|
Blog > Komentarze do wpisu
Bezbarwny ćwierćfinał.
Mecz niestety rozczarował. Zabrakło zaangażowania, zaciętości, determinacji, woli walki, agresji, koncentracji odpowiedniej do stawki meczu; tak jakby Agnieszka zadowoliła się obroną punktów za ćwierćfinał z 2011 roku. Nie było widać choćby w połowie tego zaangażowania, zaciętości, koncentracji jak w niektórych meczach w Tokio, Pekinie, Stambule czy nawet w Sydney, a przecież stawka meczu była jeszcze większa. Pierwszy set to był set błędów z obu stron. Miała miejsce cała seria przełamań serwisów z tylko pojedynczymi udanymi zagraniami, a wygrała go ta tenisistka która popełniała trochę mniej błędów - można chyba powiedzieć, że bardziej przegrała go Azarenka niż wygrała Radwańska. Drugi set Polka przespała prawie w całości; nie podjęła widocznej walki, nie przycisnęła rywalki jakby ukontentowało ją wygranie 1 seta, czy jakby pomyślała, że mecz może sam się wygrać. Niepodjęcie walki w 2 secie oznaczało zredukowanie szansy na wygranie meczu z 2 do 1, a przecież Azarenka chyba nie grała najlepszego meczu i można chyba było pokusić się o przyciśnięcie Białorusinki i wygraną w 2 setach. Niestety i w 3 secie Agnieszka nie podjęła walki na miarę półfinału wielkiego szlema. Tak więc porażka była w pełni zasłużona. To był chyba najsłabszy z dotychczasowych ćwierćfinałów w wykonaniu krakowianki. Polka jak na siebie popełniała bardzo dużą ilość błędów. Niestety Agnieszka nie zastosowała się do wskazówek trenera i nie zagrała na swoich najwyższych obrotach. A miałem nadzieję, że przegrany debel jest dobrym prognostykiem przed ćwierćfinałem, gdyż mógł oznaczać, że najlepsza polska tenisistka zbiera wszystkie siły na walkę o swój pierwszy półfinał. Mam nadzieję, że Agnieszka i jej sztab wyciągną odpowiednie wnioski z tego meczu i że kolejnej wielkiej szansy już Polka nie zmarnuje. Przynajmniej nie w ten sposób. A może poprzednie łatwe zwycięstwa uśpiły Radwańską. Problem może w tym, że Polka musiała coś zmienić w swojej grze, znacząco dodać pierwiastek agresji, aby spróbować wygrać z Azarenką, a Azarence wystarczyło to co grała w poprzednich meczach. A może ogromny upał, czy też jakieś inne zewnętrzne okoliczności nie pozwoliły Polce rozegrać meczu na swoim najwyższym poziomie. A może dała znać o sobie presja. A może za dużo respektu dla Azarenki. Szkoda, bo to mogły być wielkie dni Polki. Największy pozytyw z tego turnieju jest ten że starsza z sióstr Radwańskich awansuje w rankingu WTA na najwyższą pozycję w karierze, minimum na 6, i mam nadzieję że Polka w kolejnych turniejach zaprezentuje się nie gorzej, a nawet lepiej niż w AO. Przed tenisistami jeszcze trzy turnieje wielkoszlemowe, oraz Olimpiada, więc jeszcze nie wszystko stracone. Aha, i może pora zakończyć z dzieleniem turniejów wielkoszlemowych na 1 i 2 tydzień, to może wtedy początek drugiego tygodnia nie będzie kojarzył się z odpadnięciem z turnieju. To żart, choć nie jest mi do żartów. Aha, to nie jest krytyka, bo nie roszczę sobie praw do krytykowania obecnie szóstej tenisistki świata, po prostu opisuję swoje wrażenia. A w sporcie trzeba raczej patrzyć w przyszłość i zbytnio nie rozczulać się nad porażkami, bo sukcesy i porażki przeplatają się nawzajem, a turniej goni turniej. Trzeba jednak przyznać, że Agnieszka nigdy nie miała w wielkoszlemowych ćwierćfinałach tyle szczęścia co np. w obecnym AO Maria Szarapowa i Petra Kvitova, które na tym szczeblu rozgrywek grały z dużo niżej notowanymi rywalkami; Maria z 56 w rankingu rodaczką Makarową, a Petra z 48 Włoszką Errani, co oczywiście nie oznacza, że im to szczęście było niezbędnie potrzebne do awansu. Polka w dotychczasowych ćwierćfinałach grała z: Hantuchovą - to był jej pierwszy ćwierćfinał, a Słowaczka była wtedy wyżej notowana od krakowianki i rozegrała jeden z najlepszych pojedynków w karierze, a była to najmniej znana z ćwierćfinałowych rywalek Agnieszki - z Sereną i Venus Williams ( oba na Wimbledonie), Kim Clijsters i Victorią Azarenko. Spora ilość półfinalistek wielkoszlemowych miała w ćwierćfinałach dużo niżej notowane rywalki, a Radwańska nigdy nawet nie była w nich faworytką. I chyba dlatego, a nie z powodu klątwy Polka jest najwyżej notowaną tenisistką bez półfinału wielkoszlemowego. Oczywiście chciałoby się aby krakowianka wygrała wielkoszlemowy ćwierćfinał nawet w roli pretendentki. -------------------------------------------- cytata z portalu sport.pl: "Gdy prowadziła, na Twitterze wychwalali ją eksperci i gwiazdy sprzed lat. "Radwańska jest jak powiew świeżego powietrza, ma różnorodny technicznie tenis, a do tego nie krzyczy" - pisał Mats Wilander, siedmiokrotny triumfator Szlemów. Hałasowała wyłącznie Azarenka - australijska stacja Channel 7 zmierzyła, że jęczała z mocą 92 decybeli! "Zawsze chętnie oglądam Radwańską, gra podobnie do Martiny Hingis. Niezbyt dużo siły, ale sprytnie" - entuzjazmował się Brad Gilbert, były trener Andre Agassiego, który pisał o Radwańskiej, że to jego "ulubiona tenisistka". "Bez względu na to, jak skończy się mecz, muszę przyznać, że Radwańska jest najlepszą profesorką tenisa w WTA Tour" - zachwycał się Miguel Seabra, dziennikarz portugalskiego Eurosportu, a Matt Cronin z Tennis.com dodawał: "Od dawna powtarzałem, że może sprawić niespodziankę. Azarenka wcale nie ma łatwej drogi do półfinału". Drugi serwis to chyba słabość zdecydowanej większości tenisistek, nawet w męskim tenisie jest on często bezwzględnie atakowany. Pytanie co się bardziej opłaca ryzykowanie podwójnego błędu, czy kończącego returnu. W tym meczu Agnieszka popełniła dużo podwójnych ( 5 podwójnych, a w 4 poprzednich meczach razem miała ich 3), a przecież na ogół prawie w ogóle ich nie robi, pytanie czy wynikało to z większego ryzyka, czy też z mniejszej koncentracji?. Wydaje mi się że serwis Agnieszki jest jej mocną bronią i jak mówią komentatorzy nie tyle jego siła co precyzja i tylko tenisistki ze ścisłej czołówki światowej sobie z nim radzą. ---------- fragment z wywiadu z Fibakiem:
wtorek, 24 stycznia 2012, w1ktor
TrackBack
|