|
Blog > Komentarze do wpisu
Polemika z Jackiem Adamczykiem. Dać się oszukać - bezdenne czy bezcenne.?Wśród komentarzystów Przeglądu Sportowego nastąpiła zasadnicza zmiana warty. Mędrca i ironistę, pana Basałaja vel "realistę" ( opinia pana Basałaja ) vel pesymistę (alternatywna ocena ) vel defetystę ( moja propozycja) zastąpił pan 'odważny". W rolę tą wcielił się pan Adamczyk Jacek, publicysta. Pan Adamczyk bardzo odważnie głosi swoje "herezje': "pewnie zabrzmi to jak herezja, ale nie zmartwiłem się po porażce z Niemcami". Już dawno temu przyrzekłem sobie niczemu, ani nikomu się nie dziwić i nie dawać się zaskakiwać, więc pan Adamczyk mnie niczym nie zaskoczył, ale muszę wyrazić uznanie i słowa podziwu redakcji Przeglądu Sportowego. Głosić takie odważne poglądy to jedno, a publikować je na łamach największej gazety sportowej w Polsce to drugie. Rozumiem, że w redakcji panuje absolutna wolność słowa. Panu Adamczykowi gratuluję odwagi, redakacji gratuluję komentatora, a naszej reprezentacji gratuluję kibica, bo o ile zrozumiałem, to pan Adamczyk nadal uważa się za kibica biało - czerwonych. Wolność przekonań.Moje stanowisko jest stałe i niezmienne. Kibica obowiązuje optymizm ( minimum przyzwoitości ) nawet wtedy jak daje 1 % szans na zwycięstwo swojej drużynie, tak samo jak zawodnika obowiązuje zaangażowanie w grę ( minimum przyzwoitości ). Kibica można rozliczać za brak optymizmu, a zawodnika za brak zaangażowania.To samo dotyczy ekspertów, komentarzystów, komentatorów etc. jeśli przy okazji, też są kibicami. Muszą tak wykonywać zadania eksperta, komentarzysty czy komentatora, aby to nie przeszkodziło w dobrym wykonaniu zadania przez kibiców. Nie może być tak, że przez brak umiejętności ( np. wyczucia ) podważają rolę kibica. To m.in. przez takich komentarzystów i ekspertów, którzy nie umiejętnie wykonują swoją pracę np. mieszając realizm przedmeczowy (sport jest nieprzewidywalny ), z realizmem pomeczowym ( przegraliśmy, dlaczego?) Polska przegrała ten, przegra następny i jeszcze kolejne... mecze z Niemcami.Kibic czyta i zakoduje sobie, że kto wierzy w wygraną z Niemcami to frajer i kropka. Co z tego, że kibic pofatyguje się na stadion czy rozsiądzie się przed telewizorem ( ok 11 mln widowni oglądało mecz z Niemcami ) skoro pan Basałaj, ze swadą godną lepszej sprawy pisuje swoje "realistyczne" przedmeczowe komentarze w najpoczytniejszej gazecie sportowej. W końcu kibic pójdzie po rozum do głowy, wyciągnie wnioski i zostanie w domu, albo wyłączy telewizor, bo po licho kibicować drużynie, w którą wstyd wierzyć, bo "realiści" komentarzyści z niego drwią, że się daje nabijać w butelkę, jeszcze zanim mecz sie rozpocznie. Te uwagi odnoszą się do przedmeczowego komentarza pana Basałaja w PS.Wracając do pana Adamczyka. Dopiero po spokojnej ponownej lekturze komentarza ( pt. "dać się oszukać - bezcenne" PS 10.08.2008) zorientowałem się, że strzelam z armaty do wróbla. Przepraszam. Wiem, że to marne usprawiedliwienie, ale człowiek robi się nerwowy, gdy słyszy, że naszym piłkarzą brakuje pewności siebie ( np. taka była opinia trenera Niemiec; "Myślę, że wygraliśmy to spotkanie w sferze psychiki" ), a w gazetach sportowych komentarze przedmeczowe piszą defetyści. Wystarczy dodać 1 do 1, aby skojarzyć jedno z drugim.Otóż z kontekstu wypowiedzi Pana Adamczyka okazało się, że pan Adamczyk "nie zmartwił się" po przegranym meczu z Niemcami, nie dlatego, że się ucieszył, albo mu to było obojętne, jeno dlatego, że zwyczajnie nie znalazł na zmartwienia czasu.Pan Adamczyk Jacek zajęty był nachodzącymi go refleksjami w stylu: "Po raz pierwszy zauważyłem, że my Polacy, umiemy się wspólnie pasjonować czymś innym niż polityczne rozróby.." oraz "nie zdarzyło się w przeszłości, aby w przypadku sportowej imprezy ogarnął nas taki szał". Kolejne są znacznie bardziej rewelacyjne; "Każdy człowiek ( Polak też - dopisek pana Adamczyka) lubi być oszukiwany. To prawda znana od wieków". Z tego wynika, że nie jestem każdym, nie jestem Polakiem, a już na pewno nie jestem wiekowym człowiekiem. Perełka goni perełkę: "Za każdym, kto karmi go pochlebstwami i łudzi sukcesami, pójdzie chętniej, niż za pozbawiającym go złudzeń realistą".To ostatnie pasuje jak ulał, do komentarza pana Basałaja, z przed meczu z Niemcami. To był prawdziwy popis pozbywającego nas złudzeń "realizmu". Te "złudzenia" to oczywiście nic innego jak przekonanie; "że każdy mecz można wygrać, przegrać lub zremisować", jak mawiał trener Górski, a ja dodaję, o ile się w to wierzy, bo za czasów trenera Górskiego, to się rozumiało samo przez się.Te złudzenia to np. to że Algierczycy sprawili wielką sensację pokonując ekipę Niemiec 2:1 pod czas Mundialu 1982 ( tego "realistyczny" rozum panów B i A nie przyjmie do wiadomości) i wiele innych mniejszych bądź większych złudzeń. Niestety dzięki brakowi "złudzeń" większości z nas, nie mamy szans na podobne "złudzenia".Te są zaś udziałem innych jak np. Greków podczas poprzednich EURO. Ciekawe ile złudzeń przyniesie obecne EURO, ale my na złudzenia liczyć nie możemy, już panowie B i A się o to postarali, rzecz jasna nie tylko oni dwaj.A kto nas "karmi pochlebstwami i łudzi sukcesami". To nikt inny tylko trener Leo; "okazało się, że nie tylko mnie odpowiada, gdy Leo Beenhakker i jego piłkarze przekonują, iż zostaniemy mistrzami Europy. Lepsze to niż nie spełnione obietnice obniżenia podatków".Geniusz, prawda?. Ja mam jednak poważne wątpliwości.1) Ostatnio trener Leo zmienił "nieco" zdanie i nazwał już sam udział w imprezie cudem. Wnoszę stąd, że to co mówił wcześniej, nie brało się z jego wewnętrznych przekonań, lecz z zapotrzebowania części kibiców i dziennikarzy, które on tylko zaspakajał, jak umiał najlepiej. A to zapotrzebowanie brało się zapewne stąd, że zbyt dużo u nas jest "chłodnych realistów", którzy z góry bez cienia złudzenia skazują nas na pożarcie z każdym wyżej notowanym rywalem, a kto myśli inaczej to naiwniak i kropka. To oczywiście oburza jakąś część zawodników i kibiców, którzy muszą wierzyć w sukces, jeśli to co robią (kibicowanie i granie) ma mieć jakikolwiek sens. Gdyby natomiast zdecydowana większość społeczeństwa też wierzyła w sukces, a nie co najwyżej dodawała sobie animuszu pohukiwaniami, to byłoby tak jak za czasów Zbigniewa Bońka: " za moich czasów (...). Nikt nie mowił, że jedzie po złoto, raczej deklarowaliśmy, że chcemy wyjść z grupy a potem powalczymy". Prawdziwa wiara nie potrzebuje dodawać sobie animuszu pohukiwaniami. Mi kibicowi, który wierzy w złudzenia, a więc w to, że każdy mecz można wygrać, gdy się w to wierzy, nie zależy na obietnicach, nigdy bym ich nie wymuszał, ani ich nie oczekiwał, werbalnie zadowoliłbym się byle czym, byle w każdym meczu nasi zawodnicy grali tak jakby chcieli wygrać i naprawdę w to wierzyli że mogą i byle to było widoczne gołym okiem na boisku. Mniejsza o wynik.2) Czyja to wina, że Pan Adamczyk bierze obietnice walki za już spełnioną rzeczywistość?. Mi się wydaje, że pana Adamczyka. "Przechwałki" jak to pan nazywa, mogą być albo oznaką siły, albo słabości, a to boisko może dopiero zweryfikować. Ktoś kto zna reguły rządzące sportem nie podnieca się obietnicami, tylko spokojnie czeka na rezultaty. Mnie nie zwiodą żadne obietnice, wszystkie traktuję z przymrużeniem oka. Dla mnie liczą się, tylko fakty, czyli to co widzę na boisku podczas meczu. Dotąd myślałem, że tak czynią wszyscy.3) Czyja to wina, że niespełnione obietnice sportowców uważa pan Adamczyk za oszustwa?. Czy aby nie pana Adamczyka?. Nigdy bym sam na to nie wpadł. Czy trener Wagner, też byłby oszustem, gdyby siatkarze przegrali mecz z Rosjanami?. Ewidentnie z tego, co pan pisze wynika, że pan uważa ze skoro np. Polacy nie wygrali danego meczu tzn., że nie mogli wygrać, że wynik był zdeterminowany i że oczekiwanie na zwycięstwo było niczym nieuzasadnionym złudzeniem (oszustwem). Jeśli wynik miałby być czymś zdeterminowany, to tylko tym, jeśliby zawodnicy jednej z drużyn nie wierzyli w to, że mogą wygrać. A więc z powodów odwrotnych niż pan zakłada. Przecież sportowcy nie mogą obiecywać że wygrają, mogą tylko obiecać, że spróbują, ale żeby mogli spróbować wygrać muszą być przekonani, że wygrają, inaczej się nie da. Dotąd myślałem, że każdy kibić rozumie podtekst podobnych "przechwałek". Inna sprawa, że nie muszą swej wiary deklarować publicznie, a skoro to robią, to jedno z dwojga, albo są bardzo silni psychicznie i pewnie swego, albo odwrotnie są słabi i próbują dodawać sobie animuszu i właśnie tylko boisko jest od tego aby to zweryfikować.Pod koniec komentarza pisze pan "Dlatego do czwartku, do spotkania z Austrią, jak każdy ogarnięty futbolową pasją człowiek (..) spróbuję zrozumieć, skąd wzięły się wcześniejsze przechwałki naszych zawodników oraz trenera". Powodzenia, ale ja już wiem, że pan tego nigdy nie zrozumie, a to dlatego, że dotąd pan tego nie rozgryzł. Odpowiedź tkwi w słowach trenera Górskiego; "mecz można wygrać, przegrać lub zremisować", które na pewno są panu znane. A więc każdy ma nie tylko prawo, ale nawet i obowiązek (o ile sport ma mieć sens) zakładać, że wygra. Inszość, czy to znajduje potwierdzenie na boisku, oczywiście w walce o zwycięstwo, a nie w wyniku. I za to moim zdaniem można rozliczać i krytykować trenera i zawodników. Nie za to że składali obietnice, ale za to że ich nie dotrzymali.W wywiadzie z Podolskim, można wyczytać m.in. "obawialiśmy się, że zechcecie rzucić się do odrabiania strat", to o pierwszej połowie, a o podsumowaniu całego meczu można przeczytać "przyznam szczerze, że spodziewałem się, że Polacy zagrają lepiej". Że tak się nie stało czuję w tym rękę ludzi myślących podobnie do pana, a zwłaszcza do pana Basałaja. Jeśli chodzi o mnie, to nie jestem rozkapryszanym dzieciakiem, abym nie mógł znieść rozczarowania porażką i stał się przez to defetystą, który zakłada porażkę zanim ona nastąpi i szczyci się swym pożal się Boże "realizmem". To ostatnie zdanie odnosi się głównie do pana Basałaja, który "realistycznie" przewidział wynik zanim stał się on faktem w komentarzu przedmeczowym, nasiąkniętym ironią i drwiną, wynikającymi z poczucia wyższości "chłodnego realisty" wobec kibiców, którzy śmią jeszcze wierzyć.przenosiny bloga w1ktor, czwartek, 12 czerwca 2008czwartek, 18 września 2008, w1ktor
TrackBack
|