Zakładki:
Australian Open. Wybrane notki.
Eastbourne. Wybrane notki.
Olimpiada. Wybrane notki.
Polemiki z:
Roland Garros. Wybrane notki.
US Open. Wybrane notki.
Wimbledon. Wybrane notki.
Wstępne podsumowanie 2008.
|
SPORT PO POLSKU
wtorek, 24 stycznia 2012
Mecz niestety rozczarował. Zabrakło zaangażowania, zaciętości, determinacji, woli walki, agresji, koncentracji odpowiedniej do stawki meczu; tak jakby Agnieszka zadowoliła się obroną punktów za ćwierćfinał z 2011 roku. Nie było widać choćby w połowie tego zaangażowania, zaciętości, koncentracji jak w niektórych meczach w Tokio, Pekinie, Stambule czy nawet w Sydney, a przecież stawka meczu była jeszcze większa. Pierwszy set to był set błędów z obu stron. Miała miejsce cała seria przełamań serwisów z tylko pojedynczymi udanymi zagraniami, a wygrała go ta tenisistka która popełniała trochę mniej błędów - można chyba powiedzieć, że bardziej przegrała go Azarenka niż wygrała Radwańska. Drugi set Polka przespała prawie w całości; nie podjęła widocznej walki, nie przycisnęła rywalki jakby ukontentowało ją wygranie 1 seta, czy jakby pomyślała, że mecz może sam się wygrać. Niepodjęcie walki w 2 secie oznaczało zredukowanie szansy na wygranie meczu z 2 do 1, a przecież Azarenka chyba nie grała najlepszego meczu i można chyba było pokusić się o przyciśnięcie Białorusinki i wygraną w 2 setach. Niestety i w 3 secie Agnieszka nie podjęła walki na miarę półfinału wielkiego szlema. Tak więc porażka była w pełni zasłużona. To był chyba najsłabszy z dotychczasowych ćwierćfinałów w wykonaniu krakowianki. Polka jak na siebie popełniała bardzo dużą ilość błędów. Niestety Agnieszka nie zastosowała się do wskazówek trenera i nie zagrała na swoich najwyższych obrotach. A miałem nadzieję, że przegrany debel jest dobrym prognostykiem przed ćwierćfinałem, gdyż mógł oznaczać, że najlepsza polska tenisistka zbiera wszystkie siły na walkę o swój pierwszy półfinał. Mam nadzieję, że Agnieszka i jej sztab wyciągną odpowiednie wnioski z tego meczu i że kolejnej wielkiej szansy już Polka nie zmarnuje. Przynajmniej nie w ten sposób. A może poprzednie łatwe zwycięstwa uśpiły Radwańską. Problem może w tym, że Polka musiała coś zmienić w swojej grze, znacząco dodać pierwiastek agresji, aby spróbować wygrać z Azarenką, a Azarence wystarczyło to co grała w poprzednich meczach. A może ogromny upał, czy też jakieś inne zewnętrzne okoliczności nie pozwoliły Polce rozegrać meczu na swoim najwyższym poziomie. A może dała znać o sobie presja. A może za dużo respektu dla Azarenki. Szkoda, bo to mogły być wielkie dni Polki. Największy pozytyw z tego turnieju jest ten że starsza z sióstr Radwańskich awansuje w rankingu WTA na najwyższą pozycję w karierze, minimum na 6, i mam nadzieję że Polka w kolejnych turniejach zaprezentuje się nie gorzej, a nawet lepiej niż w AO. Przed tenisistami jeszcze trzy turnieje wielkoszlemowe, oraz Olimpiada, więc jeszcze nie wszystko stracone. Aha, i może pora zakończyć z dzieleniem turniejów wielkoszlemowych na 1 i 2 tydzień, to może wtedy początek drugiego tygodnia nie będzie kojarzył się z odpadnięciem z turnieju. To żart, choć nie jest mi do żartów. Aha, to nie jest krytyka, bo nie roszczę sobie praw do krytykowania obecnie szóstej tenisistki świata, po prostu opisuję swoje wrażenia. Trzeba jednak przyznać, że Agnieszka nigdy nie miała w wielkoszlemowych ćwierćfinałach tyle szczęścia co np. w obecnym AO Maria Szarapowa i Petra Kvitova, które na tym szczeblu rozgrywek grały z dużo niżej notowanymi rywalkami; Maria z 56 w rankingu rodaczką Makarową, a Petra z 48 Włoszką Errani, co oczywiście nie oznacza, że im to szczęście było niezbędnie potrzebne do awansu. Polka w dotychczasowych ćwierćfinałach grała z: Hantuchovą - to był jej pierwszy ćwierćfinał, a Słowaczka była wtedy wyżej notowana od krakowianki i rozegrała jeden z najlepszych pojedynków w karierze, a była to najmniej znana z ćwierćfinałowych rywalek Agnieszki - z Sereną i Venus Williams ( oba na Wimbledonie), Kim Clijsters i Victorią Azarenko. Spora ilość półfinalistek wielkoszlemowych miała w ćwierćfinałach dużo niżej notowane rywalki, a Radwańska nigdy nawet nie była w nich faworytką. I chyba dlatego, a nie z powodu klątwy Polka jest najwyżej notowaną tenisistką bez półfinału wielkoszlemowego. Oczywiście chciałoby się aby krakowianka wygrała wielkoszlemowy ćwierćfinał nawet w roli pretendentki. -------------------------------------------- cytata z portalu sport.pl: "Gdy prowadziła, na Twitterze wychwalali ją eksperci i gwiazdy sprzed lat. "Radwańska jest jak powiew świeżego powietrza, ma różnorodny technicznie tenis, a do tego nie krzyczy" - pisał Mats Wilander, siedmiokrotny triumfator Szlemów. Hałasowała wyłącznie Azarenka - australijska stacja Channel 7 zmierzyła, że jęczała z mocą 92 decybeli! "Zawsze chętnie oglądam Radwańską, gra podobnie do Martiny Hingis. Niezbyt dużo siły, ale sprytnie" - entuzjazmował się Brad Gilbert, były trener Andre Agassiego, który pisał o Radwańskiej, że to jego "ulubiona tenisistka". "Bez względu na to, jak skończy się mecz, muszę przyznać, że Radwańska jest najlepszą profesorką tenisa w WTA Tour" - zachwycał się Miguel Seabra, dziennikarz portugalskiego Eurosportu, a Matt Cronin z Tennis.com dodawał: "Od dawna powtarzałem, że może sprawić niespodziankę. Azarenka wcale nie ma łatwej drogi do półfinału". Drugi serwis to chyba słabość zdecydowanej większości tenisistek, nawet w męskim tenisie jest on często bezwzględnie atakowany. Pytanie co się bardziej opłaca ryzykowanie podwójnego błędu, czy kończącego returnu. W tym meczu Agnieszka popełniła dużo podwójnych ( 5 podwójnych, a w 4 poprzednich meczach razem miała ich 3), a przecież na ogół prawie w ogóle ich nie robi, pytanie czy wynikało to z większego ryzyka, czy też z mniejszej koncentracji?. ---------- fragment z wywiadu z Fibakiem:
środa, 18 stycznia 2012
Wpis jest stale uzupełniany aż do zakończenia turnieju. Drzewo dobrych wiadomości. Najgorszy mecz w turnieju Agnieszka ma już za sobą. Był to oczywiście mecz pierwszej rundy z nieobliczalną Amerykanką Mattek - Sands. Wbrew większości wcale nie uważałem, ze to będzie łatwa rywalka, a mecz będzie dla Agnieszki jak życzą sobie niektórzy polscy kibice/dziennikarze - szybki, łatwy i przyjemny. Amerykanka jest waleczna i lubi sprawiać niespodzianki. Do tego wiał wiatr, który chyba sprzyjał ryzykownej grze Amerykanki. Trudna przeprawa w pierwszej rundzie może być zwiastunem całkiem udanego turnieju. W końcu wiele znanych tenisistek męczyło się w pierwszych rundach turniejów wielkoszlemowych, broniąc nawet meczbole, aby potem dochodzić daleko, a nawet wygrywać całe turnieje. Dobrą wiadomością jest również odpadnięcie już z turnieju Cetkowskiej i Safarzowej, bo nie ma co się czarować - dopóki Czeszki w grze nie można być spokojnym o dalsze turniejowe losy najlepszej polskiej tenisistki. To naturalnie żart zapożyczony ze słynnego westernu Butch Cassidy i Sundance Kid. A przy okazji warto zwrócić uwagę, że za burtą AO są już wszystkie tenisistki typowane przez dziennikarzy na ewentualne kolejne rywalki Agnieszki na drodze do oczekiwanego ćwierćfinału z Viko Azarenką. Tak więc zamiast Help w drugiej rundzie mieliśmy Argentynkę Ormaecheę, w trzeciej rundzie zamiast z Wickmayer doszło do meczu Polki z Kazaszką Galina Woskobojewą. A na zwyciężczynię tego meczu, w czwartej rundzie czeka wcale nie gromko zapowiadana Schavione, ale Niemka Goerges. Znowu okazało się że numerki nie grają. Ależ gdzie tam. Osobiście życzyłem sobie aby w czwartej rundzie doszło do konfrontacji Agnieszki z Rominą, bo lubię grę Włoszki. Niestety Włoszka przegrała z Goerges, pomimo wygrania pierwszego seta. Tak więc polski okręt flagowy po zwycięskiej potyczce polsko - kazaskiej dotarł już do 4 r; jeszcze jedna ważna potyczka tym razem polsko - niemiecka, oby zwycięska, i ... możliwe już tylko będą wielkie bitwy morskie. Przepraszam za marynistyczne skojarzenia, które bardzo być może nie przystają do indywidualnej dyscypliny sportu jaką jest tenis, ale nie dają mi spokoju: Kapitan Blood, sir Francis Drake, czy adm. Horatio Nelson. Oczywiście pojawiły się głosy, bo zawsze się pojawiają, że Galina przegrała, bo nie miała swojego dnia. Kazaszka nie miała gorszego dnia niż w poprzednich meczach. po prostu miała inną rywalkę, a z każdą rywalką gra się inaczej, gdyby ją przenieść żywcem z poprzednich pojedynków do meczu z Radwańską to wynik byłby mniej więcej ten sam, bo stara sportowa prawda mówi jasno i czytelnie - gra się tak jak rywal pozwala. A Agnieszka na niewiele rywalce pozwalała w pełni kontrolując przebieg meczu. Przedostatnia akcja meczu uwieńczona efektownym padem Galiny zrobiła nie małą furorę. Agnieszka Radwańska po pokonaniu 6 -1, 6 -1 niemieckiej tenisistki Julii Goerges dobrnęła do 5 w swojej karierze wielkoszlemowego ćwierćfinału, a 3 w AO; dwa pozostałe podjęła na Wimbledonie. O swój pierwszy wielkoszlemowy półfinał krakowianka zagra z trzecią rakietą świata Białorusinką Viką Azarenko. To będzie pierwsza rywalka Agnieszki wytypowana przez dziennikarzy. W tym roku panie rozegrały już jeden mecz w Sydney, z którego po trzech setach zwycięsko wyszła Azarenko, ale pod koniec ubiegłego roku w Tokio również po trzy setowym boju lepsza okazała się Radwańska. Moja prognoza to zwycięstwo Polki w trzech setach, ale chciałbym się mylić; i żeby tak Polka wygrała w dwóch setach. Z tym że trzeba powiedzieć jasno i dobitnie, że rywalka tym razem będzie piekielnie mocna; Azarenko jest bowiem jedną z głównych faworytek do triumfu w AO i zresztą sama żywi takie ambicje, więc trzeba będzie piekielnie mocno trzymać kciuki. Na chwilę wrócę do meczu z Goerges. Cytata z portalu sport.pl: "Agnieszka Radwańska w IV rundzie Australian Open potrzebowała tylko 54 minut by pokonać Niemkę Julię Goerges (23 WTA) 6:1, 6:1. Polka w pełni kontrolowała mecz wykorzystując słabą dyspozycję rywalki". Nie mogę się z tym zgodzić. Moim zdaniem Goerges nie miała "słabej dyspozycji", nie była gorzej dysponowana niż w poprzednich meczach; po prostu nie potrafi grać z tenisistkami pokroju Radwańskiej - grającej to co chce, dobierającej taktykę do rywalki, zmieniającej rytm ruchomej ściany nie popełniającej wielu błędów, w meczu z Niemką Polce odnotowano jedynie 3 niewymuszone, a to chyba rekord turnieju i żeby było jeszcze zbawniej krakowianka pierwszy błąd podwójny błąd serwisowy popełniła w pierwszej akcji meczu; Niemka zapewne wolałaby mieć za rywalkę tenisistkę swojego pokroju - walącą mocno i jednostajnie i popełniającą mniej więcej tyle samo błędów co ona ( zresztą takie same pragnienia mają niektórzy polscy kibice/dziennikarze/komentatorzy ) i wtedy czułaby się jak ryba w wodzie; mogłaby mieć nawet koński dzień, a tak to była bezradna jak rybka wyjęta z akwarium. Po prostu gra się tak jak rywal pozwala. Podprowadzone z forum: "Tak, jak przypuszczałem Julia Goerges była zaskoczona nietypowym stylem gry Agnieszki. Po meczu powiedziała (wg. nimieckiej strony Eurosportu): Wypowiedz Niemki dedykuję komentatorowi eurosportu panu Sidorowi, który na ekranie wypowiada opinie zbieżne z oceną dziennikarza sport.pl o rzekomo słabej dyspozycji Goerges w meczu z Radwańską. Inszy cytat: "Patrząc na Goerges można było sobie przypomnieć Radwańską sprzed dwóch sezonów. Niemka nie była skupiona na korcie, mową ciała jednoznacznie dawała do zrozumienia, że jej nie idzie i nie ma pojęcia jak to zmienić. W stylu Polki mówiła do siebie, krzyczała, po czym psuła kolejne piłki". Może i jest to zręczna tez publicystyczna, która ma rozrzedzić mgłę ostatnich sukcesów Polki, tyle że moim zdaniem jest ona bardzo daleka od prawdy: Agnieszka Radwańska mogła mieć krótkie przestoje w meczach, czy pojedyncze takie mecze, ale generalnie zawsze była tenisistką skoncentrowaną na grze, skupioną i konsekwentną, zwłaszcza jak jej w tym nikt nie przeszkadzał i dlatego tak szybko awansowała do światowej 10 i przez 3 lata, a teraz 4 rok z małymi wypadami się w niej utrzymuje. Nigdy nie była też tenisistką rozdającą dużo prezentów, była w tym zawsze bardzo oszczędna, ponoć tak mają wszystkie Krakusy; ale oczywiście zdarzały się wyjątki od tej reguły. No chyba, że oglądaliśmy dwie różne tenisistki. Tak jak w wierszu "Krakusy": Przy okazji. Bardzo mi zaimponował Tomic w meczu z Dołgopołowem, a tenis Ukraińca bardzo lubię. Jak chyba słusznie zauważył komentator młody Australijczyk grał dojrzały i wyrachowany tenis nie przystający do jego młodego wieku, do tego z ogromną pewnością siebie, która pewnie nie jednego może drażnić. Bernard chyba nikogo nie darzy respektem, co było słychać na konferencji pomeczowej kiedy zagajony przez Curiera o kolejny mecz z Federerem, zażartował, że dla niego to nic takiego. Bardzo jestem ciekaw jego konfrontacji z Federerem, oraz dalszego przebiegu jego tenisowej kariery. Przewiduję spore trudności dla starego mistrza. Tomic w meczu z Federerem zawiódł na całej linii. Mecz zupełnie bez historii.
Ale najlepszą wiadomością jest zdjęta klątwa na Urszulę Radwańską. Nie wiem kto i dlaczego ją założył, ani kto i dlaczego ją zdjął, ale fakty aż biją po oczach. Najpierw było losowanie, a w nim Ula która dostała się do głównego turnieju z jednego z ostatnich miejsc wylosowała w pierwszej rundzie nawet łatwiejszą rywalkę od tej którą wylosowała jej starsza rozstawiona z ósemką siostra. I nie tylko dobrze losowała, ale i wykorzystała swoją szansę odprawiając w pierwszej rundzie Amerykankę Alison Risk, mimo że wcześniej dwa razy z nią przegrywała. A nie było łatwo: "- Cały mecz toczył się w upale i w pewnym momencie Ula źle się poczuła, dlatego wzięła "medical" - wyjaśnił kapitan reprezentacji Polski w rozgrywkach o Fed Cup Tomasz Wiktorowski, który jako trener towarzyszy w Australii Agnieszce Radwańskiej. - Była wtedy bliska zejścia z kortu, ale okłady z lodu, nawodnienie organizmu napojami i sama dłuższa chwila odpoczynku postawiły ją na szczęście na nogi. To była jedyna słabość, bo poza tym tenisowo i sportowo była lepsza od Amerykanki - podkreślił Wiktorowski". Na tym nie koniec dobrych wiadomości. W tej części turnieju doszło do największej sensacji obecnej edycji AO i Urszula w drugiej rundzie zagra z Rumunką Soraną Cirsteą, która pokonała faworytkę gospodarzy, rozstawioną z "szóstką" Samanthę Stosur. Ocena szans Urszuli oczami eksperta eurosportu: "- Agnieszka będzie zdecydowaną faworytką, ale Ula ma jakiekolwiek szanse tylko jeśli Rumunka będzie miała gorszy dzień, a ona sama zagra bardzo dobry mecz. Śledzę jednak jej karierę od lat i wiem, że ma tzw. papiery na granie. Już ten wynik, który osiągnęła w Australii daje nadzieję, że będzie regularniej gościć w drugich rundach turniejów wielkoszlemowych - przewiduje Witold Domański". Kibol ma inne zdanie. Takie kibolskie. Sądzę, że Ulka ma też szanse gdy obie zagrają bardzo dobry mecz, więcej Ulka nie będzie bez szans gdy obie zagrają słabszy mecz, natomiast nie będzie mieć szans dopiero wtedy, jak Sorana zagra dobrze, a Ulka slabo. Ale co tam szanse. Teraz mocno trzymamy kciuki za promocję Urszuli do następnej rundy. Oby obie siostry R. utrzymywały się na pokładzie wielkoszlemowego turnieju jak najdłużej, bo morska kąpiel z rekinami polskiego sportowego dziennikarstwa wcale nie należy do przyjemnych. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że skoro klątwa została już pomyślnie zdjęta, to już nigdy więcej obie siostry Radwańskie nie spotkają się w pierwszych rundach turniejów WTA Tour. Ten etap mają już za sobą. Ale teraz to mało ważne. Drzewo złych wiadomości: Niestety Urszula nie sprostała w drugiej rundzie Soranie i tym samym dołączyła do Kubota, który poległ już w pierwszej rundzie. Polka wprawdzie wygrała 6-1 pierwszego seta, czym rozbudziła nadzieje kibiców - czyli tak samo zaczęła mecz jak Kubot - ale dwa pozostałe sety padły już łupem Rumunki; jeszcze raz potwierdziło się, że pierwszy set jest jakby na rozgrzewkę, a o wyniku tak naprawdę decyduje drugi, ewentualnie trzeci set. Powiada się też, że zbyt łatwe zwycięstwo w pierwszym secie, gdy nie oddaje rzeczywistej różnicy poziomów lubi się mścić, bo rywal dostaje ostrogi i pała rządzą rewanżu i ma okazję go wziąć w kolejnych setach. Wypada życzyć Łukaszowi i Urszuli powodzenia w dalszej części sezonu. W singlu znowu ostała nam się jeno Agnieszka. Trzymajmy za nią mocno zaciśnięte kciuki. ------------------------------------------------------------------------ Nie do druku: Mecz pierwszej rundy nie był szybki, łatwy i przyjemny, choć rzekomo miał takim być , więc na tenisistkę posypały się gromy. Niżej notowana rywalka postawiła zacięty opór najlepszej polskiej tenisistce. Niewybaczalne. Dziennikarz/dziennikarze sport.pl wyróżnili - zresztą nie pierwszy raz - najbardziej malkontenckie wpisy rozsierdzonych internautów, co wg mnie oznacza, że w jakieś części i w jakimś stopniu podzielają ich malkontenctwo. "Agnieszka nie wygrała tego meczu. To Bethanie go przegrała. Zupełnie niezasłużone zwycięstwo. Szkoda Amerykanki. Mogła spokojnie do trzeciej rundy dotrzeć. A tak na zwycięstwo w Australian Open będzie musiała poczekać jeszcze rok. No cóż, taki jest sport.. Brawo za waleczność dla Bethanie. A Agnieszka powinna dostać teraz szkołę od młodej Argentynki ;)"To jeden z 3 wyróżnionych przez dziennikarza/dziennikarzy portalu sport.pl wpisów internautów, zresztą wszystkie wyróżnione przez dziennikarza/dziennikarzy wpisy nie spodobały się ogółowi internautów i zebrały największe minusy głosów za i przeciw. Może tak być, że dziennikarz/dziennikarze portalu sport.pl pozują na ostatnich sprawiedliwych i pewnie z tego powodu są z siebie bardzo dumni. Tak więc zamiast cieszyć się, że Agnieszka mimo trudów meczu pokonała Amerykankę i awansowała do drugiej rundy, to żałują że Amerykanka przegrała i życzą Polce porażki w kolejnej rundzie. Inaczej nie da się tego zrozumieć. Oczywiście że to Agnieszka wygrała, i jak najbardziej zasłużyła na zwycięstwo skoro wygrała, bo nikt nikogo nie zmusza do mega ryzykownej gry i popełniania błędów, to jest wybór; zresztą Amerykanka w całym meczu miała rewelacyjną statystykę kończących do niewymuszonych +18, a to niemal ewenement w meczach kobiet, gdzie często statystyki są ujemne ( np Kvitova w meczu z Suarez - Navarro miała -17 i wygrała, Szarapowa w meczu z Lisicki miała -24, o ponad połowę więcej niewymuszonych niż kończących i wygrała, Jankovic w meczu z Wozniacki miała -24, wprawdzie przegrała, ale i tak w drugim secie powalczyła) , a więc twierdzenie, że Mattek przegrała przez błędy jest absurdem; ale nawet jeśli ktoś przegrywa przez błędy to też przegrywa w pełni zasłużenie, bo w tenisie nie idzie o to aby popełniać błędy; a Agnieszka mimo trudności przetrwała ataki rywalki, przyśpieszyła w odpowiednim momencie decydującego seta i ostatecznie okazała się lepsza. Wg mnie każde zwycięstwo jest zasłużone, bo zawsze wygrywa lepsza tenisistka, a zwycięzców się nie sądzi. Mattek zagrała w rosyjską ruletkę i przegrała bezapelacyjnie 6 -2 w trzecim secie. Grała tak, bo widocznie uznała że tylko mega ryzykowana gra może jej przynieść zwycięstwo. Ale Radwańska ostatecznie okazała się lepsza. Nawet pierwszy set mogła wygrać, bo prowadziła w tiea - breaku 5-1. Generalnie podzielam opinię po tym meczu pana Fibaka: Trochę bzdurnej ideologii. Największe rezerwy są chyba pogrzebane w głowie. Wiara w siebie, walka do końca, to powinien być standard. Choćby po to, aby nie przegrywać w głowie. Nie powinno to oznaczać lekceważenia rywali, zwłaszcza niżej notowanych, co u nas niestety w mediach jest na porządku dziennym - ze "słabszymi" ma być szybko, łatwo i przyjemnie, a jak nie nie jest to... Niestety nigdy nie będzie tak, jak chcą niektórzy dziennikarze/kibice, że nasz będzie zawsze wywiązywał się z roli faworyta i jeszcze sprawiał nam miłe niespodzianki. Przesadne lekceważenie potencjalnie słabszych rywali, bo jak nie z nimi to z kim, i przesadny strach przed potencjalnie silniejszymi, tak częste u nas, to chyba nie są pożądane standardy. Lekceważenie "słabszych" rywali, to chyba najlepsza droga do porażek. Dowcip polega na tym, że u nas media często na potęgę lekceważą "słabszych" bredząc o obowiązkach wygrywania z nimi, czy o szybkich, łatwych, i przyjemnych zwycięstwach, bo jak nie z nimi to z kim, i przy okazji wytwarzają moim zdaniem absurdalną presję na zwycięstwa, przez co przyczyniają się do ewentualnych porażek, a potem się wyżywają na sportowcach, bo jak można było przegrać/męczyć się skoro rywal był do obowiązkowego/łatwego pokonania. Chyba ważne aby nie bać się porażek, bo to może paraliżować i utrudniać zwycięstwa. A moim zdaniem absurdalna presja na zwycięstwa właśnie strach przed porażkami może wywoływać. Ale z drugiej strony nie można zobojętnieć na porażki. Ważne chyba też, aby motywacja górowała nad presją. Moim zdaniem pożądanym standardem powinien być respekt przed niżej notowanymi rywalami, a brak respektu przed wyżej notowanymi!. A nie odwrotnie!. Gadu, gadu, stary dziadu! Wincenty Pol Pieśń o ziemi naszej --------------------------------------- haniebny incydent na antenie eurosportu - nie mam pojęcia na czyje zlecenie - dokonano podłej bezprzykładnej haniebnej manipulacji na chwilę nakładając głos z meczu Agnieszki Radwańskiej z Niemką Goerges na mecz Dunki Caroline Wozniacki, nie można mówić o zwykłej pomyłce, gdyż miało to miejsce dokładnie w momencie kiedy polscy kibice gorąco dopingowali i oklaskiwali najlepszą polską tenisistkę
środa, 11 stycznia 2012
Róża czerwona, biało kwitnie bez.. wspaniałe, emocjonujące, historyczne, bo pierwsze zwycięstwo najlepszej polskiej tenisistki nad aktualnie panującą liderką rankingu, i oby tak dalej... Radwańska pokonała Wozniacki 3:6, 7:5, 6:2 w dzisiejszym ćwierćfinale turnieju WTA w Sydney. Na takie zwycięstwa czekaliśmy!. Trzeba przyznać cesarzowi co cesarskie, że Duńczycy to zawzięty w sensie pozytywnym naród - Caroline wspaniale się broniła, a gdy odrobiła trzy gemową stratę w drugim secie, wyszła na prowadzenie 5 - 4 i serwowała na mecz, można było zwątpić w zwycięstwo Polki, i już zacząć złościć się na Agnieszkę za "roztrwonioną" trzy gemową przewagę, zresztę w pierwszym przegranym przez Polkę secie Radwańska też dwa razy wychodziła na prowadzenie po przełamaniu Wozniacki i zaraz wypracowaną przewagę traciła przy własnym serwisie. Kolejny raz potwierdziło się to co zawsze piszę, że prowadzący ma pod górkę, a goniący z górki. Na szczęście Polka nie złożyła broni, zawzieła się równie jak Dunka i wyszarpała rywalce drugiego seta za 6 piłką setową. Trzeci set to już niemal całkowita dominacja Agnieszki, choć Caroline prawie do końca walczyła, również z kontuzją lewego nadgarstka, a przy jednej ważnej piłce Agnieszka miała ogromnego farta, gdyż piłka która zdawało się że zaraz wypadnie za linię kortu, po odbiciu się od siatki, perfidnie wpadła na plac gry. I tym razem potwierdziła się znana maksyma, że szczęście sprzyja lepszym!.
Róża czerwona jest, a na biało kwitnie bez... Muszę się przyznać, że przez cały drugi set niemiłosiernie darłem ryja, teraz czekam na policję, ale warto było!. Niech się cieszą, że to nie był środek nocy!. Wielkie emocje i wielkie brawa!. Tak trzymać!. Mam nadzieję, że krakowianka podbudowana tym wspaniałym i historycznym zwycięstwem nad aktualnie panującą liderką rankingu WTA z wrażenia nie poczuje się niezwyciężoną, bo przed nią bardzo trudny półfinał z Azarenką, choć z drugiej strony wielkimi stopami zbliża się styczniowe menu główne, czyli AO.
Róża czerwona jest, a na biało kwitnie bez... ---------------------------------------- "- Ta dziewczyna potrafi zwolnić, przyspieszyć, zmienić rytm, uciec z linii ciosu. Dawno nie widzieliśmy tu takiej sprytnej lisicy – zachwycali się Polką komentatorzy australijskiej telewizji". "- Wiedziałem, że to może być trudniejsza rywalka niż Caroline Wozniacki – mówił Wojciech Fibak. Jego zdaniem krakowianka nieco gorzej spisuje się z rywalkami prącymi do przodu, potrafiącymi łamać rytm i pewność siebie. Takimi jak siostry Williams czy Maria Szarapowa". ---------------------------------- Donosiciele donoszą z Janiny: "Radwańska staje się jedną z moich ulubionych tenisistek. Nie jęczy, nie piszczy, zamiast tego gra z wielkim spokojem. Bardzo budujące" - pisał na Twitterze zachwycony Brad Gilbert, były trener Agassiego i Murraya, ekspert ESPN. ------------------------------------- Dziennikarz „Polski” Hubert Zdankiewicz odsłonił nieco kulisy kontaktów Radwańskich z polskimi dziennikarzami: „ (...) A córka? - Słyszałem opinię, że musisz poprawić serwis - powiedział jej swojego czasu znajomy dziennikarz. - Kto tak powiedział? - zaperzyła się Radwańska. - Martina Navratilova - odparował dziennikarz, bo faktycznie legendarna tenisistka zasugerowała to publicznie swojej młodszej koleżance.
Można pogratulować tenisistce szybkości ciętej riposty.
„(...) Do tego kłócili się w świetle reflektorów, bo Radwańscy to jedna z najbardziej medialnych sportowych rodzin w Polsce. Otwarci. Zawsze dostępni. No prawie zawsze, bo ojciec czasem wyłącza komórkę. Na znak protestu, że ogólnopolskie gazety i stacje telewizyjne tak niechętnie wysyłają korespondentów na Wielkie Szlemy.
Tyle tego co można uznać za fakty, o ile są prawdziwe. Autor także podzielił się swoimi wrażeniami:
„Przez ostatnie lata ciągle oglądaliśmy Radwańską naburmuszoną, obrażoną na cały świat. Przeklinającą pod nosem, kłócącą się z sędziami, a nawet z własnym ojcem”.
Oj Boże jedyny - kłóciła się z sędzią, a nawet z własnym Ojcem. A może miała powody?. Ale to chyba dużo lepsze, niżby miała wiecznie się uśmiechać, ciągle być rozradowaną, grzeczną i potulną i wszystkim prawić desery. Podobno ostatnio zdaniem dziennikarza zaszły jakieś zmiany: "(...) W międzyczasie wygrała jednak (wreszcie!) turniej w Carlsbadzie i tam po raz pierwszy zobaczyliśmy nową Radwańską. Uśmiechniętą, pewną siebie, walczącą do ostatniej piłki. Słuchającą trenera. Zmieniła się nie do poznania. Zaczęła też wreszcie ogrywać wyżej sklasyfikowane rywalki regularnie, a nie od święta. Rosjankę Wierę Zwonariową (była 2. na świecie) pokonała od sierpnia aż czterokrotnie! Efektem były jesienne zwycięstwa w prestiżowych turniejach w Tokio i Pekinie (...)". -------------------------------------------------------- WYWIAD: "Super Express": - W latach 1981 i 1982 wygrał pan Australian Open. Sądzi pan, że Agnieszkę Radwańską też stać na taki wynik? Johan Kriek: Bez wątpienia! Agnieszka może dojść bardzo daleko, może nawet wygrać. Oczywiście do tego potrzeba kilku czynników: dobrego losowania, dobrej formy i utrzymania koncentracji przez siedem wyczerpujących meczów. Ale może tego dokonać. - Mógłby jej pan coś podpowiedzieć? - Może tylko tyle, że czasem powinna być bardziej agresywna w sytuacjach, w których może wygrać mecz. Agnieszka ma świetne ręce, znakomicie czyta zagrania rywalek. Potrzebuje tylko dodać trochę agresji w kluczowych sytuacjach. - Tuż przed Australian Open po raz pierwszy w karierze pokonała liderkę rankingu. To doda jej pewności siebie? - Zdecydowanie. Widziałem ten mecz, Agnieszka grała znakomicie. Mam wrażenie, że we wcześniejszych meczach z Karoliną miała dla niej trochę za dużo respektu. A przecież Agnieszka ma znacznie większy repertuar zagrań od Woźniackiej, ma więcej tenisowych narzędzi. Wspaniale czuje kort, a jej zagrania kątowe i skróty są najlepsze na świecie. Pod koniec ubiegłego roku Polka grała świetnie, zyskała mnóstwo pewności siebie i to widać teraz na korcie
Johan Kriekur. 5 kwietnia 1958 roku w Pongola (RPA), dwukrotny mistrz Australian Open (1981, 1982), zwycięzca 14 turniejów singlowych i 8 deblowych. W rankingu najwyżej na 7. miejscu. Jego żoną jest Polka - była tenisistka Daga Mrozek. Mieszkają razem w USA, mają 1,5-roczną córkę Karolinę, spodziewają się kolejnego dziecka. Razem prowadzą akademię tenisową dla juniorów, Johan sam prowadzi wszystkie zajęcia tenisowe
wtorek, 25 października 2011
![]() WSTĘP Zanim jeszcze Agnieszka Radwańska wyjechała na Daleki Wschód nie umilkły echa jej sensacyjnej porażki z niemiecką tenisistką A. Kerber ( WTA 92) w 2 r. US Open, która to porażka była ogromnym zawodem dla jej fanów, bo Polka nie tylko była jedną z cichych faworytek do sprawienia niespodzianki z racji bardzo dobrych startów w turniejach podprowadzających pod US Open ( zajęła 2 miejsce w US Open Series i wygrała po 3 letniej przerwie turniej w Carlsbad), to jeszcze jak na ironię losu po jej sensacyjnej porażce odpadła znajdująca się na jej drodze w ewentualnym ćwierćfinale jedna z głównych faworytek do tytułu Maria Szarapowa ( a wcześniej pożegnała się już z turniejem będąca w jej ćwiartce mistrzyni Wimbledonu Czeszka Kvitova ), do tego jeszcze wycofała się z powodu kontuzji grozna Niemka Wickmayer, odpadła niewygodna leworęczna Czeszka Safarova ( przegrała z Rumunką Niculescu 6-0, 6-1! ). Polka miałaby więc olbrzymią szansę na swój pierwszy wielkoszlemowy półfinał i kto wie co dalej mogło się zdarzyć.... Tak wczesna porażka Agnieszki w US Open była więc najboleśniejszą porażką Polki w całej jej dotychczasowej karierze. Fani Radwańskiej byli więc bardzo zawiedzeni, nie mówiąc już zapewne o samej tenisistce (1 - przypisy do tekstu na końcu wszystkich części). Po US Open wydawało się, że A. Radwańska może ten sezon już pomału odpisywać na straty, że pewnie będzie to jej najgorszy sezon od czasu jej pierwszego awansu do światowej 10. najlepszych tenisistek, że już może zacząć myśleć o przygotowaniach do nowego sezonu. Po US Open polska tenisistka w rankingu WTA zajmowała 13. miejsce, w rankingu Race dopiero 14, z dużą stratą do TOP 10. ( 955 pkt ) a więc nadzieje na powrót do TOP 10. na koniec roku, czy na udział w zwieńczającym sezon turnieju Masters wydawały się ostatecznie pogrzebane, a ostatnim ćwiekiem do trumny miała być właśnie sensacyjna porażka w 2r. US Open. I chyba nikomu wtedy nie przyszło do głowy że jedna eskapada na Daleki Wschód odmieni wszystko jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że najgorszy sezon nagle przemieni się w najlepszy, że Polka wróci na najlepsze w karierze 8 miejsce w rankingu, z największą ilością zdobytych punktów w karierze, z trzema w ogóle i z dwoma największymi w karierze wygranymi turniejami ( Premier, Premier 5 i Premier Mandatory), z upragnionym awansem w roli pełnoprawnej uczestniczki do zwieńczającego sezon turnieju Mistrzyń. A kto wie co jeszcze może się zdarzyć... - Gdyby ktoś powiedział mi trzy tygodnie temu, że wygram turnieje w Tokio i Pekinie, uznałabym go za wariata (...) - mówiła Polka (2 - przypis ). 1) TOKIO W Tokio Radwańska miała do obrony punkty za ćwierćfinał z ubiegłego roku. Na dobry początek rozstawiona w turniejowej drabince z nr 9 Agnieszka pokonała 6:1, 6:1 faworytkę gospodarzy Misaki Doi (WTA 111). Na korzyść Doi przemawiała tylko statystyka meczów Polki z leworęcznymi zawodniczkami: Agnieszka wygrała zaledwie trzy z dziesięciu ostatnich spotkań z mańkutkami. Ale sama statystyka na szczęście okazała się niewystarczająca, więc pierwsza przeszkoda została szybko pokonana. Prawdziwe schody miały zacząć się w 2r., kiedy niepokonana w swoim ostatnim meczu Radwańska miała zmierzyć się ze swoją niedawną pogromczynią z US Open, również leworęczną Niemką Angelique Kerber. W Tokio Angelique wygrała jak dotąd trzy spotkania. Najpierw przeszła eliminacje, a w pierwszej rundzie turnieju głównego oddała zaledwie jednego gema Serbce Bojanie Jovanovski ( WTA 57). Rewanż za US Open rozpoczął się złowróżebnie: Polka przegrała 3 - 6 pierwszego seta i pewnie przed większością fanów krakowianki stanęło widmo porażki z 2 r. US Open. Czyżby deja vu. Na szczeście ciąg dalszy był zupełnie inny. Krakowianka w drugim secie oddaliła się na 4-1 z dwoma przełamaniami, a choć Kerber niebezpiecznie zbliżyła się na 4-3, to już dwa ostatnie gemy i to bez możliwości powrotu padły łupem Agnieszki. W decydującym secie krakowianka objęła najpierw prowadzenie 2-0, potem 5 - 3 i przy własnym serwisie wygrała mecz za pierwszą piłką meczową 3 -6, 6-3, 6 -3. - Wiedziałam, że to będzie trudny mecz. Wygląda na to, że zawsze kończymy po trzy setowej walce. Łatwo nie było, ale cieszę się, że mogłam zemścić się za US Open, jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Angelique grała ostatnio bardzo dobrze - powiedziała Polka. Niepokonana w swoich dwóch ostatnich meczach Radwańska w 3 r. miała grać o czwarty tokijski ćwierćfinał z finalistką imprezy z 2009 roku Jeleną Janković (WTA 12). Miało to być trzecie spotkanie obu zawodniczek, a bilans stał 2-0 dla Serbki. Ale miał to być ich pierwszy pojedynek po latach. Oba wcześniejsze przegrane przez krakowiankę pojedynki miały bowiem miejsce w sezonie 2008 w którym Serbka była liderką WTA i zadebiutowała w finale wielkoszlemowym ( US Open). Pierwszy set wygrała Jankovic 6-2. W drugim secie Polka odskoczyła na 3- 0, ale Serbka odrobiła straty i wyszła na prowadzenie 4 - 3 i znowu los turniejowy Radwańskiej stanął pod znakiem zapytania, gdyż Serbka znalazła się w odległości dwu gemowej od wygrania meczu. "- Pamiętaj, nie graj ciągle w ten sam róg kortu, zmuś ją do biegania - podpowiadał w przerwie Tomasz Wiktorowski, od kilku tygodni pracujący w roli trenera Agnieszki, korzystając z prawa do tzw. coachingu". ( 3 - przypis ) A od 4 -3 Jelena do końca meczu nie zdobyła już ani jednego gema. Więc jakby nie liczyć to ciągle jej brakuje tych dwóch gemów. A przy stanie 4:4 i 30:30 miało miejsce wydarzenie, które mogło nawet zawarzyć na losach meczu. "Po kończącym bekhendzie Serbki sędzia wywołała aut, choć piłka zahaczyła linię. Przekonać się o tym mogli widzowie, ale nie mogła sama Janković, bo zmarnowała już wcześniej trzy szanse challengowe. Zbulwersowana takim obrotem sytuacji Serbka popełniła podwójny błąd, który dał Radwańskiej decydujące przełamanie", bo chwilę później Agnieszka wygrała własne podanie i całego seta 6:4. "Trzeci set był popisem Radwańskiej. Janković została rozrzucona po korcie w takim tempie, że brakło jej tchu. Myliła się częściej, posyłała piłki w aut. - Nie ryzykuj tyle, bo chyba widzisz, że nic to nie daje - karcił zawodniczkę Ricardo Sanchez, hiszpański trener, który trzy lata temu doprowadził Jelenę do pozycji numer jeden na świecie, ale od tego czasu nie umie odbudować jej formy. Sanchez, podczas wizyty w Polsce rozmawiał z "Gazetą" i mówił m.in., że Radwańska ma predyspozycje, by być numerem jeden, bo jest niezwykle inteligenta i wszechstronna. - Nie bazuje na jednym uderzeniu, umie wszystko po trochu. Brakuje jej tylko nieco siły i lepszego serwisu - powtarzał Sanchez. W czwartek w trzecim secie mógł zobaczyć na własne oczy, jak trafne okazały się jego uwagi. Radwańska, sprytniejsza, silniejsza i serwująca lepiej niż kiedyś, rozłożyła Janković na łopatki" - Jakub Ciastoń sport.pl W meczu o czwarty półfinał w sezonie, a o drugi połfinał w Tokio niepokonana w swoich trzech ostatnich meczach krakowianka miała zmierzyć się z sensacyjną pogromczynią Dunki Caroline Wozniacki (WTA1) silnie uderzającą Estonką Kaią Kanepi ( WTA 43). Bilans 2 - 0 dla Polki, ale dawno i nieprawda. Na lepszą z tej pary w półfinale już ostrzyła sobie ząbki Białorusinka Azarenka, która dopiero co rozprawiła się z Francuzką Marion Bartoli 7 -5, 6 -0.
W ćwierćfinale z Kanepi Radwańska wygrała pierwszego seta zdecydowanie 6 -2, ale "w drugiej partii było już znacznie trudniej. Kanepi grała nie tylko odważnie, ale również dokładnie. Wykorzystywała swój mocny serwis, często trafiała w linie i po wielokroć punktowała Polkę odwrotnym krosem forhendowym. Radwańska dobrze zdawała sobie sprawę z rosnącego zagrożenia ze strony rywalki. Przy stanie 1:3 zmotywowała się do mocniejszej gry i odrobiła straty. Kanepi jednak nie odpuszczała. Gdy Radwańska serwowała przy stanie 5:4 wydawało się, że jest już po meczu. Isia miała nawet piłkę meczową, ale nieustępliwa Estonka doprowadziła do remisu. Chwilę później sytuacja się powtórzyła i doszło do tie breaka. Miał on bardzo emocjonujący przebieg. Początek należał do Radwańskiej, która prowadziła 5-2. Kolejne 4 akcje wygrała jednak Kanepi i miała dwie piłki setowe. Polka obroniła obie, zarówno przy 6-5, jak i 7-6. Po chwili sama wypracowała szansę na zakończenie spotkania i już jej nie zmarnowała. Po 1 godzinie i 52 minutach walki Radwańska zwyciężyła 6:2, 7:6(7)" - Tomasz Krasoń tenisklub.pl. ( 4 - przypis) W półfinale niepokonana w swoich czterech ostatnich meczach krakowianka miała się zmierzyć z trzecią rakietą świata Białorusinką Wiktorią Azarenka ( ulubioną tenisistką Matsa Wilandera). Bilans dotychczasowych pojedynków 5 -2 dla rywalki mógł zmrozić nie jednego zagorzałego fana Radwańskiej. Ale niektórzy na szczęście jeszcze pamiętali, że gdy po raz ostatni obie panie grały ze sobą w marcu w Indian Wells to Białorusinka, aby wygrać mecz musiała obronić cztery piłki meczowe. Więc w rewanżu chodziło jedynie o to żeby zamknąć mecz przed piątą piłką meczową. Proste, prawda?, i wyprzedzając nieco fakty to się dokładnie powiodło, bo Azarenka poległa właśnie za czwartą piłką meczową. A na lepszą z tej pary już czekała w finale Rosjanka Wiera Zwonariowa która w swoim półfinale zaliczyła wielki comeback od 1:5 w I secie meczu z mistrzynią Wimbledonu Petrą Kvitovą, a w II secie rozgromiła Czeszkę 6 - 0. "Ponad dwie i pół godziny wspaniałej tenisowej uczty zaserwowały dziś kibicom Agnieszka Radwańska oraz Wiktoria Azarenka. Polka wygrała 6:3, 4:6, 6:2 i to ona zagra w sobotnim finale turnieju w Tokio z Wierą Zwonariową! W drugim secie Polka prowadziła 4 -2, ale nie wykorzystała szansy pokonania Azarenki w dwóch setach. Pewnie niejednemu przez myśl przebiegło, że skoro Radwańska w drugim secie nie wykorzystała prowadzenia 4 -2, to za karę w decydującej odsłonie dostanie srogie manto od Wiktorii. A tu taka niespodzianka - w decydującym secie 6 - 2 dla Polki. "- Nigdy nie widziałam tak dobrej Agnieszki - chwaliła Polkę białoruska tenisistka. - Grałam dobrze, ale czasami brakowało mi wykończenia - mówi Azarenka. - Popełniałam trochę błędów i nie wykorzystałam kilku okazji, ale ciężko pracowałam. To był mecz na świetnym poziomie - mówiła po meczu Azarenka". Nagrodą dla niepokonanej w swoich pięciu ostatnich meczach Radwańskiej miała być szansa na szósty tytuł w karierze, a drugi w sezonie i to drugi z rzędu przeciw Wierze Zwonariowej. A tak w ogóle to na siedem dotychczasowych finałów z udziałem krakowianki, w sześciu jej przeciwniczką była zawodniczka z Moskwy lub Sankt Petersburga. To się chyba nazywa zbieg okoliczności?, a czy władze WTA nie powinny aby tego zbiegu okoliczności wziąć pod swoją lupę?. "Trzeba przyznać, że znacznie łatwiejszą drogę do finału miała Wiera Zwonariowa. Rozstawiona z „czwórką” Rosjanka nie straciła ani jednego seta, a jedyne trudności miała w pierwszej partii spotkania półfinałowego z Petrą Kvitovą. Radwańska stoczyła aż trzy trzysetowe pojedynki w Toray Pan Pacific Open. Oprócz Azarenki do sporego wysiłku zmusiły Agnieszkę Angelique Kerber i Jelena Janković. Czy większe zmęczenie będzie miało wpływ na wynik finału? - To był bardzo trudny mecz. Postawiła twarde warunki. Cieszę się, że wyrwałam jej to spotkanie w trzecim secie – mówiła po swoim półfinale zmęczona, ale bardzo zadowolona Polka". - Tomasz Krasoń tenisklub.pl Zwycięstwo i tytuł w japońskiej stolicy mogło być największym sukcesem w karierze polskiej tenisistki nr 1. Aby to osiągnąć "wystarczyło" powtórzyć sukces z Carlsbad. "Radwańska w tokijskim finale nie musiała sięgać po swój najpotężniejszy arsenał. Zwonariowa postawiła bowiem znacznie mniejszy opór niż kilka tygodni temu w Carlsbadzie. Wówczas Polka, podobnie jak w Toronto, musiała bardziej się wysilić aby odnieść zwycięstwo. W Tokio Isia miała dodatni bilans kończących piłek do niewymuszonych błędów (9-6). Nie można tego powiedzieć o Zwonariowej, która popsuła aż 35 piłek, wygrywając 22. W tej chwili Radwańska ma już dodatni bilans spotkań z czwartą rakietą świata (3-2)(...) Toray Pan Pacific Open od lat zalicza się do najbardziej prestiżowych turniejów kobiecego cyklu. Przed laty triumfowały w nim największe gwiazdy w historii dyscypliny – Martina Navratilova i Steffi Graf. Aż 5 razy wygrywała w Tokio Martina Hingis, a 4 razy Lindsay Davenport. W ostatnich sezonach najlepsze były Dinara Safina, Maria Szarapowa i Caroline Wozniacki, która w tegorocznej edycji broniła tytułu. Teraz do tej listy gwiazd tenisa dołączy również nazwisko Polki, Agnieszki Radwańskiej" - Tomasz Krasoń tenisklub.pl "Radwańska przez niektórych tenisowych blogerów i fanów na Twitterze jest nazywana "ninja", bo tak jak japońscy wojownicy specjalizujący się w zadawaniu skrytych, czasem niezauważalnych, ale morderczych ciosów, umie powalić sprytem znacznie silniejszych przeciwników. Po sobotnim zwycięstwie w tokijskim finale rozstawionej z dziewiątką Polki nad czwartą w rankingu Rosjanką Wierą Zwonariewą (6:3, 6:2) jeden z amerykańskich fanów Polki napisał na Twitterze: "Ninja wygrywa w Japonii. Przecież to oczywiste" - Jakub Ciastoń sport.pl "- Potencjał Agnieszki Radwańskiej jest o wiele wyższy niż jej obecne miejsce w rankingu. Kolejny wygrany turniej przekonuje, że mogłaby być w piątce, a już na pewno w dziesiątce najlepszych tenisistek świata. Wierzę, że zagra w tym roku w turnieju Masters - komentuje wygranie przez Radwańską turnieju w Tokio, legenda polskiego tenisa, Wojciech Fibak, który cieszy się, że nowy trener 'uspokoił' Agnieszkę i wreszcie potrafi się koncentrować się przez cały mecz. - Jej triumf daje mi satysfakcję, bo pokazuje, że w dzisiejszym tenisie wcale nie trzeba mieć 10-15 cm więcej wzrostu niż Agnieszka i muskuły, ale można wygrywać sprytem i inteligencją - dodaje" - sport.pl Cała rozmowa z Fibakiem: http://www.sport.pl/sport/10,67450,10389507,Fibak__Radwanska_moze_byc_w_piatce_najlepszych_tenisistek.html - W ciągu tego tygodnia stoczyłam kilka trudnych pojedynków. Nie otrzymałam w I rundzie wolnego losu, więc grałam sporo spotkań pod rząd. Mimo tego dałam z siebie wszystko. To był finał, zatem starałam się o tym w ogóle nie myśleć i walczyłam do samego końca - powiedziała po meczu Radwańska. "Sukces w tokijskiej imprezie sprawił, że reprezentantka Polski zwiększyła także swoje szanse na awans do kończących tenisowy sezon zawodów w Stambule. - Przed tym turniejem moje szanse na awans do tureckiej imprezy były bardzo małe, ale teraz wygląda to znacznie lepiej. Jestem bardzo szczęśliwa z odniesionego tutaj zwycięstwa. W Tokio grały wszystkie czołowe zawodniczki świata, a ja pokazałam trochę dobrego tenisa - zakończyła krakowianka" - sportowefakty.pl Największy sukces w dotychczasowej karierze nie poszedł zupełnie na marne. Tytuł w turnieju rangi Premier 5 w Tokio pozwolił Radwańskiej zmniejszyć dystans dzielący ją od TOP 10 rankingu WTA, bo awansowała z 13. na 12. pozycję i zmniejszyła stratę do TOP 10 z 955 punktów na 380. A na liście kwalifikacyjnej do Mistrzostw WTA w Stambule Polka była już 10 i traciła tylko 9 pkt. do 9. Petkovic, i 494 pkt do 8. Bartoli. ![]() 2) PEKIN Na szczęście Radwańska w Tokio nie powiedziała całej prawdy, i nie dała z siebie wszystkiego, bo ciąg dalszy miał miejsce już w następnym tygodniu w Pekinie. W jeszcze lepiej obsadzonym turnieju i jeszcze wyższej rangi. "O dobry wynik w Pekinie wcale nie musi być jednak łatwo. Radwańska zazwyczaj pod presją gra gorzej niż na luzie. W Tokio nikt na nią nie stawiał, szanse na Masters miała małe, więc efektownie i niespodziewanie zwyciężyła. Teraz zdała sobie już sprawę, że otworzyła się szansa wyjazdu do Turcji i mogą pojawić się nerwy. W przeszłości bywało tak już nieraz. Koniec sezonu sprzyja sensacyjnym rozstrzygnięciom, zawodniczki są zmęczone, często łapią kontuzje. Radwańska też musi na to uważać." - przestrzegał portal sport.pl, bo chyba ta presja i kontuzje to nikomu specjalnie nie służą. Na szczęście niepokonana w swoich sześciu ostatnich meczach krakowianka w 1 r. dostała od Pekińczyków ( jedna z ras psów należąca do grupy psów do towarzystwa, zaklasyfikowana do sekcji spanieli japońskich i pekińczyków - dopisek mój) wolny los, a to za piękne zwycięstwo w Tokio, a w pierwszym meczu w drugiej rundzie znowu zmierzyła się na nowy dobry początek z faworytkę gospodarzy Jie Zheng ( WTA 72). Bilans dotychczasowych meczów - 2 -1 dla Polki. Na lepszą z tej pary w 3 r. już czekała sensacyjna pogromczyni Petry Kvitovej Szwedka Sofia Arvidsson (WTA 85 ). I nie musiała długo czekać, bo Radwańska szybko pokonała grającą z dziką kartą Jie Zheng 6:1, 6:4 i awansowała do III rundy turnieju. A Jie była ostatnią Chinką w turnieju, pomimo że w Pekinie wystąpiła chińska mistrzyni FO i finalistka AO Na Li. Ale chińska gwiazda spadła już w 1 r. za sprawą rumuńskiej kwalifikantki Moniki Niculescu ( WTA 57), która pod koniec sezonu stała się prawdziwym demonem kobiecych rozgrywek. Zanim niepokonana w swoich siedmiu ostatnich meczach krakowianka zmierzyła się w 3r. ze Szwedką Sofią Arvidsson obie tenisistki poznały już następną rywalkę, a była nią świetnie dysponowana w Pekinie Ana Ivanović, która nie dała najmniejszych szans Kimiko Date-Krumm, Swietłanie Kuzniecowej, a w 3 r. wprost rozbiła Wierę Zwonariową 6-2, 6-1 - w sumie w trzech meczach tracąc wszystkiego 10 gemów. Tak więc Szwedka z Polką miały zawzięcie bić się o to która z nich uniknie czołowego zderzenia serbskiego tira z własną osobówką. Niestety to Radwańska pokonała Sofię 6:4, 6:2 i awansowała do ćwierćfinału turnieju China Open. Wydawało się więc, że nie ma już takiej siły która powstrzyma nadciągającą katastrofę. "W przypadku Ivanović efekty zaczyna przynosić rozpoczęta niedawno współpraca z trenerem Nigelem Searsem, który dla Serbki zrezygnował ze znaczącej funkcji w brytyjskiej federacji. - Praca z nim to wielki przywilej. Jego rezygnacja to dla brytyjskiego tenisa wielka strata. Życzę mu jak najlepszych wyników z Aną - dziękowała za współpracę czołowa brytyjska tenisistka Anne Keothavong (...) Ivanović pracuje z Searsem od początku lipca i ciągle pnie się w rankingach. Prowadzona przez Searsa dotarła do czwartej rundy US Open ( 5 - przypis) i był to jej najlepszy wielkoszlemowy wynik w tym roku. " - eurosport.pl "Dzisiaj przeszkoda będzie o wiele trudniejsza. Serbka Ivanović ostatnio przeżywa znakomite momenty. Gra nie tylko z wielką determinacją i pomysłowością, ale widać także, że bycie na korcie sprawia jej przyjemność. Ekspresyjne zachowania po zdobytych punktach i autentyczna radość są na to dowodem". - chwalił i przestrzegał Krzysztof Srogasz eurosport.pl "- Dopiero co wygrała w Tokio, grała ostatnio bardzo dobrze. Bez wątpliwości będzie to trudny mecz" - kurtuazyjnie wypowiadała się Ana Ivanović o swojej najbliższej rywalce. A ta kurtuazja Serbki niekoniecznie była od rzeczy. "Po co grać na siłę, skoro można lżej. Ważny jest efekt" - chwali Polkę znany amerykański bloger. O świetnej grze Radwańskiej jest coraz głośniej. Pochlebny artykuł napisał znany bloger Steve Tignor, autor stałej rubryki w portalu Tennis.com. "Radwańska stosuje najprostszą na świecie zasadę: przebij piłkę za siatkę i zmuś rywalkę do biegania, co daje 75 proc. punktów. Ale nie przebija zwyczajnie, robi to w najdoskonalszy sposób, uderza dokładnie tam, gdzie powinna, bez zbędnego ryzyka. Po co robić coś na siłę, skoro można lekko, ale tak, że przeciwnik nie odbije" - m.in. napisał Tignor w artykule pt. "The Good Hands Club", czyli "Klub dobrych rąk", nawiązując do niezwykłego technicznego wyczucia Radwańskiej" - Jakub Ciastoń sport.pl Tak więc niepokonana w swoich ośmiu ostatnich meczach Radwańska w pekińskim ćwierćfinale miała zmierzyć się z niepokonaną co prawda tylko w swoich trzech ostatnich meczach, ale za to na nowo reaktywowaną Aną Ivanovic (WTA 18) eksliderką rankingu i mistrzynią Roland Garros 2008. Diabeł okazał się mniej straszny niż go malowano, bo Agnieszka pokonała Serbkę 6:3, 3:2 i to z kreczem i to ona awansowała do półfinału turnieju WTA Tour na twardych kortach w Pekinie. "Bezdyskusyjnie Agnieszka Radwańska zapracowała sobie na dzisiejsze zwycięstwo, rozgrywając z Aną Ivanović znakomite spotkanie. Od początku mecz był bardzo wyrównany i stający na wysokim poziomie." - Michał Jaśniewicz tenisklub.pl "Polka zaimponowała w piątek po raz kolejny w ostatnich dniach. Ivanović spisuje się z meczu na mecz coraz lepiej, ale Radwańska nie zamierzała się poddać. Wiadomo było, że największą bronią Serbki jest jej niesamowity forehand. Bombardowała nim od początku, ale Agnieszka spokojnie przyjmowała ataki rywalki. Od początku to był bardzo dobry mecz i trudno było zrozumieć, że grają zawodniczki z drugiej dziesiątki rankingu WTA. Radwańska wiele razy przytomnie grała pod siatką i w ten sposób w pierwszej partii zdobyła 10 punktów na 13 prób. Dwa razy przełamała rywalkę i wygrała 6:3" - srogi eurosport.pl "Przyczyną rezygnacji Ivanovic był ból dolnej części pleców, który czuła już w Tokio. – Od tygodnia poddawałam się wielu zabiegom, ale chyba niewiele dały. Zrobiłam w czwartek w Pekinie rezonans magnetyczny, lekarze jeszcze nie powiedzieli, co mi jest – mówiła Serbka". - rp.pl ( 6 -przypis) O drugi finał w Pekinie (pierwszy był w 2009) krakowianka miała zagrać z lepszą z pary wyłonionej z konfrontacji Caroline Wozniacki ( WTA 1) z Flavią Pennettą (WTA 26). A lepszą po trzy setowym boju obfitującym w dramatyczne zwroty akcji niespodziewanie okazała się Włoszka. Więc Duńczycy zdobyli pełnię praw autorskich do napisania nowelki, a la Juliusz Verne, jak to duńskiej liderce rankingu WTA udało się aż dwukrotnie uniknąć w azjatyckiej dżungli spotkania sam na sam z polskim ninja i to dwa razy last minute. A to przecież Dunka broniła tytułów zarówno z Tokio jak i w Pekinie. A co mówiła Flavia przed meczem z Radwańską - Jest jedną z najsolidniejszych i najbardziej żywych taktycznie zawodniczek w cyklu - powiedziała Pennetta, ćwierćfinalistka US Open, o rywalce w rozmowie z "La Gazzetta dello Sport". - Muszę szukać punktów przy siatce. Nie będzie to łatwe, ale jeśli nie spróbuję, to na 90% przegram. Lepiej spróbować... A w meczu z Caroline Wozniacki Flavia wygrała 30/33 akcji przy siatce. Więc naprawdę lepiej było spróbować... Zanim w tokijskim półfinale niepokonana w swoich dziewięciu ostatnich meczach krakowianka zmierzyła się z Flavią Pennettą, to już jej główna konkurentka w walce o Masters Andrea Petković (WTA 11) wprost rozniosła 6:2, 6:0 demoniczną Monicę Niculescu (WTA 57) i awansowała do finału turnieju China Open. Polka nie mogła oddać Niemce pola w walce o Masters i tylko dlatego pokonała w półfinale Flavię Pennettę 6:2, 6:4 i również zapewniła sobie miejsce w finale i tam miała stoczyć z Andreą Petkovic walkę o drugi z rzędu, a największy w karierze tytuł i jeszcze o pozycję zdecydowanej liderki w wyścigu o Masters. "- Jak mam być szczera, przyjeżdżając do Azji nie myślałam o turnieju w Stambule, ponieważ byłam daleko w rankingach. Co mogę jeszcze dodać? Cieszę się, że jestem w drugim finale z rzędu - przyznała Polka. W Pekinie niepokonana w swoich dziesięciu ostatnich meczach krakowianka nie straciła jeszcze seta, a z finałową rywalką Niemką Petković (WTA 11) miała bilans spotkań 4-0, a dwa z tych zwycięstw odniosła w sierpniu, w tym w drodze po tytuł w Carlsbad. Ale te wcześniejsze przewagi w meczu finałowym nie miały mieć żadnego znaczenia. Niemka nie przestraszyła się rywalki i w finale dała z siebie wszystko. Stawka meczu była dwoista i dla obu tenisistek niemal jednakowa. Zapowiadał się więc zacięty finał, który wzbudzał ogromne emocje i zainteresowanie. "Niedzielny finał turnieju WTA w Pekinie, w którym Agnieszka Radwańska pokonała Niemkę Andreę Petković obejrzało w kanale Eurosport średnio 446 tysięcy widzów przy udziale w rynku 4,23 %. Jest to rekordowy wynik z relacji tenisa w 15-letniej historii Eurosportu w Polsce" - eurosport.pl "Pekin: wielki finał! wielka Radwańska! Agnieszka Radwańska mistrzynią China Open! W jednym z najlepszych tegorocznych pojedynków w kobiecych rozgrywkach Polka pokazała swoją wielkość, pokonując w niesamowitych okolicznościach Andreę Petković 7:5, 0:6, 6:4 i zdobywając drugi z rzędu, trzeci w tym roku, a siódmy w karierze tytuł! W finałowym starciu w Pekinie Radwańska po raz kolejny pokazała swoją wielkość. Wielkość polegającą na tym, że potrafiła wygrać mecz, w którym momentami była stłamszona rewelacyjnie grającą rywalką. Polka przeczekała trudny okres, nie poddała się, a potem w wielkim stylu wykorzystała chwilę słabości Niemki, odrodziła się i ukąsiła! (...) Finał China Open był tego rodzaju meczem, do którego myślami wraca się wielokrotnie. Radwańska rozpoczęła tak, jak gra ostatnio cały czas, czyli znakomicie. Mądry taktycznie, konsekwentny i silny tenis poprowadził ją do wywalczenia dwóch przełamań i objęcia prowadzenia 4:1. Polka nie robiła żadnych błędów i rewelacyjnie manewrowała zagraniami, przez co Niemka niewiele mogła zrobić. Ale nagle Petković się obudziła i jej potężne strzały z głębi kortu zaczęły naszej tenisistce sprawiać problemy. Odrobiła jednego breaka, wygrała własnego gema i… z płaczem oraz bólem w kolanie usiadła na ławeczce. W trakcie jednej z wymian Niemka nabawiła się urazu, który – patrząc na reakcję tenisistki – wydawało się, że wyeliminuje ją z dalszej gry. Pomoc lekarza okazała się jednak wystarczająca i po kilku minutach Petković wróciła na kort. Co więcej, wychodziło jej wszystko. Doprowadziła do remisu i emocjonującej końcówki partii. Na szczęście, mimo licznych problemów, Polka nie pozwoliła sobie wydrzeć zwycięstwa i triumfowała 7:5. "Eksperci zwracają uwagę na niezwykłe statystyki finału. Petković i Radwańska zagrały dużo więcej winnerów, niż popełniły niewymuszonych błędów. Niemka wygrała w sumie 101 punktów, Polka - 100, ale przeważała w kluczowych akcjach. Wszyscy podkreślali, że Petković zagrała być może najlepszy mecz w tym roku, ale to nie wystarczyło. "To właśnie dlatego popłakała się na koniec, bo dała z siebie wszystko" - napisał jeden z fanów na Twitterze" - Jakub Ciastoń sport.pl. "- To był bardzo ciężki mecz. Starałam się przede wszystkim koncentrować na swojej grze, od samego początku do końca. Przeciwko Andrei nie można sobie pozwolić na słabości, tylko trzeba grać cały czas agresywnie. Myślę, że obie grałyśmy dzisiaj niewiarygodnie dobrze, a ja byłam po prostu lepsza w kilku ważnych punktach. Na pewno to najlepszy finał, jaki dotychczas rozegrałam - powiedziała po triumfie Radwańska. - Nasze mecze są zawsze długie i bardzo wyrównane, dlatego spodziewałam się dzisiaj ciężkiego pojedynku: taki też był. Poza tym sądzę, że było dużo emocji i naprawdę bardzo dobrego tenisa, który mógł się podobać wielu ludziom na całym świecie - stwierdziła po meczu Petković". "Petkovic nie próbowała usprawiedliwiać swojej porażki kontuzją odniesioną w pierwszym secie. - Tamto zdarzenie nie wpłynęło na losy meczu. Na szczęście obyło się wyłącznie na strachu. Moje kolano na chwilę się zablokowało. Przez moment bałam się, że stało się coś poważnego. Nie wpłynęło to na moją postawę na korcie. Do samego końca grało mi się dobrze, ale Agnieszka była lepsza w końcówce. Ona zasłużyła dzisiaj na zwycięstwo. Cieszę się, że udało mi się tak dobrze zagrać w finałowym meczu - poinformowała Niemka" - eurosport.pl "A w niedzielę wieczorem po meczu - Jestem potwornie rozczarowana, że nie wystąpię w Linzu. Ale turniej w Pekinie wyczerpał mnie fizycznie - tłumaczyła Andrea Petković w oświadczeniu przesłanym WTA. Tym samym Petkovic zrezygnowała z dalszej walki o Masters" -eurosport.pl. Tak więc 22-letnia krakowska tenisistka Agnieszka Radwańska wygrała turniej o międzynarodowe mistrzostwo Chin, wygrała 11. meczów z rzędu ( co skrzętnie policzyłem ), odniosła piąte zwycięstwo nad starszą o dwa lata Niemką i w tydzień po tygodniu zdobyła drugi tytuł, a największy w karierze i trzeci w sezonie. Łączny bilans finałów Polki to odtąd 7-2. A dla Petković był to największy finał w karierze (bilans 2 -3). Dzięki największym w karierze tytułom, w Tokio i Pekinie, polska rakieta nr 1 powróciła na najwyższe w karierze 8 miejsce w klasyfikacji WTA. A w rankingu Race, będącego listą kwalifikacyjną do Masters, Agnieszka awansowała również na 8 miejsce, ostatnie dające awans do turnieju mistrzyń. - Sezon trwa, a w wyścigu są wciąż trzy zawodniczki [dwie; Petković wycofała się z Linzu i odpadła z walki]. Powtarzam, nie ma teraz czasu na odpoczynek, jest pełna mobilizacja. Tak będzie dopóki WTA nie przyśle Agnieszce informacji, że jest na sto procent w Stambule, więc na razie nie wybiegamy w przyszłość. Pozostaje teraz do zagrania turniej w Moskwie i to jest na razie priorytet - podkreślił Wiktorowski.
"- Może to zabrzmi banalnie, ale kluczem do takiej fantastycznej serii jest po prostu systematyczna praca i dobrze zaplanowany, czyli nieprzeładowany kalendarz startów, w którym jest czas na grę, ale też na trening, odpoczynek i regenerację. Pracować trzeba cały czas, dlatego w poniedziałek Agnieszka wróci do Krakowa i będzie tam trenowała z siostrą Urszulą i ojcem Piotrem, żeby utrzymać taką dyspozycję. Nie ma teraz czasu na odpoczynek, bo na horyzoncie jest ważny cel" - uważa Wiktorowski. Z wywiadu z tenisistką: "A jaki był udział trenera Tomasza Wiktorowskiego, który w telewizorze też firmował twarzą te zwycięstwa? - Nie będę podawać tego w procentach, bo tego policzyć się nie da. Rzeczywiście, trener Wiktorowski był na turniejach, ale wiadomo, że mam wokół siebie całą grupę ludzi, którzy mi pomagają. Swój udział mają chłopcy, z którymi trenowałam w Krakowie, swoje zrobił trener odnowy i przygotowania fizycznego. Każdy ma swoją cegiełkę" - Krzysztol Rawa rp.pl 3) Echa azjatyckiego sukcesu ""The hottest woman on Tour", czyli "Najgorętsza kobieta w kobiecym tenisie" - napisał w niedzielę na Twitterze Brad Gilbert, były trener Agassiego i Murray'a po finałowym zwycięstwie Radwańskiej nad Niemką Andreą Petković 7:5, 0:6, 6:4. Zwycięstwo w Pekinie nie tylko jest największym życiowym sukcesem Agnieszki, ale polskiego tenisa w ogóle. Tak prestiżowego turnieju w singlu nie wygrał bowiem Wojciech Fibak, jedyny poza Radwańską tenisistka z nad Wisły pukający do tenisowej elity samodzielnie (czyli nie w deblu). Fibak w latach 70. i 80. triumfował w 15 singlowych imprezach ATP, ale nie było wśród nich turniejów tak prestiżowych. W poszukiwaniu podobnych sukcesów trzeba było by się cofnąć do tenisowej prehistorii, czyli lat 30. XX wieku, gdy do finałów singlowych Szlemów dochodziła inna krakowianka - Jadwiga Jędrzejowska" - Jakub Ciastoń sport.pl
"Komentatorzy angielskiego Eurosportu nazwali to spotkanie godnym finału Wielkiego Szlema. "Po Radwańskiej rzadko kiedy widać jakieś emocje. Nawet gdy wygrywa, minę ma taką samą, ale trzeba podkreślić wyraźnie, że ta dziewczyna gra w tej chwili najlepszy tenis swojego życia" - pisze Bobby Chintapalli z prestiżowego portalu Tennis.com" - Jakub Ciastoń sport.pl
"Agnieszka Radwańska pokonała w finale turnieju WTA w Pekinie Andreę Petković. Brytyjczycy nie szczędzą komplementów polskiej tenisistce i porównują ją do swojego rodaka - Andy'ego Murraya. Wejście smoka - tak Brytyjczycy ocenili sukcesy w Bangkoku i Tokio Andy'ego Murraya. - Był równie potężny jak Aga, która deklasowała konkurencję w Tokio i Pekinie. Dowiedzieliśmy się, że Andy ma piękną siostrę - pisali na forach Brytyjczycy". - sportowefakty.pl.
""Nie rozumiem zachwytów nad Agnieszką Radwańską i Andym Murrayem. Oboje wygrali właśnie w Azji po dwa turnieje, ale wszyscy zapominają, że jesień w tenisie rządzi się swoimi prawami. To nie jest najlepszy czas, by mierzyć realną siłę tenisistów. Dopiero gdy nadejdzie styczeń i Australian Open, przekonamy się, ile są warci" - napisał Ed McGrogan na portalu ESPN w artykule "Oczekujecie zbyt wiele od Radwańskiej i Murraya". I przypomina, że azjatycka jesień w tenisie często nazywana jest "appearance-fee season", czyli, że czołowi zawodnicy grają w turniejach głównie po to, by "zainkasować wpisowe" od dyrektorów turniejów. "Radwańskiej do wygrania Szlema brakuje siły i wytrzymałości" - zakończył amerykański dziennikarz. Zupełnie inne zdanie ma jednak Matt Cronin, szanowany w środowisku dziennikarz pisujący m.in. dla "Tennis Magazine", autor książki o rywalizacji Borga z McEnroe'em. "Radwańska gra tenis wystarczający do zwycięstwa w Szlemie. Od dawna pozostawało dla mnie zagadką, dlaczego nie doszła nigdy nawet do półfinału" - napisał Cronin w felietonie na portalu Tennisreporters.net.
"Zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej w Tokio i Pekinie zrobiło wrażenie nie tylko na kibicach w Polsce, ale i obserwatorach tenisa na całym świecie. Doceniany jest nie tyle sam wynik, co styl, w jakim Polka go osiągnęła. Brytyjski ekspert Steve Tignor, piszący na blogu "Concrete Elbow" dla Tennis.com zwykle o tenisie w wykonaniu mężczyzn, nie krył swego zachwytu nad tym, co zaprezentowała w Azji Radwańska. Technikę jej gry porównał nawet do tej prezentowanej przez samego Rogera Federera. W poświęconym Polce tekście napisał między innymi: Jak poznać, że ktoś gra naprawdę dobrze? Jest tak wtedy, kiedy zaczyna ci się robić niedobrze od słuchania ze strony komentatorów telewizyjnych, jak dobrzy są ci gracze, jak wspaniali, jak perfekcyjni. Doświadczyłem tego kilka lat temu podczas występów Rogera Federera, a także w mniejszym stopniu w bieżącym sezonie w odniesieniu do Novaka Djokovicia. Były to jednak uzasadnione przypadki, bo obaj wygrywali wszystko, co było do wygrania. Nigdy nie przypuszczałem jednak, że podobne odczucia kiedykolwiek będę miał w stosunku do Agnieszki Radwańskiej - kobiety, która nigdy [przed Pekinem - przyp eurosportu.pl] nie doszła choćby do półfinału dużego turnieju ( nie są to informacje do końca sprawdzone, bo była w finale i to w tym samym Pekinie dwa lata temu - przypisek mój). W ciągu ostatniego weekendu przyłapałem się na przewracaniu oczami, kiedy jeden z komentatorów rozpływał się na temat jej skrywanego geniuszu objawianego na korcie. Wygrywając swój pierwszy turniej rangi Premier Mandatory w wieku 22 lat, Polka wspięła się na wyższy poziom, na którym zasługuje na więcej uwagi. Czego teraz powinniśmy oczekiwać od Radwańskiej? To, co było interesujące w jej zwycięstwie nad Andreą Petković w finale w Pekinie - poza tym oczywiście, że był to jeden z najlepszych i najlepiej odebranych meczów kobiecego tenisa w tym sezonie - to fakt, że czuła się ona na tyle swobodnie, żeby nawet w trudnych momentach spróbować czegoś innego. Aby zrobić kolejny istotny krok w karierze, będzie musiała podejmować takie wyzwania regularnie. Na razie pozostaje nam cieszyć się tym, co ma do zaproponowania Radwańska. Ze wszystkich punktów i piłek zagranych w finale, ja zwróciłem szczególną uwagę na jedną wymianę. W tym zagraniu imponująca była nie siła, ale wydajność samego ruchu rakietą. Komentatorka stacji Tennis Channel zauważyła dokładnie to samo. Ona posunęła się jednak dalej i dodała, że sposób uderzania piłki przez Radwańską przypomina jej styl, jakim gra Roger Federer. Na takie stwierdzenie przewróciłbym oczami z dezaprobatą, gdyby nie fakt, że pomyślałem dokładnie to samo".
"- Zwycięstwa w Tokio i Pekinie przyćmiły wszystko, czego ktokolwiek dokonał dotąd w polskim tenisie - mówi dla "Gazety Wyborczej" najlepszy polski tenisista w historii Wojciech Fibak. - Agnieszka staje się nie tylko globalną ambasadorką naszego sportu, lecz Polski w ogóle. Dotąd mieliśmy jednego sportowca rozpoznawalnego na całym świecie - Roberta Kubicę ( jest to niezwykle dyskusyjna opinia, nie chodzi mi o Kubicę, tylko o jednego - dopisek mój). Jest uważany za wielki talent, kojarzony ze względu na styl jazdy, świetne wyniki. Agnieszka odnosi dziś podobne sukcesy i też jest rozpoznawana. Ma unikalny styl i rzesze fanów, którzy uwielbiają jej grę - dodaje Fibak" - eurosport.pl.
![]() 4) Wyścig do Masters Na fali entuzjazmu po azjatyckich sukcesach awans A. Radwańskiej na turniej mistrzyń wydawał się niemal przesądzony. Jeszcze przed samym tokijskim finałem na portalu eurosportu.pl pisali: "Zwycięstwo w finale da Radwańskiej Stambuł! - tytuł. Agnieszka Radwańska, która w ostatnim czasie w rankingu przesunęła się z 13. na 8. miejsce, jest w komfortowej sytuacji. Awansuje do Stambułu bez oglądania się na rywalki, jeśli wygra finał w Pekinie (plus 300 punktów) i awansuje przynajmniej do ćwierćfinału w Moskwie (w jej przypadku za 60 punktów). Ale w praktyce ten drugi warunek wcale nie będzie potrzebny, bo wcześniej Petković i Bartoli musiałyby wygrać po dwa ostatnie turnieje (odpowiednio w Linzu i Luksemburgu oraz Osace i Moskwie). Teoretycznie jest to możliwe, praktycznie absolutnie nierealne, szczególnie w przypadku bardzo nierównej Francuzki" - Łukasz Przybyłowicz eurosport.pl ( 10 - przypisy do tekstu) Wieczorem po. tokijskim finale z rywalizacji o Masters wycofała się Niemka Petkovic: "W niedzielę wieczorem finałowa rywalka Polki z Pekinu Andrea Petković poinformowała, że rezygnuje z udziału w startującym w poniedziałek turnieju w Linzu. To też dobra wiadomość dla ósmej po Pekinie w rankingu WTA Race Agnieszki Radwańskiej, bo ubyła jej jedna z dwóch ostatnich rywalek. A tą ostatnią, która może pozbawić ją gry w tureckiej imprezie, jest Marion Bartoli. Francuzka musi jednak wygrać turnieje w Osace i Moskwie i liczyć na to, że Radwańska w tym ostatnim nie dojdzie do ćwierćfinału. Ale nie ma się czego obawiać, ostatni turniejowy triumf Bartoli odniosła w czerwcu w Eastbourne". - eurosport.pl Inaczej pisząc Francuzka aby zdystansować Polkę w wyścigu do Masters potrzebowała 9 zwycięstw z rzędu, a Polka aby zapewnić sobie wyjazd potrzebowała tylko jednego zwycięstwa i to w pierwszym meczu w Kremlin Cup. Do tego Bartoli rozegrała już w Azji 3 turnieje, a musiała wygrać dwa kolejne i to wszystko tydzień po tygodniu, i to jeden w Osace ( którego wcześniej nie miała w planach), a drugi w Moskwie. Wydawać by się mogło: Mission Impossible. Niespodziewanie ten pościg Bartoli za Petkovic i Radwańską zapewnił emocje na następne prawie dwa tygodnie i pomimo że początkowo bagatelizowano zagrożenie, to z czasem coraz bardziej wydawało się ono realne, aż na koniec grozba utraty 8 miejsca przez Polkę wydawała się całkiem prawdopodobna. Ale Francuzka miała dwa cele, pierwszym było wyprzedzenie Petkovic i zapewnienia sobie miejsca pierwszej rezerwowej, co wydawało się dużo bardziej realne i pewnie to było początkowo głównym celem kampanii Bartoli po złote runo. W wypowiedzi dla francuskiego dziennika "L'Equipe" Bartoli przyznała, że bardziej jednak liczy na to, że z powodu kontuzji odniesionej w Turcji nie zagra Maria Szarapowa. - Nie wiemy co się z nią dzieje, ale czekam, co się stanie. Najważniejsze, że wyprzedziłam w rankingu Petković i jestem rezerwową numer 1 - stwierdziła Bartoli. Najpierw piłeczka była po stronie Francuzki, która musiała wygrać w Osace aby dalej liczyć się w grze, a gdyby tam się potknęła to Polka mogłaby się ewentualnie wycofać z Kremlin Cup i już zacząć przygotowania do Stambułu. Osaka to był jednak jeden wielki pokaz siły i determinacji Bartoli i jednocześnie pokaz świetnie przeprowadzonej pierwszej części kampanii wojennej w kierunku na Stambuł. W całym turnieju w 6 bitwach nie straciła ani jednego seta, w 4 setach oddała po 1 gemie, w 4 po 2 gemy, w 1 jednym secie straciła 3 gemy i tylko jeden set rozstrzygnęła na swoją korzyść dopiero w tie - breaku, i to był czwarty set w dniu, w którym musiała stoczyć dwie bitwy w ciągu jednej doby, a w finale pobiła 6 rakietą świata Sam Stosur 6 -3, 6 -1. Porażało nie samo zwycięstwo, ale jego styl - była to wojna błyskawiczna. Aż strach pomyśleć co by było dalej gdyby w Azji nie zabrakło turniejów i dalszą część wojennej kampanii Francuzka nie musiała przenieść do europejskiej części Rosji. Błyskawiczna kampania Bartoli w Osace nie pozostała w Polsce bez echa: "Uwaga na Bartoli Po Osace tenisowy cyrk przeniósł się do Moskwy. W Rosji początkowo tenisowa piłeczka znajdowała się po stronie Radwańskiej. Wystarczyło wygrać tylko jeden mecz w Moskwie, i to pierwszy mecz w turnieju, a Polka przecież dokonała już tej sztuki jedenaście razy z rzędu ( rekord kariery), w tym pokonując tenisistki z samego wierzchołka rankingowej tabeli. Zadanie więc nie wydawało się specjalnie złożone. Ale był pewien haczyk. Pech chciał, że na pierwszy ogień Agnieszka dostała leworęczną Czeszkę Šafářovą ( WTA 26), która jest jedną z najbardziej niewygodnych dla niej rywalek, gdyż Polka w czterech dotychczasowych pojedynkach wygrała z Czeszką tylko jeden raz. Do tego Radwańska nigdy wcześniej nie osiągała dobrych wyników w moskiewskiej hali, wystarczy powiedzieć, że na trzy dotychczasowe starty wygrała tylko jeden mecz. Mecz Radwańskiej z Safarovą był głównym teenisowym daniem dnia i został ustawiony jako ostatni na korcie centralnym, bo wszyscy wiedzieli o jaką stawkę toczy się gra. Niestety stało się: "Pokonana w Moskwie przez Lucie Safarovą 4:6, 6:4, 4:6 Agnieszka Radwańska nie wykorzystała szansy na zapewnienie sobie kwalifikacji do Masters. Miejsce krakowianki, wciąż gwarantujące jej występ w Stambule, może zająć Marion Bartoli - jeśli Francuzka wygra turniej. Teraz panią losu Polki stała się Marion Bartoli. Radwańska popełniała dzisiaj mnóstwo niewymuszonych błędów i dokonywała wielu złych wyborów taktycznych. Do tego doszła dobra gra Safarovej, co razem złożyło się na zwycięstwo Czeszki. Niestety, oznacza to, że w tym momencie awans do turnieju mistrzyń w Stambule nie zależy już od Polki. Wszystko w rękach Marion Bartoli, a w zasadzie jej rywalek. Jeśli Francuzka wygra w Moskwie, to... nie, bądźmy optymistami" Mateusz Grabarczyk tenisklub.pl - Nie grałam dzisiaj dobrze. Był to mój pierwszy w tym roku występ w hali i czułam się trochę dziwnie. Nawierzchnia w ogóle mi nie odpowiadała, więc raczej nie był to dla mnie udany turniej - powiedziała Radwańska po środowej porażce z Lucie Šafářovą. Wierzę, że Wiera może wyświadczyć mi przysługę - dodała krakowianka. Polka jeszcze wtedy nie wiedziała, że Rosjanka nawet nie dotrwa do półfinału w którym mogłaby stanąć na drodze Marion Bartoli. W tym seozonie największą zmorą polskiej krakowianki były dwie leworęczne Czeszki i jedna leworęczna Niemka. Cetkovska pozbawiła Polkę szans na udany występ na ulubionej wimbledońskiej trawie, oraz na zajęcie pierwszego miejsca w US Open Series, Kerber pozbawiła Agnieszki szans na przynajmniej pierwszy wielkoszlemowy półfinał, a Safarova mogła odebrać Polce wydawało się pewne miejsce w turnieju mistrzyń. Znowu tenisowa piłeczka znalazła się po stronie Bartoli: "Masters dla Bartoli? Sprawa otwarta Pierwszym pytaniem było jak Francuzka odnajdzie się w Moskwie po zmianie strefy czasowej, klimatu i na nowej wolnej nawierzchni w moskiewskiej hali. Na początku europejskiej kampanii wydawało się, że aklimatyzacja przebiegła pomyślnie, gdyż Francuzka pozornie bez żadnego problemu pokonała 6-1, 6 -1 Rosjankę Ksenię Pierwak ( WTA 38). Wydawało się że Bartoli nie straciła nic ze swojego impetu z Osaki i że będzie ekstremalnie trudno ją powstrzymać w wojnie o Stambuł, choć sama francuska tenisistka ciągle zapewniała że o Masters jeszcze nie myśli. - Nie myślę o turnieju Masters, naprawdę. Kiedy wychodzę na kort staram się walczyć o każdy punkt, daję z siebie wszystko. Dopiero później okaże się, co taka postawa mi przyniesie. Jeśli chodzi o mecz z Pierwak, to pierwsze 15-20 minut było wyrównane, choć może wynik tego nie wskazywał. Na szczęście później zaczęłam lepiej serwować - powiedziała Bartoli. Ale u nas zaczęto myśleć o tym coraz poważniej, a z początkowego bagatelizowania Francuzki nie zostało nawet cienia śladu: "Zaczyna się spełniać czarny sen Radwańskiej - tytuł. Jeszcze tydzień temu scenariusz, który przewiduje wypadnięcie Radwańskiej z masters wydawał się niemożliwy. Teraz staje się niestety coraz bardziej realny.(...)
Kolejną rywalką Bartoli miała być kolejna Rosjanka Jelena Wiesnina ( WTA 64). Szczerze mówiąc to ja już nie czekałem na porażkę Francuzki, ale kiedy w końcu któraś z rywalek zmusi Marion do większego wysiłku, do choćby rozegrania trzech setów w jednym meczu. Kiedy czytałem jak Francuzka gromi kolejne rywalki dziwnym trafem zaraz przychodził mi na myślprzywódca Wolnych Francuzów z czasów II wojny światowej, chociaż komentatorzy wspominali o jej korsykańskich korzeniach, a to już mogło przywołać na myśl samego Wielkiego Małego Korsykanina Napoleona Bonaparte. Rozwiązanie przyszło zupełnie niespodziewanie i w okolicznościach co najmniej kuriozalnych. Gdy czekałem na mecz Bartoli z Wiesnina, czas mijał a tenisistek ciągle nie było widać na korcie, a komentator informował, że "koledzy zarządzający całą transmisją" donoszą mu że pod znakiem zapytania stoi występ w drugim meczu Cibulkovej ( 9 - przypisy do tekstu), to mimowolnie pomyślałem że bardziej logicznym byłoby aby ta informacja dotyczyła jednej z tenisistek z pierwszej pary, bo to by przynajmniej wyjaśniało czemu mecz się tak opóznia. Ale nie chciało mi się wierzyć, że to mogłoby dotyczyć Francuzki, więc raczej spodziewałem się zdrowotnych problemów Wiesniny. Przeczucie zawiodło mnie tylko połowicznie, bo rzeczywiście komentator niedługo przekazał nową informację, że rzeczywiście poddała mecz tenisistka z pierwszej pary, ale nie Wiesnina, tylko sama walcząca o bilet do Masters wolna Francuzka Marion Bartoli. - Myślę, że moje ciało potrzebowało przerwy, ale próbowałam do samego końca, jednak... Wczoraj podczas mojego meczu nie czułam się zbyt dobrze. Ale wciąż miałam trochę energii i to wystarczyło do zwycięstwa. Dziś rano miałam tak duże bóle na całym ciele, na szyi... I nawet nie byłam w stanie się dzisiaj rozgrzać. Więc wiedziałam, że to będzie naprawdę ciężkie zagrać dzisiaj. To był naprawdę bardzo długi sezon i próbowałam grać do samego końca, ale nie byłam w stanie - wyjaśniła Bartoli. Tak więc Francuzka przegrała nie z rywalkami, ale z własnym organizmem. Pod koniec długiego sezonu ( to był jej 27 turniej w sezonie, żadna inna tenisistka z czołówki nie grała w tylu turniejach) otwartą szansą na Masters została zmuszona do krańcowego wysiłku i temu organizm Francuzki nie podołał. "Wszystko wskazywało na to, że Francuzka ma na zrealizowanie tego scenariusza duże szanse. W piątek rozpędzona tenisistka miała zagrać w ćwierćfinale Kremlin Cup z Rosjanką Jeleną Wiesniną. Tuż przed meczem okazało się jednak, że Bartoli nie przystąpi do spotkania z powodu infekcji wirusowej. Tym samym stało się jasne, że Francuzka nie wyprzedzi już Radwańskiej i Polka na pewno zagra w rozpoczynającym się 25 października turnieju Masters" sport.pl. "Z wywiadu z Ojcem - trenerem duńskiej liderki rankingu: "Poza Marion Bartoli. Ona walczyła pięć tygodni po kolei i w końcu padła. Choć mogła wyprzedzić Agnieszkę Radwańską, poddała się walkowerem. Dlaczego? Trudno to oceniać czy potępiać, lecz wiem jedno: Karolina nigdy by tak nie postąpiła! Pamiętamy, jak dwa lata temu ledwo żywa walczyła w Ad-Dausze. Zeszła dopiero w półfinale z Sereną Williams, gdy w drugim secie nie była w stanie serwować i naprawdę nie chciała już robić cyrku. Zgoda, niektóre urazy da się zamaskować lepiej, a czterdziestostopniowej gorączki nie ukryjesz. Jednak gdy dochodzi stres i presja, czasami wszystko rozsypuje się w drobny mak. Francuzki więc szkoda, choć z drugiej strony spójrzmy na sprawę pozytywnie: Agnieszka po swojej złotej jesieni zasłużyła na występ w Turcji na pewno nie mniej niż ona" - eurosport.pl Opinia Piotra Wozniackiego wydaje mi się być bardzo niesprawiedliwa/stronnicza. Wg mnie "ledwo żywa walczyła" to dotyczy meczu Bartoli z Pervak, tylko że Francuzka nie dała tego po sobie poznać, a "nie była w stanie serwować i naprawdę nie chciała już robić cyrku" to dotyczy stanu w którym Bartoli była, albo w jeszcze dużo gorszym przed meczez z Vesniną i dlatego zmuszona była go poddać. A na występ w Turcji zasłużyła ta tenisistka która zajeła 8 miejsce w rankingu Race.
poniedziałek, 24 października 2011
![]()
5) Masters Wynikiem wycofania się z turnieju w Moskwie Francuzki Marion Bartoli było ostateczne zamknięcie listy uczestniczek kończącego sezon prestiżowego turnieju Mistrzyń - turnieju dla najlepszych 8 tenisistek sezonu. Na portalach i w gazetach pojawiły się informacje że Agnieszka Radwańska awansowała do turnieju Masters dzięki walkowerowi Bartoli. Nic bardziej mylnego. Co prawda Francuzka z powodu walkowera straciła szanse na dalszą walkę o Masters, ale to w niczym nie zmienia faktu, że Agnieszka Radwańska jedzie na Masters ponieważ zajeła 8 pozycję w rankingu Race kwalifikującym tenisistki do tego turnieju. Niczego więc nie zawdzięcza swoim rywalkom. Walkowery/krecze, są elementem sportowej rywalizacji i zdarzają się różnym tenisistkom w trakcie całego sezonu. Porównanie całego sezonu Radwańskiej i Bartoli: Radwańska w całym sezonie nie dostała ani jednego walkowera, a Bartoli dwa, Radwańska dostała od rywalek 2 krecze (oba przy prowadzeniu 6-0, 6-3, a drugi 6-3, 3-2), a Bartoli aż 5. Do tego Radwańska rozegrała 19 turniejów na 27 Bartoli, a więc miała dużo mniejszy wybór do 16 turniejów kwalifikacyjnych do Stambułu. Tak więc w trakcie całego sezonu, Bartoli dostała dużo więcej walkowerów i kreczów od Radwańskiej. Więc nie ma mowy o żadnym szczęściu. Bardziej szczegółowo. W Indian Wells Bartoli dostała w 4 r krecz od Clijsters po przegraniu 1 seta, i doszła aż do finału, bez tego raczej nie liczyłaby się w walce do Masters, w Strasburgu w 2 r. dostała walkowera od Bałtaczy, a w finale krecz od Petkovic ( prowadziła Bartoli 6-4, 1-0), we FO dostała krecz od Dulko ( prowadziła Bartoli 7-5, 1-0 ) i doszła do półfinału, w Eastbourne dostała w ćwierćfinale krecz od Azarenki (prowadziła Bartoli 6-2, 2-0) i wygrała turniej, w Stanford dostała krecz od Mority ( prowadziła Bartoli 6-1 ) i półfinale walkower od Cibulkovej i doszła do finału. Wszystkie te turnieje zaliczały się Marion do 16 turniejów uwzględnionych w jej rankingu Race. "Dzięki zwycięskim występom w Azji, na przełomie września i października, Agnieszka Radwańska poszła śladem Wojciecha Fibaka w kolejnej dziedzinie: kwalifikacji do Masters. Po 35 latach od występu poznaniaka w Houston polski tenis doczekał się reprezentantki w turnieju dla najlepszych tenisistek sezonu" - Krzysztof Straszak sportowefakty.pl Powyższa cytat pochodzi z przewodnika na Mistrzostwa WTA: http://www.sportowefakty.pl/tenis/2011/10/22/przewodnik-na-mistrzostwa-wta/ "Na oficjalnej stronie rozpoczynającego się w przyszłym tygodniu turnieju znajdujemy krótkie sylwetki zawodniczek. - Radwańska nie próbuje zedrzeć z piłeczki pokrycia lecz polega na sprytnej, inteligentnej grze, co wywołuje skojarzenia z Martiną Hingis. Rówieśniczka Karoliny Woźniackiej i Wiktorii Azarenki była tak naprawdę pierwszą z tej trójki, która dostała się do najlepszej 10 - przypominają. Agnieszka, powalczy - to dowolna parafraza najlepszej polskiej komedii " Nie ma róży bez ognia". Jeszcze na fali entuzjazmu zaraz po triumfie pekińskim o szansach Polki wypowiadał się: "Fibak: Radwańska wygra masters! - tytuł. - Agnieszka Radwańska ma ogromny talent od Boga - najlepszą polską tenisistkę chwali w rozmowie z "Faktem" Wojciech Fibak. Po dwóch kolejnych triumfach w Tokio i Pekinie Fibak jest przekonany, że Radwańska ma duże szanse na zwycięstwo także w mistrzostwach WTA w Stambule. - Agnieszka powinna mieć apetyt na wygranie masters, na to, by zostać liderką światowego tenisa. Ma niezwykły talent i wreszcie w pełni go wykorzystuje - cieszy się znakomity polski tenisista" - eurosport.pl. Sama Agnieszka w wywiadach jest ostrożna w ocenach swoich szans ( 11 - przypis do tekstu ) m . in. w tym:
"Rozumiem, że nie planuje pani wyjazdu do ciepłych krajów, tylko jak niedługo wygrać Masters. Słychać głosy, że po azjatyckich triumfach jest tam pani kandydatką do zwycięstwa, zgadza się pani?
Nie zgadzam. Przecież pojadę tam jako ostatnia w kolejce. W ogóle mówienie o faworytkach tego turnieju nie ma sensu. To rywalizacja ośmiu najlepszych na świecie, wszystkie są dobre. Do rozegrania są same trudne mecze, nie ma co rozprawiać o złym czy dobrym losowaniu, każde spotkanie ma znaczenie" - Krzysztof Rawa rp.pl. Jako kibol widzę to tak: Agnieszka powinna mieć apetyt na wygranie każdego kolejnego meczu - jak zresztą każda tenisistka - tylko tyle i aż tyle, a co to da to życie ma pokazać, w każdym meczu/turnieju może być inaczej. Sportowiec chyba po to wychodzi na kort aby walczyć o zwycięstwo, a dzielenie skóry na niedzwiedziach jest chyba zbędne. Akurat ja nie lubię przewidywać przyszłości, nie widzę w tym większego sensu, ale widzę sens w wierze, że wszystko jest możliwe, która może wyzwalać wszystkie pozostałe rezerwy, aby osiągać jak najwięcej, czyli ile się tylko da, a tego z góry nikt nie jest w stanie przewidzieć, zwłaszcza na długim dystansie, a trafność ewentualnych prognoz, może być przecież tylko czysto przypadkowa, bo przecież nie wszystkie prognozy się sprawdzają. Tak więc wszystko się może zdarzyć, ale wierzę, że Agnieszka Radwańska wygra każdy mecz, bo jej kibicuję. cd po Mastersie. a na dole dodatki i przypisy ------------------------------------------------------------------------
"W czasie opisywanych wyżej wydarzeń szwedzki dziennik "Svenska Dagbladet" opublikował artykuł, w którym podano nazwiska zawodników rzekomo znajdujących się na liście TIU - jednostki odpowiedzialnej za zwalczanie ustawiania meczów w tenisie. Na liście było nazwisko Agnieszki Radwańskiej. Na liście opublikowanej przez szwedzki dziennik oprócz Agnieszki Radwańskiej znalazły się między innymi Viktoria Azarenka i Francesca Schiavone. Tę informację powieliły inne serwisy, w tym polskie. Rzecznik Tennis Integrity Unit Mark Harrison zdementował jednak te doniesienia. - - Ten artykuł nie jest oparty na żadnych informacjach od nas, nie ma i nigdy nie było żadnej listy TIU, w żaden sposób nie przyczyniliśmy się do powstania tego artykułu. Uważam, że publikowanie takich materiałów jest skrajnie nieodpowiedzialne, jesteśmy rozczarowani, że doszło do takiej sytuacji - powiedział dla Gazety Wyborczej Harrison.
Harrison nie ujawnił, czy TIU zdecyduje się na kroki prawne względem szwedzkiego dziennika. Dodał jednak, że jeżeli ktoś publikuje listę 40 nazwisk i łączy je z ustawianiem spotkań, musi się liczyć z konsekwencjami prawnymi" - sportowefakty.pl "- Jestem oburzony! Jak można robić takie prowokacje tuż przed najważniejszym turniejem sezonu?! I to dziwnym trafem takie coś ukazuje się w skandynawskiej gazecie - denerwuje się Robert Radwański. - Nawet mi się nie chce tego komentować. Żadna z moich córek nigdy nie ustawiała żadnego meczu. Zawsze grają na sto procent, nawet kiedy przychodzi im walczyć ze sobą. Takie zarzuty są niedorzeczne!" - se.pl
--------------------------------------------------------------------
Wielkim cieniem na ostatnim sukcesie Radwańskiej połóżyła się niespodziewana śmierć jej menadżera Kena Meyersona:
"W wieku 48 lat zmarł na Florydzie Ken Meyerson, właściciel i szef agencji marketingowej Lagardere Unlimited, z którą umowę miały podpisane m.in. siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie. Reprezentował on interesy wielu czołowych tenisistów świata"- sport.pl.
"Od lutego 2011 roku jako szef agencji Lagardere Unlimited pracował z Agnieszką i Ulą. Pierwszym efektem był kontrakt ósmej tenisistki świata z firmą Lotto. – Przeżywam jego odejście. To on sprawił, że nastąpiło przełamanie lodów między nami i agencjami marketingowymi, mieliśmy wielkie wspólne nadzieje na przyszłość, nie raz przylatywał do Krakowa, okazał się dobrym menedżerem i fajnym znajomym. Dużo pracował. Wiem także, że miał ciężko chorego ojca, że bardzo przeżywał tę sytuację – powiedział Piotr Radwański". - rp.pl
Pomijając już wątek osobisty tragedii, to dobry menadzer jest bardzo ważnym składnikiem zawodowej kariery wszystkich sportowców. Jeśli interesy zawodowego sportowca znajdują się w dobrych rękach to niewątpliwie ma to duży wpływ na jego komfort psychiczny, a wiadomo jak ważna jest psychika w sporcie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Przypisy:
(1) Moim zdaniem jednym z podstawowych powodów porażki W US Open polskiej rakiety nr1 były... polskie korzenie niemieckiej tenisistki A. Kerber, a raczej przywiązywanie do nich zbyt wielkiej wagi przez część Polaków. Sam w jakimś tam stopniu poczuwam się do winy. Ale to temat na osobny tekst, a to po zakończeniu tenisowego sezonu. A w jakiej Radwańska była formie tego chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, wystarczy prześledzić jej wyniki przed i po US Open. (2) Z forum: Gość: Kuba
"Ja tam pamiętam , ze Radwańska przed wylotem do Azji twierdziła , ze leci walczyć o masters i , ze to jej cel. Więc albo pismaki coś przeinaczyły , albo Aga ma krótka pamięć".
Nieprawda, mówiła tak w trakcie sezonu. Nie przed samym wylotem do Azji, ale jeszcze przed US Open. Odpadnięcie w 2 r. US Open praktycznie odebrało jej szanse walki o Masters, a gdyby zadeklarowała że jedzie do Azji po 2 zwycięstwa, to na tym forum wszyscy uznaliby ją za szaloną i do tego wariatkę.
(3) Uważam, że coaching powinien być zabroniony w całym cyklu, a nie tylko w GS i tak jak w męskim tenisie. Wg mnie coaching to dziecinada, ale skoro już jest to oczywiście należy go stosować. Dla mnie coching obniża sportową wartość zawodów, bo utrudnia rywalizację tym sportowcom, którzy by sobie lepiej radzili gdyby nie było żadnych zewnętrznych ingerencji w trakcie meczów.
(4) Do meczu z Kanepi. Podobno jak pisano na forach z taką grą jaką krakowianka pokazała w meczu z Kanepi to z Wiktorią Azarenką była bez szans. Na szczęście krakowianka z Azarenką nie musiała grać tak samo jak z Estonką, bo nikt jeszcze nie stworzył takiego regulaminu, ale nie każdy o tym musi wiedzieć. A zła gra Polki polegała oczywiście jak zawsze na tym, że rywalka popełniała dużo niewymuszonych błędów, tyle że to rywalka je popełniała i że był to uboczne koszty jej stylu gry i jest to jej zwykłą normą - na przykład we wcześniejszym meczu z liderką rankingu Kanepi popełniła jeszcze więcej błędów ( ponad 60), a mecz wygrała!. (5) A w Polsce która nie może poszczycić się wielkimi tenisowymi tradycjami, 4 r. wielkiego szlema, a nawet ćwierćfinał wielkoszlemowy to niemal kompromitacja i powód do wstydu, tym większy im częściej się powtarza, bo apetyty Polaków ciągle rosną w miarę jedzenia - rosną, rosną i rosną, tylko niewiele z tego wynika. Czytając tenisowe fora i nie tylko, można odnieść wrażenie, że Polska to jakaś tenisowa potęga, a Radwańska to jedna z najgorszych tenisistek w historii polskiego tenisa, a nie najlepsza polska tenisistka w całej jego zawodowej historii. Osiągnięcia sportowców mierzy się realiami krajów z których sportowcy pochodzą. Tym którym wydaje się, że zagraniczni sportowcy osiągaliby to samo w Polsce co w swoich krajach są niestety w wielkim błędzie. To samo jest w drugą stronę. (6) Z forum. Gość: prezes WTA "prawda jest taka, że gdyby nie kontuzja Ivanovic, której objawy było już widać w pierwszym secie, nasza super tenisistka mogłaby już pakować walizki. nie ma się czym podniecać i tak dalej nie zajdzie...". prawda jest taka, że Ivanovic z tą samą kontuzją grała od początku turnieju w Tokio, z tą samą kontuzją pokonala gładko Kuzi i Zwonariową, a z Radwańską tylko dlatego zeszła z kortu bo straciła nadzieję na zwycięstwo, bo choć robiła wszystko co mogła, i nie grała gorzej niż w poprzednich meczach, to że wynik był inny 6 - 3, 3 - 2 i dlatego uznała że dalsza gra nie ma sensu, a gdyby wygrywała to za nic nie zeszłaby z kortu i grałaby w półfinale, a może nawet w finale (-) Z forum: Gość: prezes WTA
"tak, tylko wszystko się dzieje na końcu sezonu, gdzie większość tenisistek jest przemęczona, mało kto przykłada się do tych meczów, czołówka szykuje forme na Australię. Tylko nasza Agniesia jest "na fali", Japonia, Chiny, następny będzie kazachstan czy Tadzykistan? a wy się podniecajcie, piejcie jak było by czym. w Australii Radwańska nie wyjdzie z 3 rundy, wspomnicie moja słowa".
Gość BOG
tak, jak psa chce się uderzyć to kij zawsze się znajdzie, a w AO to Radwańska dojdzie do fniału, ale nie zdradzę jego wyniku, a by Cię nie pozbawić nadziei na jej porażkę
(-) Przed meczem z Safarovą. "Gość bobo 791 Dzisiaj będzie w dupę, a do Stambułu poleci Bartoli". Polska to kraj gównianych proroków, którzy przewidują porażki przed każdym meczem i cieszą się jak małe dzieci gdy przypadkiem trafią, a nic nie sprawia im takiej radości jak porażki polskich sportowców. Niestety żyjemy w kraju gównianych proroków. A anonimowe fora są tylko wierzchołkiem góry lodowej pozwalającym na całkowitą szczerość, a to z powodu braku jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowo.
(-) "Ranking WTA Race obejmuje bowiem tylko 16 turniejów w sezonie - cztery wielkie szlemy, cztery Premier Mandatory (Indian Wells, Miami, Madryt, Pekin), co najmniej dwa Premier 5 (Dubaj, Rzym, Cincinnati, Toronto, Tokio) i sześć innych najlepszych wyników. - Jeśli chodzi o te ostatnie, w grę wchodzą wszystkie inne turnieje WTA Tour, a także pozostałe trzy Premier 5, o ile zawodniczka zdobyła w nich więcej punktów niż w turniejach niższej rangi - zawiłości regulaminu w rozmowie z eurosport.pl wyjaśnił Kevin Fischer z biura WTA Tour" - Łukasz Przybyłowicz eurosport.pl
Wnisoki jakie dziennikarz portalu eurosportu.pl wyciągnął z rzekomo zawiłego regulaminu były kuriozalne:
"Dla Petković Pekin to tak jak dla Radwańskiej 18. impreza w tym sezonie. Paradoksalnie Polka ma w tej chwili więcej punktów od Niemki, bo... poszło jej gorzej w jednym z wcześniejszych występów. Radwańska w tym tygodniu odpisuje sobie zaledwie punkcik (ugrany w Dausze), natomiast konto Petković zostało odpowiednio uszczuplone aż o 120 punktów.
I także w ostatnich turniejach przed Stambułem - Radwańska zgłosiła się m.in. do Kremlin Cup - krakowianka będzie zbierała owoce słabszej gry w pierwszej części sezonu. W kolejności do odpisania z jej konta jest zaledwie 60 punktów za New Haven. Petković ponownie straci 120. W podobnej sytuacji jest Marion Bartoli, która brała już udział w 25 turniejach. Z Pekinu odpadła w trzeciej rundzie, przegrywając właśnie z Petković" - Łukasz Przybyłowicz eurosport.pl Aż mi wstyd pisać. Dziwne, że dziennikarz od dawna piszący o tenisie chwali się że dopiero teraz poznał "zawiłości" regulaminu WTA Race. Ale to szczegół. Radwańska oczywiście nie zbierała owoców "słabszej gry w pierwszej części sezonu", ale zbierała owoce dobrej gry w drugiej części sezonu, a to w porównaniu do Petkovic ( taka sama liczba rozegranych turniejów), i zbierała owoce tego, że grała w mniejszej ilości turniejów, a to w odniesieniu do Bartoli, a więc nie było w tym nic dziwnego, że odpisy miała mniejsze od Marion. Wbrew sensacyjnym wnioskom dziennikarza portalu erusportu.pl niestety nie opłaca się słabo grać w pierwszej części sezonu, aby mieć wyższy ranking na koncu sezonu. Niestety nie ma takich paradoksów. Wiem, że gdyby świat był tak urządzony to stałby się rajem dla wszystkich nieudaczników podobnych do mnie. Ale niestety jeszcze tak dobrze nie jest. (9) Natomiast aby było zabawniej to Cibulkova, choć miała na nodze przerazliwej wielkości opatrunek, nie tylko weszła na kort do meczu ze Zwonariową, ale i nie zeszła z niego nawet wtedy gdy faworyzowana Rosjanka prowadziła 6-4 i 3 -1 i mogło się wydawać, że zanosi się na jej łatwe zwycięstwo. Nie tylko walczyła do końca i w długich trzech setach wygrała mecz, ale to pierwsza Rosjanka w decydującym secie wezwała pomoc medyczną!. Oplastrowana Cibulkova nie tylko wygrała półfinał w Viesniną, ale i finał wygrała bo... zabiegała rywalkę: "Życiowy triumf Cibulkovej. Zabiegała rywalkę - tytuł Dominika Cibulkova odniosła pierwsze zwycięstwo w karierze, wygrywając w niedzielę turniej WTA Tour - Kremlin Cup (...). W finale słowacka tenisistka pokonała Estonkę Kaię Kanepi 3:6, 7:6 (1), 7:5. Pierwszy tytuł w tym cyklu zdobyła za czwartym podejściem; dotychczas trzykrotnie ponosiła porażki w finałach: w Montrealu i Amelia Island w 2008 roku oraz niedawno, 16 października w Linzu. ![]() W niedzielę potrzebowała do triumfu dwóch godzin i 36 minut" - eurosport.pl Tak więc doniesienia o śmierci Cibulkovej okazały się mocno przesadzone. Niech to będzie przestrogą, że nie można zbytnio ufać panom z reżyserki. A z perspektywy czasu patrząc, to Słowaczka byłaby bardzo poważną przeszkodą dla Marion Baroli, gdyby Francuzkę nie zawiódł własny organizm. A nawet gdyby Dominikę pokonała, to w finale musiałaby zmierzyć się z również dobrze dysponowaną w Moskwie Kaią Kanepi. (10) Pomijając takie bez znaczenia szczegóły: że niekoniecznie "wcześniej", bo Moskwa była w tym samym tygodniu co Luksemburg, a druga runda w Moskwie musiała mieć miejsce przed moskiewskim finałem, oraz że tytuł tesktu ma się nijak do jego treści, a to znana metoda brukowców, gdzie tytuły mają być krzykliwe i przyciągać uwagę, a więc muszą być jednoznaczne, a życie jest złożone, to mnie zbulwersowały słowa o "nierównej Francuzce", bo wg mnie Bartoli jest bardzo równą jeśli nie najrówniejszą tenisistką w całej stawce, a dziennikarz po prostu myli osiągnięcia z możliwościami, a wg mnie Bartoli na ogół osiąga szczyty swoich możliwości, bo zawsze gra na maksimum swoich możliwości i jak już gdzieś wcześniej pisałem można być niemal pewnym, że jej porazka jest równoznacza z tym, że już nic więcej nie była w stanie zrobić. Wiele bardziej utalentowanych tenisistek, czy dysponujących lepszymi fizycznymi warunkami, może co najwyżej pomrzyć o sukcesach Francuzki. Więc wtedy pod tym tekstem pozwoliłem sobie napisać: - duży błąd - Marion Bartoli jest jedną z najrówniejszych tenisistek jeśli nie najrówniejszą w całej stawce, ale jest po prostu ograniczona swoimi możliwościami, osiąga bardzo dużo jak na swoje możliwości, bo zawsze gra na maksa, i w tym turnieju też bardzo dzielnie walczyła z Petkovic. ( 11 ) Nie mam pojęcia, czy to zle, czy może dobrze. Mi akurat nie przeszkadza, ani buńczuczność, ani skromność w deklaracjach sportowców. Jak dla mnie to sportowcy sami powinni wiedzieć co im akurat jest potrzebne w sportowej rywalizacji - raz jedno, a innym razem może coś innego. Wg mnie nie powinno być też tak, że jak komuś się uda sprostać śmiałym deklaracjom to jest bohaterem ( jak trener Wagner ), a jak nie to jest wyśmiewany, bo to wg mnie nie leży w interesie sportu. Ale piszę tylko o deklaracjach trenerów i sportowców. Media i kibice powinni być rozsądni i wiedzieć jak traktować i do czego służą deklaracje sportowców czy ich trenerów. Tekst ten jest i będzie jeszcze opatrzony w liczne przypisy.
środa, 05 października 2011
Każdemu polskiemu sportowcowi z państwowego przydziału należą się dwa wiadra zimnej wody na głowę, bo jedno może nie wystarczyć, a to na okoliczność nadspodziewanego sukcesu/zwycięstwa, i jeden zastrzyk rozweselający, a to na wypadek nieoczekiwanej porażki. A ta kuracja tak naprawdę najbardziej potrzebna jest dziennikarzom i kibicom, i wtedy można by z niej wyłączyć sportowców, ale tego budżet państwa mógłby nie zdzierżyć. To jest uwaga ogólna niezwiązana ściśle z tematem wpisu.Blog pod dotychczasową nazwą został niestety zamknięty. Moje opinie są zbyt ogólne, zbyt kontrowersyjne i zbyt wykraczają poza tenis. Agnieszka Radwańska i tenis odtąd będą jednym z działów blogu, a blog będzie nosić nazwę : SPORT PO POLSKU. Jako wieloletni kibic sportu uważam ze mam prawo do własnego zdania, choć się z nim nie zgadzam i bardzo za nie przepraszam."Pierwsze schody Radwańskiej dopiero w ćwierćfinaleAgnieszka Radwańska w pierwszej rundzie turnieju w Pekinie miała wolny los, w drugiej bez żadnych problemów ograła Jie Zheng. Następny mecz będzie dla Polki jeszcze jednym spacerkiem. Pierwsze schody zaczną się dopiero w ćwierćfinale (...)".Pod tym tekstem zamieszczonym na portalu eurosport.pl podpisał się -Link do całego inkryminowanego tekstu: http://www.eurosport.pl/tenis/china-open-2/2011/schody-radwanskiej_sto2978200/story.shtml Nie zamierzam się oburzać. Po prostu napiszę to co myślę.Pisząc ze schody dopiero w następnej rundzie, i że następny mecz "będzie (...) spacerkiem"1) lekceważy się szwedzką tenisistkę Sofię Arvidsson, odbierając jej szanse na zwycięstwo,2) a to najlepsza droga do przegrywania meczów, bo wytwarza absurdalną presję na zwycięstwa, choćby w domyśle - musicie wygrać ten mecz, bo porażka nie wchodzi w grę, jest to więc zaklinanie rzeczywistości, które wg mnie od lat niszczy psychikę i morale polskiego sportu, bo przecież w sporcie nigdy nie można wykluczyć niespodzianek, w żadną stronę, bo to wbrew nie tylko duchowi sportu, ale i elementarnej logice, bo jak można pózniej oczekiwać od polskich sportowców, że będą walczyć i sprawiać miłe niespodzianki w meczch z faworytami?, jaki miałoby więc sens kibicowanie polskim sportowcom, gdy walczą z faworytami?3) a póżniej w razie niepowodzen następuje rozliczanie i zwalanie całej winy za niepowodzenia na sportowców, i to w bardzo niewybredny sposób, jak to wielokrotnie u nas bywa,4) wg mnie rozumowanie zaprezentowane w powyższym tekście nie przystoi nawet szeregowemu kibicowi, a co mówić o dziennikarzach sportowych,5) wg mnie tylko pozornie może to się wydawać sprawą mało istotną,6) wg mnie poziom rozumienia sportu jest w Polsce bardzo niski - stąd też niski poziom polskiego sportu,7) a przecież można przekazać myśl, że Polka będzie w tym meczu bitą faworytką, w sposób rozumny i zgodny z duchem sportu, wystarczy tylko tego chcieć i rozumieć sport,8) rozumiem, że autor uważa że polski sportowiec nie ma własnych ambicji i woli zwycięstwa, i że trzeba go cały czas pilnować i prowadzić za rączkę, wymuszać/wmuszać na nim zwycięstwa, a jak przegra wieszać na nim psy, aby nie śmiał więcej sprawiać niemiłych niespodzianek, tak bardzo znienawidzonych przez polskich kibiców, którzy już dość mają porażek polskich sportowców, ale to moim zdaniem absurdalne rozumowanie i zazwyczaj przynosi odwrotny skutek od zamierzonego, bo wynikiem takiego rozumowania ( a może to już wieloletni nawyk silniejszy od rozumu) niemiłych niespodzianek przybywa, a miłych ubywa9) takie łatwe z pozoru mecze bywają czasami bardzo trudne, czasami przemieniają się w długie horrory z bronionymi piłkami setowymi, meczowymi, a czasami nawet bici faworyci dostają baty i sensacyjnie odpadają, w historii tenisa, zwłaszcza kobiecego, takich meczów zbierze się bardzo ładna sumka, ale i tak polscy dziennikarze/kibice wiedzą lepiej - ma być łatwo, szybko i przyjemnie, bo jak nie...10) osobiście nie lubię pojedynków z dużo niżej notowanymi rywalkami, bo jeśli Aga odpadnie to jest wielki zawód i nie dochodzi do meczów z uznanymi tenisistkami, więc jest podwójny zawód, bo takie mecze są najciekawsze i w nich już Aga powinna zagrać najlepiej jak się da, na pełnych obrotach, i albo szybko wygrać jeśli rywalka - mimo starań - ma słabszy dzień, albo powalczyć o piękne zwycięstwo, jeśli obie wzniosą się na swoje wyżyny. Ale to już piszę jako fan Agnieszki11) ostatnie i najważniejsze, jeśli ktoś jest naprawdę lepszy, to nie potrzebuje żadnych zaklęć aby wygrywać ze słabszymi, zaklęcia mogą mu tylko w walce/zwycięstwach przeszkadzać wytwarzając nikomu niepotrzebną presję na zwycięstwa, która nie jest oznaką siły jeno słabości/strachu przed porażką, niestety polskie instynkty, mające swoje zródło w polskich kompleksach, na inne podejście niż u nas dominujące nie pozwalają i to nas różni od innych.--------------------------------- Dziś w Pekinie miał miejsce bardzo zażarty ( obie tenisistki walczą ze sobą i Agnieszką Radwańską o Masters) i bardzo symptomatyczny dla damskiego tenisa mecz Marion Bartoli z Andreą Petkovic. Marion po wygraniu 1 seta prowadziła w drugim z przewagą przełamania, ale rywalka ją dogoniła, przegoniła i wygrała 2 seta. W 3 decydującym secie z kolei Petkovic objęła bardzo wysokie prowadzenie 5-1, ale Marion dzielnie walczyła do końca broniąc po drodze 5 piłek meczowych i wyrównała stan meczu na 5-5, i dopiero wtedy Petkovic wcześniej nieco rozluzniona/usztywniona wysokim prowadzeniem i zawziętą pogonią nie mającej już nic do stracenia rywalki odzyskała wigor - wygrała własne podanie po czym przełamała podanie rywalki i wygrała mecz. Wielkie brawa należą się obu tenisistkom za walkę, choć wygrać mogła tylko jedna.Ten mecz jest jednym z wielu temu podobnych który pokazuje:że najtrudniej w tenisie jest zamknąć mecz, zwłaszcza gdy siły są w miarę wyrównane,że mecz kończy się dopiero z ostatnią wygraną piłką,że o wyniku decyduje drugi, ewentualnie trzeci set,że rywal który goni ma łatwiej od tego, który uzyskał przewagę, i to pomimo, że ma dalej do zwycięstwa - bo goniący nie ma już nic do stracenia, jest/może być w pełni zmobilizowany, gotowy do walki, a prowadzący jest/może być rozluzniony/usztywniony/obciążony bliskim zwycięstwem,że nie jest tak, jak chcą niektórzy komentatorzy ( np. Leszek Sidor), że powinien wygrać jeden tenisista, a wygrywa drugi, bo zawsze powinien wygrać ten który wygrywa ostatnią piłkę, a choć pan Sidor bardzo często musi powtarzać swoją maksymę, co tylko wskazuje na ilość takich meczów, to nic Go to jeszcze nie nauczyło, a to się chyba nazywa wolnomyślicielstwo,że tak jak się wywalczyło przewagę, tak samo albo nawet równie dobrze można ją stracić,że odwracanie meczów nie jest niczym dziwnym w sporcie, i nie zdarza się tylko Polakom, choć chyba Polacy reagują na nie w sposób najbardziej alergiczny i negatywnie emocjonalny, i chyba dlatego polscy sportowcy takich porażek mają szczególnie dużo, a polscy kibice bez przerwy trajkoczą o rzekomo słabej ( w domyśle wrodzonej ) psychice polskich sportowców, i niemal za wszystkie porażki obwiniają ich psychikę, a ona jest taka głównie na własne życzenie Polaków, bo Polacy ją sobie/swoim z upodobaniem - chyba godnym lepszej sprawy - niemal bez przerwy wmawiają, a do tego kibice/dziennikarze zwalają całą winę za porażki na sportowców, a sami obrażają się gdy im wytykać błędy, i dziwią się gdy sportowcy też się obrażają, a nawet nie chcą im dać do tego prawa,że takie porażki niekoniecznie świadczą o słabości psychicznej, bo zdarzają się - choć z różną częstotliwością - wszystkim, a ich częstotliwość nie musi być winą sportowców, może być wynikiem reakcji na takie porażki,że nie są to głupie/frajerskie porażki, jak się o nich często mówi/pisze, bo wraz z prowadzeniem - zwłaszcza gdy rywal jest grozny - trudność wzrasta, a nie maleje, i to pomimo, że jest się bliżej zwycięstwa,że powinno się podkreślać trudność utrzymania wysokiego prowadzenia i chwalić gdy się to uda, a sportowcy , a zwłaszcza kibice/komentatorzy/dziennikarze powinni mieć tego świadomość i nie wyzywać sportowców w razie niepowodzenia,że nie powinno być też tak, że jak nasz odwróci mecz, a Agnieszce Radwańskiej ta sztuka się wiele razy udawała, to jest cacy, wspaniale, ma mocną psychikę, a jak sam przegra niby wygrany mecz, to jest be, beznadziejny i ma słabą psychikę, bo to się zwyczajnie nie sumuje, a taka reakcja na to drugie powoduje, że tego pierwszego jest mnieji dlatego warto grać do końcanatomiast pisanie/mówienie o "głupich"/"frajerskich" ( Ci co tak piszą sami by nie uniknęli takich porażek, a nawet mogłoby się okazać, że mieliby ich znacznie więcej od tych o których tak piszą, tylko że tego wolą nie sprawdzać) porażkach, o rzekomym przegrywaniu na własne życzenie, albo że powinien wygrać mecz ten, a nie tamten, wg mnie niszczy psychikę i morale polskich sportowców, i powoduje że takich porażek przybywa ( tylko Ci sportowcy nigdy nie przegrywają niby wygranych meczów, którzy albo zawsze przegrywają, albo nigdy nie wyrabiają sobie przewag) i że w tak niszczycielski sposób Polacy oddziaływują na swoich sportowców od szeregu lat, a bierze się to z wielkiego ogólnego wyposzczenia i wynikającego z niego wielkiego zapotrzebowania na wielkie sukcesy, i spowodowanej tym nikczemnej odporności na porażki polskich sportowców i jeszcze nikczemniejszej odporności na własne nimi rozczarowania, a prowadzi to na przykład do: zakładania z góry porażek, czyli braku wiary, aby uniknąć rozczarowań tzw. krakanie; żądanie gwarancji zwycięstw, inaczej obowiązek zwycięstw nad potencjalnie słabszymi rywalami ( co się musi równać obowiązkowi porażek z potencjalnie silniejszymi, bo inaczej się nie sumuje ), bo jak nie z nimi to z kim?, czyli zaklinaniu rzeczywistości; kibicowanie tylko tym którzy rokują największe szanse na sukcesy, pamiętam jeden z felietonów w Przeglądzie Sportowym pana Kryszaka, który był jedną wielką pogonią za sukcesem w polskim sporcie, bo autor chciał kibicować tylko tym którzy zagwarantują mu sukces, i nie mógł takich znależć, a przecież sukcesy ( oczywiście na miarę możliwości danych sportowców, a te ma wytyczać samo życie!) powstają w wyniku kibicowania z wiarą w sukces wszystkim sportowcom i nie są dane raz na zawsze, tylko ciągle trzeba nad nimi pracować; rozliczeń; wieszania psów itd itp, ale my stosujemy te metody tylko wobec polskich sportowców, bo akurat jesteśmy Polakami, a wobec zagranicznych sportowców, również tych z polskimi korzeniami, jesteśmy za to wyrozumiali, a nawet wylewni, pamiętamy im na ogół tylko zwycięstwa i szybko zapominamy o ich porażkach.Z całym szacunkiem dla trenera R. P. Radwańskiego, nie wiem na przykład, czy przynajmniej niektóre kortowe problemy Agnieszki Radwańskiej były nie wynikiem rzekomo słabej psychiki tenisistki ( mi się zawsze wydawało, że ma mocną psychikę i zresztą tak mówiły jej rywalki), jak chce trener - Ojciec, a nie na przykład z niskiej odporności trenera - Ojca na częste fluktuacje meczów tenisowych, częste zwłaszca w damskim tenisie, niestety nieuniknione i w przyszłości, jego wielkiego zaangażowania i spowodowanego nim chciejstwa, jego emocjonalnych reakcji w trakcie meczów, w których chyba potrzeby jest spokój i skupienie się na grze, zwłaszcza w trudnych momentach, nie wiem, nie mam pojęcia, dziele się tylko swoimi wątpliwościami.Na przykład Ojciec - trener Marion Bartoli też musi znosić zmienność losów meczów córki, robi to na ogół jak się wydaje bardzo spokojnie, a i on raz został wyproszony przez córkę z trybun, bo uznała że to jej pomoże w walce na korcie."Piotr Radwański mówił „Rz": – Mecz był bardzo dobry, niemal wszystko było w nim jak trzeba, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zauważył, że można było wygrać z Azarenką szybciej. Trzeba umieć wykorzystać to, że się prowadzi 4:2. Jednak cieszę się bardzo, bo wreszcie wszyscy zobaczyli, że Isia umie pięknie grać, że mówienie o jej ambicjach wielkoszlemowych ma sens. Dostałem setki esemesów z całego świata, pochwał było mnóstwo. Chodzę po Krakowie dumny i szczęśliwy" - rp.plTylko że takich niewykorzystanych okazji w damskim tenisie jest całe mnóstwo, i gdyby ktoś prowadził statystyki wszystkich meczów pod tym kątem, to pewnie ich wyniki byłyby porażające. I to się nie zmieni.Inny przykład meczu niewykorzystanych szans/zmarnowanych okazji i niby dziwnych zwrotów akcji. Mecz w Pekinie między liderką kobiecego turu Caroline Wozniacki a Flavia Pennettą. Pierwszy set wygrała Dunka 6-3, drugi wygrała Włoszka 6 - 0, a w trzecim najpierw Flavia objęła wysokie prowadzenie 4-1, następnie Carolina odrobiła straty i wyszła na prowadzenie 6 - 5 i 30 - 0 przy własnym serwisie i kiedy wydawało się że kłopoty już ma za sobą, a komentator mówił o jej mentalnej przewadze, gdyż wyszła z duzych opałów, nieoczekiwanie Flavia się nie dała, przełamała rywalkę i wyrównała na 6-6 , a na koniec w tie breaku lepsza okazała się Włoszka.Jeśli chodzi o psychikę najlepszej polskiej tenisistki, to zwróciłbym na przykład uwagę na wygranie przez nią aż 6 finałów na 8 takich okazji, ciekawe ile znalazłoby się tenisistek z lepszym wskażnikiem zwycięstw finałowych do porażek?. Paradoks polega na tym, że dwa finały przegrała do S. Kuzniecowej, która ma ujemny bilans finałowych zwycięstw do porażek ( 13-19), bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się.. Wg mnie jednym z głównych atutów Agnieszki jest siła spokoju, zapewne nieco pozorowana, konsekwentne dążenie do celu ( tak może się przejwaiać walka, niekoniecznie w krzykach i zaciskaniu pięści ) oraz to że najpierw myśli, a pożniej biega, a nie odwrotnie, jak co niektórzy zalecają ( na przykład komentatorzy - pani Katarzyna Nowak, czy pan Leszek Sidor ). Gdzieś to kiedyś już pisałem, więc się tutaj tylko powielę, jak dla mnie Agnieszka łączy na korcie przeciwieństwa - z jednej strony chłodną kalkulację, wyrachowanie, kunktatorstwo, a z drugiej finezję, polot, fantazję. Polka należy też do tenisistek regularnych, nie chcących popełniać dużej ilości błędów, a to okrutnie wścieka niektórych internautów, którzy uważają, że to się nie godzi, jest karygodne, niesprawiedliwe, nieuczciwe, i uważają że to nie tenisiści regularni wygrywają, tylko ich rywale przegrywają. Regularność powoduje, że w niektórych meczach nie trzeba się nawet zbytnio wysilać.Dowcip polega na tym, że u nas z racji ogólnonarodowego wyposzczenia i spowodowanego nim chciejstwa, oczekuje się samych zwycięstw ( wielkich zwycięstw) i doskonałości, a to pod sankcją bardzo niewybrednej krytyki, i nie ocenia się psychiki polskich sportowców na tle innych sportowców, nie porównuje, nie zestawia, tylko ocenia się psychikę przez pryzmat niemożliwej doskonałości, a więc zawsze wyjdzie, że nasz ma słabą psychikę, nawet gdyby porównawczo miał najlepszą w całej stawce.Tak więc nawet gdyby psychika była atutem polskiego sportowca, to i tak polskim kibicom/dziennikarzom będzie się wydawać, że to jego słaba strona, bo wystarczy że raz, czy drugi ona zawiedzie, a zawiedzie nie raz, bo nikt nie ma żelaznej psychiki. Tak więc cały czas będą wmawiać polskim sportowcom, że mają problemy z psychiką i w niej szukać przyczyn ich porażek, bo wymagają niemożliwego, bo są kibicami od samych zwycięstw i doskonałości, choć sami na ogół niewiele osiągają i są bardzo dalecy od doskonałości. U nas rządzą proste zasady - wszystko, albo nic; teraz albo nigdy; albo jesteś najlepszy, albo beznadziejny i już nic z Ciebie nie będzie i najlepiej abyś zakończył karierę i więcej się nie kompromitował. Tak już u nas jest i to się szybko - o ile w ogóle - nie zmieni. Oczywiście te zasady obowiązują tylko wobec polskich sportowców.Inny przykład, również pochodzi z tekstu który ukazał się swego czasu na portalu eurosport.pl:"Ula może sobie pluć w brodę, ale nie musi(...) Szczególnie ta druga porażka mogła odcisnąć piętno na psychice młodszej z sióstr Radwańskich. Z Chanelle Scheepers Polka prowadziła już 6:4, 5:3 i 30:15. Do zwycięstwa brakowało jej tylko dwóch piłek, ale zabrakło postawienia kropki nad i. (...)"Wtedy pisałem. Jakie piętno na psychice?, chyba z powodu absurdalnych biadoleń mediów i absurdalnym nazywaniu takich porażek "głupimi", albo używaniu innych epitetów, tak media niszczą mentalnie polskich sportowców od lat, a takie porażki to w sporcie niemal chleb powszedni. W następnym meczu Chanelle wygrała z Kirilenko mimo że Rosjanka prowadziła 1-4 w 3 secie!. Odrabianie strat to nic niezwykłego w sporcie - a Urszula miała przewagę tylko jednego przełamania - i chyba tylko polskie media i kibice z tego powodu histeryzują i tylko to nas różni od innych.Również Ł. Kubot został nazwany - gdzieś w ubiegłym roku - frajerem w jednym z tekstów na eurosporcie. pl, gdy przegrał niby wygrany mecz.----------------------------------- "Jadwiga Jędrzejowska-Galert miała 67 lat, gdy zmarła w Katowicach 28 lutego 1980 roku. Trzy dekady potem jest wciąż jedyną polską tenisistką z wielkoszlemowym tytułem, jedyną która zagrała w singlowych finałach Wielkiego Szlema. Pozostała wielką postacią nie tylko świata sportu.Przed Erą Open, w czasach gdy biały sport zwany był jeszcze "lawn tennisem" (czyli trawiastym), Jędrzejowska stała się jego najwybitniejszą przedstawicielką nad Wisłą. Dosłownie tam, bo w Krakowie, gdzie przyszła na świat w 1912 roku. O trudnych początkach pisze w autobiograficznej książce "Urodziłam się na korcie". - Eleganckie damy patrzyły na mnie jak na dziwoląga czy cyrkówkę - pisze. - Mówiły: to ta dziewczyna od podnoszenia piłek, która ma tak silne uderzenie.
„Silną bronią, która doprowadziła ją do finałów Wimbledonu, Rolanda Garrosa i US Open był słynny forhand, niesłychanie szybki jak na ówczesne czasy, zabójczy. Trzymała rakietę w charakterystyczny sposób, na samym końcu rączki. Bekhend był dużo gorszy, śmialiśmy się, że spod pachy. Ale miała drugi mocny atut, po tym ostrym forhandzie grała fenomenalny skrót, dropszot. Większość meczów prowadziła z głębi kortu. Gdy złapała rywalkę na forhand, wyrzucała ją z kortu, po czym grała dropszota i tym biła najlepsze rakiety świata” – podsumowywał jej grę wybitny komentator sportowy Bohdan Tomaszewski.Lubiła mawiać: „My, polscy gracze, powinniśmy jak najwięcej jeździć i jeździć, i... dać się bić. Jeszcze długo będziemy bici, zanim nauczymy grać się w tenisa, tak jak to widać na wielkim świecie”.Rozumiem że kibice/dziennikarze nie chcą pozwalać polskim sportowcom na takie porażki, gdy już byli blisko zwycięstwa, a oni widzieli ich już w roli zwycięzców i chcieli cieszyć się ich zwycięstwem, i nie chcą im takich porażek puszczać płazem, i wyobrażają sobie, że to sportowców nauczy więcej nie zawodzić kibiców/dziennikarzy, zwłaszcza wtedy gdy kibice już cieszyli się z ich zwycięstwa i muszą a nie chcą znosić gorycz porażki, gdy szczęście było tak blisko. Uważam, że to absurdalne i szkodliwe myślenie, bo to sportowiec chce sam i musi chcieć sam wygrywać, i nikt go w tym nie zastąpi, a porażki najbardziej bolą samych sportowców, no i do tego jest to niewykonalne.Każdemu polskiemu sportowcowi z państwowego przydziału należą się dwa wiadra zimnej wody na głowę, bo jeden może nie wystarczyć, a to na okoliczność nadspodziewanego sukcesu/zwycięstwa, i jeden zastrzyk rozweselający, a to na wypadek nieoczekiwanej porażki. A ta kuracja tak naprawdę najbardziej potrzebna jest dziennikarzom i kibicom, i wtedy sportowców możnaby z niej zwolnić, ale tego budzet państwa mógłby nie zdzierżyć.---------------Mała dygresja - pani komentator K. Nowak zaleca bieganie do wszystkich piłek, nawet tych straconych, bo uważa że inaczej sportowiec nie walczy, i na niej robi to złe wrażenie, a niby dlaczego?, a skąd taki wniosek?, po co biegać do piłek straconych ( a to już ocena sportowca )?, a może nawet czasami nie warto biegać nawet do piłek bardzo trudnych, aby oszczędzać siły ( to też wybór i ocena sportowca ile ma jeszcze sił i jak warto nimi gospodarować)?, przecież w sporcie liczy się końcowe zwycięstwo, a nie wygrywanie pojedynczych punktów, a jeśli kalkulacja w nim pomoże?, wg mnie należy zostawić sportowcom prawo wyboru jak mają grać, na ich własne ryzyko, i powstrzymywać się od zbyt pochopnych oceń, bo tak jak są różni sportowcy, różne style gry, różne sposoby rozumowania, tak samo są różni kibice i różne ich gusta, i to co u jednych uchodzi za wadę, u innych może uchodzić nawet za zaletę, czy tam odwrotnie.Parafrazując, inaczej przedrzezniając Marię Dąbrowską - mądrej głowie NIE dość dwie słowie.
w miarę ukazywania się nowych wpisów poprzednie będę przenosił do odpowiednich działów w blogu
czwartek, 01 września 2011
W ogóle i w szczególe jestem bardzo przybity porażką A. Radwańskiej z niemiecką tenisistką A. Kerber - ale nie piszę pod wpływem chwili - tak zresztą jak po każdej bolesnej porażce polskiego sportowca z którym wiążę duże nadzieje, i w jakimś stopniu poczuwam się do winy ponieważ na tym blogu jestem niezwykle krytyczny i niemal bez przerwy z kimś ostro polemizuję, wtykam kije w mrowiska, mieszam, skłócam, walę głową w mur, walczę z wiatrakami itd. itp. Jest jeszcze gorzej, bo nie robię tego specjalnie, wolałbym wszystkich wychwalać i oklaskiwać, ale czynię tak dlatego że zbyt dużo rzeczy mnie irytuje i oburza, a zbyt jestem bezzasadnie przemądrzały i wymądrzały aby zmilczeć, mam z tym problem i nie ma szans aby to się zmieniło, ja się nie zmienię i inni też nie, więc pozostało jedno wyjście - muszę zamknąć ten blog i przy okazji zamknąć mordę. Za wszystko co pisałem sam ponoszę pełną odpowiedzialność, nigdy z nikim żadnej treści nie konsultowałem, ani nawet nigdy z nikim nic nie omawiałem, po prostu pisałem to co sam uważałem za słuszne, nie znam też nikogo ze strefy osób publicznych, nikogo ze sportowców, to dla mnie strefa zero, jestem najzwyklejszym kibolem. Za wszystko co złe przepraszam, nie miałem złych intencji, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie, bo dobrymi intencjami piekło jest brukowane, a polskie piekiełko w szczególności. -----------------------------------------------------------------
Pożegnalne refleksje. Od poziomu krytyki w danym kraju w dużym stopniu zależy ogólny poziom życia, w tym i sportu, krytyka może być budująca, albo rujnująco - dołująca, wg. mnie w Polsce zdecydowanie dominuje ta druga, a tego nie da się szybko wykorzenić nawet gdyby się bardzo chciało i wszystko czyniło w tym kierunku. A dominuje chyba głównie dlatego, że Polacy mają wilcze apetyty, wielkie oczekiwania i wymagania, a to z powodu... wieloletniego wyposzczenia i małe są szanse aby ich zadowolić. Nie mam tu na myśli apetytów/wymagań Polaków wobec siebie samych, czy wobec swoich podopiecznych, ale wobec innych Polaków, których bliżej nie znają, w tym sportowców, w myśl zasady, że wszystko wymagają od innych, a mało co od siebie. I że wchodzą z butami w cudze kompetencje. A jeśli kogoś nie zadawala to co osiągają sportowcy, jeśli mu za mało, to niech się wezmie do roboty i sam osiągnie więcej. Nie akceptują sportowców, takimi jakimi są, tylko chcą aby byli takimi jakimi każdy z nich chciałby aby byli, wg ich własnych gustów i upodobań, a to pod sankcją niemal ciągłego krytykanctwa. Z takim nastawieniem ZAWSZE znajdą powód do krytyki. A krytyka rodzi krytykę i koło się zamyka. Wydaje się że polscy dziennikarze/komentatorzy/publika epatują siebie i innych, nadstawiają chciwie uszu, są wyczuleni na emocjonalne wypowiedzi i zachowania w trakcie meczów, które gdzie indziej raczej puszcza się mimo uszu, mają krótki żywot, mniejszą pamiętliwość, złośliwość, małostkowość, wiedząc jakie emocje i stres towarzyszą sportowcom. W Polsce chyba nadal rządzi świętoszkowatość i hipokryzja, "moralność pani Dulskiej" Zapolskiej, wielu prześciga się w tym aby udawać świętszych od samego papieża, często poprzez gombrowiczowskie dorabianie gęby innym, albo silą się na tanie moralizowanie, jak słoma z butów wychodzą też polskie kompleksy, bo wszystko ma być na pokaz, jakże często słyszy się że sportowcy takim czy innym zachowaniem przynoszą wstyd Polsce, a przecież co najwyżej przynoszą wstyd sobie. Ale to dotyczy tylko polskich sportowców, wobec zagranicznych również tych z polskimi korzeniami Polacy dla odmiany są bardzo mili, nawet wylewni i wyrozumiali, pamiętają im tylko zwycięstwa, a o ich porażkach szybko zapominają. A. Radwańskiej i wszystkim polskim tenisistom życzę samych sukcesów, tyle że moje życzenia nikomu na nic się zdadzą. Poniżej cytata z blogu tenisowego "serve and volley": http://tenisowy.blox.pl/2011/09/O-porazce-Radwanskiej-slow-kilka.html "Dziś chciałem zwrócić uwagę na tzw. drugą stronę medalu. Otóż, Agnieszce jest trudno także dlatego, że jest sama. Gdybyśmy w Szlemie mieli siedmiu tenisistów, w tym pięć dziewczyn, jak Niemcy, Francuzi, czy Czesi, ta presja na Agnieszce nie byłaby taka silna. Siedmiu tenisistów nie mamy z wiadomych względów - Radwańska to samorodek złota, oszlifowany przez ojca, który trafił się na tenisowej pustyni jaką jest Polska (dyscyplinę uprawia czynnie może z 10 tys. ludzi?, a na kanapie przed telewizorem siada góra 300 tys. - na finałach Szlema). Krytykowanie Agnieszki za pasywną grę (co sam robię, bo trzeba) jest łatwe, wieszanie na niej psów w internecie po kolejnej porażce też (tego już nie robię). Ale czy na większą krytykę, ostre komentarze nie zasługuje Marta Domachowska albo Jerzy Janowicz, którzy do Szlemów w ogóle się nie kwalifikują? Tabuny polskich zawodników odpadających w I rundach eliminacji challengera w Sopocie, czy Poznaniu. Albo debliści F&M, którzy od kilka lat drepczą w miejscu w sensie sportowym? Oni wszyscy są kilka poziomów niżej niż Radwańska, ale to ona jak piorunochron ściąga gromy, bo w telewizji i gazetach, jak jest mowa o tenisie, tylko ona się po prostu mieści. Czy ktoś relacjonuje poziom pasywności tenisa w mistrzostwach Polski? Nie popadajmy w takie bezmyślne mainstreamowe szaleństwo. Czy któraś stacja telewizyjna wpadła kiedyś na pomysł, żeby zamiast nagrywać eksperta krytykującego serwis Radwańskiej, nagrać wypowiedź prezesa Polskiego Związku Tenisowego i zadać mu pytanie: „Jak pan wykorzystuje najlepszy marketingowo moment w historii polskiego tenisa, żeby nie umarł znów na 30 lat, gdy Agnieszka Radwańska przestanie już grać?"". Wg. mnie zagraniczni sportowcy mają przewagę nie tylko dlatego ze jest ich więcej, a nic nie dzieje się bez przyczyny, ale przede wszystkim dlatego że nie muszą oddychać i żyć w polskim piekiełku. Polska to toksyczny kraj, do czego sam się przyznaję, i dlatego dobrych/wybitnych sportowców jest tak mało, a Ci którzy są i tak osiągają mniej niż osiągaliby gdzieś indziej, a do tego Polacy myślą i działają wedle zasady "cudze chwalicie swego nie znacie". -------------------------------------------------------------------------------------- | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||