|
Blog > Komentarze do wpisu
Nic się nie stało ?. Polemika z komentarzem Dariusza Wolowskiego do porażki siatkarzy z WłochamiW Gazecie Wyborczej z dnia 21 sierpnia 2008 ukazał sie komentarz Dariusza Wołowskiego pt. Nic się nie stało? Stało się stało"."Tradycyjne okrzyki polskich fanów to niezły materiał do psychoanalizy. "Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało" i "dziękujemy, dziękujemy, które towarzyszą klęską sportowych idoli, to świadectwo, jak mało ich w istocie cenimy".Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie, że za walkę do końca należą się wyrazy uznania, słowa otuchy etc. i że jest to "świadectwo" szacunku, a nie jego braku, jak imputuje "fanom" Dariusz Wołowski.1).Po minimalnej porażce zawodnicy są podwójnie załamani i przybici, więc "okrzyki" powyższe można by potraktować jako zwykły ludzki odruch. Złośliwcy by nazwali to odruchem litości, pocieszenia, mniej złośliwi odruchem podniesienia na duchu.2)."Okrzyki" powyższe są "świadectwem" tego - że kibice są "na dobre i złe" ze swoją drużyną, - że siebie ani zawodników nie uważają za pokonanych, - że co prawda bitwa została przegrana, ale wojna trwa dalej, - że trzeba mężnie znieść porażkę, podnieść się i walczyć dalej, - że kto nie umie godnie przegrywać, nie zasługuje na zwycięstwa.3) "Okrzyki" powyższe można by potraktować jak "świadectwo" uznania klasy rywala. Gdy wygrywamy też lubimy doszukiwać się uznania naszej klasy ze strony przeciwnika.4) Wreszcie i najważniejsze "okrzyki" te są "świadectwem" większej kultury "fanów" siatkówki nad "fanami" piłki kopanej. Gdyby piłkarze piłki kopanej mieli takich "fanów" jak siatkarze, nie trzeba byłoby się wstydzić tego, że wiele słabszych od naszej drużyn, walczy z potentatami jak równi z równymi, bez widocznych kompleksów - nawet wtedy gdy nie są równi i wysoko przegrywają - podczas gdy nasi piłkarze grają "na klęczkach" i proszą o jak najniższy wymiar kary.Sądzę, że dzięki tym "fanom" siatkarze osiągnęli wicemistrzostwo świata, a dla piłkarzy "dzięki" ich "fanom" sukcesem jest już sam udział w imprezie docelowej. Nasi piłkarze są najlepszym "świadectwem" na to że "styl" jest ważniejszy od samego wyniku, że porażka sama w sobie nie jest żadnym powodem do wstydu, ale już jej styl jak najbardziej może nim być."Celem drużyny Raula Lozano było jednak co innego niż nawiązanie walki z Włochami. Było nim zwycięstwo i awans do strefy medalowej. (...) nie przyjmuję tłumaczenia, że start drużyny Lozano w Pekinie zakończył się czymś innym niż porażką. Dla wicemistrzów świata, drużyny, która celowała w medale, starcie z Włochami to nie był jakiś tam sobie meczyk, tylko granica, bez przekroczenia której niemożliwe było osiągnięcie sportowej wielkości. Siatkarze tego decydującego kroku zrobić nie umieli.(...) Współczuję polskim siatkarzom, ale nie powiem, że nic sie nie stało. Stało się".Nic dodać nic ująć. Sądzę, że autor tych słów nie znalazłby wsród "fanów" siatkówki wznoszących inkryminowane "okrzyki", nikogo kto myślałby odwrotnie. Po prostu autor nadaje inkryminowanym przez siebie "okrzykom" sens którego mieć nie mogą, a jaki mu pasuje do wysuwanych przez siebie tez.Uściślę, moja pełna zgoda na powyższe tezy, jest uwarunkowana tym, że dotyczą one tylko założeń przed meczowych. To prawda, że wicemistrzostwo świata zobowiązuje do gry na odpowiednio wysokim poziomie, ale nie może być gwarancją zwycięstw, o ile sport ma mieć jakikolwiek sens. My też dążymy do sukcesów sportowych, również i w tych dyscyplinach, w których wcześniej nie odnosiliśmy sukcesów lub są one wspomnieniem zamierzchłej przeszłości. W sporcie nic nie jest dane raz na zawsze i dlatego obowiązuje zasada "bij mistrza"."Nie namawiam do tego, żeby kadrę siatkarzy stawiać pod pręgierzem lub rozgromić na cztery wiatry... (...)"Odpowiem na to cytatem z pana tekstu: "jeszcze by tego brakowało"."Rzecz jasna, nie lekceważę roli poświęcenia, ale sport wyczynowy to nie przedszkole ani miejsce, gdzie wola walki i dobre chęci są wszystkim".Ja bym powiedział, że "dobre chęci" są niczym. Mogą się przydać co najwyżej podczas konferencji prasowych, na boisku liczy się wiara i bezkompromisowa walka do końca."Jeszcze by tego brakowało, żeby w najważniejszym meczu życia siatkarze w ogóle nie podjęli walki".Rozumiem, że jest to domena z góry zarezerwowana przez pana Wołowskiego dla naszego oczka w głowie czyli polskich pilkarzy piłki kopanej.Pisząc poważnie, wolne żarty, panie Wołowski. Tak powinno być, ale nie jest i długo jeszcze nie będzie. Każde dziecko w Polsce wie, że tego czego brakuje w polskim sporcie najbardziej, w porównaniu z wieloma innymi nacjami, to właśnie "woli walki", tzn. "wola walki" jest, ale w postaci deklaracji (co mi nie przeszkadza) ale nie widać jej na boisku (a to już tak). Piłkarze nożni są na tą tezę klinicznym dowodem. "Wola walki" nie bierze się z niczego, bierze się z wiary i pewności siebie, nie da się jej sztucznie wyhodować, ani wmówić w siebie. Rzecz jasna "wola walki" jest tylko niezbędnym składnikiem sukcesu, ale w sporcie nawet potencjalnie słabszy może od czasu do czasu wygrać z silniejszym, właśnie dzięki brakowi kompleksów czyli większej woli i wiary w siebie. Niestety, w naszym sporcie jest ona wyjątkiem, a nie regułą.Zgadzam się z panem Wołowskim, że "wola walki" jest to minimum przyzwoitości, gdyż powinna to być cecha każdego sportowca. Tak powinno być, ale często nie jest. Dlaczego?. Sądzę, że jedną z przyczyn tego stanu rzeczy, jest brak zrozumienia tego, że tzw. "wola walki" jest nie tylko minimum, ale także maksimum tego czego można żądać od każdego sportowca. Nie można od nikogo wymagać zwycięstw, można tylko wymagać walki do końca. Nie można od nikogo żądać rzeczy niemożliwych do spełnienia a gwarantowanie zwycięstw nie leży w możliwości sportowców. Jest to nie tylko irracjonalne, ale przejawia się w tym megalomania i brak szacunku dla rywala. Żądanie rzeczy niemożliwych czyli zwycięstw przyczynia się do braku radości z tego co się robi (widoczne u naszych wielu zawodników cierpiętnictwo) i wytwarza szkodliwą atmosferę strachu przed porażką. W sporcie jak chce się wygrywać nie można bać się porażek.Wygłodniały, wyposzczony, często i wyleniały kibic, wymagając rzeczy niemożliwych i żądając rozliczeń z powodu ich braku, zmniejsza a nie zwiększa szanse na sukcesy, tak teraz jak i w przyszłości. Inaczej mówiąc sam sobie robi kuku. I nie zmieni tego fakt, że sam jest przekonany o tym, że nie tolerując porażek i wymagając zwycięstw, dowodzi swej męskości.poniedziałek, 15 września 2008, w1ktor
TrackBack
Komentarze
olbrot
2008/09/15 17:07:24
OMG, fajnie piszesz, ale wybacz - te zabawy czcionkami mogą czytelnika wykończyć, weź to proszę na uwagę.
2009/03/09 15:14:36
Dzieki za wpis. To nie byla zabawa, koniecznosc, dzialy sie cuda z czcionkami i musialem sie nauczyc tego aby nad tym zapanowac. A ja uczę sie na ogol metoda prób i bledow:)
|