Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.
Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną.
Ferdynand Foch
Ta fotka jest zdecydowanie za wysoka, gdyby tak można ją było trochę podciąć .
"Agnieszka Radwańska awansowała do drugiej rundy wielkoszlemowego US Open. Rozstawiona z „dziewiątką” Polka pokonała 6:4, 6:2 reprezentującą Kazachstan Jaroslawę Szwedową. Kolejną przeciwniczką 19-letniej krakowianki będzie Kolumbijka Mariana Duque Marino. Notowana na 125. pozycji w rankingu WTA tenisistka zakwalifikowała się do głównej imprezy jako „lucky looser”. W pierwszej rundzie Kolumbijka pokonała ( niespodziewanie - dopisek mój)Tajkę Tamarine Tanasugarn 0:6, 6:3, 6:2. Będzie to pierwsze spotkanie pomiędzy Radwańską i Duque Marino".
Trochę statystyk z pojedynku ze Szwedową. Asy 0 - 2 dla Jarosławy, podwójne 1 - 2 dla Agnieszki, w sumie + 1 punkt dla Jarosławy. Celność 1 serwisu 64% - 52% dla Radwańskiej, skuteczność 1 serwisu 61% - 41% dla Agnieszki, skuteczność 2 serwisu 24% - 26% dla Jarosławy. Kończące 15 - 24 dla Szwedowej, niewymuszone 11 - 30 dla Radwańskiej, w sumie +10 punktów dla Agnieszki.
Moim celem nie jest krytykowanie kogokolwiek, ani oburzanie się na cokolwiek, piszę celem unaocznienia różnic w sposobie myślenia kibiców, których łączy wspólne kibicowanie tym samym zawodnikom/czką. Moim zdaniem forma polemiki najlepiej oddaje istotne różnice w sposobach postrzegania rzeczywistości, stąd i tylko dlatego, czasami po nią sięgam. Oczywiście przedstawiam tylko swój punkt widzenia i nie aspiruję do nieomylności.
"Szybka i krótka analiza drabinki ostatniego w tym roku turnieju wielkoszlemowego US Open przynosi równie krótkie podsumowanie: łatwo nie będzie".
Zgadza się, łatwo nie będzie. Na szczęście nikt nie powiedział, że ma być łatwo. Najlepiej nastawić się na ciężki, bardzo ciężki turniej i będzie już z górki.
"Radwańska mówi, że pechowo to wszystko się ułożyło i racji odebrać jej nie sposób".
Pech człowieka pechowego nigdy nie opuszcza, to pewnik.
"Radwańska gra dziś ok. 19-20 pierwszy mecz z Jarosławą Szwedową (a Marta Domachowska z Bethani Mattek ok. północy), kolejnymi rywalkami Agi może być Tamarine Tanasugarn i np. Dominika Cibulkowa, wszystkie nie tylko w zasięgu, ale wręcz musowo do ogrania".
Przepraszam bardzo, ale mi słowo "musowo" pasuje do zmagań sportowych, tak jak "pięść do oka". W tej kwestii jestem uprzedzony. Nie podoba mi się to, że dla dużej części dziennikarzy i kibiców cała prawda o tenisie sprowadza się do wyprowadzania prostych wniosków z tabel rankingowych. Ten kto jest poniżej w rankingu jest obowiązkowo do pożarcia (inaczej będą baty), a każdy kto jest wyżej jest przeszkodą nie do pokonania, oczywiście jeśli jakiś cud się nie zdarzy, a jak już "cud" się zdarzy, to wtedy napisze/powie - nawet jeśli ktoś wygra zasłużenie, a czy można wygrać niezasłużenie, pomijając krecz ? - że to nie on/ona wygrała tylko tamten/tamta przegrał/a. Jeszcze gorzej jak podobny sposób postrzegania rzeczywistości przyjmie zawodnik, bo nawet, gdy będzie miał ogromny talent, to i tak będzie skazany na przeciętność. Taki sposób myślenia utrudnia (wbrew intencjom) wygrywanie z niżej stojącymi w rankingu i pozbawia szans w starciach z tymi co są wyżej.
Alternatywny sposób myślenia jest taki; z każdym przeciwnikiem trzeba grać tak samo, traktować każdego równie poważnie i z każdym z jednakową wiarą w siebie należy walczyć o zwycięstwo. I takie podejście najlepiej zachować do końca kariery. "Ani ani" nie można popadać w samo zachwyt, gdy się pokona kogoś będącego wyżej w rankingu, ani dołować się, gdy się przegra z kimś będącym niżej. Wszystkie porażki należy traktować jednakowo. Porażka powinna mobilizować, a nie deprymować i nie powinna być pretekstem do rozbudzania kompleksów, jak doradzają ( wbrew swoim intencją zresztą) ci kibice i dziennikarze, którzy dzielą porażki i zwycięstwa, na obowiązkowe i zakazane.
Z jednej strony rzekomo chcemy, aby Polka/Polak wygrywał z wyżej notowanymi rywalami/kami, najlepiej wygrywał ze wszystkimi ( nie bardzo zresztą w to wierząc), a z drugiej strony nie dopuszczamy myśli, że Polak/Polka może przegrywać z kimś niżej w rankingu od siebie. Gdzie tu sens i logika?. Wytwarza to, moim zdaniem, absurdalną/irracjonalną/niezdrową presję, zapoznającą prostą prawdę, że sport jest nieprzewidywalny, a dążeniem każdego prawdziwego sportowca - niezależnie od miejsca w szeregu - jest zwycięstwo nad każdym rywalem.
Według mnie właściwa/pożądana/zdrowa presja to wymagać dążenia do zwycięstwa od każdego sportowca z każdym z kim gra, a nie tylko z rzekomo słabszymi i nie robić tragedii ( choćby w postaci "wieszania psów" na zawodniczce, jak to ma w zwyczaju wielu kibiców, czego przykładem może być np. olimpiada, wystarczy, że zawodniczka jest zła sama na siebie) z powodu jakichkolwiek porażek . To życie, a nie zawodnik ma decydować o tym, kto jest danego dnia przez niego do ogrania a kto nie, zawodnik ma tylko i aż dawać z siebie wszystko na ile go tego dnia stać. I tyle można wymagać i za to można rozliczać, w sensie ocen oczywiście, a nie palenia na stosie. Ale akurat Agnieszka Radwańska znana jest z tego, że walczy do końca i chwała jej za to.
Zła/niezdrowa/szkodliwa presja to żądać zwycięstw/nie godzić się z porażkami z rzekomo slabszymi rywalami, zwłaszcza gdy uprzednio skazaliśmy ich na pożarcie, połączona z nieśmiałością i nie wiarą w zwycięstwa z rzekomo silniejszymi. Niestety, na moje oko, w Polsce dominuje ta zła presja. Wytwarza ona, moim zdaniem, niezdrową atmosferę strachu przed porażkami i zabija radość z gry.
"I przemyślenie w związku z tym: cieszą bardzo zwycięstwa w Pattayi czy Stambule, cieszy zwycięstwo na Wimbledonie ze Swietłaną Kuzniecową (...). Ale teraz potrzebny jest kolejny krok: zwycięstwo z wyżej notowaną rywalką nie na początku drogi, ale w jej kluczowym momencie (np. z Janković na French Open, z Sereną na Wimbledonie...). Na US Open czekają obie siostry Williams. Bez takiego zastrzyku, sportowego kopniaka, obawiam się, że Radwańska utknie w miejscu w okolicach światowej piętnastki.(...).Wiktoria nad Szarapową dała Radwańskiej takiego kopniaka w 2007 r. Niech się historia powtórzy".
Mam ambiwalentne odczucia. Pomijając fakt, że "wiktoria nad Szarapową dała Radwańskiej takiego kopniaka", że w następnej rundzie rozegrała jeden z najgorszych w karierze meczy, uważam, że nie powinno się zbyt dużo uzależniać od pojedynczego meczu czy turnieju, że lepiej byłoby postawić na ciągły/konsekwentny/systematyczny rozwój i ciągłe pozytywne myślenie nie zależne od ilości porażek jakie nas spotkają w drodze do celu. Dotyczy to też, a może i głównie kibiców.
PATCH. Żalenie się przez kibiców na to, że prasa nadmiernie "pompuje balona" oznacza, że kibic nie ma własnego rozumu i że nie jest w stanie samodzielnie ocenić szans danego zawodnika na sukces. Co innego to stawiać niektórych dziennikarzy do pionu, ale nie za nadmiar optymizmu, ale za brak podawania nie miłych faktów.