Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej. Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www
Blog > Komentarze do wpisu

Od Tokio przez Pekin po Stambuł cz. 4 z 5.

                                   

                             WALKOWER BARTOLI! - TENIS - WTA Puchar Kremla
                   

                                             4) Wyścig do Masters

Na fali entuzjazmu po azjatyckich sukcesach awans A. Radwańskiej na turniej mistrzyń wydawał się niemal przesądzony. Jeszcze przed samym tokijskim finałem na portalu eurosportu.pl pisali:

"Zwycięstwo w finale da Radwańskiej Stambuł! - tytuł.

Agnieszka Radwańska, która w ostatnim czasie w rankingu przesunęła się z 13. na 8. miejsce, jest w komfortowej sytuacji. Awansuje do Stambułu bez oglądania się na rywalki, jeśli wygra finał w Pekinie (plus 300 punktów) i awansuje przynajmniej do ćwierćfinału w Moskwie (w jej przypadku za 60 punktów). Ale w praktyce ten drugi warunek wcale nie będzie potrzebny, bo wcześniej Petković i Bartoli musiałyby wygrać po dwa ostatnie turnieje (odpowiednio w Linzu i Luksemburgu oraz Osace i Moskwie). Teoretycznie jest to możliwe, praktycznie absolutnie nierealne, szczególnie w przypadku bardzo nierównej Francuzki" - Łukasz Przybyłowicz eurosport.pl ( 10 - przypisy do tekstu)

Wieczorem po. tokijskim finale z rywalizacji o Masters wycofała się Niemka Petkovic: 

"W niedzielę wieczorem finałowa rywalka Polki z Pekinu Andrea Petković poinformowała, że rezygnuje z udziału w startującym w poniedziałek turnieju w Linzu.

To też dobra wiadomość dla ósmej po Pekinie w rankingu WTA Race Agnieszki Radwańskiej, bo ubyła jej jedna z dwóch ostatnich rywalek. A tą ostatnią, która może pozbawić ją gry w tureckiej imprezie, jest Marion Bartoli. Francuzka musi jednak wygrać turnieje w Osace i Moskwie i liczyć na to, że Radwańska w tym ostatnim nie dojdzie do ćwierćfinału. Ale nie ma się czego obawiać, ostatni turniejowy triumf Bartoli odniosła w czerwcu w Eastbourne". - eurosport.pl

Inaczej pisząc Francuzka aby zdystansować Polkę w wyścigu do Masters potrzebowała 9 zwycięstw z rzędu, a Polka aby zapewnić sobie wyjazd potrzebowała tylko jednego zwycięstwa i to w pierwszym meczu w Kremlin Cup. Do tego Bartoli rozegrała już w Azji 3 turnieje, a musiała wygrać dwa kolejne i to wszystko tydzień po tygodniu, i to jeden w Osace ( którego wcześniej nie miała w planach), a drugi w Moskwie. Wydawać by się mogło: Mission Impossible.

Niespodziewanie ten pościg Bartoli za Petkovic i Radwańską zapewnił emocje na następne prawie dwa tygodnie i pomimo że początkowo bagatelizowano zagrożenie, to z czasem coraz bardziej wydawało się ono realne, aż na koniec grozba utraty 8 miejsca przez Polkę wydawała się całkiem prawdopodobna.

Ale Francuzka miała dwa cele, pierwszym było wyprzedzenie Petkovic i zapewnienia sobie miejsca pierwszej rezerwowej, co wydawało się dużo bardziej realne i pewnie to było początkowo głównym celem kampanii Bartoli po złote runo.

W wypowiedzi dla francuskiego dziennika "L'Equipe" Bartoli przyznała, że bardziej jednak liczy na to, że z powodu kontuzji odniesionej w Turcji nie zagra Maria Szarapowa. - Nie wiemy co się z nią dzieje, ale czekam, co się stanie. Najważniejsze, że wyprzedziłam w rankingu Petković i jestem rezerwową numer 1 - stwierdziła Bartoli.

Najpierw piłeczka była po stronie Francuzki, która musiała wygrać w Osace aby dalej liczyć się w grze, a gdyby tam się potknęła to Polka mogłaby się ewentualnie wycofać z Kremlin Cup i już zacząć przygotowania do Stambułu.

Osaka to był jednak jeden wielki pokaz siły i determinacji Bartoli i jednocześnie pokaz świetnie przeprowadzonej pierwszej części kampanii wojennej w kierunku na Stambuł. W całym turnieju w 6 bitwach nie straciła ani jednego seta, w 4 setach oddała po 1 gemie, w 4 po 2 gemy, w 1 jednym secie straciła 3 gemy i tylko jeden set rozstrzygnęła na swoją korzyść dopiero w tie - breaku, i to był czwarty set w dniu, w którym musiała stoczyć dwie bitwy w ciągu jednej doby, a w finale pobiła 6 rakietą świata Sam Stosur 6 -3, 6 -1. Porażało nie samo zwycięstwo, ale jego styl - była to wojna błyskawiczna. Aż strach pomyśleć co by było dalej gdyby w Azji nie zabrakło turniejów i dalszą część wojennej kampanii Francuzka nie musiała przenieść do europejskiej części Rosji.

Błyskawiczna kampania Bartoli w Osace nie pozostała w Polsce bez echa:

"Uwaga na Bartoli

Jeżeli Radwańska wygra w Moskwie jeden mecz - automatycznie zapewni sobie awans do Masters. Jeżeli Polce się nie powiedzie, Bartoli do wyprzedzenia Agnieszki potrzebowała będzie triumfu w Kremlin Cup" - sport.pl

Po Osace tenisowy cyrk przeniósł się do Moskwy. W Rosji początkowo tenisowa piłeczka znajdowała się po stronie Radwańskiej. Wystarczyło wygrać tylko jeden mecz w Moskwie, i to pierwszy mecz w turnieju, a Polka przecież dokonała już tej sztuki jedenaście razy z rzędu ( rekord kariery), w tym pokonując tenisistki z samego wierzchołka rankingowej tabeli. Zadanie więc nie wydawało się specjalnie złożone.

Ale był pewien haczyk. Pech chciał, że na pierwszy ogień Agnieszka dostała leworęczną Czeszkę Šafářovą ( WTA 26), która jest jedną z najbardziej niewygodnych dla niej rywalek, gdyż Polka w czterech dotychczasowych pojedynkach wygrała z Czeszką tylko jeden raz. Do tego Radwańska nigdy wcześniej nie osiągała dobrych wyników w moskiewskiej hali, wystarczy powiedzieć, że na trzy dotychczasowe starty wygrała tylko jeden mecz. Mecz Radwańskiej z Safarovą był głównym teenisowym daniem dnia i został ustawiony jako ostatni na korcie centralnym, bo wszyscy wiedzieli o jaką stawkę toczy się gra.

Niestety stało się: "Pokonana w Moskwie przez Lucie Safarovą 4:6, 6:4, 4:6 Agnieszka Radwańska nie wykorzystała szansy na zapewnienie sobie kwalifikacji do Masters. Miejsce krakowianki, wciąż gwarantujące jej występ w Stambule, może zająć Marion Bartoli - jeśli Francuzka wygra turniej. Teraz panią losu Polki stała się Marion Bartoli.

Radwańska popełniała dzisiaj mnóstwo niewymuszonych błędów i dokonywała wielu złych wyborów taktycznych. Do tego doszła dobra gra Safarovej, co razem złożyło się na zwycięstwo Czeszki. Niestety, oznacza to, że w tym momencie awans do turnieju mistrzyń w Stambule nie zależy już od Polki. Wszystko w rękach Marion Bartoli, a w zasadzie jej rywalek. Jeśli Francuzka wygra w Moskwie, to... nie, bądźmy optymistami" Mateusz Grabarczyk tenisklub.pl

- Nie grałam dzisiaj dobrze. Był to mój pierwszy w tym roku występ w hali i czułam się trochę dziwnie. Nawierzchnia w ogóle mi nie odpowiadała, więc raczej nie był to dla mnie udany turniej - powiedziała Radwańska po środowej porażce z Lucie Šafářovą.

Wierzę, że Wiera może wyświadczyć mi przysługę - dodała krakowianka. Polka jeszcze wtedy nie wiedziała, że Rosjanka nawet nie dotrwa do półfinału w którym mogłaby stanąć na drodze Marion Bartoli.

W tym seozonie największą zmorą polskiej krakowianki były dwie leworęczne Czeszki i jedna leworęczna Niemka. Cetkovska pozbawiła Polkę szans na udany występ na ulubionej wimbledońskiej trawie, oraz na zajęcie pierwszego miejsca w US Open Series, Kerber pozbawiła Agnieszki szans na przynajmniej pierwszy wielkoszlemowy półfinał, a Safarova mogła odebrać Polce wydawało się pewne miejsce w turnieju mistrzyń.

Znowu tenisowa piłeczka znalazła się po stronie Bartoli:

"Masters dla Bartoli? Sprawa otwarta

Wyścig o bilet do Masters znakomicie obrazuje komentarz na oficjalnej stronie kobiecych rozgrywek. "Marion Bartoli potrzebowała trzech zdarzeń do wyprzedzenia Agnieszki Radwańskiej w walce o turniej w Stambule: wygrania turnieju w Osace, porażki Polki przed ćwierćfinałową fazą turnieju w Moskwie, a także turniejowego triumfu w stolicy Rosji. Dwie się spełniły, jedna jest sprawą otwartą" - czytamy w relacji z Kremlin Cup zatytułowanej: "Wczesna porażka Radwańskiej, otwarte drzwi dla Bartoli"" - sport.pl.

Pierwszym pytaniem było jak Francuzka odnajdzie się w Moskwie po zmianie strefy czasowej, klimatu i na nowej wolnej nawierzchni w moskiewskiej hali. Na początku europejskiej kampanii wydawało się, że aklimatyzacja przebiegła pomyślnie, gdyż Francuzka pozornie bez żadnego problemu pokonała 6-1, 6 -1 Rosjankę Ksenię Pierwak ( WTA 38). Wydawało się że Bartoli nie straciła nic ze swojego impetu z Osaki i że będzie ekstremalnie trudno ją powstrzymać w wojnie o Stambuł, choć sama francuska tenisistka ciągle zapewniała że o Masters jeszcze nie myśli.

- Nie myślę o turnieju Masters, naprawdę. Kiedy wychodzę na kort staram się walczyć o każdy punkt, daję z siebie wszystko. Dopiero później okaże się, co taka postawa mi przyniesie. Jeśli chodzi o mecz z Pierwak, to pierwsze 15-20 minut było wyrównane, choć może wynik tego nie wskazywał. Na szczęście później zaczęłam lepiej serwować - powiedziała Bartoli.

Ale u nas zaczęto myśleć o tym coraz poważniej, a z początkowego bagatelizowania Francuzki nie zostało nawet cienia śladu:

"Zaczyna się spełniać czarny sen Radwańskiej - tytuł.

Jeszcze tydzień temu scenariusz, który przewiduje wypadnięcie Radwańskiej z masters wydawał się niemożliwy. Teraz staje się niestety coraz bardziej realny.(...)


Nie sprawdziły się przypuszczenia, że Francuzka może być zmęczona. Przecież w niedzielę wygrała w Osace, a do Moskwy przyleciała dzień później. Zmieniła strefę czasową i korty - z otwartych na halę. Podobno trzeci dzień aklimatyzacji jest dla sportowców najgorszy. Po Bartoli nie było tego zupełnie widać" - kaszaj eurosport.pl

Kolejną rywalką Bartoli miała być kolejna Rosjanka Jelena Wiesnina ( WTA 64). Szczerze mówiąc to ja już nie czekałem na porażkę Francuzki, ale kiedy w końcu któraś z rywalek zmusi Marion do większego wysiłku, do choćby rozegrania trzech setów w jednym meczu. Kiedy czytałem jak Francuzka gromi kolejne rywalki dziwnym trafem zaraz przychodził mi na myślprzywódca Wolnych Francuzów z czasów II wojny światowej, chociaż komentatorzy wspominali o jej korsykańskich korzeniach, a to już mogło przywołać na myśl samego Wielkiego Małego Korsykanina Napoleona Bonaparte.

Rozwiązanie przyszło zupełnie niespodziewanie i w okolicznościach co najmniej kuriozalnych. Gdy czekałem na mecz Bartoli z Wiesnina, czas mijał a tenisistek ciągle nie było widać na korcie, a komentator informował, że "koledzy zarządzający całą transmisją" donoszą mu że pod znakiem zapytania stoi występ w drugim meczu Cibulkovej ( 9 - przypisy do tekstu), to mimowolnie pomyślałem że bardziej logicznym byłoby aby ta informacja dotyczyła jednej z tenisistek z pierwszej pary, bo to by przynajmniej wyjaśniało czemu mecz się tak opóznia. Ale nie chciało mi się wierzyć, że to mogłoby dotyczyć Francuzki, więc raczej spodziewałem się zdrowotnych problemów Wiesniny. Przeczucie zawiodło mnie tylko połowicznie, bo rzeczywiście komentator niedługo przekazał nową informację, że rzeczywiście poddała mecz tenisistka z pierwszej pary, ale nie Wiesnina, tylko sama walcząca o bilet do Masters wolna Francuzka Marion Bartoli. 

- Myślę, że moje ciało potrzebowało przerwy, ale próbowałam do samego końca, jednak... Wczoraj podczas mojego meczu nie czułam się zbyt dobrze. Ale wciąż miałam trochę energii i to wystarczyło do zwycięstwa. Dziś rano miałam tak duże bóle na całym ciele, na szyi... I nawet nie byłam w stanie się dzisiaj rozgrzać. Więc wiedziałam, że to będzie naprawdę ciężkie zagrać dzisiaj. To był naprawdę bardzo długi sezon i próbowałam grać do samego końca, ale nie byłam w stanie - wyjaśniła Bartoli.

Tak więc Francuzka przegrała nie z rywalkami, ale z własnym organizmem. Pod koniec długiego sezonu ( to był jej 27 turniej w sezonie, żadna inna tenisistka z czołówki nie grała w tylu turniejach) otwartą szansą na Masters została zmuszona do krańcowego wysiłku i temu organizm Francuzki nie podołał.

"Wszystko wskazywało na to, że Francuzka ma na zrealizowanie tego scenariusza duże szanse. W piątek rozpędzona tenisistka miała zagrać w ćwierćfinale Kremlin Cup z Rosjanką Jeleną Wiesniną. Tuż przed meczem okazało się jednak, że Bartoli nie przystąpi do spotkania z powodu infekcji wirusowej. Tym samym stało się jasne, że Francuzka nie wyprzedzi już Radwańskiej i Polka na pewno zagra w rozpoczynającym się 25 października turnieju Masters" sport.pl.

"Z wywiadu z Ojcem - trenerem duńskiej liderki rankingu:

"Poza Marion Bartoli. Ona walczyła pięć tygodni po kolei i w końcu padła. Choć mogła wyprzedzić Agnieszkę Radwańską, poddała się walkowerem. Dlaczego?

Trudno to oceniać czy potępiać, lecz wiem jedno: Karolina nigdy by tak nie postąpiła! Pamiętamy, jak dwa lata temu ledwo żywa walczyła w Ad-Dausze. Zeszła dopiero w półfinale z Sereną Williams, gdy w drugim secie nie była w stanie serwować i naprawdę nie chciała już robić cyrku. Zgoda, niektóre urazy da się zamaskować lepiej, a czterdziestostopniowej gorączki nie ukryjesz. Jednak gdy dochodzi stres i presja, czasami wszystko rozsypuje się w drobny mak. Francuzki więc szkoda, choć z drugiej strony spójrzmy na sprawę pozytywnie: Agnieszka po swojej złotej jesieni zasłużyła na występ w Turcji na pewno nie mniej niż ona" - eurosport.pl

Opinia Piotra Wozniackiego wydaje mi się być bardzo niesprawiedliwa/stronnicza. Wg mnie "ledwo żywa walczyła" to dotyczy meczu Bartoli z Pervak, tylko że Francuzka nie dała tego po sobie poznać, a "nie była w stanie serwować i naprawdę nie chciała już robić cyrku" to dotyczy stanu w którym Bartoli była, albo w jeszcze dużo gorszym przed meczez z Vesniną i dlatego zmuszona była go poddać. A na występ w Turcji zasłużyła ta tenisistka która zajeła 8 miejsce w rankingu Race.

wtorek, 25 października 2011, w1ktor

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: