|
Blog > Komentarze do wpisu
Polemika z red. Basałajem. Stan iluzji i beznadziei - jak my to kochamy.Już myślałem, że moje wieloletnie przekonanie, że brakuje nam pogodnego optymizmu i wiary w siebie, było tylko złudzeniem, jakąś fantasmagorią. Ale wreszcie znalazłem kliniczny przykład defetyzmu ( to moja ocena ) . Znalazłem zupełnie niespodziewanie podczas lektury Przeglądu Sportowego, w komentarzu pana Janusza Basałaja, zastępcy redaktora naczelnego (7-8.06.2008) i to w przed dzień bardzo waznego meczu z Niemcami.Cytuję, " Chce się nam po prostu wygrać z Niemcami i już!. Nieważne, że w niedzielę wieczorem będziemy się spotykać z trzecią drużyną świata, w której grają zawodnicy Chelsea, Arsenalu czy Bayernu Monachium. Nie ma znaczenia, ilu futbolistów zarejestrowano w niemieckim związku piłkarskim i w jakich warunkach szkoli się za Odrą młodzież. To wszystko przestaje mieć znaczenie kiedy przychodzi czas spotkania z Niemcami".Sądzę, że to ma znaczenie, ale nie tuż przed meczem. Do jakich wniosków dochodzi pan Basałaj;"Może i wygramy, choć raczej nie damy rady rywalom lub zremisujemy".Myślę, że na opak pan Basałaj zinterpretował słowa trenera Górskiego, gdy mówił; "Mecz można wygrać, przegrać lub zremisować". Sądzę nawet, że pomylił pan skutki z przyczynami. Piłkarze wywodzą się prostą drogą ze społeczeństwa, a ono karmione jest, od czasu do czasu, takimi przemyśleniami jak wyżej zacytowane. To właśnie jest przyczyna, a skutkiem tego jest np. bilans meczy Polska - Niemcy; 11 porażek 4 remisy i O zwycięstw. Nie wiem, czy ktoś ma "lepszy" bilans z sąsiadem z za miedzy, ale nie sądzę. Trenerzy swoje, a pan Basałaj swoje."Piłka jest okrągła, a bramki są dwie, albo my wygramy, albo oni", "Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe". Tyle trener Górski. Te same prawdy choć własnymi słowami przekazuje zawodnikom Leo; "Wiem, że wiele osób patrzy na ten mecz i odnosi się do historii.(...) Ale ja pytam: jak to potem można wykorzystać na boisku? Wychodząc z takim nastawieniem pełnym resentymentów, nie zagrasz dobrego spotkania". Trener przypomina też, że na boisku piłkarskim gra 11 przeciw 11 i wiele innych podobnych historii. Ale pan Basałaj wie lepiej.Gdyby wszyscy w Polsce rozumieli przekaz trenera Górskiego, to obecny trener nie musiałby odkrywać Ameryki i mógłby się spokojnie zająć tylko szkoleniem pilkarzy.Trener Leo mówi o Niemcach; " jest kilka powodów, dla których są zaliczani do najlepszej piątki na świecie. Przede wszystkim mają znakomitych piłkarzy. Po drugie zawsze grają z ogromnym poświęceniem dla drużyny.(...) - nigdy się nie poddają, zawsze prą do przodu, nie tracą głowy i zawsze w końcówce spotkania są w stanie wykrzesać z siebie dodatkowe siły". Ja nawet sądzę, że to ostatnie, jest główną przyczyną fatalnego bilansu meczów Polska - Niemcy, a nie to, że mają więcej kasy, więcej i lepszych piłkarzy i lepsze boiska. Pan Basałaj się na ten temat nawet nie zająknął.Pan Basałaj za to pisze; "... ale przed dwoma laty było jeszcze bardziej optymistycznie i skończyło się tak, jak się skończyło (...). Jedna runda i do domu".Wszyscy sportowcy z całego świata mają na to jedną odpowiedź, dążą do rewanżu, a nie ronią krokodyle łzy nad rozlanym mlekiem. Pan Basałaj zadaje sobie pytanie "Pesymizm?" i odpowiada "nie, ale...". Pan Basalaj wydaje się być przekonanym, że przemawia przez niego mądrość realisty. A ja uważam, że to strach i polisa przed kolejną porażką naszych piłkarzy. Pan Basałaj nie chce więcej rozczarowań i znalazł na to sposób w "realizmie".Mój realizm jest bardziej zbliżony do realizmu np. trenera Gorskiego. Uważam, że każdy mecz można wygrać, o ile się w to wierzy, ale wiara ta musi być rzeczywista, a nie pozorna, nie może być podszyta strachem, czy obawą. Ale aby była ona prawdziwa nie może być karmiona taką strawą, którą pan Basałaj podaje ( to moja ocena).Mój realizm opiera się na wielu przykładach, podam jeden. Czy przykład Greków nie powinien przemawiać do wyobraźni i być zaraźliwy także i dla nas, Polaków?. Grecy czarno na białym, wszem i wobec udowodnili, że Polacy mogą zdobyć tytuł, osobną sprawą jest czy go kiedykolwiek zdobędą, ale że mogą zdobyć to już pewnik. Nic i nikt tego już nie zmieni.Pan Basałaj pisze; "Optymizm i duch w narodzie tak wielki, jak wielkie mogą być nadzieje przed takim meczem. Od polityków po tzw. zwykłych zjadaczy chleba".Uważam, że to "optymizm" na zapas i nie chodzi mi tylko o pesymizm (pardon "realizm") pana Basałaja, ale o to, że takich pesymistów/defetystów (pardon "realistów) jak pan Basałaj jest dużo, dużo więcej. Jeśli pan Basałaj myśli, że jest wyjątkowy, to jest w wielkim błędzie. Przykłady:"Wiadomo że kibice nie dadzą sobie psioczyć na drużynę, ale taka jest realna prawda. Ta drużyna nie osiągnie nic i znów powrócą na tarczy, a wszyscy będą się dziwić, co sie znów mogło stać jak zawsze po turnieju z którego odpadają jako jedni z pierwszych"- to jeden z wielu głosów internautów w podobnym duchu jakie czytałem.Pan Basałaj pisze, co prawda w innym kontekście, ale mi to tutaj bardziej pasuje; "Założę się, że wielu tak myśli, ale nikt tego głośno nie mówi". Właśnie, założę się, że wielu myśli tak samo jak pan Basałaj, a może nawet większość, ale prawie nikt tego głośno nie mówi pod własnym nazwiskiem.Na sam koniec pan Basałaj pisze; "A mimo wszystko dobrze byłoby pokonać w niedzielę Niemców. W poniedziałek, 9 czerwca, nastałby bowiem najpiękniejszy poranek w Polsce od kilkudziesięciu lat".Moim zdaniem, im więcej będzie w Polsce takich uczonych "realistów" jak pan, tym mniejsze będą na to szanse.Zauważyłem też, że wielu internautów, zaraz po tym, jak odbierała naszym wszelkie nadzieje na sukces, doszła do takiego samego wniosku jak pan Basałaj, że dobrze byłoby wygrać mecz. Czy nie widzi pan w tym sprzeczności nie do pogodzenia?. Czy nie w tym leży różnica między prawdziwą wiarą, a pozorowaną?.Uważam, że nie można stać okrakiem na barykadzie, że nie można być do połowy w ciąży .... Chce pan uczestniczyć w zwycięstwach przykładając rękę do porażek ?. Pan pisze "chciejstwo". a ja odpowiadam, że pan chce zastąpić chciejstwo samorealizującą się negatywną przepowiednią, samospełniającym się negatywnym proroctwem. Nie wszyscy jeszcze wiedzą tak jak pan, że z Niemcami nie da się wygrać i mają jeszcze iluzje i kierują się nadziejami. Przykłady:"Klinsmanowi przydarzyło się kilka nieoczekiwanych wpadek, jak porażki z Koreą Południową, Słowacją i Turcją".Pisze pan "stan iluzji i nadziei - jak my to kochamy" i dodaje "stan, który trudno znaleźć gdzie indziej wśród narodów zjednoczonej Europy". A ja odpowiadam, że jest dokładnie odwrotnie, że ten "stan", którego trudno znaleźć gdzie indziej, to stan iluzji i beznadziei - jak my to kochamy.Pewnie pan pomieszał dwa odrębne porządki. To że narody zjednoczonej Europy, nie znajdują nadziei dla nas, to jeszcze nie znaczy, że nie znajdują jej dla siebie. Nadzieja to stan indywidualny, nikt ją za nas nie znajdzie.Tak samo jak pan ubolewam nad tym, że"ograć Niemców czy Rosjan, naszych sąsiadów od tysiąca lat, to marzenie każdego kibica-Polaka". Ja chcę, aby Polacy chcieli wygrywać z każdym bez względu na narodowość, każdy mecz traktując jednakowo i wiem, że tylko taka postawa mogłaby zaprocentować, w przyszłości zwycięstwami w EURO, czy na Mundialu.Ubolewam również nad tym że, " ten sam naród, który kocha do szaleństwa i pada na kolana przed zwycięskim selekcjonerem, potrafi jednak strasznie pokąsać, kiedy ich zespół przegrywa". Ale mam nadzieję, że nie chodzi panu o zwykłe rozliczanie trenerów za wyniki. Nie wiem jak pan, ale ja nie zamierzam, ani przed nikim "padać na kolana", ani nikogo "kąsać". Sądzę, że pan zbyt generalizuje, że czytelników bulwarówek bierze pan za reprezentatywną grupę narodu. Przyznam, że są najgłośniejsi i większość jest wobec nich bezsilna.Mi nie odpowiada zarówno hurraoptymizm, zwłaszcza jeśli oznacza on brak szacunku dla rywali [każdy chce wygrać, każdy chce być najlepszy i każdy ma do tego prawo], jak i pesymizm, czy jak to nazywam defetyzm. Moim zdaniem oba są siebie warte, jedno żeruje na drugim, jedno wynika z drugiego i nie wiem, które było pierwsze.Wiem, sama wiara nie wystarczy do zwycięstwa, ale wiem też, że bez wiary również się nie wygra. Jeśli się gra z faworytami to idzie jakoś tak; jesteście lepsi, musicie z nami wygrać, ale jest mały problem musicie to zrobić na boisku, bez zmiłuj się, na pewno dacie sobie radę :), ale jest jeszcze jeden mały problem, gdy wygracie wszystko pozostanie tak jak jest, ale gdy przegracie, to my staniemy się bohaterami, a wy staniecie się pośmiewiskiem.przenoszenie bloga na nowy adres w1ktor, czwartek, 12 czerwca 2008piątek, 19 września 2008, w1ktor
TrackBack
|