Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej. Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www
Blog > Komentarze do wpisu

Radwańska w II rundzie US OPEN

Agnieszka Radwańska po zwycięskiej grze z Martiną Hingis (Sony Ericsson Open 2007) Ta fotka jest zdecydowanie za wysoka, gdyby tak można ją było trochę podciąć .

"Agnieszka Radwańska awansowała do drugiej rundy wielkoszlemowego US Open. Rozstawiona z „dziewiątką” Polka pokonała 6:4, 6:2 reprezentującą Kazachstan Jaroslawę Szwedową. Kolejną przeciwniczką 19-letniej krakowianki będzie Kolumbijka Mariana Duque Marino.
Notowana na 125. pozycji w rankingu WTA tenisistka zakwalifikowała się do głównej imprezy jako „lucky looser”. W pierwszej rundzie Kolumbijka pokonała ( niespodziewanie - dopisek mój)Tajkę Tamarine Tanasugarn 0:6, 6:3, 6:2. Będzie to pierwsze spotkanie pomiędzy Radwańską i Duque Marino".

Trochę statystyk z pojedynku ze Szwedową. Asy 0 - 2 dla Jarosławy, podwójne 1 - 2 dla Agnieszki, w sumie + 1 punkt dla Jarosławy. Celność 1 serwisu 64% - 52% dla Radwańskiej, skuteczność 1 serwisu 61% - 41% dla Agnieszki, skuteczność 2 serwisu 24% - 26% dla Jarosławy. Kończące 15 - 24 dla Szwedowej, niewymuszone 11 - 30 dla Radwańskiej, w sumie +10 punktów dla Agnieszki.

Teraz polemika z notką: Radwańska: kolejne lanie na ... » .

Moim celem nie jest krytykowanie kogokolwiek, ani oburzanie się na cokolwiek, piszę celem unaocznienia różnic w sposobie myślenia kibiców, których łączy wspólne kibicowanie tym samym zawodnikom/czką. Moim zdaniem forma polemiki najlepiej oddaje istotne różnice w sposobach postrzegania rzeczywistości, stąd i tylko dlatego, czasami po nią sięgam. Oczywiście przedstawiam tylko swój punkt widzenia i nie aspiruję do nieomylności.

"Szybka i krótka analiza drabinki ostatniego w tym roku turnieju wielkoszlemowego US Open przynosi równie krótkie podsumowanie: łatwo nie będzie".

Zgadza się, łatwo nie będzie. Na szczęście nikt nie powiedział, że ma być łatwo. Najlepiej nastawić się na ciężki, bardzo ciężki turniej i będzie już z górki.

"Radwańska mówi, że pechowo to wszystko się ułożyło i racji odebrać jej nie sposób".

Pech człowieka pechowego nigdy nie opuszcza, to pewnik.

"Radwańska gra dziś ok. 19-20 pierwszy mecz z Jarosławą Szwedową (a Marta Domachowska z Bethani Mattek ok. północy), kolejnymi rywalkami Agi może być Tamarine Tanasugarn i np. Dominika Cibulkowa, wszystkie nie tylko w zasięgu, ale wręcz musowo do ogrania".

Przepraszam bardzo, ale mi słowo "musowo" pasuje do zmagań sportowych, tak jak "pięść do oka". W tej kwestii jestem uprzedzony. Nie podoba mi się to, że dla dużej części dziennikarzy i kibiców cała prawda o tenisie sprowadza się do wyprowadzania prostych wniosków z tabel rankingowych. Ten kto jest poniżej w rankingu jest obowiązkowo do pożarcia (inaczej będą baty), a każdy kto jest wyżej jest przeszkodą nie do pokonania, oczywiście jeśli jakiś cud się nie zdarzy, a jak już "cud" się zdarzy, to wtedy napisze/powie - nawet jeśli ktoś wygra zasłużenie, a czy można wygrać niezasłużenie, pomijając krecz ? - że to nie on/ona wygrała tylko tamten/tamta przegrał/a. Jeszcze gorzej jak podobny sposób postrzegania rzeczywistości przyjmie zawodnik, bo nawet, gdy będzie miał ogromny talent, to i tak będzie skazany na przeciętność. Taki sposób myślenia utrudnia (wbrew intencjom) wygrywanie z niżej stojącymi w rankingu i pozbawia szans w starciach z tymi co są wyżej.

Alternatywny sposób myślenia jest taki; z każdym przeciwnikiem trzeba grać tak samo, traktować każdego równie poważnie i z każdym z jednakową wiarą w siebie należy walczyć o zwycięstwo. I takie podejście najlepiej zachować do końca kariery. "Ani ani" nie można popadać w samo zachwyt, gdy się pokona kogoś będącego wyżej w rankingu, ani dołować się, gdy się przegra z kimś będącym niżej. Wszystkie porażki należy traktować jednakowo. Porażka powinna mobilizować, a nie deprymować i nie powinna być pretekstem do rozbudzania kompleksów, jak doradzają ( wbrew swoim intencją zresztą) ci kibice i dziennikarze, którzy dzielą porażki i zwycięstwa, na obowiązkowe i zakazane.

Z jednej strony rzekomo chcemy, aby Polka/Polak wygrywał z wyżej notowanymi rywalami/kami, najlepiej wygrywał ze wszystkimi ( nie bardzo zresztą w to wierząc), a z drugiej strony nie dopuszczamy myśli, że Polak/Polka może przegrywać z kimś niżej w rankingu od siebie. Gdzie tu sens i logika?. Wytwarza to, moim zdaniem, absurdalną/irracjonalną/niezdrową presję, zapoznającą prostą prawdę, że sport jest nieprzewidywalny, a dążeniem każdego prawdziwego sportowca - niezależnie od miejsca w szeregu - jest zwycięstwo nad każdym rywalem.

Według mnie właściwa/pożądana/zdrowa presja to wymagać dążenia do zwycięstwa od każdego sportowca z każdym z kim gra, a nie tylko z rzekomo słabszymi i nie robić tragedii ( choćby w postaci "wieszania psów" na zawodniczce, jak to ma w zwyczaju wielu kibiców, czego przykładem może być np. olimpiada, wystarczy, że zawodniczka jest zła sama na siebie) z powodu jakichkolwiek porażek . To życie, a nie zawodnik ma decydować o tym, kto jest danego dnia przez niego do ogrania a kto nie, zawodnik ma tylko i aż dawać z siebie wszystko na ile go tego dnia stać. I tyle można wymagać i za to można rozliczać, w sensie ocen oczywiście, a nie palenia na stosie. Ale akurat Agnieszka Radwańska znana jest z tego, że walczy do końca i chwała jej za to.

Zła/niezdrowa/szkodliwa presja to żądać zwycięstw/nie godzić się z porażkami z rzekomo slabszymi rywalami, zwłaszcza gdy uprzednio skazaliśmy ich na pożarcie, połączona z nieśmiałością i nie wiarą w zwycięstwa z rzekomo silniejszymi. Niestety, na moje oko, w Polsce dominuje ta zła presja. Wytwarza ona, moim zdaniem, niezdrową atmosferę strachu przed porażkami i zabija radość z gry.

"I przemyślenie w związku z tym: cieszą bardzo zwycięstwa w Pattayi czy Stambule, cieszy zwycięstwo na Wimbledonie ze Swietłaną Kuzniecową (...). Ale teraz potrzebny jest kolejny krok: zwycięstwo z wyżej notowaną rywalką nie na początku drogi, ale w jej kluczowym momencie (np. z Janković na French Open, z Sereną na Wimbledonie...). Na US Open czekają obie siostry Williams. Bez takiego zastrzyku, sportowego kopniaka, obawiam się, że Radwańska utknie w miejscu w okolicach światowej piętnastki.(...).Wiktoria nad Szarapową dała Radwańskiej takiego kopniaka w 2007 r. Niech się historia powtórzy".

Mam ambiwalentne odczucia. Pomijając fakt, że "wiktoria nad Szarapową dała Radwańskiej takiego kopniaka", że w następnej rundzie rozegrała jeden z najgorszych w karierze meczy, uważam, że nie powinno się zbyt dużo uzależniać od pojedynczego meczu czy turnieju, że lepiej byłoby postawić na ciągły/konsekwentny/systematyczny rozwój i ciągłe pozytywne myślenie nie zależne od ilości porażek jakie nas spotkają w drodze do celu. Dotyczy to też, a może i głównie kibiców.

PATCH. Żalenie się przez kibiców na to, że prasa nadmiernie "pompuje balona" oznacza, że kibic nie ma własnego rozumu i że nie jest w stanie samodzielnie ocenić szans danego zawodnika na sukces. Co innego to stawiać niektórych dziennikarzy do pionu, ale nie za nadmiar optymizmu, ale za brak podawania nie miłych faktów.


środa, 27 sierpnia 2008, w1ktor

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: