Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej. Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www
Blog > Komentarze do wpisu

Od Tokio przez Pekin do Stambułu. Cz 2 z 5.

Radwańska pewna Stambułu - TENIS - Mistrzostwa WTA Stambuł

                                                     2) PEKIN

Na szczęście Radwańska w Tokio nie powiedziała całej prawdy, i nie dała z siebie wszystkiego, bo ciąg dalszy miał miejsce już w następnym tygodniu w Pekinie. W jeszcze lepiej obsadzonym turnieju i jeszcze wyższej rangi.

"O dobry wynik w Pekinie wcale nie musi być jednak łatwo. Radwańska zazwyczaj pod presją gra gorzej niż na luzie. W Tokio nikt na nią nie stawiał, szanse na Masters miała małe, więc efektownie i niespodziewanie zwyciężyła. Teraz zdała sobie już sprawę, że otworzyła się szansa wyjazdu do Turcji i mogą pojawić się nerwy. W przeszłości bywało tak już nieraz.

Koniec sezonu sprzyja sensacyjnym rozstrzygnięciom, zawodniczki są zmęczone, często łapią kontuzje. Radwańska też musi na to uważać." - przestrzegał portal sport.pl, bo chyba ta presja i kontuzje to nikomu specjalnie nie służą.

Na szczęście niepokonana w swoich sześciu ostatnich meczach krakowianka w 1 r. dostała od Pekińczyków ( jedna z ras psów należąca do grupy psów do towarzystwa, zaklasyfikowana do sekcji spanieli japońskich i pekińczyków - dopisek mój) wolny los, a to za piękne zwycięstwo w Tokio, a w pierwszym meczu w drugiej rundzie znowu zmierzyła się na nowy dobry początek z faworytkę gospodarzy Jie Zheng ( WTA 72). Bilans dotychczasowych meczów - 2 -1 dla Polki. Na lepszą z tej pary w 3 r. już czekała sensacyjna pogromczyni Petry Kvitovej Szwedka Sofia Arvidsson (WTA 85 ). I nie musiała długo czekać, bo Radwańska szybko pokonała grającą z dziką kartą Jie Zheng 6:1, 6:4 i awansowała do III rundy turnieju. A Jie była ostatnią Chinką w turnieju, pomimo że w Pekinie wystąpiła chińska mistrzyni FO i finalistka AO Na Li. Ale chińska gwiazda spadła już w 1 r. za sprawą rumuńskiej kwalifikantki Moniki Niculescu ( WTA 57), która pod koniec sezonu stała się prawdziwym demonem kobiecych rozgrywek.

Zanim niepokonana w swoich siedmiu ostatnich meczach krakowianka zmierzyła się w 3r. ze Szwedką Sofią Arvidsson obie tenisistki poznały już następną rywalkę, a była nią świetnie dysponowana w Pekinie Ana Ivanović, która nie dała najmniejszych szans Kimiko Date-Krumm, Swietłanie Kuzniecowej, a w 3 r. wprost rozbiła Wierę Zwonariową 6-2, 6-1 - w sumie w trzech meczach tracąc wszystkiego 10 gemów. Tak więc Szwedka z Polką miały zawzięcie bić się o to która z nich uniknie czołowego zderzenia serbskiego tira z własną osobówką. Niestety to Radwańska pokonała Sofię 6:4, 6:2 i awansowała do ćwierćfinału turnieju China Open. Wydawało się więc, że nie ma już takiej siły która powstrzyma nadciągającą katastrofę.

"W przypadku Ivanović efekty zaczyna przynosić rozpoczęta niedawno współpraca z trenerem Nigelem Searsem, który dla Serbki zrezygnował ze znaczącej funkcji w brytyjskiej federacji. - Praca z nim to wielki przywilej. Jego rezygnacja to dla brytyjskiego tenisa wielka strata. Życzę mu jak najlepszych wyników z Aną - dziękowała za współpracę czołowa brytyjska tenisistka Anne Keothavong (...)  Ivanović pracuje z Searsem od początku lipca i ciągle pnie się w rankingach. Prowadzona przez Searsa dotarła do czwartej rundy US Open ( 5 - przypis)  i był to jej najlepszy wielkoszlemowy wynik w tym roku. " - eurosport.pl

"Dzisiaj przeszkoda będzie o wiele trudniejsza. Serbka Ivanović ostatnio przeżywa znakomite momenty. Gra nie tylko z wielką determinacją i pomysłowością, ale widać także, że bycie na korcie sprawia jej przyjemność. Ekspresyjne zachowania po zdobytych punktach i autentyczna radość są na to dowodem". - chwalił i przestrzegał Krzysztof Srogasz eurosport.pl

"- Dopiero co wygrała w Tokio, grała ostatnio bardzo dobrze. Bez wątpliwości będzie to trudny mecz" - kurtuazyjnie wypowiadała się Ana Ivanović o swojej najbliższej rywalce.

A ta kurtuazja Serbki niekoniecznie była od rzeczy. "Po co grać na siłę, skoro można lżej. Ważny jest efekt" - chwali Polkę znany amerykański bloger. O świetnej grze Radwańskiej jest coraz głośniej. Pochlebny artykuł napisał znany bloger Steve Tignor, autor stałej rubryki w portalu Tennis.com. "Radwańska stosuje najprostszą na świecie zasadę: przebij piłkę za siatkę i zmuś rywalkę do biegania, co daje 75 proc. punktów. Ale nie przebija zwyczajnie, robi to w najdoskonalszy sposób, uderza dokładnie tam, gdzie powinna, bez zbędnego ryzyka. Po co robić coś na siłę, skoro można lekko, ale tak, że przeciwnik nie odbije" - m.in. napisał Tignor w artykule pt. "The Good Hands Club", czyli "Klub dobrych rąk", nawiązując do niezwykłego technicznego wyczucia Radwańskiej" - Jakub Ciastoń sport.pl

Tak więc niepokonana w swoich ośmiu ostatnich meczach Radwańska w pekińskim ćwierćfinale miała zmierzyć się z niepokonaną co prawda tylko w swoich trzech ostatnich meczach, ale za to na nowo reaktywowaną Aną Ivanovic (WTA 18) eksliderką rankingu i mistrzynią Roland Garros 2008. Diabeł okazał się mniej straszny niż go malowano, bo Agnieszka pokonała Serbkę 6:3, 3:2 i to z kreczem i to ona awansowała do półfinału turnieju WTA Tour na twardych kortach w Pekinie.  

"Bezdyskusyjnie Agnieszka Radwańska zapracowała sobie na dzisiejsze zwycięstwo, rozgrywając z Aną Ivanović znakomite spotkanie. Od początku mecz był bardzo wyrównany i stający na wysokim poziomie." - Michał Jaśniewicz tenisklub.pl

"Polka zaimponowała w piątek po raz kolejny w ostatnich dniach. Ivanović spisuje się z meczu na mecz coraz lepiej, ale Radwańska nie zamierzała się poddać. Wiadomo było, że największą bronią Serbki jest jej niesamowity forehand. Bombardowała nim od początku, ale Agnieszka spokojnie przyjmowała ataki rywalki.

Od początku to był bardzo dobry mecz i trudno było zrozumieć, że grają zawodniczki z drugiej dziesiątki rankingu WTA. Radwańska wiele razy przytomnie grała pod siatką i w ten sposób w pierwszej partii zdobyła 10 punktów na 13 prób. Dwa razy przełamała rywalkę i wygrała 6:3" - srogi eurosport.pl

"Przyczyną rezygnacji Ivanovic był ból dolnej części pleców, który czuła już w Tokio.

– Od tygodnia poddawałam się wielu zabiegom, ale chyba niewiele dały. Zrobiłam w czwartek w Pekinie rezonans magnetyczny, lekarze jeszcze nie powiedzieli, co mi jest – mówiła Serbka". - rp.pl ( 6 -przypis)

O drugi finał w Pekinie (pierwszy był w 2009) krakowianka miała zagrać z lepszą z pary wyłonionej z konfrontacji Caroline Wozniacki ( WTA 1) z Flavią Pennettą (WTA 26). A lepszą po trzy setowym boju obfitującym w dramatyczne zwroty akcji niespodziewanie okazała się Włoszka. Więc Duńczycy zdobyli pełnię praw autorskich do napisania nowelki, a la Juliusz Verne, jak to duńskiej liderce rankingu WTA udało się aż dwukrotnie uniknąć w azjatyckiej dżungli spotkania sam na sam z polskim ninja i to dwa razy last minute. A to przecież Dunka broniła tytułów zarówno z Tokio jak i w Pekinie.

A co mówiła Flavia przed meczem z Radwańską - Jest jedną z najsolidniejszych i najbardziej żywych taktycznie zawodniczek w cyklu - powiedziała Pennetta, ćwierćfinalistka US Open, o rywalce w rozmowie z "La Gazzetta dello Sport". - Muszę szukać punktów przy siatce. Nie będzie to łatwe, ale jeśli nie spróbuję, to na 90% przegram. Lepiej spróbować...

A w meczu z Caroline Wozniacki Flavia wygrała 30/33 akcji przy siatce. Więc naprawdę lepiej było spróbować...

Zanim w tokijskim półfinale niepokonana w swoich dziewięciu ostatnich meczach krakowianka zmierzyła się z Flavią Pennettą, to już jej główna konkurentka w walce o Masters Andrea Petković (WTA 11) wprost rozniosła 6:2, 6:0 demoniczną Monicę Niculescu (WTA 57) i awansowała do finału turnieju China Open. Polka nie mogła oddać Niemce pola w walce o Masters i tylko dlatego pokonała w półfinale Flavię Pennettę 6:2, 6:4 i również zapewniła sobie miejsce w finale i tam miała stoczyć z Andreą Petkovic walkę o drugi z rzędu, a największy w karierze tytuł i jeszcze o pozycję zdecydowanej liderki w wyścigu o Masters.

"- Jak mam być szczera, przyjeżdżając do Azji nie myślałam o turnieju w Stambule, ponieważ byłam daleko w rankingach. Co mogę jeszcze dodać? Cieszę się, że jestem w drugim finale z rzędu - przyznała Polka.

- To, że mogę wystąpić w Masters jest dla mnie niespodzianką - wtóruje Radwańskiej jej niedzielna rywalka - Andrea Petković, która w półfinale pokonała Monicę Niculescu. - Cały czas polepszam swoją grę i ten turniej byłby dla mnie wielkim wyróżnieniem. Mogę grać dobry tenis i myślę, że na to zasługuję - dodała Niemka.

- W lecie grałyśmy ze sobą dwukrotnie. Wygrałam oba mecze, ale dziś to nic nie znaczy. Spotkania z Andreą zawsze są bardzo ciężkie i wymagające. Świetnie gra w tenisa, więc ja jutro będę musiała zagrać lepiej - ostrzega Radwańska.

- Agnieszka osiągnęła formę życia, wygrała w Tokio. Świetnie grała także w turniejach US Open Series. Przegrałam z nią 2 albo 3 mecze w tym roku. W finale muszę skupić się na sobie, ale także mieć trochę szczęścia - powiedziała Petković" - sport.pl

W Pekinie niepokonana w swoich dziesięciu ostatnich meczach krakowianka nie straciła jeszcze seta, a z finałową rywalką Niemką Petković (WTA 11) miała bilans spotkań 4-0, a dwa z tych zwycięstw odniosła w sierpniu, w tym w drodze po tytuł w Carlsbad. Ale te wcześniejsze przewagi w meczu finałowym nie miały mieć żadnego znaczenia. Niemka nie przestraszyła się rywalki i w finale dała z siebie wszystko. Stawka meczu była dwoista i dla obu tenisistek niemal jednakowa. Zapowiadał się więc zacięty finał, który wzbudzał ogromne emocje i zainteresowanie.

"Niedzielny finał turnieju WTA w Pekinie, w którym  Agnieszka Radwańska pokonała Niemkę Andreę Petković obejrzało w kanale Eurosport średnio 446 tysięcy widzów przy udziale w rynku 4,23 %. Jest to rekordowy wynik z relacji tenisa w 15-letniej historii Eurosportu w Polsce" - eurosport.pl

"Pekin: wielki finał! wielka Radwańska!

Agnieszka Radwańska mistrzynią China Open! W jednym z najlepszych tegorocznych pojedynków w kobiecych rozgrywkach Polka pokazała swoją wielkość, pokonując w niesamowitych okolicznościach Andreę Petković 7:5, 0:6, 6:4 i zdobywając drugi z rzędu, trzeci w tym roku, a siódmy w karierze tytuł!

W finałowym starciu w Pekinie Radwańska po raz kolejny pokazała swoją wielkość. Wielkość polegającą na tym, że potrafiła wygrać mecz, w którym momentami była stłamszona rewelacyjnie grającą rywalką. Polka przeczekała trudny okres, nie poddała się, a potem w wielkim stylu wykorzystała chwilę słabości Niemki, odrodziła się i ukąsiła! (...)

Finał China Open był tego rodzaju meczem, do którego myślami wraca się wielokrotnie. Radwańska rozpoczęła tak, jak gra ostatnio cały czas, czyli znakomicie. Mądry taktycznie, konsekwentny i silny tenis poprowadził ją do wywalczenia dwóch przełamań i objęcia prowadzenia 4:1. Polka nie robiła żadnych błędów i rewelacyjnie manewrowała zagraniami, przez co Niemka niewiele mogła zrobić. Ale nagle Petković się obudziła i jej potężne strzały z głębi kortu zaczęły naszej tenisistce sprawiać problemy. Odrobiła jednego breaka, wygrała własnego gema i… z płaczem oraz bólem w kolanie usiadła na ławeczce. W trakcie jednej z wymian Niemka nabawiła się urazu, który – patrząc na reakcję tenisistki – wydawało się, że wyeliminuje ją z dalszej gry. Pomoc lekarza okazała się jednak wystarczająca i po kilku minutach Petković wróciła na kort. Co więcej, wychodziło jej wszystko. Doprowadziła do remisu i emocjonującej końcówki partii. Na szczęście, mimo licznych problemów, Polka nie pozwoliła sobie wydrzeć zwycięstwa i triumfowała 7:5.

Jednak drugi set wyglądał już zupełnie inaczej. To, co wyprawiała w nim Niemka, nie sposób nazwać inaczej jak szaleństwem. Pozytywnym szaleństwem. Petković rozgrywała tenis swojego życia. Bombardowała Radwańską potężnymi i bardzo precyzyjnymi zagraniami z głębi kortu oraz  często pędziła do siatki, nie popełniając w grze z powietrza żadnego błędu. Polka nie mogła zrobić dosłownie nic. Grała swoje i ciągle prezentowała wysoki poziom, ale na kosmiczną postawę Niemki żadna z tenisistek nie znalazłaby w tym momencie odpowiedzi. Efekt był szokujący – 6:0 dla Petković.

Jak to jednak często bywa (szczególnie w kobiecym tenisie), set wygrany „na sucho” z tenisistką tej samej klasy, paradoksalnie nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. W decydującej odsłonie Petković ciągle grała na wysokim poziomie, ale już nie na tak kosmicznym jak kilkanaście minut wcześniej. Obie tenisistki odczuwały już trudy długiego spotkania i zaczęły popełniać więcej błędów, choć mimo tego grały znakomicie. W czterech pierwszych gemach ani Radwańska, ani Petković nie umiały utrzymać własnego podania. Polka miała duże szanse, aby to zrobić i wyjść na większe prowadzenie, ale w kilku sytuacjach popełniła banalne błędy taktyczne, fundując rywalce prezenty. Wyraźnie „siadł” też serwis naszej tenisistki. W szczególności drugie podanie było niemiłosiernie ostrzeliwane przez Niemkę. Petković przełamała złą niemoc i wygrała swojego gema, obejmując prowadzenie 3:2, a chwilę potem 4:3. I wówczas, przy własnym podaniu, Radwańska błyskawicznie przegrała dwa pierwsze punkty. Na tablicy widniało 3:4, 0-30 i wydawało się, że sytuacja jest już beznadziejna. Polka nie raz i nie dwa pokazywała, że nie z takich opresji umie wychodzić. Odrobiła stratę, wygrała gema, a potem… przełamała przeciwniczkę! W ostatnim gemie Petković trzykrotnie strzeliła w aut, fundując Radwańskiej prowadzenie 40-0. Isia zakończyła mecz za drugą piłką meczową." - Mateusz Grabarczyk tenisklub.pl.

"Eksperci zwracają uwagę na niezwykłe statystyki finału. Petković i Radwańska zagrały dużo więcej winnerów, niż popełniły niewymuszonych błędów. Niemka wygrała w sumie 101 punktów, Polka - 100, ale przeważała w kluczowych akcjach. Wszyscy podkreślali, że Petković zagrała być może najlepszy mecz w tym roku, ale to nie wystarczyło. "To właśnie dlatego popłakała się na koniec, bo dała z siebie wszystko" - napisał jeden z fanów na Twitterze" - Jakub Ciastoń sport.pl.

"- To był bardzo ciężki mecz. Starałam się przede wszystkim koncentrować na swojej grze, od samego początku do końca. Przeciwko Andrei nie można sobie pozwolić na słabości, tylko trzeba grać cały czas agresywnie. Myślę, że obie grałyśmy dzisiaj niewiarygodnie dobrze, a ja byłam po prostu lepsza w kilku ważnych punktach. Na pewno to najlepszy finał, jaki dotychczas rozegrałam - powiedziała po triumfie Radwańska.

- Nasze mecze są zawsze długie i bardzo wyrównane, dlatego spodziewałam się dzisiaj ciężkiego pojedynku: taki też był. Poza tym sądzę, że było dużo emocji i naprawdę bardzo dobrego tenisa, który mógł się podobać wielu ludziom na całym świecie - stwierdziła po meczu Petković".

"Petkovic nie próbowała usprawiedliwiać swojej porażki kontuzją odniesioną w pierwszym secie.

- Tamto zdarzenie nie wpłynęło na losy meczu. Na szczęście obyło się wyłącznie na strachu. Moje kolano na chwilę się zablokowało. Przez moment bałam się, że stało się coś poważnego. Nie wpłynęło to na moją postawę na korcie. Do samego końca grało mi się dobrze, ale Agnieszka była lepsza w końcówce. Ona zasłużyła dzisiaj na zwycięstwo. Cieszę się, że udało mi się tak dobrze zagrać w finałowym meczu - poinformowała Niemka" - eurosport.pl

"A w niedzielę wieczorem po meczu - Jestem potwornie rozczarowana, że nie wystąpię w Linzu. Ale turniej w Pekinie wyczerpał mnie fizycznie - tłumaczyła Andrea Petković w oświadczeniu przesłanym WTA. Tym samym Petkovic zrezygnowała z dalszej walki o Masters" -eurosport.pl.

Tak więc 22-letnia krakowska tenisistka Agnieszka Radwańska wygrała turniej o międzynarodowe mistrzostwo Chin, wygrała 11. meczów z rzędu ( co skrzętnie policzyłem ), odniosła piąte zwycięstwo nad starszą o dwa lata Niemką  i w tydzień po tygodniu zdobyła drugi tytuł, a największy w karierze i trzeci w sezonie. Łączny bilans finałów Polki to odtąd 7-2. A dla Petković był to największy finał w karierze (bilans 2 -3).

Dzięki największym w karierze tytułom, w Tokio i Pekinie, polska rakieta nr 1 powróciła na najwyższe w karierze 8 miejsce w klasyfikacji WTA. A w rankingu Race, będącego listą kwalifikacyjną do Masters, Agnieszka awansowała również na 8 miejsce, ostatnie dające awans do turnieju mistrzyń.

- Sezon trwa, a w wyścigu są wciąż trzy zawodniczki [dwie; Petković wycofała się z Linzu i odpadła z walki]. Powtarzam, nie ma teraz czasu na odpoczynek, jest pełna mobilizacja. Tak będzie dopóki WTA nie przyśle Agnieszce informacji, że jest na sto procent w Stambule, więc na razie nie wybiegamy w przyszłość. Pozostaje teraz do zagrania turniej w Moskwie i to jest na razie priorytet - podkreślił Wiktorowski.


"Od kilku tygodni na turnieje z polskimi tenisistkami jeździ Tomasz Wiktorowski i na razie ten układ się nie zmieni. - Powiem tak: w zawodowym sporcie robi się wszystko, żeby być najlepszym na świecie. Cały nasz sztab dąży do tego, żeby Agnieszka odnosiła zwycięstwa. We wrześniu postanowiliśmy coś zmienić i był to strzał w dziesiątkę, stworzyliśmy jej odpowiednie warunki i Isia gra fenomenalnie - cieszy się ojciec zawodniczek" -  sportowefakty.pl

"- Może to zabrzmi banalnie, ale kluczem do takiej fantastycznej serii jest po prostu systematyczna praca i dobrze zaplanowany, czyli nieprzeładowany kalendarz startów, w którym jest czas na grę, ale też na trening, odpoczynek i regenerację. Pracować trzeba cały czas, dlatego w poniedziałek Agnieszka wróci do Krakowa i będzie tam trenowała z siostrą Urszulą i ojcem Piotrem, żeby utrzymać taką dyspozycję. Nie ma teraz czasu na odpoczynek, bo na horyzoncie jest ważny cel" - uważa Wiktorowski.

Z wywiadu z tenisistką: "A jaki był udział trenera Tomasza Wiktorowskiego, który w telewizorze też firmował twarzą te zwycięstwa?

- Nie będę podawać tego w procentach, bo tego policzyć się nie da. Rzeczywiście, trener Wiktorowski był na turniejach, ale wiadomo, że mam wokół siebie całą grupę ludzi, którzy mi pomagają. Swój udział mają chłopcy, z którymi trenowałam w Krakowie, swoje zrobił trener odnowy i przygotowania fizycznego. Każdy ma swoją cegiełkę" - Krzysztol Rawa rp.pl

wtorek, 25 października 2011, w1ktor

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: