Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

SPORT PO POLSKU CZYLI O LA BOGA! PISZĘ BLOGA

wtorek, 28 czerwca 2016

 

Wimbledon to akurat ten wielkoszlemowy turniej, w którym najlepsza krakowska tenisistka osiągała najlepsze wyniki: wielki finał Wimbledonu i kilka półfinałów. Dlatego jeśli AR myśli o wygraniu pierwszego szlema, to Londyn wydaje się najlepszym do tego miejscem. Ale zadanie będzie bardzo trudne, ale chyba nie niemożliwe.

Wprawdzie każdy mecz można wygrać lub przegrać - oczywiście pisząc w wielkim uproszczeniu, no chyba że jest się samą Sereną Williams i to w optymalnej formie - to my fani wierzymy, że AR stać na wygranie siedmiu meczów z rzędu i sięgnięcie po główną nagrodę, ale żeby to się ziściło, to krakowianka musi znaleźć sposób i determinację do pokonania każdej rywalki która stanie na jej drodze.

Więc zaczynamy odliczanie....

 

                                                        Mecz nr 1

 

"W meczu otwarcia londyńskiego szlema Radwańska spotka się z Kateryną Kozłową. Obecnie Kozłowa zajmuje 97. miejsce na świecie - najwyższe w karierze. W tym sezonie  awansowała m.in. do ćwierćfinału w Sankt Petersburgu, pokonując po  drodze Barborę Strycovą oraz półfinału w Stambule. Na trawie prezentowała się dotychczas dość dobrze, zaliczając ćwierćfinał w Den Bosch - wygrała z Jeleną Ostapenko. Krakowianka i jej 22-letnia rywalka nie miały wcześniej okazji rywalizować ze sobą na światowych kortach. Ukrainka dopiero po raz pierwszy w karierze wystartuje w głównej drabince Wimbledonu".

W 1. rundzie Wimbledonu AR pokonała Kateryną Kozłową 6:2 i 6:1. Można więc powiedzieć, że to był mecz do jednej bramki, bez historii.

 

                                                      Mecz nr 2

"- Będę starała się grać to co umiem najlepiej, a moją mocną stroną jest ofensywa - zapowiada Chorwatka Ana Konjuh, kolejna rywalka Agnieszki Radwańskiej.

Konjuh to 18-letnia Chorwatka, która największe sukcesy odnosiła jako juniorka. W 2013 roku wygrała Australian Open i US Open wśród dziewcząt.

        Dobrze radzi sobie na trawie. To na tej nawierzchni wygrała swój jedyny jak do tej pory turniej WTA w czerwcu 2015 roku w Nottingham. Zaraz potem była nawet 55. zawodniczką świata, ale obecnie wypadła z pierwszej setki (jest 103.).


        To jej trzeci Wimbledon, w debiucie w 2014 roku doszła do III rundy. W środę pokonała 6:3, 6:3 Włoszkę Karin Knapp (WTA 90) i w kolejnym meczu zmierzy się z Radwańską".

 
W 2. rundzie AR pokonała Anę Konjuh 6:2, 4:6, 9:7. Mecz tylko z początku wydawał się na łatwy gdy krakowianka po wygraniu pierwszego seta do 2 w drugim miała pięć okazji do objęcia prowadzenie 3-1. Od tego momentu role się odwróciły, jak w znanym filmie "nieoczekiwana zmiana miejsc". Chorwatka po obronie pięciu breaków sama przełamała faworyzowaną rywalkę i to ona objęła w drugim secie prowadzenie 4-2.

Od tego momentu aż do końca meczu to AR musiała gonić rywalkę. W drugim secie bez skutku. A w decydującym trzecim secie też długo wydawało się że to może być ostatni mecz Polki w tegorocznym Wimbledonie. Chorwatka nie tylko objęła prowadzenie 5-3, ale miała 3 meczbole, i dwa razy serwowała na mecz. O jednym meczbolu zadecydowała siatka która zatrzymała piłkę po stronie Chorwatki i to może siatka zadecydowała o końcowym wyniku tego meczu.

Krakowianka wyrównała na 5-5 i kolejny meczbol to jej przypadł w udziale, ale również nie zakończył meczu. Dopiero nieszczęśliwie nadepnięcie na piłeczkę i skręcenie kostki przez Chorwatkę przy stanie meczu 7-7, 30-15 ostatecznie przesądziło o zwycięstwie Polki. Można więc powiedzieć że AR dostała drugie życie turniejowe, zobaczymy jak je wykorzysta.

 

A tym czasem na niedługo przed końcem meczu AR doszło do największej sensacji, już w drugiej rundzie odpadła jedna z faworytek do tyłu, ubiegłoroczna finalistka Wimbledonu, zwyciężczyni tegorocznego RG, druga rakieta świata Hiszpanka Garbine Muguruza. Przegrała bardzo wyraźnie 6-3, 6-2, ze Słowaczką Janą Cepelovą, która do turnieju dostała się przez eliminacje. Smaczku temu wydarzeniu dodaje to, że ta sama tenisistka w poprzednim sezonie w pierwszej rundzie wyeliminowała Rumunkę Simone Halep, ówczesną trzecią rakietę świata. Tamto spotkanie także odbywało się na korcie nr 1. Do tego w 2014 roku w Charleston w 1. rundzie pokonała liderkę listy WTA Amerykankę Serenę Williams. Jak na tenisistkę z drugiej setki i kwalifikantkę to całkiem niezle. A o mały włos po odpadnięciu numer 2 rankingu z turniejem nie pożegnała się też i numer 3.

 

                                                        Mecz nr 3

 

"O awans do drugiego tygodnia zmagań na wimbledońskich trawnikach Agnieszka Radwańska powalczy z najmłodszą tenisistką pozostającą w turnieju, Kateriną Siniakovą. Czeszka, była druga juniorka świata, wygrała w 2013 roku zawody rozgrywane w Zawadzie.  W Londynie jednak reprezentantka naszych południowych sąsiadów "odpaliła", bowiem pokonała dwie Francuzki Pauline Parmentier i Caroline Garcię, dzięki czemu po raz pierwszy wystąpi w III rundzie turnieju Wielkiego Szlema. W sobotę chce zaskoczyć Radwańską, z którą w 2015 roku gładko przegrała na inaugurację US Open".

 

 

-----------------------------------

Dodatki:

Polska to bardzo dziwny kraj; mamy świetne, znakomite, bardzo bojowe, waleczne, zadziorne tenisistki, grające ofensywnie i agresywnie, czyli grające na tak, tak żeby wygrać, a nie żeby nie przegrać, więc nie czekające na błędy rywalek, tylko same je wyprzedzające, zostawiające
serce i płuca na korcie, do tego nigdy i za nic się nie poddające czyli walczące do samiutkiego końca, a nawet o jeden dzień dłużej, po prostu taki polski tenisowy prima sort, nic dziwnego że są ulubienicami wszystkich polskich kibiców, tylko niestety z zerem jakichkolwiek sukcesów na koncie - Piter , Linette, Kania, U Radwańska i tylko jedną taką niezdarną ślamazarę od niechcenia snującą się po korcie bez najmniejszej chęci do gry i walki, bez pomyślunku i ambicji, grającą na nie, nie żeby wygrać, tylko tak żeby nie przegrać, więc czekającą tylko na błędy rywalek, taką tenisową śniętą rybę ( to określenie jej Ojca trenera, nie tak ją trenował), po prostu taki polski ostatni sort , i.... tylko ta niechciana tenisowa miernota osiąga w tenisie sukcesy o jakich jeszcze nikt nigdy w kraju nad Wisłą nie słyszał, przynajmniej od niepamiętnych czasów; nic więc dziwnego że od wielu lat jest stałym pośmiewiskiem wszystkich polaczków ( nie mylić z Polakami). Polska to bardzo dziwny kraj.

To taki jakby żart, a teraz nieco bardziej poważnie:

Wg. mnie główną bolączką polskiego sportu, jednym z głównych jego hamulcowych, jest bardzo niska, żeby nie powiedzieć nikczemna odporność - szeroko rozumianych kibiców ( w tym również dziennikarzy czyli mediów) - na porażki polskich sportowców - np. wieszanie na nich psów po niemal każdej porażce - jest to tzw. błędne koło, bo wynika ona z niedostatku sukcesów zwłaszcza jak na nasze wielkomocarstwowe ambicje i stąd wielka emocjonalna pazerność na sukcesy i wielka emocjonalna niechęć do rozczarowań, sukcesy które mają leczyć narodowe kompleksy. Wychodzi z tego kwadratura koła.

Jednym z naczelnych przejawów owego braku odporności na porażki, jest tzw. obowiązek wygrywania z tzw. potencjalnie słabszymi rywalami, na ogół pod sankcją wieszania psów i darcia kotów. A obowiązkowa może być co najwyżej tylko walka o zwycięstwa i to z każdym rywalem, pod sankcją utraty zainteresowania kibiców.

Wytwarza to dodatkową absurdalną idiotyczną presję na zwycięstwa, a przecież presja jest stałym elementem sportu, każdy ją nosi w sobie, i nie ma potrzeby jej dokładać, bo przecież sportowiec gra głównie dla siebie, to on odnosi sukcesy czy ponosi porażki, to jego sukcesy i niepowodzenia, i każdy ma w genach zapisaną chęć wygrywania czy odnoszenia sukcesów, a nie przegrywania i ponoszenia klęsk i dodatkowa presja mediów i kibiców nie jest sportowcom do niczego potrzebna.

A motywowaniem (względnie krytykowaniem) sportowców powinni się zajmować fachowcy czyli ludzie do tego powołani i z pewnością takich nie brakuje, a jak brakuje to i tak media i kibice - ze swoim przymusem wygrywania - ich nie zastąpią.

Co innego kibice pozytywnie nastawieni, którzy rozumieją ducha sportu ( zawsze ma wygrać lepszy, a nie nasz czy faworyt) i nie wymagają rzeczy niemożliwych i nie karzą za ich brak. Takich nigdy za wiele.

 

czwartek, 26 maja 2016

Agnieszka Radwanska

AR po raz pierwszy jako wiceliderka rankingu przystępuje do turnieju wielkoszlemowego, tak jak niedawno po raz pierwszy jako wiceliderka przystępowała do jednego z czterech najwyższych rangą turniejów cyklu WTA Premier Mandatory w Madrycie, ale tam przegrała już w pierwszej rundzie z późniejszą finalistą Dominiką Cibulkovą. W RG AR tylko raz osiągnęła fazę ćwierćfinału w 2013 roku, tak więc RG i US Open są tymi WS, w których krakowianka nigdy nie awansowała do półfinału. Może ten sezon coś w tym zmieni.

Zapowiada się ciekawy turniej w Paryżu, bo WS w którym jest wiele punktów do stracenia i zdobycia, może sporo namieszać w rankingu. Na przykład AR która obecnie jest wiceliderką rankingu może po raz pierwszy w karierze awansować na pozycję liderki rankingu WTA, co by było wyczynem historycznym, bo nikt z Polski na taki zaszczyt jeszcze nie zasłużył.

Ale szanse na to nie są duże, i nie zależą tylko od samej AR, ale i od wyników obecnej liderki rankingu Sereny Williams:

"Amerykanka jest na czele rankingu WTA od 171 tygodni, a w Paryżu po raz pierwszy od dawna jej pozycja jest zagrożona. Nową liderką może zostać Radwańska i to w dwóch przypadkach: jeśli wygra turniej, a Williams odpadnie przed finałem lub jeśli przegra finał, a Williams odpadnie przed III rundą. Tenisowe science fiction? Możliwe, ale oficjalna strona turnieju poświęciła analizie wszystkich możliwych wariantów osobny artykuł". - sport.pl.

W 1 R . AR bezproblemowo pokonała Serbkę Bojanę Jovanovski 6:0, 6:2. Mecz bez historii.

AR w 2 rundzie wygrała 6:2, 6:4 z Francuzką Caroline Garcią ( 40. WTA).

Francuzi wiązali z Garcią spore nadzieje, choćby dlatego że 23-letnia tenisistka w ubiegłym tygodniu wygrała turniej w Strasburgu.

"Gospodarze turnieju liczą, że sprawi niespodziankę i wyeliminuje w środę wiceliderkę światowej listy. Już siedmiokrotnie wygrała z rywalkami z Top 10. "Jest zawodniczką solidną i wszystkie uderzenia ma równe. Do tego bardzo dobry serwis. Wszystko będzie wracać z podwójną siłą na drugą stronę, więc na to się nastawiam. Grałyśmy ze sobą kilka razy. Na pewno jest to tenisistka, która nie wstrzymuje ręki. Tak naprawdę okaże się na korcie, co będę musiała robić, by wygrać ten mecz" - zaznaczyła w rozmowie z PAP Radwańska. Środowe rywalki zmierzyły się dotychczas trzykrotnie i dwa razy lepsza była Polka – dwa lata temu w ćwierćfinale imprezy w Madrycie, na kortach ziemnych oraz w poprzednim sezonie w drugiej rundzie w Dubaju. Garcia wygrała z kolei w 2014 roku w drugiej fazie zmagań w Wuhan. Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego bez najmniejszych problemów wygrała mecz otwarcia w Paryżu. Pokonała Serbkę Bojanę Jovanovski 6:0, 6:2. Francuzka z kolei pokazała, że łatwo się nie poddaje. W drugim secie pojedynku z Ukrainką Lesią Curenko przegrywała 2:5, by zapisać na swoim koncie pięć kolejnych gemów i wygrać całe spotkanie". - sport.pl.

AR przed meczem spodziewała się trudnego pojedynku, bo jej wszystkie poprzednie konfrontacje z Francuzką rozstrzygały się w ciężkich 3 setach, a na nawierzchni ziemnej krakowianka osiąga stosunkowo najgorsze wyniki, oczywiście w porównaniu z trawą i betonem. Takie nastawienie do meczu okazało się chyba dobre, bo Polka po wygraniu do 4 pierwszego seta w drugim prowadziła już 4-1 i mogło się wydawać że zwycięstwo przyjdzie nadspodziewanie łatwo, ale końcówka drugiego seta dostarczyła jednak sporo emocji kibicom, zwłaszcza Francuzki, którzy do końca wierzyli w swoją tenisistkę .

Garcia jak już nie miała nic do stracenia spróbowała dokonać tej samej sztuki co w pierwszej rundzie i odwrócić drugiego seta i może cały mecz, bo jak wiadomo najłatwiej gra się jak się nie ma nic do stracenia, i pewnie dlatego z drugiej strony najtrudniej jest postawiać kropkę nad i.

I tak Garcia w końcówce drugiego seta dwa razy przełamała podanie faworyzowanej rywalki i mogła przy pomocy własnego serwisu wyrównać stan drugiego seta najpierw na 4-4, a potem na 5-5, i nawet tego drugiego wyrównania była bardzo bliska , bo miała piłki gemowe na 5-5, ale AR też robiła wszystko co mogła żeby wynik się nie wyrównał, a mecz się nie przedłużył.

Ostatecznie po wyrównanej i emocjonalnej końcówce AR wygrała mecz za trzecią piłką meczową, a Garcia przed ostatnią piłką meczu gdy miała piłkę na wyrównanie na 5-5 popełniła aż dwa jeden po drugim podwójne błędy serwisowe. Tak więc mecz skończył się dość banalnie i do niebezpiecznego wyrównania nie doszło. Na całe szczęście dla polskiej tenisistki, bo już może szykować się na kolejne wyzwanie.

Z forum: "Z dużej chmury mały deszcz."

Wcale nie, raz mecz był może łatwiejszy niż można się było spodziewać właśnie dlatego że AR zakładała trudny mecz, a po drugie Garcia gdy już nie miała nic do stracenia próbowała dokonać tej samej sztuki co w 1r i odwrócić mecz i nie wiele brakowało, a wróciłaby do 2 seta.

A kolejną rywalką AR będzie rozstawiona z nr. 30 Czeszka Barbora Strycova. Pomimo że do tej pory wszystkie cztery mecze między nimi wygrała AR nawet bez straty seta, to solidnej Czeszki w żaden sposób nie można lekceważyć, a każda seria może się przecież kiedyś skończyć, oby nie na RG.

"Agnieszka Radwańska po wygranej z Caroline Garcia zadowolona jest ze swojej postawy w ROLAND-GARROS... Jest szansa, że w tym roku "Isia" po raz pierwszy osiągnie w Paryżu półfinał?". - tvp. sport.

O półfinale można będzie pisać jak AR awansuje do ćwierćfinału, a na razie jest w 3 rundzie i ma kolejna bardzo trudną rywalkę do pokonania. Strycova na pewno tanio skóry nie sprzeda.

Z forum: "Niby z nią AR jeszcze nie przegrała, a z Garcią już tak, ale poprzeczka powędruje jednak wyżej. Czeszka w rankingu WTA niby nie wiele wyprzedza Garcię, ale w tym roku spisuje się znakomicie. Jest na trzynastej pozycji i jest najwyżej z Czeszek. Wyprzedza w tym zestawieniu bardziej znane koleżanki Kvitovą, Pliskovą i ubiegłoroczna finalistkę RG Safarovą. Zapowiada się więc niełatwy mecz".

Agnieszka Radwańska awansowała do IV rundy Rolanda Garrosa! Polka pokonała 30. w rankingu WTA Barborę Strycovą 6-2, 6-7(6), 6-2.

Tym razem do zwycięstwa AR potrzebowała 3 setów, choć długo mecz wyglądał na łatwy, bo krakowianka po wygraniu pierwszego seta do 2 w drugim objęła prowadzenie 3-0 i wtedy dopiero rozpoczął się prawdziwy:

"Polka szybko objęła prowadzenie 3-0 i wydawało się, że szybko zakończy seta i mecz. Nic bardziej mylnego. Strycova wygrała pięć kolejnych gemów (!) i prowadziła 5-3. Jednak presja chyba jej trochę przeszkodziła, bo zaczęła popełniać proste błędy i niedługo potem przegrywała już 5-6. Zdołała jednak wyrównać i wygrać tie breaka do 6, mimo że Radwańska
prowadziła już 4-2 i 5-3.

Trzeci set rozpoczął się podobnie jak drugi. Trzy szybkie gemy dla Radwańskiej, ale na szczęście
potem Polka nie przegrała pięciu kolejnych z rzędu. Ostatecznie wygrała seta bez większych nerwów, bo 6-2".

Z obozu AR: "Dawid Celt: Najważniejsze jest to, że koniec końców Aga wytrzymała mentalnie. W drugim secie, w którym miała przewagę, przegrała zaciętą końcówkę. Wiadomo, czym to się często kończy. W trzeciej partii zawodniczka notuje szybki odjazd. Tym razem tak się nie
stało i to jest najważniejsze. Trzeba oczywiście pochwalić naszą tenisistkę do stanu 6:2, 3:0. Grała agresywnie na tyle, na ile mogła. Kontrolowała grę rywalki.

Co się zdarzyło od połowy drugiego seta? Skąd się wziął ten kryzys?

Dawid Celt: Agnieszka zaczęła grać zbyt pasywnie. Czekała na to, co zrobi Strycova. Czeszka jest na takim poziomie, że jak się ją przyciśnie, pomoże. Jak się ją trzyma pod presją, pomoże. Ale gdy się całkowicie odpuści i odda inicjatywę, nie można na tę pomoc liczyć.

W tym fragmencie pojawiło się jednak sporo efektownych wymian.

"Dawid Celt: Wiem, ale nam chodzi o wygrywanie punktów i zamykanie takich sytuacji. To, czy akcje są ładne czy brzydkie, trenerów w ogóle nie interesuje. Punkt jest punkt. Generalnie do 3:0 w drugim secie było super. Później jakości i aktywności zabrakło, za dużo było czekania na błędy. Bardzo cieszy mnie jednak, że Aga wytrzymała, że się nie rozpadła, że nastawienie cały czas było pozytywne. Ruszyła ostro na początku trzeciego seta i mimo małych problemów wszystko udało się szczęśliwie zamknąć. I za to należą się wielkie brawa".

Sądzę, że dla kibiców style gry i widowiskowość mają znaczenie, choć gusta są bardzo różne, i różnym ludziom podobają się różne rzeczy. W każdym razie dwie akcje z tego meczu zostały wybrane do najlepszych akcji ( tzw. "best shots") 6 dnia turnieju, a reszta należała do panów.

Adam Romer koresponduje z Paryża: " Sporo było ostatnio dyskusji na temat równouprawnienia kobiet i mężczyzn na światowych kortach. Wypowiadał się Tiriac, Murray i jeszcze kilka znanych osób. A jak jest naprawdę, było widać podczas piątkowego meczu trzeciej rundy Agnieszki Radwańskiej, gdy w tym samym czasie z turnieju wycofywał się Rafael Nadal. (...). Prawda jest taka, że zainteresowanie męskim tenisem jest zdecydowanie większe. Gwiazdy turnieju męskiego budzą znacznie większe zainteresowanie (może z wyjątkiem Sereny Williams), a większość meczów kobiet, nawet tych na Wielkim Szlemie, przechodzi niemal niezauważona.(...). W kolejnej rundzie czeka już Cwietana Pironkowa, z którą Polka grała 11 razy. Dziewięć razy wygrywała, w tym wszystkie cztery mecze rozegrane na kortach ziemnych. Wydaje się, że niedzielne spotkanie powinno być znacznie łatwiejsze dla Radwańskiej niż piątkowa przeprawa ze Strycovą".

Pironkowa bardzo dobrze gra w Paryżu. więc wróżenie ze może być łatwiejszą rywalką od Czeszki może okazać się dalekie od prawdy. To czy jest równouprawnienie, bo wiadomo że nie ma, a to czy powinno być, to dwie osobne sprawy. Ja akurat oba sporty traktuję jednakowo, więc dla mnie
jest i mam gdzieś zdanie innych.

Agnieszka po raz 5 zagra w 1/8 French Open o drugi w karierze ćwierćfinał.

Z mediów: "Warunki, w jakich tenisistom przyszło we wtorek rywalizować, nie były optymalne. Udało się dokończyć dwa mecze, a dwie tenisistki, które brały w nich udział, wypowiadały się bardzo krytycznie o decyzji organizatorów.

Radwańska powiedziała, że rozgrywkom tej rangi nie przystoi przeprowadzanie spotkań w takich warunkach jak we wtorek. - Jestem po prostu niezwykle zaskoczona i zła, że musimy grać w deszczu. To nie jest turniej z pulą 10 tysięcy. To Wielki Szlem. Jak można pozwolić grać
zawodnikom w deszczu? Nie da się grać w takich warunkach –
mówiła na konferencji prasowej.

W podobnym tonie do okoliczności swojego pojedynku odniosła się Simona Halep. - Nie chcę komentować warunków. Nie ma dla nich słów. Moim zdaniem gra była niemożliwa – twierdziła Rumunka, u której sama przegrana zeszła na dalszy plan. - Nie przejmuje się porażką. Przejmuję się, bo omal nie doznałam kontuzji pleców. To jest problem.

Podczas gdy Radwańska z Halep wybrały wojnę słowną, Dominic Thiem, David Goffin i Ernests Gulbis poszli o krok dalej. Zignorowali oficjeli i po prostu odmówili gry. Najzwyczajniej w świecie zeszli z kortu. Rumunce, kiedy wylewała żale, jeden z dziennikarzy powiedział o decyzji Belga i Łotysza. Uniosła w górę oba kciuki".

We wtorek miano rozegrać ponad 90 meczów, a dokończono tylko przerwane mecze AR z Pironkovą i Halep ze Stosur, i to w ratach. W normalnych warunkach AR prowadziła 6-2, 3-0, co oczywiście zwycięstwa jeszcze nie dawało, ale było blisko, a w anomalnych Pironkowa wygrała pierwsze 10 gemów z rzędu i cały mecz.

Szkoda że Panie nie zrobiły tego samego co Panowie i nie zeszli z kortu, nie godząc się na grę, za powód mogły podać obawę przed kontuzją, a tak deszcz pokrzyżował szyki AR, odwrócił mecz do góry nogami i wszystko przeminęło z deszczem.



--------------------------------------

Dodatki:

" Z forum: "...była na to przygotowana." W tym rzecz, Agnieszka jak chyba nigdy dotąd jest do RG przygotowana fizycznie, mentalnie i z dużą motywacją, co pozwala jej z mniej wymagającymi rywalkami (jak w I r.) wygrywać bez zbytniego nakładu sił, a z trudniejszymi (jak Garcia) wygrywać pewnie. To pozwala nam być dobrej myśli przed kolejnymi spotkaniami".

Tak, od dłuższego czasu, a nie tylko od tego turnieju AR jest dobrze nastawiona psychologicznie do meczów co słychać w wywiadach przed czy pomeczowych czyli, 1 ) że każda rywalka jest trudna i trzeba do każdego meczu podchodzić na serio z pełną mobilizacją i zaangażowaniem żeby jak najszybciej jak to tylko możliwe wygrywać, 2) że mecz kończy się dopiero po meczbolu, i nie można dać się uśpić nawet bardzo wysokim prowadzenie i trzeba być przygotowanym na to, że rywal nie mając już nic do stracenia, może być coraz bardziej niebezpieczny, 3) że liczy się tylko najbliższy rywal i dopiero po jego pokonaniu można myśleć o kolejnym i takie podejście do zawodu daje wyniki. Tak, przed RG wzięła przerwę żeby się lepiej przygotować do tego konkretnego turnieju, o czym też ona i jej sztab mówili w licznych wywiadach, zobaczymy co to da w praktyce.

Ale to co mi się nie podobało w twojej poprzedniej wypowiedzi, to założenie że skoro pokonała rywalkę w 2 setach i prowadziła w meczu od początku do końca to znaczy że wszelkie obawy i strachy przed meczowe byly niepotrzebne, otóż jak dla mnie jest to kompletna bzdura, obawy i strachy są właśnie po to aby sportowcy nie lekceważyli żadnych rywali, odpowiednio się do meczów motywowali, bo w trakcie meczu trudno jest zmienić nastawienie, właśnie po to żeby uniknąć kłopotów, czyli lepiej przecenić rywala niż nie docenić.

Z forum: "Nie zrozumieliśmy się. Jasne, że zawodnik nie może z lekceważeniem podchodzić do meczu nawet z teoretycznie słabszym rywalem, koncentracja zawsze jest niezbędna - ale przecież nie dotyczy to forum! - gdzie co niektórzy przewidywali nie tylko kłopoty, a wręcz porażkę Agi z Garcią, co określiłem "strachy na Lachy". Czy sądzisz, że nasze 'kalkulacje' czy prognozy (optymistyczne lub pesymistyczne) mają jakiś wpływ na postawę Agnieszki na korcie? No już bez przesady ;D".

Jasne, że nigdy nie można zakładać porażki, obojętnie z kim się gra, bo inaczej po co kibicować i po co grać ?, więc o tych co zawsze wróżą porażki ja tutaj w ogóle nie piszę i nimi się nie zajmuję, ich tylko mogę zwyzywać :), ale od tego co piszą dziennikarze i jak myślą kibice zależy bardzo wiele, i tak czy inaczej wpływa to na wyniki całego polskiego sportu, bo w przyrodzie nic nie ginie, a u nas w pisaniu dziennikarzy i myśleniu wielu kibiców bardzo często dominują absurdy, oczywiście niektórzy pewnie kierują się złą wolą i chcą zaszkodzić, ale zdecydowana większość głupotą czy kompleksami.

I tak np. ciągłe pisanie o autostradach i na potęgę lekceważenie rywali przez polskie media ( co wg mnie wynika z polskich kompleksów i wynikających z nich potrzeby dowartościowania się zwycięstwami sportowców, a głupcy myślą że medialne lekceważenie potencjalnie słabszych rywali i przymus wygrywania nad nimi to najlepsza droga do ciągłych zwycięstw polskiego sportu, a przecież jest dokładnie odwrotnie) np. Przegląd Sportowy i i ich dziennikarz tenisowy Gębicz który prawie zawsze na potęgę lekceważył każdą niżej notowaną rywalkę pisząc np. o planktonach itd, a to raczej norma wśród polskich dziennikarzy, a wytwarza to na sportowcach dodatkową i nikomu niepotrzebną presję, bo z góry wiedzą że 1) ich ewentualne zwycięstwa nad niżej notowanymi nie będą doceniane tylko przyjmowane jako tzw. obowiązek 2 ) że za ewentualne porażki z niżej notowanymi będą biczowane, bo przecież miały obowiązek wygrać, obowiązek narzucany przez media i potem są z niego przez media  i kibiców rozliczane np. "że rzekomo miało być tak pięknie" , i taka atmosfera może wytwarzać nie tylko dodatkową absurdalną presję obowiązkowych zwycięstw, ale i strach przed porażkami z niżej notowanymi więc prawie zawsze prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych. W sporcie nie tylko nie można zakładać porażek, ale też i nigdy nie można być pewnym zwycięstwa, zawsze ma wygrać lepszy w danym meczu, a nie nasz czy faworyt, nie można też popadać w zbytnią euforię po sukcesach, trzeba sobie radzić i z porażkami i ze zwycięstwami i zawsze należy patrzeć do przodu a nie płakać nad rozlanym mleczkiem.

Z forum: "Meczu nie widziałam... i bardzo żałuje ( jedynie fragmenty- powtórki), ale widzę, że tradycyjnie niektórzy na tym forum, to mają ból d... " Agnieszka dostawała prezenty"  "To Garcia przegrała, a nie Agnieszka wygrała " bla bla bla. Wygrała lepsza zawodniczka! Lepsza, mądrzejsza, sprytniejsza, dojrzalsza. Szacunek dla Agi, ze zamknęła mecz w dwóch setach, bo z tego co czytałam, publiczność ostro dopingowała Garcie. Trzymam kciuki za kolejne rundy! Mam nadzieję, że w tym roku mączka zostanie odczarowana ;) "

Z forum: "ale Aga wygrała nooo... więc co sie będziesz upajać jak Caroline łoiła!? ;), poczekaj na Barbore... tam dostanie bęcki ;p"

Każda zła prognoza kiedyś się sprawdzi , wystarczy ją powtarzać przed każdym meczem i zawsze wcześniej czy pózniej wyjdzie się na proroka.

Garcia miała dodatni bilans błędów do kończących +1, tak więc nie było z tym tak zle, wiele tenisistek w wielu meczach jest w nim na dużym minusie i nawet czasami wygrywają :), często dwie rywalizujące ze sobą są w tych statystykach na dużym minusie, prześcigają się która zrobi więcej błędów, ale któraś z nich niestety musi wygrać :). Błędy są problemem głównie wtedy gdy rywal ich nie robi. Nikt nikogo nie zmusza do robienia błędów i nikt nie robi ich specjalnie, często błędy nawet tzw. niewymuszone wynikają z gry rywalki czy braku wiary w zwycięstwo. Błędy są wyłącznym problemem tych które je robią, nie rób błędów głupcze. ITD. Tłumaczenie porażek błędami to największa głupota, bo właśnie chodzi o to żeby błędów nie robić, a kto je robi i przegrywa jest gorszy i musi się jeszcze uczyć gry.

Barbora gra inaczej , nie na jeden strzał czy na jedno uderzenie, nie tylko siłą, agresją i ofensywą i na pewno będzie się mniej mylić i stąd pewnie Twoje nadzieje :).

------------------------------------------------------------------------------ 

 

Z forum : "Druga rakieta świata powinna takie Garcie pożerać na śniadanie".

Powiedz to Niemce Kerber która dopiero przegrała już w 1 r, lekceważenie rywalek i pisanie o jedzeniu na śniadanie to głupota która prowadzi do porażek, nigdy nie można być pewnym zwycięstwa, o zwycięstwo zawsze trzeba walczyć. Przed każdą rywalką trzeba czuć respekt i właśnie dzięki temu można łatwiej wygrywać, jeśli rzeczywiście okaże się dużo gorsza, a z lekceważenia rywalek można mieć tylko kłopoty, raczej nie masz pojęcia o psychologii sportu. Jak dla mnie polscy kibole choć sami są do niczego i niczego nie potrafią słyną z lekceważenia rywali, a potem wieszania psów na sportowcach, to jest polska przypadłość, która wynika z naszych kompleksów, i zawsze prowadzi do odwrotnych rezultatów od oczekiwanych.

 

Z forum: "Szkoda czasu na takie denne komentarze, które świadczą o małostkowości umysłu większości tu komentujących, miałkości argumentów dotyczących gry Agi ( wygrywa bo przeciwniczki zrobiły za dużo błędów ). Trzeba jednak być naprawdę imbecylem umysłowym aby tak argumentować. A może to ja się mylę bo cały czas myślałem że to sposób gry Agi ( skróty, loby, slajsy, arytmia gry) powodują że przeciwniczki robią tak dużo błędów . Może to jednak geniusz analizy gry tenisistek niejaki poltergeist ma rację pisząc że Aga wygrywa bo rywalki przegrywają (jakież to odkrywcze- nieprawdaż?".

Niestety taka jest prawda że wielu w Polsce nie potrafi docenić gry AR, tylko zawsze zwycięstwa tłumaczą błędami rywalek, że to one przegrywają, a nie AR wygrywa, są to zazwyczaj zwolennicy jednoznacznie siłowego i agresywnego tenisa.

Wielu nazywa błędy prezentami. a przecież nikt nie robi błędów specjalnie, bo każdy woli wygrywać, czy zdobywac punkty, niż przegrywać, czy tracić punkty, a jak robisz komuś prezent, to się cieszysz, że komuś zrobiłeś przyjemność, a czy widział ktoś żeby kogoś cieszyły własne błędy?.

Zasada w każdej grze wydaje się prosta im się robi mniej błędów tym bardziej korzysta się z błędów rywali, ale sztuką jest robić mało błędów.

Z forum: "Agnieszka zagrała na tyle ile trzeba, jak zwykle piszą tu niektórzy że francuska grała mocniej, miała więcej kończących itp. Przez tyle lat gry Radwańskiej chyba można się przyzwyczaić, że wszystkie które z nią grają muszą więcej ryzykować i skracać wymiany, przez co robią masę błędów. Przy długich wymianach rzadko która ma jakieś szanse z Agą, co poniektórym wydaje się że sobie tak przebija i czeka na błąd, przebija owszem tyle że jak trzeba to każde uderzenie jest inne z inną rotacją, długa, krótka, skrót, lob, proszę mi powiedzieć ile jest tak miękko i technicznie grających zawodniczek. Jasne że nie zawsze wszystko wygrywa, ale być w 10 przez prawie dekadę to jest wyczyn nie lada. Przecież każda której przyjdzie z nią grać, boi się ośmieszenia, nawet Williams wychodzi do niej skoncentrowana jak z nikim innym, zresztą wielokrotnie o tym mówiła. Już teraz jest na plusie ma III rundę i życzę jej jak zawsze mądrych wyborów na korcie, bo uważam że żadna z obecnie grających nie ma takiego zmysłu analitycznego jak Radwańska, potrafiąca zmienić swoją grę w zależności do gry przeciwniczki".

Pewnie troszkę w tym przesady, ale co tam ;).

Z forum: "Trzeba sobie jasno powiedzieć, że Radwańska jest za słaba fizycznie żeby wygrała jakiegokolwiek szlema, pomniejsze turnieje tak ,szlema nie. I nigdy nie będzie nr.1 na świecie, chwała jej za to ,że jest jedyną polską tenisistką w czołówce światowej, ale nie wymagajmy zbyt wiele od tej drobnej dziewczyny".

Nikt rozsądny nic nie wymaga, osiągnie to co zdoła i nic więcej, a co tego nikt z góry wiedzieć nie może, nawet sama tenisistka, ale żeby osiągać jak najwięcej musi wierzyć że może wszystko, i to ona ma tylko prawo wymagać od siebie co chce, natomiast ty piszesz że coś nie osiągnie na pewno, stawiasz jakieś bariery niby nie do pokonania i to wiceliderce rankingu, finalistce Wimbledonu ( gdyby w finale nie trafiła akurat na Serenę, tylko na kogokolwiek innego, miałaby ogromne szanse na zwycięstwo, bo jest mocna psychicznie i zazwyczaj wygrywa w finałach turniejów) i zwyciężczyni Miami, Pekinu i turnieju Mistrzyń ( a to nie są pomniejsze turnieje, tylko jedne z największych) a to już najgłupsza głupota albo samo zło, i tylko totalną głupotą, albo złymi intencjami da się wytłumaczyć.

Pozostałe w komentarzach.

środa, 20 kwietnia 2016

  Agnieszka Radwańska WYPROWADZONA z równowagi! Poszło o... MACIERZYŃSTWO!

 

"Agnieszka Radwańska wraca na kort po kontuzji barku. Polka jest najwyżej rozstawioną zawodniczką w pierwszym europejskim turnieju na mączce w Stuttgarcie (pula 693 tys. dolarów). W pierwszym spotkaniu jej rywalką będzie zwyciężczyni meczu Andrea Petković – Kristina Mladenović.

Tegoroczny Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie będzie dla Radwańskiej dziewiątym w karierze. Zwyciężczyni turnieju mistrzyń najlepiej radziła sobie w 2011 i 2012 roku. Wówczas przegrywała w półfinale, a jej pogromczyniami były Caroline Wozniacki i Wiktoria Azarenka. Przed rokiem polska tenisistka odpadła już w pierwszej rundzie z Sarą Errani.

Poprzedni sezon na mączce był dla krakowianki najgorszy w karierze. Isia wygrała zaledwie dwa spotkania i odpadła w Roland Garros już w pierwszej rundzie. Przed tegorocznym turniejem wielkoszlemowym w Paryżu, Radwańska zaplanowała starty w Stuttgarcie i Madrycie".

"Andrea Petković będzie pierwszą rywalką Agnieszki Radwańskiej podczas turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Z Petković krakowianka na ziemi jeszcze nie grała – wygrała wszystkie sześć dotychczasowych meczów z tą tenisistką, ale wszystkie rozegrane zostały na twardej nawierzchni".

"Agnieszka Radwańska udanie zaczęła sezon na kortach ziemnych. W drugiej rundzie (w pierwszej miała wolny los) Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie w niecałe dwie godziny pokonała Andreę Petkovic 1:6, 6:1, 6:2".

To był bardzo ciekawy mecz ze zwrotami akcji i licznymi perełkami czyli pięknymi firmowymi zagraniami w wykonaniu Krakowianki. AR po raz 7 pokonała Petkovic, ale po raz pierwszy na kortach ziemnych, i wygrała swój pierwszy mecz na tej nawierzchni w obecnym sezonie. A my możemy mieć nadzieję że to będzie najlepszy sezon na mączce w karierze krakowskiej tenisistki.

Niemieccy kibice oczywiście sprzyjali Niemce, ale "Z drugiej strony kibice chyba mieli świadomość, że porażka Polki byłaby stratą dla widowiska, a „show must go on” aż do niedzieli. Dlaczego widowisko miałoby ucierpieć, wyjaśniła dziś „Stuttgarter Zeitung”. Gazeta napisała – w skrócie rzecz ujmując – że Radwańska jest tenisistką inną niż wszystkie, że brak mocy nadrabia sztuką, a repertuar jej uderzeń jest wyjątkowo bogaty. Niby nic odkrywczego, ale zawsze miło przeczytać".

Dodam od siebie że jeśli Niemcy chwalą Polaków, to znaczy że nie mają już innego wyjścia, że prawda jest zbyt oczywista, żeby można było jej nie zauważyć, czy zakłamać. To samo dotyczy również np. Roberta Lewandowskiego.

"– Zauważyłam, że w moich meczach przeciwniczki przewracają się dość często – przyznała Polka po meczu. Zapytana, czy z tego powodu miewa wyrzuty sumienia, bo to przecież ona plącze im nogi, odpowiedziała, że w zawodowym sporcie nie ma litości i nad nią też nikt się nie użala".

Wielu za moment przełomowy meczu uważa rady trenera Wiktorowskiego dawane tenisistce po przegranym pierwszym secie, ja tam nie wiem na ile były pomocne, bo przecież Agnieszka odwracała wiele meczów, zanim rozpoczęła współpracę z obecnym trenerem, np. pierwszy w karierze mecz z Marion Bartoli. 

"- Spróbuj zachowywać się aktywniej – namawiał ją przed drugą partią trener Tomasz Wiktorowski, który w przerwie wszedł na kort w Porsche Arena. – Nie graj piłką wariacką, ale trochę szybszą. Kto tu więcej biega, jest w dupie – tłumaczył obrazowo". - Pilnuj niższej
pozycji. Pozycja, naskok i jazda – upomniał na koniec swoją zawodniczkę i popędził do boksu. Rady szkoleniowca szybko przyniosły skutek. Od tego momentu już do końca oglądaliśmy zupełnie inną, agresywną Agnieszkę".

Wg. mnie tylko sam sportowiec jest w stanie sprawiedliwie ocenić, wkład innych w swoje sukcesy, bo w końcu trenerzy są od tego żeby doradzać, prawie każdy sportowiec ma swojego trenera i nie zawsze rady skutkują. Tak więc ja się tym na blogu nie zajmuję.

W drugim meczu na korcie AR miała za rywalkę Czeszkę Karolinę Pliskovą, którą już pokonywała pięciokrotnie nie oddając rywalce ani jednego seta, więc była zdecydowaną faworytką, choć Czeszka ostatnio osiąga spore sukcesy i nie należało się spodziewać łatwego meczu.

"Aga Radwańska po horrorze w końcówce pokonała Karoline Pliskovą i awansowała do półfinału turnieju Stuttgarcie. Isia wykorzystała dopiero czwartą piłkę meczową , po której mogliśmy spokojnie odetchnąć. To 5 półfinał Agi w sezonie, 3 tutaj w Stuttgarcie ( 2011, 2012). Było to szóste spotkanie obu tenisistek i jest to szóste zwycięstwo Polki : bilans setów to 12:0. O finał Aga zagra z rewelacją tego turnieju Niemą Laurą Siegemund".

Niemka Laura Siegemund jest wielką rewelacją turnieju i to może być najtrudniejszy mecz Agnieszki w tym turnieju.

"W sobotnim półfinale (początek o godz. 18:00) rywalką wiceliderki rankingu WTA będzie reprezentantka gospodarzy Laura Siegemund, która w turnieju rozegrała już sześć meczów, bo rozpoczynała od kwalifikacji. 28-letnia Niemka dopiero w ubiegłym sezonie z powodzeniem zaczęła rywalizować w głównym cyklu. Doszła do ćwierćfinałów we Florianopolis i Luksemburgu, zanotowała pierwsze starty w wielkoszlemowych turniejach oraz zadebiutowała w Top 100 rankingu. Jej tegoroczne dokonanie budzą jeszcze większy podziw. Po III rundzie Australian Open i ćwierćfinale w Charleston przyszedł czas na pierwszy półfinał. Pokonała Jelenę Janković i Madison Keys, a w Stuttgarcie bez straty seta odprawiła Anastazję Pawluczenkową oraz dwie wielkoszlemowe finalistki, Simonę Halep i Robertę Vinci. W meczach z Rumunką i Włoszką Siegemund straciła łącznie osiem gemów.

Siegemund w swojej karierze zdobyła 31 tytułów w cyklu ITF (11 w singlu i 20 w deblu). Debiut w głównym cyklu zaliczyła sześć lat temu w Bastad. Święciła trzy triumfy w grze podwójnej, wszystkie w ubiegłym sezonie (Den Bosch, Florianopolis, Luksemburg). Latem 2012 roku naderwała oba więzadła i jej priorytety uległy zmianom. Rozpoczęła studia w dziedzinie psychologii, a w 2013 roku ukończyła kurs na trenera tenisa z najlepszym wynikiem w swojej grupie.

Siegemund gra agresywny tenis, dysponuje groźnym returnem i serwisem. Jej siłą są precyzyjne minięcia i starannie przygotowane akcje ofensywne, bardzo dobrze gra dropszoty i woleje. Jej statystyki przy siatce z ostatnich kilku meczów to 23 z 33 (z Madison Keys), 11 z 12 (z Simoną Halep) oraz 10 z 14 punktów (z Robertą Vinci). W sobotnim półfinale należy się spodziewać ciekawego meczu z licznymi akcjami kombinacyjnymi i chytrą grą na małe pola".

Takiej rywalki i to grającej u siebie w żadnym razie nie można lekceważyć. Niemka jest wielką rewelacją turnieju, gra u siebie, na pewno bardzo zależy jej na sukcesie, bo to dla niej coś nowego, i wszystko co ma rzuci na szalę, będzie bardzo zdeterminowana, ale AR może być po prostu kresem jej możliwości, taką mam nadzieję.

Dla Niemki to będzie najważniejszy mecz w życiu, a dla AR tylko jeden z wielu ważnych meczów, walczy o 26 finał w karierze, pierwszy na mączce od 2012 roku, i o punkty do rankingu. Na pewno Niemce pomogły studia psychologiczne i zawód trenera, na pewno właśnie to podniosło jej wiedzę i poziom jej tenisa. I stąd jej kariera po studiach przebiega lepiej niż wcześniej. Bo najwięcej zalezy od głowy, a ta teraz jest dużo lepsza dzięki studiom i zawodowej wiedzy trenerskiej.

Z forum: "Liczę, że Niemka trochę się jednak zestresuje;)"

Nie liczyłbym na to w ogóle , ani troszeczkę, to już nie jest dziewczynka z zapałkami tylko dorosła kobieta, studentka psychologii i z wyuczonym trenerskim zawodem, i we wcześniejszych meczach, w których nie była faworytką, nie było po niej widać ani śladu stresu, raczej odwrotnie zagra najlepiej jak potrafi, z całej pary i na cały gwizdek, to tylko AR swoją grą może ją unieszkodliwić i tylko na to liczę. Jeśli będzie stres to tylko z powodu niemożności pokonania rywalki.

Z forum: "To prawda. Vinci ,która przecież gra podobnie jak Aga , była zupełnie bezradna wobec jej gry. Może być różnie ...".

Podobnie, ale nie do końca, obie grają w korcie, nie na siłę, ale Aga gra jednak inaczej , ma większą wyobraznię tenisową, pomysłowość i spryt i większy repertuar zagrań i sztuczek. Do tego AR jest bardziej zimna, nieprzenikniona, nieczuła i wyrachowana ;). Ale ja też obawiam się kłopotów z bojowo nastawioną Niemką.

Z forum: "Będą jaja jeśli Radwańska przegra z kwalifikantką w półfinale. To dopiero będzie..."

Nie będzie żadnych jaj ponieważ ta kwaifikantka już nie jest kwalifikantką tylko pełną gębą zasłużoną półfinalistką, wielką rewelacją turnieju która sprała takie tenisistki jak Halep i Vinci. To raz, a dwa to jest najgłupsze podejście do meczu jakie może być nakładanie zbędnej presji że jak przegrasz z rzekomą kwalifikantką to rzekomo będzie wstyd. Nie, nie będzie. Ale fakt liczni forumowi głupcy tylko czekają na takie okazje i na takie potknięcia żeby właśnie sobie te jaja robić, ale to tylko dowodzi, że są frajerami i głupcami i niczego więcej. żadna porażka w sportowej walce ujmy nie przynosi. Ujmę przynosi takie zachowanie jak twoje.

Z forum: "A kiedy ostatnio wiceliderka rankingu przegrała z kwalifikantką ?"

A jakie to ma znaczenie, nie często kwalifikantki dochodzą do półfinałów i grają z wiceliderkami jakby dochodziły często to by sporo było takich porażek. To już dawno nie jest kwalifikantka. a teraz jest już półfinalistką i jak każdy sportowiec ma szansę wygrać.

Niemka będzie miała test jak jej gra się sprawdzi na tle różnorodnie grającej AR, czy z taką rywalką utrzyma długo rytm i spokojna głowę czy straci rezon i zacznie się denerwować i np. masowo popełniać błędy.

Niestety AR przegrała po słabszym meczu z rewelacyjnie grającą Niemką. Ciekawy będzie dalszy ciąg kariery Niemki, czy i na jak długo awansuje do czołówki rankingu.

Tradycyjnie po meczu polscy kibole wylali w internecie morze pomyj, taka jest polska świecka tradycja. A zasada jest prosta, im kto jest większym zerem tym więcej pomyj wylewa.

"Jakoś zawsze jak Isia gra to ma być pięknie a wychodzi jak zwykle czasem się dziwie jakim cudem ona jest tak wysoko w rankingu."

Pewnie jakaś niewidzialna ręka dopisuje jej punkty do rankingu. Bo tępy bucu u innych tenisistek jeszcze częściej ma być pięknie, a wychodzi jak zwykle, to powiedzenie jest idiotyczne i tylko świadczy o polskiej pazerności na sukcesy, naszego parcia na sukcesy, które wynika z naszych narodowych kompleksów i to bezmyślne media i kibice zawsze mówią i piszą że rzekomo ma być pięknie, bo w sporcie ma tylko zawsze wygrywać lepszy, i nigdy nie można z góry wiedzieć kto okaże się lepszy w danym meczu zanim się on nie skończy.

Pomyje to zwykłe reakcje polskich kiboli po porażkach, to dlatego polski sport leży i kwiczy i nigdy się nie podniesie ( i dlatego w miejsce własnych sukcesów muszą żebrać i kraść podszywając się pod obce sukcesy, pod byle pretekstami), nie z takimi kibolami w miejsce kibiców, zero odporności na porażki które są przecież nieodzowną częścią sportu.

W sporcie należy patrzeć zawsze tylko do przodu, a nie płakać i roztkliwiać się nad tym co było i się już nie wróci. Umiejętność radzenia sobie z porażkami u sportowców, w mediach i u kibiców, jest niezbędna do odnoszenia sportowych sukcesów. Bez powszechnej umiejętności radzenie sobie z porażkami i pozytywnego myślenia polski sport nigdy nie zakwitnie, zawsze będą tylko sporadyczne incydentalne sukcesy pojedynczych sportowców.

-----------------------

Dodatki.

"Z powodu urazu Polka wycofała się z imprezy w Katowicach i Pucharu Federacji".

Wokół tego narosło wiele plotek i wylało się jak zawsze przy tego typu okazjach morze pomyj na forach internetowych, że niby olewa grę w reprezentacji, że gra tylko dla kasy, że jak dobrze nie zapłacą to albo nie gra, albo nie przykłada się do gry i tak dalej i tym podobne. Przy okazji jak zawsze powracano wspomnieniami do dawnych plotek i oszczerstw np. z czasu IO w Londynie. Ludzie widać muszą pomawiać zwłaszcza lepszych od siebie, żeby się samemu we własnych oczach dowartościować.

AR jest wiceliderką WTA, ma ważne cele, a zdrowie jedno i na pewno wie co robi. A na forach udziela się wielu wybitnych specjalistów od wylewania pomyj, pod byle pretekstem. A tenis to jest zawodowy sport i zajmują się nim zawodowcy, a nie amatorzy. I wiedzą co robią. A kibice mogą jedynie przyjmować ich decyzje do wiadomości.

Co do reprezentowania krajów, to wg. mnie AR reprezentuje Polskę zawsze również w WS i rozgrywkach WTA, bo wszędzie gra pod nazwą Polski, wszędzie przy jej nazwisku jest nazwa kraju dla którego gra, we wszystkich meczach komentatorzy i kibice z całego świata wiedzą kim jest i dla kogo gra i zawsze gdy gra wspominają o Polsce; w każdym meczu WTA rozsławia Polskę swoją piękną grą;  jak dla mnie WS i rozgrywki WTA są dużo popularniejsze na całym świecie niż Puchar Federacji, więc reprezentowanie Polski w WS i rozgrywkach WTA jest ważniejsze niż np w Pucharze Federacji, którym raczej mało kto się interesuje, a jak już to raczej tylko własną reprezentacją. Tak więc WS i rozgrywki WTA z punktu widzenia reprezentowania Polski są wg. mnie ważniejsze niz np Puchar Federacji. Bardzo dobrze że odpoczęła i się wykurowała, bo ma jeszcze długi sezon i dużo ważniejsze starty przed sobą.

Do tego w Pucharze Federacji nie mamy szans na najwyższe laury, jedna tenisistka to za mało, a w tym roku są jeszcze IO i trzeba szanować swoje zdrowie.

A jeśli prawdą jest ( mówił o tym choćby komentator Eurosportu ) że na liście tenisistek PZT jest Niemka Kerber, to niech tylko Niemkę powołują na Puchar Federacji i nikt inny nie powinien grać dopóki obecny PZT, a raczej Niemiecki ZT nie podda się do dymisji. To jest wielki skandal.

Z forum" "Pisałem tylko o podejściu Radwańskiej do reprezentowania barw Narodowych . Przypomnij sobie jej komentarz po Olimpiadzie . Dla ciebie wszystko co napiszą w Onecie jest prawdą którą takich jak ty się karmi na co dzień".

To Ty jesteś ofiarą mediów, bo widać nie masz własnego rozumu. Nic nie zrobiła, ani nie powiedziała zdrożnego na czy po olimpiadzie, to właśnie wspomniane przez ciebie media uczyniły z niej kozła ofiarnego wszystkich polskich porażek, a było ich wiele. bo była najłatwiejszym celem do ataku, bo zarabia najwięcej na zawodowym sporcie i największą budzi zawiść u opluwaczy. Ty widać szukasz tylko pretekstu do opluwania, każdy jest dobry i w każdą bzdurę uwierzysz.

Na portalu sportowym Sportowefakty.pl ciągle w artykułach przekręcają nazwisko duńskiej tenisistki Caroline Wozniacki.

Dunka nazywa się Caroline Wozniacki, w zasadzie nie ma znaczenia jak Dunka się nazywa, bo to jej prywatna sprawa, ale Dunka wszędzie posługuje się nazwiskiem Caroline Wozniacki, czy dziennikarze portalu sportowefakty.pl uważają że Dunka sama nie wie jak się nazywa?, i proszę nie mówić, że Dunka pozwala np. polskim żebraczkom zniekształcać swoje nazwisko, bo skoro ją o to ciągle błagają, to pewnie z dobroci serca albo dla miłej zgody pozwala im na wszystko co chcą, ale to jest bardzo brzydkie ciągłe przekręcanie czyjegoś nazwiska i czynienie tego z biedy, z potrzeby żebractwa, z niedostatku własnych sukcesów, że u siebie się niewiele potrafi i wynikającej z tego potrzeby podszywania się pod obce w tym przypadku duńskie sukcesy, żeby mieć choćby tylko urojone powody do tzw narodowej dumy.

Bo np. w Polsce Dunka nic albo bardzo niewiele by osiągnęła.

Jedynym wyjątkiem w Polsce tenisistki z sukcesami jest Radwańska Agnieszka, ale tylko dlatego że gra własny wyjątkowy nietypowy tenis - za co zresztą była przez wiele lat bardzo brutalnie w Polsce atakowana i szkalowana, zresztą przez wielu nadal jest - i Polacy nie mogli jej do końca zaszkodzić i całkowicie zniszczyć jej kariery

- pewnie nie czynią tego specjalnie, ze złej woli, ale raczej z głupoty, nawet często mają bardzo dobre chęci i jak najlepsze intencje, ale prawie zawsze wychodzi im zle, albo bardzo zle, a to przez zbytnią emocjonalność w myśleniu i postępowaniu - popadanie w ciągłe skrajności albo totalna euforia albo złorzeczenia, psioczenia i oszczerstwa, czyli brak umiarkowania i rozsądku we wszystkim co czynią; wybujałe ponad wszelką miarę wielkomocarstwowe ambicje i oczekiwania samych i to gładkich zwycięstw czyli bez narażania kibiców na nerwy, bez zwrotów akcji, i nie daj Boże bez przegrywanych tzw. wygranych meczów - kibice w Polsce mają z tym wielki problem, nie znoszą jak sportowcy wystawiają ich na próbę nerwów, co im nie przeszkadza ciągle psioczyć na ich rzekomo słabą psychikę, bo nie zapewniają im samych bezstresowych zwycięstw - i wynikająca z nich ciągła totalna krytyka wszystkiego, co nie spełnia najlepiej od razu tych ich wielkomocarstwowych ambicji i oczekiwań - przykład? choć w Polsce nigdy nikt turnieju wielkoszlemowego w tenisie nie wygrał, nikt jeszcze nie udowodnił, że to jest w ogóle możliwe, choćby dlatego że w niektórych innych krajach tenis uprawia się - w tym szkoli do jego uprawiania - na dużo wyższym poziomie, to niemal od początku kariery Radwańskiej wymagano od Agnieszki wygrywania turniejów wielkoszlemowych - i żeby jeszcze biła Serenę Williams - i ciągle ją za brak tego tytułu wielkoszlemowego krytykowano - np. na potęgę kpiono z wielkoszlemowych ćwierćfinałów, choć inne polskie tenisistki mogą o takich tylko pomarzyć - że niby jej osiągnięcia są nic nie warte, że rzekomo ciuła punkty po małych turniejach - choć nigdy nie grała zbyt wiele w takich turniejach - że rzekomo wygrywa tylko nic nie znaczące turnieje, gdzie nie ma najlepszych; poza tym polskich kibiców cechuje całkowity brak odporności na porażki, bo po każdej porażce przeważa totalna krytyka, psioczenie i oszczerstwa - 

zanim się na dobre zaczęła - a to jest udziałem wszystkich innych polskich tenisowych talentów - i tylko dlatego osiąga sukcesy wydawałoby się w Polsce niemożliwe, ale w krajach mądrzejszych, lepiej zarządzanych i lepiej wykorzystujących swoje talenty i do tego z tenisowymi tradycjami osiągałaby pewnie jeszcze znacznie więcej.

Polacy jeszcze nigdy nie wyszkolili standardowo grającej tenisistki takiej jak np Dunka Wozniacki , czy Niemka Kerber i odnoszącej znaczące sukcesy i na razie na to się nie zanosi. Tenisistki te osiągają sukcesy tylko dlatego ze nie miały nic albo bardzo niewiele wspólnego z Polską, zwłaszcza z polską roszczeniowo -malkontencką mentalnością ( bo u nas to co pozytywne jest tylko na pokaz), i osiągają swoje sukcesy tylko dzięki swoim krajom w tym przypadku Niemcom i Danii.

Co innego sportowcy, sportowcy muszą przed sobą stawiać ambitne cele, ale to nie znaczy że muszą je wszystkie realizować, bo to już nie tylko od nich zależy, ale również i od ich rywali, którzy też stawiają przed sobą ambitne cele, często takie same; niestety wielu kibiców u nas tego zupełnie nie rozumie i wymaga od sportowców pod sankcją szyderstwa dokładnego realizowania swoich sportowych zamierzeń, celów i ambicji. W ten sposób tylko zniechęcają sportowców do stawiania i deklarowania ambitnych celów.

A w stawianiu wysokich ambitnych celów chodzi tylko o to, że im bardziej ambitne cele stawia przed sobą sportowiec, tym więcej może osiągnąć, a co dokładnie osiągnie to już zupełnie inna sprawa i nikt tego z góry nie może wyreżyserować, bo to zależy również od rywali.

A kibice czepiają się deklaracji sportowców tylko dlatego że są spragnieni zwycięstw, żeby tymi zwycięstwami  leczyć narodowe kompleksy i stąd ich oburzenie jeśli sportowcy nie realizują swoich zapowiedzi, a nawet niektórzy dziennikarze traktują sportowe deklaracje jak polityczne obietnice, a przecież w nieprzewidywalnym sporcie, w którym ma się niezależnych od siebie rywali, nikt nic nikomu nie może z góry obiecać.

Chodzi tylko o większe szanse i większą wiarę w siebie.

"WTA BOGOTA - FINAŁ. Irina Falconi - Silvia Soler- Espinosa 6:2 2:6 6:4. Irina Falconi triumfatorką słabo obsadzonego turnieju w Kolumbii. Amerykanka w finale w trzech setach pokonała Hiszpankę Soler-Espinosę. Zapowiadało się na zwycięstwo Hiszpanki, ponieważ w trzecim secie prowadziła 4:3 z przełamaniem. Triumf ją sparaliżował, zaczęła popełniać podwójne błędy i przegrała na własne życzenie".

Nie przegrała na własne życzenie, bo nikt sobie nie życzy porażek, na własne życzenie można tylko wygrywać, przegrała na życzenie rywalki, przegrała bo w końcówce lepsza okazała się Amerykanka, a końcówka jest ważniejsza niz początek, a psychika - i w ogóle cechy osobowościowe - jest częścią rywalizacji sportowej, a prowadzenie jeszcze nic nie znaczy, bo najważniejsza jest ostatnia piłka kończąca mecz. Nawet niekoniecznie wygrywa ten kto pierwszy ma piłki meczowe. Już np. w tym turnieju Rumunka Niculescu miała aż 3 piłki meczowe, a i tak wygrała Czeszka Kvitova.

Z forum: "tytuły Agi są najcenniejsze ja wiem :) zaraz zaraz ale jakie? Mejemi 2012 i wta finals 2015 a gdzie szlemy? gdzie medale? a sorry nie ma więc są dużo warte te wymyślone w głowach psychofanów są najcenniejszym łupem".

AR osiąga w Polsce dużo więcej niż ktokolwiek inny, jest lata świetlne przed innymi polskimi tenisistkami, a sukcesy mierzy się miarą kraju w którym są osiągane, do tego nie ma najlepszych warunków fizycznych i gra piękny finezyjny tenis ( co jest wielką wartością samą w sobie) w świecie tenisowych siłaczek, ale gdyby była Amerykanką, Czeszką czy Niemką tam wychowaną i wyszkoloną, miała wsparcie tamtych działaczy, trenerów, sponsorów i kibiców, to dzięki swojemu talentowi zdobyłaby pewnie sporo szlemów, bo tam tradycje tenisowe, a co za tym idzie poziom szkolenia jest dużo wyższy.

U nas często używa się określenia "Polak potrafi", ja go nie używam, bo nie widzę w tym nic zaszczytnego, ani dziwnego. Dziwnego, bo przecież od czasu do czasu, to każdy człowiek czy naród potrafi. A nic zaszczytnego, bo skoro trzeba to podkreślać, czy tym się chwalić, to chyba znaczy tylko tyle że jest to wyjątek od reguły warty podkreślenia. Dla mnie to powiedzenie, jest raczej oznaką polskich głęboko zakorzenionych narodowych kompleksów i wynikającej z nich ciągłej potrzeby potwierdzania że nie jest się gorszym od innych. A przecież w każdym kraju rodzą się wielkie talenty, pewnie w podobnych odsetkach, tylko stopień ich wykorzystywania jest inny, czy różny i zależy od stopnia np. umysłowego rozwoju kraju, umysłowego, bo największa moc i rezerwy tkwią chyba w umyśle.

Resztki zamieszczam w komentarzach.

czwartek, 31 marca 2016

http://sportowefakty.wp.pl/tenis/588588/marcin-motyka-tenis-gorszego-sortu-komentarz

 

Ostatnio po wypowiedziach pewnego byłego już dyrektora turnieju ATP w Indian Wells, powróciła dyskusja w sprawie ewentualnego równouprawnienia sportu kobiecego z męskim, np. w kwestii zarobków. W sprawie wypowiedział się nawet obecny lider rankingu ATP Novak Djokovic, który uznał że tenisiści powinni zarabiać więcej od tenisistek, bo podobno przyciągają więcej kibiców. Ale do końca nie zrozumiałe, czy chce żeby faceci zarabiali jeszcze więcej kosztem kobiet, żeby kobietą obniżyć zarobki, a facetom podwyższyć, czy wystarczy że kobietą zmniejszyć zarobki. Inaczej pisząc, czy chodzi o większy prestiż męskiego sportu, czy jest to tylko walka płci o zarobki. Kolejnym argumentem poza oglądalnością często przytaczanym na rzecz niesłuszności równouprawnienia płac jest to, że tenisiści grają w WS do 3 wygranych setów, a tenisistki tylko do 2, że rzekomo za mniejszą pracę nie należy się taka sama płaca.

Przy okazji na forach wyszło na wierzch wielu męskich szowinistów, damskich bokserów, którzy dowodzili że tenisistkom poprzewracało się w głowie ( po prawdzie często piszą o innej części kobiecego ciała:)), i jak chcą zarabiać tyle samo to powinno się zlikwidować w ogóle sport kobiecy i kazać im rywalizować razem z panami. Niestety prymitywnych samców nie brakuje. To tak jakby mąż powiedział do żony, jak chcesz równych praw w małżeństwie, to chodzmy na solo i sprawdzimy kto jest silniejszy.

Moje stanowisko jest takie, że nawet jak panowie rozpropagowali sport, w tym tenis, nawet jak przyciągają więcej kibiców, nawet jak są tzw. silniejszą płcią i grają więcej setów, wytrzymują większe obciążenia, grają generalnie średnio na wyższym poziomie, to i tak optuję za równouprawnieniem, do którego niestety jest jeszcze bardzo daleko.

Po pierwsze sport kobiecy był przez całe wieki dyskryminowany, sport był raczej przypisany mężczyzną i dlatego panowie mają większy udział w propagowaniu sportu i różnych jego dyscyplin, ale to moim zdaniem należy zmieniać i drogą do tego jest właśnie coraz większe propagowanie, równouprawniania, aż do zupełnego zrównania sportu kobiecego z męskim. Skoro panie były przez wieki dyskryminowane to jak panowie będą troszkę pokrzywdzeni to korona im z głowy nie spadnie.

Po drugie jeśli panowie generalnie są bardziej predysponowani do uprawnianiu sportu od pań, i dlatego oba sporty rywalizują osobno. to nie jest ich zasługa tylko natury, i żadne przywileje im się z tego powodu nie należą. Sport kobiecy nie jest gorszy tylko dlatego że panie są tzw. słabszą w sensie sportowym płcią, jest tylko inny, nieporównywalny z męskim, ma inne zalety. I należy to propagować, że sport kobiecy nie jest wcale gorszy tylko dlatego że panie są inną płcią. To tak jakby dzielić płcie na gorsze i lepsze. A to przecież dyskryminacja.

A jeśli chodzi o to że tenisiści grają do 5 wygranych setów a tenisistki do 3, to przecież wynika to też z różnic płci, kobiety nie są w stanie wytrzymywać takich obciążeń jak faceci, i nie mogą grać do 3 wygranych setów, to raczej byłoby ponad ich siły, i tak jest cała plaga kontuzji, więc jeśli tenisiści chcą tutaj równości to niech będą dzentelmenami i niech też grają do 2 wygranych setów. I po problemie.

Ja tam na miejscu kobiet powołałbym grupę naukowców którzy w obrazowy sposób przedstawiali by różnice między płciami i wynikające z tego różnice w grze czy w zasadach gry, i walczyli z ciemnotą i zabobonem, z męskim szowinizmem i z damskimi bokserami.

 

Przy okazji powyższego sporu, niejaki Motyka ze sportowychfaktów.pl napisał szowinistyczny tekst i w samym tytule nazwał tenis kobiecy tenisem gorszego sortu. Link powyżej.

Ja tam od wielu lat oglądam męski i żeński tenis bez różnicy, lubię i cenię jednakowo oba, bo nigdy nie przyszło mi do głowy żeby je ze sobą porównywać. A tacy męscy szowiniści jak Motyka co porównują obie płcie i drwią że jedna jest rzekomo gorsza od drugiej, bo kobiety nigdy w żadnym sporcie nie dorównają facetom porównałbym do damskich bokserów.

KOBIETY nigdy nie będą grać jak mężczyzni bo nimi nie są. Wystarczy to rozumieć i nie porównywać rzeczy nieporównywalnych żeby podziwiać i cieszyć się kobiecym tenisem na równi z męskim.

Nie porównuje się np. wyścigów koni i wyścigów chartów, bo konie to nie charty i odwrotnie. Kobiety porównuje się z innymi kobietami a mężczyzn z mężczyznami. Kobiety nie są ani lepsze ani gorsze tylko inne. Jak można tego nie rozumieć i pisać takie bzdury jak Motyka. Niestety większość samców to idioci.

To tak samo jakby napisać że lekkoatletyka kobiet jest drugiego sortu bo np. kobiety nigdy na setkę nie będą tak szybko biegać jak faceci. To ten dziennikarzyna jest trzeciego sortu, bo jest zwyczajnie głupi.

Tenis kobiecy odkąd istnieje miał się zawsze dobrze i nigdy świetnych tenisistek nie brakowało i nic się w tym nie zmieni. Ja bym tego Motykę zdegradował do roli redakcyjnego gońca, bo na dziennikarza się nie nadaje. I jeszcze powinni mu dać w redakcji ksywkę grabie.

Najlepsze zostawiłem jak się należy na koniec. Sport to emocje, wygrane i porażki, wzloty i upadki, radość i smutek, a na tym polu kobiety nie są gorsze, a może nawet lepsze od facetów. NIESTETY wciąż dominuje ciemnota, a la motyka i tylko dlatego sport kobiecy cieszy się mniejszymi względami ogółu kibiców i należy z tym walczyć.

czwartek, 24 marca 2016

Po Indian Wells zaczyna się bliźniaczy turniej w Miami, również niekiedy nazywany piątą lewą wielkiego szlema, tej samej najwyższej rangi w cyklu turniejów WTA Premier Mandatory.

AR w swoim najlepszy 2012 roku wygrała ten wielki turniej w finale pokonując Marię Szarapową. Tak więc teraz Krakowianka może walczyć tylko o powtórzenie tamtego sukcesu, i powtórne zdobycie pucharu w Miami. Będzie to piekielne trudne zadanie. Ale nie ma co się jego trudnością przerażać, bo tenis polega właśnie na tym żeby grać z meczu na mecz, z rundy na rundę i nie myśleć o przyszłości. Będzie co ma być. Co ma wisieć nie utonie, a co na utonąć nie zawiśnie.

Ale nie tylko AR z polskich rakiet gra w tym wielkim turnieju, bo z eliminacji przedostała się również do niego druga polska singlistka Magda Linette, i nie tylko się przedostała do głównej drabinki, ale już w pierwszej rundzie zdążyła po bardzo zaciętym 3 setowym meczu pokonać Amerykankę Bethanie Mattek - Sands.

 

AR w pierwszym meczu rozgromiła 6-0, 6-1 wracającą po kontuzji Francuzkę Alize Cornet, tą samą która onegdaj pokonała Krakowiankę w półfinale turnieju w katowickim spodku.

Szkoda tylko że ci co kupili prawa do tenisa kobiet, czyli tvp. sport, bardzo mało i bardzo rzadko go pokazują, tego meczu też nie pokazali, podobno ważniejsza była polska liga hokeja, gdybym mógł to odebrałbym im prawa telewizyjne i dał temu który zagwarantuje że będzie transmitował mecze. Polsat pokazuje ATP w dużo większej ilości.

Magda w drugim meczy wygrała spotkanie po kreczu Jankovic i w 3 rundzie zagra z triumfatorką Indian Wells Wiktorią Azarenką, więc każdy inny wynik niż zwycięstwo Białorusinki będzie wielką niespodzianką, ale takie się przecież zdarzają, więc trzeba być dobrej myśli.

Z kolei AR w drugim swoim meczu pokonała Amerykankę Madison Brengle 6-3, 6-2, w ich pierwszej w karierze konfrontacji, mecz miał ciekawy przebieg, bo w pierwszym secie Amerykanka prowadziła 3-1, ale reszta gemów padła już łupem Krakowianki, a w drugim secie od początkowego stanu 2-2, również resztę gemów zapisała na swoje konto AR. Tak więc im dalej w las tym lepiej dla AR.

Z forum: "Trudny dość mecz. Madison próbowała agresywnej na maxa gry z Polką i naprawdę ta musiała zmieniać rytm gry, długość odbić grać mocno liftowane piłki, to zwalniać grę, to ją przyśpieszać, a gdy była okazja sama kończyła winnerami, których miała więcej niż Amerykanka. Imponujące były dobiegnięcia rywalki do skrótów, które tym razem u Agi nie były idealne, zaimponować tez mógł odbiór I serwisu Polki, a ten był na bdb poziomie. Następna przeciwniczka zdecydowanie silniejsza. Powodzenia Aga w kolejnych meczach w Miami 2016"

 

Niestety AR nie przeszła do ćwierćfinału, bo przegrała drugi raz w karierze z Timeą Bacsinszky. Tym razem w trzech seta, ale po wygraniu przez AR pierwszego seta miałem nadzieję na udany rewanż. Niestety w drugim secie gdy AR była blisko wyrównania na 2-2 w gemach pani sędzina popełniła "karygodny" błąd, który mógł podciąć skrzydła Krakowiance. Wydaje mi się że pani sędzina była pod takim wrażeniem sprostowania błędu liniowego, tak dumna z siebie, że straciła zdolność racjonalnego myślenia, i podarowała punkt Szwajcarce.  AR w ten sposób straciła pozycję wiceliderki, równie szybko jak za pierwszym razem, ale jest spora szansa że jeszcze w tym sezonie na tą pozycję wróci, i to może na dłużej. Największym zagrożeniem wydaje się nie być Niemka Kerber, tylko Białorusinka Azarenka, jeśli ona wyprzedzi AR w rankingu to trudno będzie z powrotem ją wyprzedzić.

 

 

--------------------------------------

Dodatki.

"~The Beau Monde do ~`: Agnieszka, której serdecznie gratuluję zwycięstwa w dzisiejszym meczu, szczególnie w bieżącym sezonie demonstruje przekonującą powagę i szacunek do możliwości przeciwniczek. Mamy, w osobie Agnieszki, do czynienia z doskonale dojrzałą mistrzynią i artystką tenisa. Dzisiejsza Agnieszka Radwańska to piękny, dydaktyczny przykład dla Polek a i Polaków, jak należy racjonalnie gospodarować talentem i dostępnymi możliwościami, jak nie trwonić biegnącego w jednym kierunku czasu, jak z szacunkiem oraz mądrością zebrać i utrwalić bliskie sobie i sprawnie działające, jak widać, otoczenie zawodowe. Viva Agnieszka, Poloniae Tenis Regina est !!! ".

Nie wiem ile w tym jest prawdy, ale cytuję bo dość zgrabnie napisane :).

Z forum: "Nie no, tego już mi za wiele - czy ta kobra roztańczyła się na dobre i ma zamiar wygrać w tym roku szlema?! Cornetko nieszczęsna, z kim zadzierasz?! Nie widziałaś jak dopiero co w Indian Wellsie kobra o mało co nie zakąsała anakondy olbrzymiej, Serena biła jej brawo po jednej boskiej akcji, a po meczu cała mokra ledwie powłóczyła nogami jak ten Klemens Forell z filmu "Jeniec. Tak daleko jak nogi poniosą". No i na co Ci to było dwa lata temu drażnić krakowską kobrę królewską na polskiej ziemi, w Katowicach?! Kobry są bardzo pamiętliwe, przekonałaś się o tym boleśnie. Wówczas też przegrałaś I seta do zera, potem wygrałaś dwa kolejne, myślałaś, że w Miami powtórzy się ten sam scenariusz, a tu bach - mało co z kortu nie zjechałaś dziś na bicyklu, kobra z litości dała Ci tą jedną geminę. Belindo Bencic! Tak, arcytrudne było to zagranie z meczu z Niculescu, Ty już je ogłosiłaś najlepszym zagraniem roku. Ale na Boga, zaczekaj krzynę - ta kobra w każdej chwili może tak zatańczyć, że szczęki coraz bardziej opadają. Belindo. Rakieta w ręku Radwańskiej jest jak fortepian w ręku Chopina, jak pędzel w ręku Rembrandta, jak batuta w ręku Arturo Toscaniniego, jak skalpel w ręku profesora Wilczura. W każdej chwili może wyczarować arcydzieło".

Nie wiem ile w tym jest prawdy, ale cytuję bo dość zgrabnie napisane.

Z forum: "Sęk w tym, że regularnością można co tydzień dochodzić do półfinałów, a żeby wygrać szlema poza regularnością i umiejętnościami trzeba jeszcze mieć to coś. A tego " coś" Radwańska nie posiada, i zawsze czegoś zabraknie żeby postawić kropkę nad i".

Z forum: "Do tego nie trzeba mieć żadnego "tego czegoś". Może być odrobina fartu, przykładów aż nadto. Radwańska jego nie miała do tej pory lub za słabo mu pomagała.

Musiały upłynąć lata za nim przekonała nawet nie kibiców co władze WTA. Co im po tenisistce z jakiejś Polski czy innej Albanii, gdzie na największe imprezy nie akredytuje się nawet jeden dziennikarz. Praw telewizyjnych nie chce kupić żadna stacja, biorą co najwyżej jakieś ochłapy. Nie zorganizują turnieju z odpowiednią pulą i zainteresowaniem. Brak sponsorów, pieniędzy na promocję dyscypliny, itd. Agnieszka swoją regularnością, nieustępliwością, pracą, wyrobiła sobie markę w świecie. To naprawdę nie jest łatwe, być w tym "cyrku", gdzie wszyscy traktują cię niepoważnie, lekceważąco, z wyższością i walczyć o swoje z podniesioną głową jak równa. Gwiazdy pokroju Sereny pojawiają się raz na 25 lat".

Nie, sęk w tym że tego czegoś jej brakuje, bo jeszcze szlema nie wygrała. ale jak go wygra, to już będzie to coś mieć :), tacy wieczni sceptycy jak ty nigdy nie dali by jej szans na np. wygranie Singapuru zanim do tego nie doszło :), właśnie taki sceptycyzm jaki na forach zawsze prezentujesz, a tak często spotykany u nas, jest główną przyczyną braku tego czegoś w całym polskim sporcie :), przypominam, że tacy sceptycy jak ty najpierw nigdy nie dawali AR szans nawet na top. 10, a jak już do niej awansowała to przez kolejne kilka lat marudzili, ze jest za wysoko, że na swój ranking nie zasługuje, że jest rzekomo za nią dużo lepszych ( dla wielu lepszy równa się silniejszy) tenisistek bardziej zasługujących na top 10 i tylko patrzeć jak zaraz z niej zleci. Teraz jak AR utrzymuje się z małymi przerwami w top 10 od szeregu lat, i pewnie pogodzili się już z myślą że tak łatwo z niej nie spadnie, już o tym łaskawie zapomnieli, ale ich życiowy sceptycyzm ma się znakomicie i znajduje i stawia tylko coraz to nowe ograniczenia, bariery i tamy niby nie do pokonania, jedną z nich jest np. wygranie szlema.

A jak AR w ubiegłym roku miała dłuższy kryzys to takie życiowe marudy jak ty dowodziły że już się skończyła, wypaliła, ze zleci do końca roku znacznie poniżej rankingowej 20 i już się nie podniesie i dobudowywali do tego mądre teorie jak np. że już wszystkie tenisistki ją rozszyfrowały i nauczyły się z nią grać, że jej tenis jest zbyt energochłonny i tak dalej i już o tym łaskawie zapomnieli. A AR gra inteligentnie, a takiej gry nie da się rozszyfrować, bo zawsze znajdzie sposób na przechytrzenie rywalki, jak nie teraz, to następnym razem. AR już prędzej może skruszyć wielka siła ognia jaką na kortach prezentuje np. Serena.

Zabawne jest to że życiowi sceptycy nigdy ze swego sceptycyzmu nie zrezygnują, nawet jak się setny raz pomylą nadal będą sceptykami, zresztą tak samo mają optymiści, bo to są postawy życiowe, ja wolę tych drugich i do tych drugich chce się zaliczać mimo wielu życiowych niepowodzeń. To chyba lepsze.

A Polacy jako ogół mają moim zdaniem kilka wad: zniechęcający i odbierający wiarę w cokolwiek sceptycyzm, wszystko obrzydzające malkontenctwo, najpierw nie wierzą w sukces, a jak już jest to go obrzydzają i pomniejszają do granic możliwości, popadanie ze skrajności w skrajność albo hurraoptymizm albo malkontenctwo i niewiele po środku, o brakach w organizacji już nie będę wspominał i mają to na co zasługują, czyli nie tak dużo, ot czasami jakiegoś talentu nie uda im się do końca zmarnować.

A ten środek o którego braku wyżej wspomniałem to rozum, cierpliwość, opanowanie, stopniowe dążenie do celów i mocna wiara że się uda mimo wielu niepowodzeń jakie napotkamy na drodze . To niewielka sztuka wierzyć w siebie gdy wszystko się udaje, większa sztuką jest wierzyć w siebie mimo wielu niepowodzeń. Niektórzy powiadają że tylko zwycięstwa budują silną psychikę. budują mistrza i pełna zgoda, ale jeszcze ważniejsze jest żeby niepowodzenia jej nie rujnowały, nie niszczyły mistrza, bo życie nie składa się z samych zwycięstw czy powodzeń każdy doznaje tez goryczy porażki, a u nas często po porażkach depcze się sportowców, zrównuje z trawą czy ziemią. Na koniec dodam że AR udaje się mimo wielu przeszkód napotykanych w Polsce a nie występujących gdzie indziej albo występujących z dużo mniejszym natężeniem osiągać duże sukcesy bo to jest sztukmistrzyni rodem z Krakowa :).

Z forum: "z tego co ja wiem to artystki sięgają po największe laury i trofea a Radwańska ich nie posiada".

To nic nie wiesz. Posiada, np. Singapur, finał Wimbledonu , 18 tytułów WTA w tym największe, Miami i Pekin, dwa razy była wiceliderką rankingu, jak na polski tenis to lata świetlne przed innymi, długo jej nikt nie dorówna, a sukcesy mierzy się miarą kraju w jakim są osiągana, to po pierwsze, a po drugie artyzm nie ma zupełnie nic wspólnego z wynikami, skoro tak piszesz, to znaczy tylko tyle że nie myślisz, np. artystą tenisa był Santoro który osiągał o wiele mniej od Agnieszki , najwyżej był 17 w rankingu, ale i tak został zapamiętany bardziej niż wielu zwycięzców szlemowych.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69