciętną wolę walki z imponującym opanowaniem. Już okrzyknięto, że Radwańska wykorzystuje słabsze dni swoich rywalek, więc nazywa się jej wygrane incydentami i wróży ich rychły koniec, o ile nie poprawi tego czy tamtego. Widzę to zupełnie inaczej, wg mnie Agnieszka gra swój "najlepszy tenis" wówczas, gdy wyczuje nawet najmniejszą słabość u swojej rywalki, a to troszkę coś innego niż dyspozycja czy niedyspozycja dnia. Radwańska gra nie tylko siłą ale i słabościami swych rywalek. Ją trzeba pokonać, nie da się jej przekonać że jest słabsza i już. Panie Leszku Sidor mam dla Pana złą wiadomość, na nic zda się Pana trud [może wyjątek stanowił mecz z Peer , ale niedługo później wzięła na Peer srogi rewanż w Stuttgarcie].

Kuzniecowei z jej tylko wiadomych powodów, nie chciało się specjalnie wysilać, nie będąc pewną końcowego efektu i wolała przejść obok meczu [być może "kontuzję głowy" jak to nazwano przywlekła za sobą ze Stuttgartu, gdzie stoczyła z Radwańska 3 setowy ciężki mecz, który co prawda wygrała, ale w którym dała z siebie wszystko, a może i ciut więcej, duża ilość asów], choć jak sama twierdziła była świetnie przygotowana i mierzyła w tytuł [Pan L Sidor wie lepiej od Rosjanki w jakiej była formie bo pisze "przecież po latach nikt nie pamięta, w jakiej formie była Kuzniecowa, tylko patrzy na drabinki i widzi :wyeliminowała drugą rakietą świata" Przegląd Sportowy z 22 stycznia 2008, pozwoli Pan ale ja jednak zapamiętam to co mówiła Kuzniecowa]. Petrova i Hantuchova, odwrotnie, ruszyły na rywalkę z całym impetem na jaki je było tylko stać i ta druga dopieła celu. Ze swojej strony Agnieszka dała z siebie wszystko. Tego dnia oznaczało to 70 procent z jej możliwości jak sama oceniła. [Też byłem zły, ale tylko z wyniku i tylko dlatego ,że oznaczał on, że już więcej Agnieszki w tegorocznym AO nie zobaczę, a cichaczem ostrzyłem sobie zęby na finał Sharapowa - Radwańska i to jeszcze przed wyeliminowaniem Henin].

Młoda niedoświadczona [w pojedynkach o wysoką stawkę] nieustraszona wojowniczka przegrała mecz. I cóż wielkiego się stało? Czyż trzeba bić na alarm? [porady w rodzaju zmiany trenera itd.] i to dlaczego? że jakaś bliżej nieokreślona liczba tenisowych neofitów zachęcona tytułami prasowymi [nie rozumiejąc że wszystkie pochwały w rodzaju "pogromczyni gigantów" itd. odnoszą się do tego co już osiągnęła, a nie że są gwarancją zwycięstw na przyszłość] przeżyło noc pełną rozczarowania i wstydu. Czyż po to im kazano zarywać noc, aby zobaczyć jak jakaś nie wymawiając "niedoważona smarkula", przeganiana jest z konta w kont, nie wie co ze sobą zrobić, a do tego stroi sobie "fochy". To ma być ten nowy heros polskiego sportu? przecież oni spodziewali się ujrzeć, wysoką, mocarną dziewczynę, która na siłę rywalki odpowiada jeszcze większą siłą i przegania ją tam gdzie pieprz i wanilia rosną. A tu takie kurczątko - ktoś zakpił z bardzo poważnych ludzi, pojawiły się więc komentarze na forach internetowych w stylu, a jak ona się tam znalazła, albo kto ją tam wpuścił. Na szczęście [ciągle potwierdza się teoria fartu Radwańskiej, który gromi za nią jej kolejne rywalki] Agnieszce przyszła z odsieczą Marta, która dzień wcześniej pięknie przegrała mecz z Venus. Zachwytom nie było końca, nawet pan L. Sidor cmoknął kilka razy z zachwytu.[gdy słuchałem Pana L Sidora podczas relacji na żywo, z półfinału męskiego, odniosłem wrażenie, że uważa on piękną porażkę Domachowskiej za największy sukces Polski w AO]

Na nieszczęście, dla Agnieszki, ona by nie dała rady tak pięknie przegrać, a to dlatego że tak dysponowaną rywalkę "rozsmarowała" by po korcie [miło mi się zgodzić z Panem Leszkiem Sidorem gdy pisze "Z Venus Williams, kiepsko grającą, również nie wykorzystała wszystkich szans. Agnieszka by je lepiej spożytkowała"]. Więc nie ma szans by dorównała popularnością Marcie. A na domiar złego, byłaby duża szansa , że Venus, gdyby straciła nadzieję na wygraną, zaczęłaby odczuwać bóle i kolejne zwycięstwo Radwańskiej poszłoby na konto niedyspozycji rywalki, a Agnieszka zebrałaby mniej pochwał za zwycięstwo niż Marta za piękną porażką [przykład: mecz z Pietrovą, niesumienni dziennikarze i kibice, dotąd nie wiem kto pobiera lekcje u kogo, przenieśli "niedyspozycję" Nadi, ze stanu 6-0 5-7 0-1 na stan 6-0 3-0 i już wszystko im się rozjaśniło w główkach].

Co więcej uważam, że Agnieszka choć tego dnia grała gorzej od swojej rywalki, a Marta lepiej, to jednak Agnieszka była bliżej pokonania Hantuchowej, niż Marta Venus, a to dlatego, że niemal do końca do tego dążyła i wierzyła że to się może udać. Ciągle mam przed oczyma, gdy o tym pomyślę, drugi set i stan meczu 4-1, serwis Agnieszki, grę na przewagi i walkę o to aby zbliżyć sie na 4-2, niestety nie udało się i nic już nie pomogło przełamanie rywalki na 5-2, moim zdaniem gdyby Agnieszce udało się dopiąć swego na 4-3 a Hantuchowa straciłaby choć trochę ze swojej pewności siebie [niemal wszystko jej tego dnia siedziało], w Agnieszkę wstąpiłby nowy duch i nowe siły i mogłoby być jeszcze różnie. Mogłem mieć zwidy ale wydawało mi się, że Agnieszka miała ochotę, znów sprawić psikusa i dokonać nieoczekiwanej zamiany miejsc.

A propos przed rozpoczęciem meczu zauważyłem, że gdy Agnieszka stała przy siatce i czekała na rywalkę, tamta siedziała spokojnie na krzesełku jak gdyby nic. Pomyślałem sobie, że tak jak zdenerwowanie Agnieszki [przytłoczenie stawką meczu?] może szybko minąć, tak i dobre przygotowanie mentalne Danieli może nagle prysnąć z hukiem jak dobrze napompowany balon, gdy tylko dobrze zostanie przyciśnięta do muru. Szkoda, że się nie udało.

Proszę mnie źle nie zrozumieć , ja też kibicuję Domachowskiej. Ale chociaż zachwyca mnie piękny uśmiech Marty, to zdecydowanie wolę "fochy" Agnieszki po przegranym meczu. Wiem ze po perypetiach Marty 4 runda to ogromny sukces i nadzieja na lepszą przyszłość, ale " fochy" Radwańskiej bardziej oddają i mój nastrój kibica po przegranym meczu i już. Gdyby nie odsiecz Marty, doszłoby do tragedii narodowej, a tak w niej neofici ulokowali całą swą nadzieję na przyszłość, a Agnieszkę przeznaczyli na straty [ niech się dziewczę uczy od Marty jak się piłką rakietą "zabija" rywalki]

Do tychże neofitów przykro mi to powiedzieć przyłączył się Pan L. Sidor, wystarczy przeczytać jego "fachową" opinię "Komu uległa Agnieszka?" w Przeglądzie Sportowym z 24 stycznia 2008. Pan Leszek pisze zdaniem eksperta "jeden wygrany mecz z mocną rywalką niczego nie daje" , jestem tylko głupim kibicem ale tak sobie kombinuję, że ćwierćfinał AO to znów nie takie nic . A ja głupi kmiotek dałem się zwieść Panu Fibakowi, że to ponoć miał być historyczny sukces [ co ekspert to co innego pisze, ale zabijają ćwieka, ci eksperci temu ciemnemu ludkowi, chyba chcą, aby w tych potwornych ciemnościach na zawsze pozostał]. Co prawda Pan L. Sidor zaraz dalej dodaje "ćwierćfinał to wielki sukces Radwańskiej".

Teraz to już zupełnie zbaraniałem, co za kmiot ze mnie, czyżby " niczego nie daje" i "wielki sukces" to jedno i to samo?, a może ten "wielki sukces" to tak bez przekonania, aby się takie kmioty jak ja odczepiły [coś w rodzaju pamiętnego "spieprzaj dziadu", co by zacytować klasyka]. Dalej sobie kombinuję [wiadomo, jak się baran skupi jeszcze bardziej głupi], czy da się dojść do ćwierćfinału pokonując tylko jedną mocną rywalkę, a może Pan L. Sidor nie doliczył Petrowej do rachunku Agnieszki, a jak nie, to ciekawe czemu?, a może jednak doliczył bo dalej pisze "należy wygrać trzy albo cztery razy ( z mocną rywalką - dopisek mój) w jednym turnieju i to jeszcze powtórzyć". Ale po co powtórzyć?. Czyżby każdy turniej trzeba było rozgrywać dwa razy? [ja tylko pamiętam z filmu gangsterskiego, że jakiś gość miał ksywkę "dwa razy" bo wszystko powtarzał dwa razy, ciekawe czy zabijał też po dwa razy?], a może po prostu Pana Leszka poniósł zapał bitewny w piętrzeniu trudności jakie stoją przed kimś takim jak Radwańska, kto ośmiela się naruszać zastane status quo? [kiedyś o czymś podobnym słyszałem, pamiętam jak któraś z mam zezłoszczona na swoją pociechę wrzasnęła :zobaczysz dostaniesz szlaban do końca życia a nawet dłużej, ciekawe czy poskutkowało?].

Głupiemu to myśli nie dają spokoju, a co pan Leszek zrobił z poprzednimi zwycięstwami ( wiem że panu chodziło o zwycięstwa w jednym turnieju, ale to tak tytułem żartu) Agnieszki z mocnymi rywalkami [Szarapowa wiadomo bez formy, Williams nadgarstek, Hantuchowa zajechana zbieraniem punktów do rankingu przed Masters, Bartolii nadwaga, Hingis to ona jeszcze gra w tenisa?. Myskina, Dementiewa, Peer, Kirilenko to one są mocne, a od kiedy?). Pani Agnieszko, nie ma siły, trzeba oddać statuetkę za debiut roku 2006, bo inaczej wybuchnie międzynarodowy skandal, a to uderzy w prestiż Polski, a to spowoduje że pan Marszałek Komorowski sprawdzi na mapie gdzie leży Tajlandia, zwoła konferencję prasową i ogłosi międzynarodowe bankructwo Polski [krach na giełdzie już był i drugi raz nie przejdzie], bo źle o nas w Tajlandii napisali. Może być chryja, ja bym się na pani miejscu w wielką politykę nie mieszał. Życzliwie radzę.

A mecze z Henin, jak się panu podobały?, zwłaszcza ten drugi?. Przyzna Pan chyba, że Agnieszka grała bez kompleksów, pomimo że przeciwniczka okazała się być poza jej zasięgiem [nawet jak o tym wiedziała, to po jej zachowaniu na korcie, nie było widać, że wie]. Nie wiem jak pan, ale ja byłem zbudowany.

Rozumiem, że pan Sidor by chciał by Agnieszka, już teraz wygrywała całe turnieje, a skoro tego nie robi to nie wróży jej tego w przyszłości, o ile rzecz jasna nie zmieni czegoś diametralnie w swej grze. A może nie ma jednego modelu kiedy najlepiej osiągnąć sam szczyt?. A może nawet zbyt szybkie jego zdobycie może mieć niekorzystny wpływ na dalszą karierę, może nie należy się spinać, ale rozkładać siły? [np. Małysz potrzebował kilku sezonów, aby zaskoczyć i wyskoczyć nagle jak "diabeł z pudełka"].

Coś mi się wydaje, ale z tonu "zdania eksperta" pobrzmiewa lekceważenie nr 9 kobiecego tenisa? a może to wynika z lekceważenia kobiecego tenisa w ogólności? może się mylę, ale na wszelki wypadek zapytam, a który to Polski tenisista ostatnio grał z nr 9?, o wynik nie zapytam.

Pisze pan "ćwierćfinał to wielki sukces..., ale z kim przegrała, zobaczymy w pojedynku Hantuchova-Ivanović. Tylko zapaść Serbki pozwoli Słowaczce na nawiązanie walki". Oglądał pan ten mecz?. Otóż, z całym szacunkiem, wróżbitą to pan nie jest i długo nie będzie, w dziale prognoz pana by nie zatrudnili. Ta sama broń, która skutkowała na Radwańską, jeszcze bardziej skutkowała na Ivanović do stanu 6-0 2-0, ale była zapaść i nawiązanie walki dokładnie jak w pana scenariuszu, tylko osoby się panu pomyliły, była zapaść Hantuchowej i tylko ona pozwoliła Serbce nawiązać walkę [Jeśli już dzieli się Pan swoimi snami z czytelnikiem to niech pan zadba nie tylko o ogólny sens, ale pamięta i o rysach twarzy, bo jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach].

Domyślam się, dlaczego pan tak bardzo przecenił Serbkę, bo liczył pan że pokarze Radwańskiej jej miejsce w szyku, że może dziewczyna straci coś ze swej hardości i pewności siebie. Czyżby chciał pan odebrać radość tym rodakom, którzy doceniają , że pojawiła się reprezentantka, która żadnej się nie boi, żadnej nie przepuści, która gra z każdą jak równa z równą, przynajmniej w założeniach, która jeżeli schodzi z kortu pokonana to tylko dlatego, że przeciwniczka okazała się lepsza, a to żaden wstyd dla sportowca. Jeśli nawet zdarzają sie wyjątki, to tylko po to aby podkreślić regułę, aby taki głupi kibic jak ja mógł ją zauważyć. Która wreszcie niedostatek siły fizycznej [wszystko w swoim czasie] nadrabia myśleniem, techniką, zimną krwią a przede wszystkim właśnie pewnością siebie.

Jestem tylko głupim kibicem, ale wydaje mi się, że tylko tą drogą można wdrapać się na szczyt, choć oczywiście nie ma na to i być nie może żadnej gwarancji. [Na szczęście mamy więcej takich sportowców, długo by nie wymieniać, ostatnio przebojem dołączyła do tego grona Justyna Kowalczyk, ale niestety dużo za mało jak na nasze potrzeby i możliwości demograficzne]. Nie wierzę aby pan miał takie intencje, ale wnioski nasuwają się same. Moim zdaniem takie czarnowidztwo jakie pan uprawia uderza w same imponderabilia, a te są dla sportowca i nie tylko bezcenne. Słyszał pan odpowiedź Jeleny Janković na pytanie? :"Na czym polega tenisowy sekret Serbii?-nie ma żadnego sekretu. To kwestia talentu, ciężkiej pracy, silnej motywacji i woli zwycięstwa. Po prostu chcemy być najlepsi".

Wiem łatwo powiedzieć trudno wykonać, ale musi pan przyznać, że niektórym to się udaje, a dlaczego by nie naszym sportowcom?. Dlaczego stawiać przed nimi ograniczenia, bariery nie do pokonania?. Większa wiara [zawodników, trenerów czy nawet kibiców] może w dowolnym momencie przeważyć szalę na tę, czy inną stronę. Pan jako były utytułowany sportowiec, wie o tym najlepiej. Jaki jest więc sens podważać wiarę sportowca w samego siebie?

czwartek, 12 czerwca 2008, w1ktor

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: