Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.
Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną.
Ferdynand Foch
Więcej rund w tym roku nie będzie, Serena okazała się zaporą nie do sforsowania. Nasza bohaterka jest już zmęczona.
Agnieszka Radwańska - Serena Williams 4:6, 0:6 w ćwierćfinale Wimbledonu. - Bolała noga, ale nie będę zwalać winy na kontuzję. Przegrałam zasłużenie. Serena zagrała niesamowicie - powiedziała po meczu Polka.
- Serena serwowała niesamowicie. Posłała 11 asów. Wygrywała swój serwis zdecydowanie zbyt łatwo. Wynik mógłby być trochę lepszy, ale wygrać z Williams tego dnia się nie dało - mówi Agnieszka Radwańska
Na pewno Agnieszka mogła zagrać lepiej. Na pewno nie był to jej najlepszy mecz. Na ile przeszkadzał jej naciągnięty - w spotkaniu z Kuzniecową - mięsień nogi, to wie najlepiej sama zawodniczka. Ponadto wydaje mi się, że Agnieszka jest najlepszym swoim krytykiem i sama najlepiej wie nad czym ma pracować. Może to głupie, ale tak uważam.
- Agnieszka Radwańska nie miała szans z Sereną, bo z nią nikt nie ma szans. (...). Przed Agnieszką świetlana przyszłość - mówi "Gazecie" Bud Collins, legendarny amerykański dziennikarz tenisowy - Zagrała świetny turniej. Nawet w pierwszym secie z Sereną grała dobrze. Z Williams ciężko było nawiązać walkę, ale Polce jakoś się to udało. Myślę, że w kolejnych latach na Wimbledonie będzie spisywać się jeszcze lepiej.
Sadzę, że jest w tym trochę przesady. Myślę, że Agnieszka w pierwszym secie mogła nawiązać walkę, że była na najlepszej do tego drodze, ale popełniała zbyt dużo błędów, a z Sereną trzeba grać niemal bezbłędnie.
Nie chcę wypowiadać się na temat jej szans w meczu z Serenę Williams. Serena uderza nie tyle mocno, co... bardzo mocno. Nawet w naszym meczu było widać, że jeśli Agnieszka zagrywa trochę krótsze piłki, to można ją bardzo łatwo zaatakować. Serena na pewno będzie chciała narzucić swój agresywny styl gry i od początku dyktować warunki - Kuzniecowa po meczu z Radwańską.
Serena nie tylko bije najmocniej, ale do tego jest silna psychicznie, pewna siebie i popełnia - gdy tego chce - mało niewymuszonych błędów, nie tracąc przy tym kończącego uderzenia. Wydaje się być zawodniczką niemal kompletną. Sadzę, że Agnieszka, aby dobrać się Serenie do skóry, musiałaby do swojej dobrej dyspozycji fizycznej i psychicznej dorzucić "swój dzień", czyli grać przez cały niemal mecz agresywnie, blisko linii i dopiero na tej bazie grać swoje czyli mieszać grę, wybijając przeciwniczkę z uderzenia, rytmu i pewności siebie.
Teraz trochę obiektywnych czynników: "Polka od początku imprezy w Eastbourne, która poprzedzała Wimbledon, zagrała już osiem spotkań w singlu i dwa w deblu. Dzisiejszy mecz z Williams będzie więc dla niej 11 kolejnym pojedynkiem". Do tego doszedł naciągnięty mięsień nogi. "W drodze do najlepszej ósemki obie panie rozegrały cztery spotkania (...). Williams spędziła na korcie 5 godzin i 15 minut, o dwanaście więcej niż Radwańska, która walczyła przez 5 godzin i 3 minuty". Tyle, że mecz z Sereną odbył się następnego dnia - bez dnia przerwy jak wcześniej - po meczu z Kuzniecową, który trwał 2 godziny i 4 minuty, podczas gdy Serena grała też dzień wcześniej z Mattek, ale tylko 69 minut.
Im lepsze zawodniczki, im dalej zachodzą w turniejach, tym więcej grają, więc wydaje się, że Agnieszka powinna, albo mieć dłuższe przerwy przed ważnymi turniejami, albo być lepiej do nich przygotowana fizycznie i kondycyjnie. Co do grania debli to się nie wypowiadam, bo nie znam relacji między deblem a treningiem.
W ocenach pomeczowych, po pojedynku wygranym w takich okolicznościach jak mecz z Kuzniecową, pojawia się problem szczęścia. Jedna zawodniczka przegrywa wygrany mecz a jej rywalka wygrywa mecz już przegrany, czy to można nazwać szczęściem?. Czy grę do końca i wykorzystywanie pojawiających się szans, można nazwać szczęściem ?. Czy słabość rywala, która pozbawia go zwycięstwa, gdy wydaje się ono już tylko formalnością, można nazwać szczęściem?. Na pewno jakiś element szczęścia w tym jest, ale na tyle nieznaczny, że wielu zawodników by go nie umiało dostrzec i wykorzystać. Poza tym szczęście nie jest jednostronne.
Z jednej strony wybrzydza się, gdy ktoś wygrywa przegrany mecz, nazywając to szczęściem i wykorzystywaniem słabszego dnia rywala ( czyja to wina?). Z drugiej strony narzeka się, jeśli ktoś nie umiał wykorzystać nadarzających się szans na pokonanie "gwiazdy", choć "gwiazda", aż się o to prosiła i wyciąga się z tego wniosek, że mistrza poznaje się nie po tym, iż wygrywa gdy mu idzie, ale po tym, że zwycięża gdy ma słabszy dzień. Jaka w tym logika?. Co prawda są tacy, którzy ganią za wygrany "przegrany mecz", a chwalą za niewykorzystane szanse, nazywając je "piękną" porażką. Tych już wolę, bo w tym jest chociaż jakaś logika.
Ale w tym szaleństwie jest metoda a nawet dwie. 1) wielu Polakom nie mieści się w głowach, że Polska tenisistka może wygrywać w inny sposób niż dzięki szczęściu i wróżą jej rychło szybki spadek w dół, gdy tylko szczęście się odwróci. 2) Agnieszka gra tenis wyrafinowany dla koneserów, więc wielu nowo odkrytych dla dyscypliny kibiców, nie może pojąć na czym polega siła jej gry i zwycięstwa nad silniejszymi i bardziej renomowanymi rywalkami uważają za szczęście nowicjusza, które kiedyś musi minąć. Nic mądrzejszego nie przychodzi im do głowy.
Marta Domachowska powiedziała, że sekretem sukcesów Agnieszki jest mała ilość błędów. Skąd to się bierze?. Może chodzi o to, że techniczny, kombinacyjny tenis wymaga większego zastanawiania się, gdzie i jak posłać piłkę, aby sprawić rywalowi jak największy problem, dzięki czemu pozwala koncentrować się nie na sile, ale na precyzji i miejscu uderzenia . "Agnieszki trzyma się kort", to określenie pana Bohdana Tomaszewskiego. Czy to też można nazwać szczęściem?.
Z kolei po porażkach takich jak ta z Sereną pojawia sie inny problem tzw. "pompowania balona". Wielu kibiców nie może przeboleć, że media "pompowały balona", a zawodniczka nie licząc się z tym przegrała mecz. Do tego niektórzy piszą, że przegrała bez walki, nie chcąc dostosować swoich wrażeń i obserwacji, do charakteru i osobowości Agnieszki, że u Agnieszki walka nie polega na nadmiernym okazywaniu emocji, ale na powściągliwości i ciągłej koncentracji i że Agnieszka walczy nawet wtedy gdy jej "język ciała" mówi zupełnie co innego, o czym przekonała się Kuzniecowa w ostatnim ich meczu, a po meczu obiecała nawet poważnie się nad tym zastanowić. Walka i to walka do końca połączona z brakiem kompleksów, to akurat zalety, a nie wady Radwańskiej.
Po części można się zgodzić z tym, że balon jest pompowany nieumiejętnie, że np. pompuje się go na wszystkie mecze razem aż do finału, a nie na każdy z osobna, albo że z "pompowaniem balona" nie idzie w parze realna ocena szans i możliwości zawodników. Ale na ogół i to jest groźniejsze mamy tu do czynienia z nieumiejętnością niektórych kibiców do oddzielenia dwóch odrębnych porządków: przedmeczowych oczekiwań i pomeczowych ocen.
Jeśli chodzi o przedmeczowe oczekiwania. Sztuką, której musimy się ciągle uczyć jest dobre wywarzenie niezbędnej wiary zawodnika w siebie, od której zależy wielkość jego aspiracji i możliwość dalszego rozwoju, a w przełożeniu na konkretny mecz szansa na sprawienie niespodzianki a nawet sensacji, z realną oceną jego aktualnych szans i możliwości. U nas obawa przed kolejną porażką jest tak wielka, że z jednej strony niszczy się wiarę i nadzieję na niespodziankę, a z drugiej strony wytwarza się niezdrową presję oczekiwań na faworyta. Z jednej strony nie dajemy szans naszym zawodnikom na niespodzianki i sensacje, a z drugiej strony wymagamy zwycięstw od naszych faworytów. Często zapominamy - jednych skreślając już przed walką, a innych przed walką wyznaczając na zwycięzcę - że sport jest nieprzewidywalny i że każdy może wygrać, bądź przegrać i że nie można z góry domagać się ani zwycięstw ani porażek.
Realna zaś ocena szans przed meczem powinna polegać na tym, aby wskazać faworyta i aspirantów do sprawienia niespodzianki czy outsiderów marzących o sprawieniu sensacji i wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Faworyci muszą uważać, aby nie zlekceważyć rywala, a pozostali muszą kierować się zasadą "bij mistrza", bo nie taki diabeł straszny jak go malują. Natomiast realna ocena szans nie powinna polegać jak to często się dzieje, na "realnym" odbieraniu szans jednym i "realnym" przyznawaniu zwycięstwa drugim.
Jeśli chodzi zaś o oceny pomeczowe to mogą być one bardzo surowe, byle były konkretne, dokonywane w dobrej wierze i przez odpowiednich ludzi a nie przez wolontariuszy takich jak ja.
PS. Używając słowa kibic mam na myśli wszystkich kibiców łącznie z dziennikarzami, sprawozdawcami, ekspertami etc., nie rozróżniam grup, rozróżniam tylko poszczególne jednostki.
PATCH. Każdy mecz można wygrać lub przegrać. Każdy ma do wyboru jedną z dwóch postaw: jeśli mogę przegrać to na pewno przegram, albo jeśli mogę wygrać to "na pewno" wygram.
PATCH. "zrób to, to takie trudne" a nie "zrób to, to takie łatwe"
PATCH. "Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą" czyli jak nie dać się nabierać na słodkie słówka pochlebców i nie dać się "pożerać" zawistnikom.
PATCH. Po czym poznaje się tenisistę?. Różnie, ja poznaję po tym jaki ma bilans meczy "już przegranych", do meczy "już wygranych". Naturalnie im lepszy tym lepiej. Piszę, bo niektórzy są zdania, że im gorszy tym lepszy .
PATCH. Wygrywa ten tenisista, który popełni mniej błędów, właśnie dlatego, że on popełnił ich mniej a nie dlatego, że jego rywal popełnił ich więcej.
PATCH. "Strach ma wielkie oczy", a "diabeł nie jest taki straszny jak go malują".