Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

SPORT PO POLSKU CZYLI O LA BOGA! PISZĘ BLOGA

sobota, 09 stycznia 2016

Wygrana turniejowa w Shenzen, to 18 turniejowe zwycięstwo AR w cyklu turniejów WTA w całej dotychczasowej karierze, odniesione w pierwszym turnieju sezonu 2016, może będzie doskonałym prognostykiem na cały sezon!. Oby, czego nam i najlepszej polskiej tenisistce serdecznie życzymy :). Polka wygrała turniej bez straty seta, grając bardzo pewnie i nie miała w żadnym meczu większych kłopotów z pokonaniem kolejnych rywalek, a zwycięstwo w finale było bardzo przekonywujące . Do tego Krakowianka bardzo dobrze serwowała, a w finale miała sporo asów, tak więc opowieści o rzekomo bardzo słabym serwisie Polki można miedzy bajki włożyć. Co prawda raz jest lepszy, a raz gorszy, ale to normalne i tak wszyscy mają ( co innego że malkontenci zawsze wymagają niemożliwej doskonałości, a jak jej nie dostają, to twierdzą że jest słaby, czy beznadziejny, to ich stała metoda, doskonały sposób na wieczne malkontenctwo, chociaż sami są dalecy od doskonałości), ale i tak jest bardzo stabilny i pewny na tle konkurencji.

Bardzo udany początek sezonu w wykonaniu AR, jest jakby kontynuacją super udanego końca zeszłego sezonu. AR jest jak to się mówi w sztosie. Co prawda był to turniej niskiej kategorii w cyklu WTA, i dość słabo obsadzony, więc nie można wyciągać z tego zwycięstwa dość daleko idących wniosków. W turniejach wyższej rangi, a zwłaszcza w szlemach Polka będzie rywalizować z dużo lepszymi i bardziej renomowanymi tenisistkami. Ale każde zwycięstwo cieszy. A AR wygrywa wcale nie dlatego że ma rzekomo łatwe rywalki ( patrz na ilość niespodzianek w damskim tenisie), jak twierdzą malkontenci, ale dlatego że bardzo poważnie podchodzi do swojej pracy ( czytaj tenisa ) i prawie w każdym meczu daje z siebie maksimum, na ile ją stać czy na ile potrzeba. I stąd bierze się stosunkowo mała ilość wpadek ( co innego, że malkontenci zgodnie ze swoją metodą, wymagają niemożliwego żeby tych wpadek w ogóle nie było, a jak są to znaczy że jest słaba i wygrywa tylko fuksem ). A do tego czasami gra piękny, mądry i pomysłowy tenis. W sporcie poza umiejętnościami czysto technicznymi, psychiką, cechami charakteru, ważny jest też styl myślenia, inaczej mówiąc im sportowiec mądrzejszy tym ma większe szanse na sportowe sukcesy. Krakowianka świetnie wywiązała się z roli faworytki, a to tylko na papierze jest łatwe. Zwycięstwa jak wiadomo budują pewność siebie, ale jeszcze ważniejsze jest to żeby jej nie tracić po ewentualnych porażkach, które wcześniej czy później muszą przyjść. Ale na razie zanim do nich dojdzie cieszmy się z 18 tytułu najlepszej polskiej tenisistki :).

Ponadto co równie ważne AR dzięki zwycięstwu na otwarcie sezonu awansowała na 4 pozycję w rankingu WTA wyprzedzając kontuzjowaną Marię Szarapową. co jest bardzo dobrą wiadomością przed zbliżającym się AO, bo to oznacza dużo lepsze rozstawienie w AO. Niby tylko jedna pozycja wyżej w rankingu, ale duża różnica jeśli chodzi o turniejowe rozstawienia.

 

 

Agnieszka jak się wydaje jeszcze bardziej uwierzyła w siebie i niech ta wiara jej dopisuje do końca kariery , mimo ze liczne sukcesy będą przeplatane jeszcze liczniejszymi niepowodzeniami i rozczarowaniami, a my kibice tylko w utrzymaniu tej wiary mamy pomagać , bo wiara kibiców i sportowców to są naczynia ze sobą połączone niewidzialnymi dla oka więzami, a u nas niestety zbyt często królowało czy króluje malkontenctwo, które niepostrzeżenie niezauważenie zabiera tez wiarę w siebie sportowcom, nawet jak nie zdają sobie z tego sprawy. Z tym malkontenctwem należy walczyć, co zawsze starałem się czynić, z lepszym lub gorszym skutkiem. Wiara musi być zawsze - niezależnie od wyników - a sukcesy tylko czasami, ale zależność jest prosta , im więcej wiary tym więcej sukcesów - jakie by one nie były, a to zależy od skali talentu i możliwości - a nie odwrotnie, jak wydają się sądzić malkontenci. A krytyka musi być tylko rzeczowa i konstruktywna i nigdy nie podważać czy nie godzić w wiarę sportowców w siebie.

A skąd się bierze dość powszechne w Polsce tzw. hejterstwo?. Moim zdaniem z kompleksów niższości. Hejterzy chcą aby polscy sportowcy czy mogą czy nie mogą byli najlepsi na świecie, wygrywali tylko najważniejsze turnieje, a w nich ogrywali wszystkich najlepszych rywali, a jak nie są i to od razu, natychmiast, tu i teraz, a najlepiej w każdym turnieju, to znaczy że są do dupy, są do niczego, są nic nie warci i nic z nich już nie będzie, i należy ich ciągle gnoić. A ponieważ tego co chcą - jest to pewnie tylko pretekst - nie dostają, bo nawet to niemożliwe, to ciągle marudzą, psioczą czy się wściekają, wyzywają i pomawiają, wybrzydzają i pomniejszają, czepiają się wszystkiego i widzą wszystko przez szkło pomniejszające i to z możliwe najgorszej strony. Po prostu jednym zdaniem jak to się mówi wyżej srają niż dupy mają i stąd ciągłe są ze wszystkiego niezadowoleni, nic ich nigdy nie cieszy, a wszystko denerwuje i wścieka, a taka mania wyższości wymagania od polskich sportowców samych największych sukcesów nawet w sportach w których do tej pory niewiele osiągali jak choćby w tenisie, bierze się z kompleksów niższości które trzeba czymś zamaskować i czymś sobie zrekompensować. Oczywiście hejterzy sami nic albo niewiele osiągają, bo inaczej nie byliby hejterami. Proszę się nie obawiać, piszę tylko o tzw. hejterach, których niestety w Polsce jest szczególnie dużo, albo są szczególnie głośni i zajadli.

Z forum : "Radwańska nie wygrała żadnego z wielkich turniejów. Wielkość tenisisty mierzy się ilością sukcesów w wielkim szlemie. Turnieju w Singapurze w żaden sposób nie można porównać z medalami mistrzostw świata ( Jurecki, Kawęcki, Kszczot), tytułami mistrzów świata (Fajdek, Małachowski, Jędrzejczyk) a tym bardziej rekordem świata Anity Włodarczyk. I to ona powinna wygrać".

"Wielkość tenisisty mierzy się ilością sukcesów w wielkim szlemie". - to raczej zabawne zdanie, jak na Polskę zupełnie fantastyczne, bo przecież nigdy żaden Polak żadnego tytułu wielkoszlemowego nigdy w całej naszej historii nie wygrał ( a są rozgrywane aż 4 razy w każdym roku, a medalistów i mistrzów świata mieliśmy bardzo wielu) - widać tenis jest zbyt popularnym i zbyt konkurencyjnym sportem na świecie, a poziom szkolenia tenisa w Polsce jest wiele niższy niż w wielu innych krajach - a mimo tego braku wielu Polaków w słowach wielkość polskich tenisistów chce mierzyć ilością zwycięstw w wielkim szlemie, chociaż Polacy od wielu dziesięcioleci mają w ogóle wielki problem z wygrywaniem jakichkolwiek turniejów w zawodowym tenisie - w męskim tenisie trzeba się cofnąć aż do Fibaka - a AR jest pierwszą polską tenisistką która w erze open zawodowego tenisa awansowała i utrzymuje się od wielu lat w pierwszej 10 światowego tenisa, wygrała wiele turniejów (dokładnie 18, a żadna inna polska tenisistka nie wygrała ani jednego!), a i tak w Polsce bardzo wielu jest niezadowolonych z jej osiągnięć, że niby są mało znaczące . Niech chociaż jeden Polak, choćby raz, wygra choćby jeden szlem, żebyśmy chociaż wiedzieli, że w Polsce jest to w ogóle możliwe. W Polsce często apetyt o wiele przerasta możliwości - bufonada bez żadnego pokrycia w realiach.

Ale poza malkontenctwem jest niby albo z pozoru odwrotna postawa czyli megalomania, euforia po każdym mniejszym czy większym sukcesie i wróżenie kolejnych równie albo jeszcze większych sukcesów, zapowiedz sukcesów zanim dojdą one do skutku, ciągłe pompowanie balona, ciągłe nakładanie nikomu niepotrzebnej presji, jest to druga strona tego samego medalu. bo również ma swe zródło w kompleksie niższości, które w tym przypadku rekompensuje się buńczucznością czy fanfaronadą. To z kompleksów bierze się naigrywanie się, lekceważenie rzekomo słabszych rywali, że niby muszą przegrać, że to zrządzenie losu i wstyd byłoby tego nie wykorzystać, a z drugiej strony nie wiara padanie na kolana przed niby silniejszymi, że niby muszą wygrać, obie postawy wydają się nie słuszne, bo w sporcie wszystkich rywali potencjalnie słabszych czy mocniejszych należy traktować jednakowo poważnie, ze wszystkimi można wygrać i przegrać.

Obie te postawy - malkontenctwo i megalomania - są siebie warte i raczej przynoszą dużo więcej szkody polskiemu sportowi niż pożytku. Wiara w siebie sportowców i kibiców w sportowców powinna być zawsze, i to niezależnie czy akurat wygrywają, czy też przegrywają, ale to nie znaczy by z góry zapowiadać sukcesy, cieszyć się nimi zanim dojdą do skutku, czy na potęgę lekceważyć potencjalnie słabszych rywali. W sporcie nie można być niczego z góry pewnym, ani nikogo lekceważyć, ale zawsze należy mieć mocną wiarę w siebie. Wydaje się że po wygranych przez AR Mistrzostwach WTA wielu uwierzyło że zwycięstwo w którymś ze szlemów AR ma już niemal w kieszeni, że to już tylko kwestia czasu. Oby tak było. Ale nakładanie zbyt dużej presji na to zwycięstwo wcale temu zwycięstwu nie służy (motywacja powinna być silniejsza od presji). AR wygra szlema, albo nie wygra i nie sądzę żeby było ją trzeba do tego przekonywać. AR walczy przecież o swojej, to jej najbardziej zależy na swoich sukcesach, a przynajmniej tak być powinno. Jak będzie lepsza od rywalek to wygra, a jak nie to nie wygra i tyle w tym temacie :).

poniedziałek, 04 stycznia 2016

Puchar niemal tak okazały jak ten za zwycięstwo w turnieju Masters :)

"Agnieszka Radwańska zwyciężyła w pokazowym turnieju w tajskim Hua Hin. W finale 26-letnia Polka bez większych problemów pokonała 6:1, 6:3 Sarę Errani.

Dzień cześniej Agnieszka Radwańska pokonała Angelique Kerber. Polka może się poszczycić świetną serią - wygrała trzy ostatnie mecze w pamiętnych mistrzostwach WTA w Singapurze, następnie była niepokonana w azjatyckiej lidzie IPTL, a teraz odniosła dwa towarzyskie zwycięstwa w Tajlandii.

Bezpośrednio z Hua Hin Radwańska przenosi się do chińskiego Shenzhen. Zagra tam w turnieju WTA International, czym oficjalnie rozpocznie nowy sezon". - tenisklub

 

 

Agnieszka jak się wydaje jeszcze bardziej uwierzyła w siebie i niech ta wiara jej dopisuje do końca kariery , mimo ze liczne sukcesy będą przeplatane jeszcze liczniejszymi niepowodzeniami i rozczarowaniami, a my kibice tylko w utrzymaniu tej wiary mamy pomagać , bo wiara kibiców i sportowców to są naczynia ze sobą połączone niewidzialnymi dla oka więzami, a u nas niestety zbyt często królowało czy króluje malkontenctwo, które niepostrzeżenie niezauważenie zabiera tez wiarę w siebie sportowcom, nawet jak nie zdają sobie z tego sprawy. Z tym malkontenctwem należy walczyć, co zawsze starałem się czynić, z lepszym lub gorszym skutkiem. Wiara musi być zawsze - niezależnie od wyników - a sukcesy tylko czasami, ale zależność jest prosta , im więcej wiary tym więcej sukcesów - jakie by one nie były, a to zależy od skali talentu i możliwości - a nie odwrotnie, jak wydają się sądzić malkontenci. A krytyka musi być tylko rzeczowa i konstruktywna i nigdy nie podważać czy nie godzić w wiarę sportowców w siebie.

 

środa, 02 grudnia 2015

W tym roku wydaje się że AR ma duże szanse nawet na wygranie plebiscytu, a chyba prawie pewne na znalezienie się w nim na podium w pierwszej trójce i jako fan tenisa i AR będę głosował na najlepszą w erze open polską tenisistkę. Wszyscy fani tenisa na pewno będą głosować na AR :).

Z forum : "Radwańska nie wygrała żadnego z wielkich turniejów. Wielkość tenisisty mierzy się ilością sukcesów w wielkim szlemie. Turnieju w Singapurze w żaden sposób nie można porównać z medalami mistrzostw świata ( Jurecki, Kawęcki, Kszczot), tytułami mistrzów świata (Fajdek, Małachowski, Jędrzejczyk) a tym bardziej rekordem świata Anity Włodarczyk. I to ona powinna wygrać".

Jak najbardziej Mistrzostwa WTA dla 8 najlepszych tenisistek każdego sezonu można nazwać jednym z wielkich turniejów. Zwycięstwo w Singapurze jak najbardziej można porównywać z medalami i tytułami mistrzostw świata, to już raczej medale i tytuły mistrzostw świata nie można porównywać z Singapurem; tytuł w Singapurze jest największym polskim zwycięstwem w całej historii polskiego tenisa, co pokazuje trudność tego dokonania w Polsce w elitarnym sporcie; w tenisie nie rozdaje się medali tylko Puchary, a nagradza się tylko dwie finalistki; ważna jest tez światowa popularność, konkurencyjność, a co za tym idzie trudność danej dyscypliny sportowej, a w tej konkurencji tenis bije na głowę np. rzut młotem i wiele innych dyscyplin sportowych; reasumując to Agnieszka która jest 5 tenisistką świata i wygrała kończący turniej Mistrzyń dla 8 najlepszych tenisistek świata (wygrała jeszcze w tym sezonie 2 inne turnieje) nie tyle powinna co może wygrać plebiscyt.

"Wielkość tenisisty mierzy się ilością sukcesów w wielkim szlemie". - to raczej zabawne zdanie, jak na Polskę zupełnie fantastyczne, bo przecież nigdy żaden Polak żadnego tytułu wielkoszlemowego nigdy w całej naszej historii nie wygrał ( a są rozgrywane aż 4 razy w każdym roku, a medalistów i mistrzów świata mieliśmy bardzo wielu) - widać tenis jest zbyt popularnym i zbyt konkurencyjnym sportem na świecie, a poziom szkolenia tenisa w Polsce jest wiele niższy niż w wielu innych krajach - a mimo tego braku wielu Polaków w słowach wielkość polskich tenisistów chce mierzyć ilością zwycięstw w wielkim szlemie, chociaż Polacy od wielu dziesięcioleci mają w ogóle wielki problem z wygrywaniem jakichkolwiek turniejów w zawodowym tenisie - w męskim tenisie trzeba się cofnąć aż do Fibaka - a AR jest pierwszą polską tenisistką która w erze open zawodowego tenisa awansowała i utrzymuje się od wielu lat w pierwszej 10 światowego tenisa, wygrała wiele turniejów (dokładnie 17, a żadna inna polska tenisistka nie wygrała ani jednego!), a i tak w Polsce bardzo wielu jest niezadowolonych z jej osiągnięć, że niby są mało znaczące . Niech chociaż jeden Polak choćby raz wygra choćby jeden szlem żebyśmy chociaż wiedzieli że w Polsce jest to w ogóle możliwe. W Polsce często apetyt o wiele przerasta możliwości - bufonada bez żadnego pokrycia w realiach.

"Agnieszka Radwańska, która triumfowała niedawno w kończącym sezon turnieju masters, została nominowana do nagrody tenisistki roku WTA. Konkurentkami Polki do tego miana są: Amerykanka Serena Williams, Hiszpanka Garbine Muguruza i Włoszka Flavia Pennetta". -Eurosport.pl. AR została nominowana na tenisistkę sezonu 2015 właśnie dzięki zwycięstwu w WTA Finals. 

A co pisano o AR przed rozpoczęciem Mistrzostw WTA - kiedy chyba nikomu ( poza tylko jej najwierniejszymi fanami, którzy z zasady zawsze niezachwianie wierzą w sukces) nie śniło się że AR może je wygrać - na oficjalniej stronie WTA:

"Oficjalna strona WTA przygotowała artykuł poświęcony krakowiance. Eksperci z wtatennis.com wymienili kilka powodów, dla których warto oglądać mecze Radwańskiej w Singapurze. Fachowcy przypominają, że Polka jest jedną z dwóch zawodniczek, które awansowały do WTA Finals piąty rok z rzędu. Ta sztuka udała się również Petrze Kvitovej, ale nasza reprezentantka jako rezerwowa zaprezentowała się kibicom także w 2008 i 2009 roku. 

Eksperci nie mają także żadnych wątpliwości, że oglądanie Radwańskiej w akcji to czysta przyjemność. "Bez względu na to z kim gra i bez względu na końcowy wynik jednego można być pewnym – nic tak nie rozgrzewa kibiców na stadionie jak sztuczki Radwańskiej" – czytamy na wspomnianym portalu". - tvp. sport.

I faktycznie owych rozgrzewających kibiców sztuczek było w Singapurze wyjątkowo dużo, a AR ze względu na te sztuczki dla wielu kibiców tenisa jest ich ulubioną tenisistką i nie tylko w kraju ale również na świecie. Przez trzy poprzednie sezony AR była wybierana ulubioną tenisistką fanów tenisa w plebiscycie organizowanym przez WTA i w tym sezonie również dostała nominację.

Potwierdzenie tego mamy choćby w corocznych głosowaniach : "Uderzenie Agnieszki Radwańskiej z finału turnieju WTA Finals w Singapurze zostało wybrane "zagraniem roku" w plebiscycie organizacji WTA. Polska tenisistka zdobyła to wyróżnienie także w dwóch poprzednich sezonach". A ten plebiscyt na zagranie roku organizowany jest od trzech lat, a więc jak na razie każdą edycję wygrywa AR.

Kolejne wybory: "ESPN wybrał najlepsze mecze WTA, które zostały rozegrane w tym sezonie. Najlepszym spotkaniem zostało wybrane starcie Azarenka - Kerber z III rundy US Open. Emocjonujące spotkanie Radwańska-Muguruza, które było półfinałowym pojedynkiem tegorocznego WTA Finals, zajęło w tym zestawieniu piąte miejsce".

czwartek, 26 listopada 2015

m.onet.pl/sport/tenis/wta,6hb4x5 

Powyższy tekst traktuje o niemieckiej tenisistce A. Kerber i jej przygotowaniach do sezonu i nie wiedząc czemu został opublikowany na polskim a nie niemieckim portalu.

Kerber to przecież 100% Niemka i Germanka z krwi i kości, z dziada pradziada, z babki prababki, bo tylko i wyłącznie dla Niemiec świadomie i dobrowolnie gra, miała nawet propozycję z Polski, ale ją odrzuciła, a reszta nie ma żadnego znaczenia, co najwyżej prywatne, korzonki są dobre dla żebraków i złodziei którzy z biedy kompleksów niedostatku krajowych sukcesów fałszują rzeczywistość, podszywają się pod sukcesy obcych krajów i przynoszą wstyd i hańbę Polsce i Polakom . Nie wiem po co i dla kogo robią takie teksty o życiu prywatnym Niemki, niech tym się zajmuje niemiecka prasa.

Z forum pod tym tekstem: "Ładna dziewczyna od razu widać że to polka. A że dla Niemców gra to los zdecydował".

100% Niemka i Germanka, bo dobrowolnie i świadomie gra tylko i wyłącznie dla Niemiec, żaden los, ona o tym decyduje kim jest, i dla kogo gra - miała nawet propozycję gry dla Polski, ale ja odrzuciła - czy jej rodzina która chciała sobie poprawić właśnie ten wspomniany los. 100 % Niemka i Germanka kto pisze inaczej jest wierutnym kłamcą - każdy jest tym kim sam chce być, czyli w sporcie kogo chce reprezentować na arenie międzynarodowej wobec całego świata, dla kogo dobrowolnie gra, to są dorośli ludzie i sami decydują o sobie a nie los - a Polska jest wolnym krajem i każdy kto chce może dla niego grać - i polscy żebracy i złodzieje nie zmienią niemieckiej narodowości niemieckiej tenisistki choćby kłamali na potęgę - zawsze po wsze czasy będzie 100% Niemką i Germanką, bo tylko i wyłącznie dla Niemiec dobrowolnie i oficjalnie gra, a reszta nie ma żadnego znaczenia, co najwyżej prywatne.

Ten artykuł nadaje się do niemieckiej prasy, bo to ją powinny interesować korzonki życie prywatne niemieckiej tenisistki, ale niestety w Polsce z biedy z niedostatku własnych sportowych sukcesów w popularnych na świecie dyscyplinach, jest wielu zakompleksionych żebraków i złodziei ( wśród nich wielu znanych komentatorów, dziennikarzy np. komentatorzy boksu Pindera i Kostyra, komentator NBA Michałowicz, komentator tenisa Sikora i wielu innych), którzy pod byle pretekstem podszywają się pod cudze sukcesy na które pracują obce kraje i które po wsze czasy do nich tylko i wyłącznie będą należeć i swoim żebraczym procederem przynoszą wstyd i hańbę Polsce i Polakom; w międzynarodowym sporcie w tych sprawach liczy się tylko to dla kogo sportowiec dobrowolnie i oficjalnie gra, a cała reszta to nic nie znaczące odpadki w sam raz dla żebraków i tylko żebraków mogą cieszyć, a nawet napawać żebraczą dumą.

A Dunka i Skandynawka - bo i o niej w tym tekście wspomniani przy okazji przekręcając jej nazwisko - nazywa się Caroline Wozniacki - wprawdzie nie ma znaczenia jak duńska tenisistka się nazywa, to tylko jej sprawa, ale sama się tak wszędzie oficjalnie nazywa, więc takie ma nazwisko i imię - proszę sprawdzić na wszystkich jej oficjalnych profilach - biedne zakompleksione żebraczki.

Z forum pod tym tekstem: "Radwańska, Wozniacki, Kerber i FedCup nasz :D"

Żebraczki żyją w wirtualnym świecie swoich mocarstwowych marzeń zresztą po to żebrzą, kradną i sami się oszukują. To czemu nie grają i nie wygrywają, co im przeszkadza? i po co się ograniczać, może tak Radwańska, Serena Williams, i Szarapowa, Muguruza albo Kvitova, i FedCup będzie jeszcze pewniejszy. A przecież gdyby nie ich kraje to Dunka i Niemka nie byłyby tymi samymi tenisistkami, nie osiągały by takich samych sukcesów, np. w Polsce na 99% by się tylko zmarnowały, jak wiele innych polskich tenisistów. A to że akurat A. Radwańska osiągnęła sukces w tenisie nawet w Polsce, to głównie tylko dzięki swojej indywidualności, rodzicom i pojedynczym pomocnikom, żaden system jej w tym nie pomógł, wręcz odwrotnie wielu Polaków robiło wszystko co mogło wszystko co było w ich mocy żeby jej się nie udało, bo nie znoszą nienawidzą nawet nie rozumieją indywidualności, a kochają same standardy. A prawda jest taka że A. Radwańska sama na swoich barkach wozi od lat polska fedcupovą reprezentację ( a i tak wielu ją pomawia że olewa grę dla kraju ), bez niej trudno byłoby jej o jakiekolwiek większe sukcesy, raczej byłyby to zupełnie niemożliwe, a tym czasem żebraczki marzą o potędze i chcieliby ją oprzeć na wirtualnym złodziejstwie :).

Z forum pod tym tekstem "Angelika w TV wyraża się jednoznacznie > Isch bin Deutsche < . Czy panowie redaktorkowie tego nie wiedzą ? Przestańcie jej wmawiać, że jest kimś kim nie jest i nie chce być. No chyba ze jesteście trochę inteligentni inaczej"

Dla mnie nie ma znaczenia co Niemka mówi, niech mówi co chce, ważne jest tylko to co robi, ważne są fakty, nawet jak nazwie się eskimoską, czy jakąś hybrydą ( w sporcie nie ma połówek, bo w sporcie można reprezentować tylko jeden kraj, tylko jednemu można de facto służyć), to i tak będzie tylko i wyłącznie 100% Niemką i Germanką, bo z własnego wyboru tylko i wyłącznie gra dla Niemiec, gdyby chciała mogłaby by coś z tym zrobić, ale nie chce.

Są też mniej istotne ale też ważne względy praktyczne, jeśli obcy sportowcy grający dla obcych będą się cieszyć względami polskich żebraków i złodziei to nie będą mieli żadnego powodu do ewentualnej zmiany narodowości, będą grać dla obcych i cieszyć się względami również polskich żebraków i złodziei, będą mieć dwa w jednym - dobrowolną grę dla obcych i czołobitne pokłony polskich żebraczków; po drugie wielu jeszcze polskich sportowców będzie chętniej zmieniać narodowość barwy dla kariery, bo w innych krajach są lepsze warunki większe szanse, licząc że jak osiągną sukces to i tak i w Polsce będą popularni, bo liczni polscy złodzieje i żebracy będą ich nosić na rękach, podlizywać się, wchodzić im w cztery litery, bardziej niż polskim sportowcom, bo będą chcieli aby jak najczęściej rzucali im pod stołem jakieś słowne ochłapy, bo żebraków wielka duma rozpiera jeśli ktoś nie wstydzi się, nie wypiera się polskiego pochodzenia, jakby to miało jakiekolwiek poza prywatnym znaczenie; ale polscy żebracy są tak niebotycznie narodowo zakompleksieni że wszystko zrobią za przyznawanie się do polskiego pochodzenia, zresztą ciągle zadają podchwytliwe samonaprowadzające pytania dopominające się, błagające o te ochłapy, odpadki z obcych stołów którymi potem latami żyją, które pałaszują z wielkim smakiem i apetytem, i które są nawet dla nich powodem do wielkiej żebraczej dumy.

Na koniec małe sprostowanie - nie mam nic przeciwko zagranicznym sportowcom obojętnie jakiego są pochodzenia, dla mnie każdy jest tym kim sam chce być i nic mi do tego, zajmuję się tylko polskimi żebraczkami, którzy żebrzą publicznie a więc niejako i w moim imieniu, a ja im do tego żadnego prawa nie dawałem, niech więc sobie żebrzą prywatnie. Sądzę nawet że zagraniczni sportowcy obojętnie jakiego są pochodzenia, mają się świetnie w swoich krajach które dobrowolnie i oficjalnie reprezentują i umizgi polskich żebraczków do niczego nie są im potrzebne, chyba żeby jeszcze poprawić i tak świetną swoją sytuację.

 

Ciąg dalszy w komentarzach:

niedziela, 01 listopada 2015

Zdj&eogon;cie numer 0 w galerii - WTA Finals. Radwa&nacute;ska promienieje, ale Szarapowa te&zdot; wygl&aogon;da &sacute;wietnie! [ZDJ&Eogon;CIA]

Witam, mam spore zaległości, długo nie pisałem, bo miałem zajętą głowę czymś innym, ale tym wpisem chciałbym nadrobić zaległości i przypomnieć o sobie potencjalnym czytelnikom, jeśli tacy są:).

Jak wiadomo ten sezon przez długi czas zapowiadał się jako gorszy od wielu poprzednich sezonów, jako najgorszy od wielu lat. Ratunek w postaci zatrudnienia legendy tenisa Martiny Navratilovej nie okazał się zbawiennym i ta współpraca trwała dużo krócej niż była na początku zapowiadana, bo jej weryfikacją miał być okres gry na kortach trawiastych, a została rozwiązana zanim sezon na trawie jeszcze się rozpoczął.

I tak "w maju w Madrycie, po porażce w trzeciej rundzie z Dunką Caroline Wozniacki, 26-letnia krakowianka spadła z miejsca dziewiątego na 13. Wtedy miała bardzo słaby jak na nią bilans 15 zwycięstw i 12 porażek w 27 meczach rozegranych od początku sezonu.

Z Top 10 Radwańska wypadła nie na chwilę, tylko aż na siedem tygodni. Na swoje miejsce wróciła w połowie lipca, po dotarciu do półfinału Wimbledonu awansowała na siódme miejsce. Ale w sierpniu znów spadła. I to nisko. 15. miejsce, które zajmowała dwa miesiące temu, było jej najniższą pozycją w światowym zestawieniu od 2008 roku" -sport.pl.

Tak więc po dobrych - w czym tak podkładano nadzieję na odwrócenie spadkowego trendu - wynikach na trawie ( finał Eastburne i półfinał Wimbledonu ) AR jeszcze na jakiś czas powróciła do TOP 10 na dobrą 7 lokatę. Ale sierpniowy okres gry na kortach amerykańskich uwieńczony wielkoszlemowym US Open znowu zakończył się rozczarowaniem i najlepsza polska tenisistka spadła po nim aż na 15 lokatę, czyli najniższą od 2008. Jeszcze gorzej było w rankingu Race liczonym tylko od początku sezonu, a służącym do wyłonienia ośmiu uczestniczek wieńczących każdy sezon Mistrzostw WTA, tam Polka plasowała się najniżej nawet na odległej 28 pozycji.

Może to zmobilizowało Polkę do działania, w każdym razie AR zapowiedziała wtedy walkę o 5 z rzędu udział w turnieju Mistrzyń, choć jak wyznała później wcale w niego tak do końca nie wierzyła :), no i wielu kibiców również postawiło krzyżyk na ten sezon, wróżono dalsze spadki po tzw. równi pochyłej.

Ale na szczęście sezon kończył się serią turniejów w Azji, a tam AR na ogół dobrze sobie radziła. Do tego pojawiła się nowa jakość w grze AR, do znanych zalet w postaci gry kombinacyjnej, sprytu, regularności doszła jeszcze większa niż zazwyczaj determinacja , poświęcenie, wola walki, agresja, zdecydowanie, świadomość celu.

W 2011 gdy AR po raz pierwszy awansowała do Mistrzostw WTA jako pełnoprawna jego uczestniczka uczyniła to tylko dzięki zwycięstwom w Azji wygraniu dwóch z rzędu turniejów w Tokio i Pekinie i teraz należało tylko powtórzyć ten wyczyn :) i to się znowu udało:

"Wychodzić z dołka Polka zaczęła we wrześniu. Po wygraniu turnieju w Tokio - pierwszej zwycięskiej dla siebie imprezy od ponad roku - awansowała na siódmą lokatę. Tydzień przed mastersem wygrała jeszcze turniej w Tiencinie" - sport.pl. Do tego doszedł półfinał największego turnieju azjatyckiego Premier Mandatory w Pekinie.

I dopiero to ostatnie zwycięstwo w małym turnieju w Tiencinie ( przy okazji 16 wygrany turniej w karierze, a drugi w sezonie - w ubiegłym sezonie wygrała tylko jeden turniej - i pobiła rekord Fibaka który wygrał 15 turniejów, do którego by jeszcze nie doszło gdyby AR do końca nie musiała walczyć o Masteres) zapewniło najlepszej polskiej rakiecie pewny udział w Mistrzostwach WTA bez potrzeby oglądania się za plecy na rywalki, a w 2011 do końca musiała drżeć o to co zwojuje walcząca do końca do upadłego Bartoli.

I tym to sposobem AR po raz 5 z rzędu awansowała do Mistrzostw WTA, a z uczestniczących w nim tenisistek tylko jeszcze Czeszka P. Kvitova może się pochwalić takim osiągnięciem.

W turnieju Mistrzyń w fazie grupowej też było zabawnie. Polka trafiła do tzw. grupy śmierci ( choć tak naprawdę w mastersie nie ma słabych rywalek i to tylko umowne nazewnictwo, które w praktyce niewiele znaczy) razem z Halep, Szarapową i Pennettą.

Polka zaczęła zmagania grupowe od 3 setowej porażki ze słynną Rosjanką Maria Szarapową, z którą miała bilans 2-12, ale miała w tym meczu swoje szanse i długo wydawało się że ten mecz jest do wygrania, bo wygrała 1 seta ( potem okazało się że tylko AR urwała Rosjance seta w grupie), a w 3 secie o mały włos nie doprowadziła do wyrównania na 5-5. Ta porażka mogła nieco podłamać krakowiankę.

Wydawało się że najłatwiejszą grupową rywalką powinna być sensacyjna zwyciężczyni US open Włoszka Pennetta, z którą AR miała dodatni bilans, ale to właśnie z nią AR przegrała w 2 setach po najsłabszym swoim meczu grupowym i wydawało się że wszelkie szanse na awans z grupy są już ostatecznie pogrzebane, iluzoryczne, że tylko prawdziwy cud mógłby Polkę uratować, tym bardziej że do rozegrania został ostatni grupowy mecz z drugą rakietą świata Rumunką Halep, która w pierwszym swoim grupowym meczu bez większych problemów pokonała Włoszkę.

"Radwańska przegrała mecze z Marią Szarapową i Flavią Pennettą. W dalszym ciągu miała szansę na wyjście z grupy, ale pod warunkiem że pokona w 2 setach rozstawioną w turnieju z jedynką Simonę Halep, a do tego Szarapowa wygra w 2 setach z Halep i Pennettą, mimo że przed tym ostatnim meczem była już pewna awansu". - sport.pl

Czy te trzy warunki były realnie do spełnienia? - wydawało mi się że niestety raczej nie :). Dwa z nich zależały od Marii Szarapowej, a jeden co prawda był w rękach samej AR, ale i spełnienie tego warunku czyli pokonanie Halep w 2 setach wydawało mi się niezmiernie trudne.

Ale AR jakimś cudem tego dokonała, cudem bo w pierwszym secie w meczu z Halep w tie breaku przegrywała już 1-5 i była już naprawdę jedną nóżką od definitywnego wypadnięcia z turnieju i wtedy... stał się naprawdę prawdziwy cud, bo AR zagrała 6 niewiarygodnych ofensywnych akcji, w których dwa razy wyciągnęła piłkę smeczem zza pleców - niewiarygodny był zwłaszcza pierwszy z nich na 2-5, choć we wszystkich zestawieniach tzw. hot shotów z tego turnieju jest konsekwentnie pomijany - i tym sposobem wygrała 6 punktów z rzędu i całego pierwszego seta. Ojciec i pierwszy trener najlepszej polskiej tenisistki był tak zachwycony tymi akcjami że w wywiadzie powiedział że AR tak powinna grać zawsze i wtedy na pewno wygrałaby może nie jednego szlema - ale to byłby jeszcze prawdziwszy cud nad cudy, bo chyba nikt nie byłby w stanie cały czas tak grać. A drugiego seta i cały mecz Rumunka - jak stwierdziła po meczu - nie mogąc dojść do siebie po takim niezwykłym przegraniu pierwszego seta przegrała bez większej walki.

"Krakowianka w dziesiątym gemie nie wykorzystała dwóch piłek setowych. W tie breaku, który decydował o losach pierwszej partii, przegrywała już 1-5. - Naprawdę nie sądziłam, że mogę wrócić do gry. I nagle to się stało. Myślę, że po prostu się rozluźniłam. Nie spięłam się i wykonałam rzeczywiście dobre uderzenia w ważnych momentach. Kiedy przegrywałam 1-5, wydaje mi się, że zagrałam agresywny tenis i to zadziałało – wyjaśniała Polka.

Czy tak wysoka przewaga Halep sprawiła, że krakowianka nie miała już nic do stracenia? - Dokładnie. Wydaje mi się, że kiedy przegrywasz tak wyraźnie z kimś pokroju Simony,
naprawdę nie myśli się, że da się jeszcze wygrać. Byłam dość zrelaksowana i wciąż walczyłam. Kiedy jest rozluźniona, moim zdaniem, czasami jest wtedy lepiej, jak widać
– przyznała Radwańska". - tenisklub.pl

Ale pamiętać też trzeba, że ta reguła działa w obie strony, jest bronią obosieczną, rywalki jak wysoko przegrywają też nie mają nic do stracenia i grając na luzie mogą odrobić straty tak jak Muguruza która kilka razy odrabiała straty w półfinale, i dlatego trzeba mieć zawsze czujność i świadomość zagrożenia nawet jak się prowadzi w secie 5-1 i nigdy w trakcie meczu nie można spoczywać na laurach, choć i to nie zawsze pomaga. Ale nie powinno być też tak, że jak się odrabia straty to jest się wielkim bohaterem, a jak odwrotnie traci się wypracowaną przewagę to jest się nieudacznikiem, na którego wylewa się wiadra pomyj, a tak się często u nas dzieje, bo to są naczynia połączone - tak jak się odrabia stratę tak samo można stracić prowadzenie i nawet łatwiej się gra gdy nie ma się nic do stracenia, gdy goni się rywala, a trudniej gdy trzeba postawić kropkę nad i, gdy się przed nim ucieka i ta reguła dotyczy wszystkich sportowców wszystkich nacji.

Po tym meczu na forum pisałem: brawo za walkę do końca, mecz byl pełen fenomenalnych zagrań, dramaturgii, obie tenisistki miały o co walczyć i dawały z siebie co mogły, AR wspięła się chyba na swoje wyżyny po 2 grupowych porażkach i pokonała obecnie drugą rakietę świata  i odniosła 500 zwycięstwo w karierze, dzięki temu obojętnie od wyniku meczu Szarapowej z Pennettą, to Masters zostało w dużym stopniu uratowane i będzie pozytywnie zapamiętane

Ale to wspaniale zwycięstwo nad Halep nie zdałoby się na nic gdyby Pennetta urwała choć jednego seta Marii Szarapowej, a ja nie wierzyłem że Rosjanka mając już awans w garści da z siebie wszystko i bez żadnej kalkulacji i odpuszczania odbierze złudzenia walczącej jeszcze o awans Włoszce. I dlatego chyba powinienem przeprosić Marię :), choć osobiście w takich kalkulacjach nie widzę nic złego, w końcu każdy gra dla siebie i może się oszczędzać gdy leży to w jego interesie. To chyba organizatorzy powinni tak ustawiać mecze żeby możliwość wszelkiej kalkulacji wykluczyć, więc muszę się zgodzić z Niemką Kerber, która po eliminującej ją z półfinałów ostatniej porażce z Czeszką Safarovą podniosła na konferencji pomeczowej ten problem, sugerując że ostatnie grupowe mecze powinny się odbywać równolegle.

Tak więc pomimo że Halep wygrała pierwszy mecz w grupie, Pennetta drugi, a AR dopiero trzeci to jednak Polka m.in. dzięki urwanemu setowi Marii Szarapowej ( choć mogę się mylić bo nie znam się na buchalterii) wyszła na drugim miejscu z grupy i awansowała po raz trzeci w karierze i po raz drugi z rzędu do półfinału turnieju Mistrzyń. Zresztą w ubiegłym roku też Polka awansowała mimo dwóch grupowych porażek, więc ma już w tym pewną wprawę :).

AR w dwóch wcześniejszych półfinałach Masters musiała uznawać wyższość rywalek, a w tym roku też nie była faworytką, bo w udziale przypadła jej rewelacja tego sezonu Hiszpanka Muguruza, która gra najlepszy sezon w karierze, wygrała wszystkie mecze w grupie, stała wyżej w rankingu od Polki i już 4 razy w tym sezonie pokonywała najlepszą polską tenisistkę zamykając jej drogę do finałów - wielkiego Wimbledonu i turnieju Premier Mandatory w Pekinie. Ale mimo wszystko byłem zadowolony, że AR stanie przed kolejną szansą rewanżu i nawet wierzyłem że tym razem się uda, zwłaszcza po tak dobrym meczu jak ten z Halep.

I na szczęście się nie zawiodłem, bo po bardzo dramatycznym meczu, pełnym zwrotów akcji okraszonym fenomenalnymi zagraniami najlepszej polskiej tenisistki i przy okazji najefektowniej grającej obecnie tenisistki świata AR pomimo przegrania pierwszego seta ( do tego prowadząc najpierw 1-4 w gemach, a potem 1-4 w tiebreaku) - a statystyki w takich razach są nieubłagane dla AR - nie załamała się i wygrała 2 kolejne sety (choć jak o tym mówiła w wywiadzie pomeczowym wcale w to nie wierzyła), w których też wysoko prowadziła 4-0 w 2 secie, 4-1 w trzecim secie i pozwalała się podganiać rywalce, a gdy w 3 secie Hiszpanka wyrównała na 4-4 pomimo że widać było jej wielkie zmęczenie, to już byłem pełen złych przeczuć, ale na szczęście się nie sprawdziły i to AR wygrała ostatnie 2 gemy i cały mecz, czym sprawiła wielką radość swoim kibicom, a i sama była bardzo wzruszona i poruszona po meczu, bo to pierwszy w karierze krakowianki awans do finału turnieju Masters - i dziś będzie walczyć o swój największy sukces w karierze - a do tego wywalczony w tak niezwykłych okolicznościach, biorąc pod uwagę cały sezon niemal skazany na straty, rozgrywki grupowe z których tylko niemal cudem weszła do półfinału i dramatyczny przebieg samego meczu z Muguruzą, oraz to że grała z bólem, ale jak w czasie któreś przerwy powiedział trener Wiktorowski - co wielu komentującym przypadło do gustu - nie ma chwały bez cierpienia.

Rywalką AR w wielkim finale Masters będzie P. Kvitova, z którą Polka ma ujemny bilans w całej karierze 2-5, choć w turnieju Masters spotkają się po raz 5 i tutaj bilans jest 2-2, ale Czeszka już raz ten turniej wygrała.

"Nie dojdzie w nim do rewanżu Radwańskiej z Marią Szarapową za porażkę w grupie. Rosjanka, która awansowała do finału z bilansem 3-0, roztrwoniła wysokie prowadzenia w drugim secie 5:1 i niespodziewanie przegrała z Kvitovą 3:6, 6:7 (3-7). Czeszki równie dobrze też mogło już nie być w turnieju. W decydującym meczu w grupie Kvitova przegrała z Garbine Muguruzą, ale wtedy zagrała dla niej grająca o pietruszkę koleżanka z Pucharu Federacji Lucie Safarova, która wyeliminowała Andżelikę Kerber. Po raz pierwszy w historii w finale turnieju mistrzyń spotkają się dwie zawodniczki z bilansem grupowym 1-2." - Eurosport.pl

Trudno byłoby powiedzieć która byłaby trudniejszą/łatwiejszą rywalką Maria czy Petra, Czeszka to wielka strzelba szczegolnie z serwisu, ma doskonałe parametry, czasami miewa przestoje, ale w fianle pewnie będzie maksymalnie gotowa i zmotywowana, zapowiada się ciekawy mecz .

Pisałem na forum przed meczem: Oj będzie ciężko w finale, ale liczę na happy end i największy triumf w karierze AR, to byłoby wielkie święto tenisa w Polsce, taki mały kamyczek milowy, a inne polskie tenisistki w przyszłości by się musiały równać do AR.

I mowa stała się ciałem. AR w trzech setach pokonała Petrę Kvitovą w finale Masters, i osiągnęła największe zwycięstwo w karierze, dotychczas największym turniejowym zwycięstwem Polki był triumf nad Marią Szarapową w Miami w 2012, a największym sukcesem finał w Wimbledonie w 2012 przegrany do Sereny Williams, a teraz krakowianka odniosła jeszcze większe turniejowe zwycięstwo pokonując w finale Mistrzostw WTA równie świetną Petrę Kvitovą. I awansowała na 5 miejsce w rankingu.

Cudownie, sezon który zapowiadał się jako najgorszy od lat zakończył się największym sukcesem w karierze AR, bezprecedensowym w historii polskiego tenisa zwycięstwem w Mistrzostwach WTA dla 8 najlepszych tenisistek sezonu, i znowu AR pobiła rekord Fibaka wygrywając finał Masters, który też był w finale ale go przegrał, i przy okazji odnosząc 17 zwycięstwo turniejowe w karierze i 3 w sezonie, czegoż chcieć więcej, tylko wygrania szlema :), bardzo dobry na dużym plusie jest też bilans występów AR w finałach do zwycięstw w nich ( 24 finały - 17 zwycięstw ) i świadczy o jej silnej psychice, choć hejterzy wiedzą zawsze więcej i lepiej w tym jak w każdym innym temacie :).

Warto też nadmienić że "w mastersie Polka pokonała trzy zawodniczki z Top 5 - Simonę Halep, Muguruzę i Kvitovą - a wcześniej w sezonie miała z najwyżej sklasyfikowanymi rywalkami bilans 0:6". A w 3 setowym finale popełniła tylko 5 tzw. błędów niewymuszonych do ponad 50 rywalki.

A sam wielki finał rozpoczął się świetnie dla AR, która nadspodziewanie łatwo wygrał do 2 pierwszego seta, a w drugim prowadziła już 3-1 i mogło się wydawać że tak ważne tenisowe wydarzenie może zakończyć się szybkim i bez problemowym zwycięstwem Polki, ale nic z tego, Kvitova znana jest z tego że w każdym momencie meczu może się odrodzić, wejść na najwyższy poziom swojej gry i odwrócić losy każdego meczu (np. kiedyś w meczu z AR odrobiła straty z 1-5 i w ten sposób zamknęła Polce drogę do pierwszego półfinału Masters ) , i w tym finałowym meczu doszło w 2 secie do przeobrażenia Czeszki, nie tylko odrobiła wszystkie straty, wygrała drugiego seta do 4, ale i w decydującym 3 secie objęła prowadzenie 2-0 i wtedy to ona oraz jej team mogli przeżywać swoje chwile chwały, a polscy kibice mogli się obawiać że już nie da się zatrzymać rozpędzonej Czeszki, która dzień wcześniej rozbiła samą Marię Szarapową odrabiając w 2 secie straty ze stanu 1-5, ale nic takiego się nie stało, bo dzielna krakowianka odrobiła stratę 2 gemów, a nawet objęła prowadzenie 3-2, potem mecz się wyrównał do 3-3, ale trzy kolejne i ostatnie gemy (przełomowy był gem 7 w którym Polka przełamała Kvitovą i o nim mówiła Czeszka na konferencji prasowej jako o tym który jej zdaniem przesądził o jej porażce) i cały mecz szczęśliwie dla polskich kibiców padły łupem najlepszej polskiej tenisistki i pozostało już tylko cieszyć się, świętować i oklaskiwać AR w trakcie ceremonii wręczania pięknego okazałego mistrzowskiego pucharu wręczanego przez byłe legendy światowego tenisa.

Zabawne jest to że w finale zagrały dwie tenisistki które w grupie wygrała po jednym meczu ( 6 tenisistek z 8 wygrały w grupie tylko jeden mecz) i wyszły z grupy w ostatniej chwili, a w półfinale przegrały te które w swoich grupach wygrały wszystkie trzy mecze. To znowu pokazuje że sport jest nieprzewidywalny i nic w nim nie ma za byłe zasługi, a faworyci wyglądają najlepiej tylko na papierze, a w grze może być różnie.

Doskonałą puentą do tego sezonu jest to że była konsultantka AR z początku sezonu Martina Navratilova w ostatnim turnieju sezonu finale Mistrzostw WTA musiała oklaskiwać zwycięstwo AR nad Czeszką Petrą Kvitovą i tak historia zatoczyło niezwykłe koło. Zaczęło się od wielkich nadziei i oczekiwań związanych ze współpracą ze słynną Martiną potem był długi kryzys i rozwiązanie współpracy a na koniec największy sukces w postaci sięgnięcia po puchar Mistrzostw WTA.

AR i jej teamowi należą się wielkie gratulacje i życzenia powodzenia na drodze dalszych sukcesów, która na pewno nie będzie usłana samymi różami, ale też i sporą ilością cierni, ale prawdziwy sportowiec nigdy się nie poddaje i walczy do końca :).

Ponoć było siedem tenisistek które wygrały Mistrzostwa WTA nie mając uprzednio tytułu wielkoszlemowego: 

"Czyim tropem podąży Agnieszka Radwańska?, Sylvii Haniki, jedynej nieaktywnej tenisistki, która wygrała Mistrzostwa WTA (1982), a nigdy nie zdobyła wielkoszlemowego tytułu? A może pójdzie szlakiem wytyczonym przez Chris Evert, Martinę Navratilovą, Gabrielę Sabatini, Janę Novotną, Kim Clijsters czy Amélie Mauresmo? Cztery z sześciu tych tenisistek to nie tylko triumfatorki Masters i wielkoszlemowych turniejów, ale też rakiety numer jeden na świecie. Jedynie Sabatini i
Novotná nigdy nie były liderkami rankingu". - sportowefakty.pl

Sama zainteresowana już zapowiedziała że teraz jej celem będzie wygranie turnieju wielkoszlemowego. Życzymy powodzenia, choć na pewno nie będzie łatwo :).



---------------------------

Dodatki polemiki i głosy z forów:

"Ze wstydem wyznaję, że w Polkę jako wszechzwyciężczynię nigdy nie wierzyłem i chyba nadal nie wierzę, i to wcale nie ze względu na jej ograniczenia atletyczne, które powszechnie się wytyka, ja wrednie podejrzewałem, że Agnieszce Radwańskiej zwyczajnie nie staje wściekłej pasji do zabijania, pardon, wygrywania, że ona raczej wiedzie dość przyjemne globalne życie celebrytki, która czasem wyskoczy na kort, a czasem - po nowe buciki i torebusię.

Zarazem jednak nie ma innej polskiej sportsmenki, do której tak chętnie wracam. I o której już teraz wiem, że poczuję tęsknotę, gdy tylko ogłosi, że odkłada rakietę na zawsze". - sport.pl Rafał Stec.

A ja wyznaję że z nie mniejszym wstydem to czytam. No bo skąd się wzięły te 502 zwycięstwa w dotychczasowej karierze, 17 tytułów WTA, finał Wimbledonu, 5 pełnoprawnych występów w Mistrzostwach WTA,  siedem sezonów zakończonych w TOP 10? - a przecież polski tenis w całej swej historii poza J.Jędrzejowską i W. Fibakiem nie miał wielu sukcesów - raczej nie z zamiłowania do butów i torebek :). A do tego w tenisie o każdy sukces, o każde zwycięstwo jest niezwykle trudno, bo są ogromne pieniądze i sława, ogromna konkurencja, wiele bogatych krajów z większymi tradycjami w tym sporcie i wszyscy chcą to samo co Pan Stec, żeby ich tenisiści wygrywali :).

Ja to czytam tak: że Polacy w swej większości, może nawet w swej masie z braku wielkich/częstych sukcesów w globalnym sporcie ( to się pomału w raz z odzyskaną wolnością zmienia na lepsze - mam nadzieję) mają - jak mało który naród na świecie - ogromne parcie na wygrywanie, na sukcesy, i stąd się bierze wielka presja na zwycięstwa i nikczemna odporność na porażki, i stąd z jednej strony wielka euforia po sukcesach, a z drugiej wielkie malkontenctwo po porażkach ( jednym zdaniem emocje biorą górę nad rozumem, np. po porażkach wielu rozlicza sportowców, wiesza psy, zwalnia trenerów, przewiduje same dalsze kataklizmy itd. itp. ) - a to niestety nie sprzyja sukcesom i zwycięstwom - i dlatego uważam że pana Steca zadowoliłyby tylko prawie same wielkie zwycięstwa Agnieszki i wtedy może by zmienił zdanie co do butów i torebek :). Choć nie mam nic przeciwko butom i torebkom :).

Jak dla mnie pan Stec para się tanim efekciarskim na ogół bezsensownym dziennikarstwem sportowym niskich lotów pod publiczkę. Dziennikarze rywalizują tylko na swoim krajowym podwórku, a sportowcy z rywalami z całego świata. Nie sądzę żeby pan Stec z takim dziennikarstwem znalazł zatrudnienie w jakieś porządnej poważnej zagranicznej gazecie sportowej. Widać w Polsce są niskie standardy.

 

"Kamil Sikora FB: Osiągnęła jeden "sukces"- tak naprawdę przez przypadek, a większość znowu stawia ją jako numer 1. Kvitova grała z kontuzją nogi, Martina ma racje, że Radwa nie ma szans z dobrze dysponowanymi, silnie odbijającymi przeciwniczkami. Dokładnie taki sam szał był gdy Radwa była na 3-cim miejscu WTA. Poczekajcie pół roku- będzie powtórka z rozrywki."

Czyli wg. powyższej definicji jak Agnieszka wygrywa, choćby też grając z kontuzją, z silnie odbijającymi przeciwniczkami to z góry wiadomo że muszą być niedysponowane, bo inaczej nie miałaby z nimi szans wygrać. No tak, to z góry tłumaczy jej wszystkie poprzednie i przyszłe zwycięstwa z silniej odbijającymi rywalkami, jak przegrywają to znaczy że muszą być niedysponowane :). Jakie to proste i nie da się obalić :).

A tak na poważnie: kolego Sikora przez przypadek to widać Ojciec z Matka Cię spłodzili, bo stąd się biorą takie umysłowe jałopy :), 1) nie jeden sukces tylko 17, bo tyle turniejów wygrała ( wygraj chociaż jeden to pogadamy :)) + finał wielkiego Wimbledonu ( pewnie nie wiesz nawet co to jest ;)) i 3 półfinały szlemowe, i jasne ze jak wszystkie tenisistki będzie dalej mieć wzloty i upadki, przyjdą i gorsze i lepsze chwile, pod tym względem nic się nie zmieni, więc tacy zawistnicy jak ty będą jak zwykle się cieszyć gdy przyjdą gorsze czasy ( a nie mówiłem!, miałem rację, znowu się sprawdziło, jestem geniuszem:)) :)), a normalni ludzie będą się cieszyć gdyby będą lepsze chwile, chwile wzlotów czy chwile chwały :)

 

"Forum WTA : "Mary Coady Wait a go Agie!! She is my pick to win it all, as I posted er liar !!! Love her game, Finnese and a bag of tricks that no one last has!! Go Agie!"

 

Sport.pl: "Polka i Hiszpanka stworzyły fantastyczne trzysetowe widowisko okraszone kilkoma perełkami krakowianki. Nawet na profilach WTA oraz WTA Insider nikt już nie kryje się podziwem dla sposób, w jaki punkty zdobywa „Isia”.
W podobnym tonie o naszej tenisistce wypowiadali się dziennikarze. Barry Flatman, korespondent Sunday Times, zwracał szczególną uwagę na cechy wolicjonalne Polki. Autor scenariusza o Wimbledonie napisał: Trzeba podziwiać Agnieszkę Radwańską za jej niezłomność. To coś, czego nie da się wytrenować, ale jest bezcenne dla zawodnika". -tenisklub.pl

 

FB: "Andrzej Warżajtis A masz jakieś konstruktywne wyjaśnienia ?? Aga nie niszczy rakiet !!! zawsze spokojna ,a czasem się by przydało  Kur... jego pier...mać nie sądzisz ??"

Gdyby AR miała inny temperament i charakter, osobowość i usposobienie, to by była zupełnie inną tenisistką, grałaby standardowy tenis, nie grałaby tenisa kombinacyjnego i sprytnego tylko na ogół jak większość waliłaby w piłkę ile Bozia sił dała, i przy swoich parametrach oraz polskiej szkole tenisa która stoi na niskim poziomie w stosunku do świata, sukcesem byłoby gdyby choć raz w karierze awansowała do pierwszej 30 rankingu i raczej podzieliłaby losy Uli, Marty Domachowskiej i innych polskich tenisistek, a to co osiąga w głównej mierze zawdzięcza swojej indywidualności, a ma ona jak wszystko na świecie swoje mocne i słabe strony.

 

FB FC AR: "Marcel Szuplewski: Z jednej strony Aga ma naprawdę dużo szczęścia w swojej karierze, często sprzyja jej drabinka, jakoś sprytnie udaje jej się piąć po szczeblach rankingu".

To akurat jest totalna bzdura, ma tyle samo szczęścia co wszystkie inne tenisistki, raz więcej raz mniej, a w jej rankingu z całej kariery nie ma nawet cienia elementu szczęścia ( to jest tylko stała propaganda malkontentów/zawistników, np. znanej ekspertce, byłej tenisistce, komentatorce Polsatu pani Nowak wymsknęło się podczas jakiegoś meczu genialne przemyślenie, że AR ponoć służy wyjątkowe szczęście od początku kariery, to co dopiero mówić o tzw. hejterach  ), bo szczęście i nieszczęście na długim dystansie się niweluje, zrównuje, wszyscy mają tyle samo, mówiąc w skrócie szczęście mają Ci którzy są lepsi, bo im jest się lepszym tym więcej ma się szczęścia w drabinkach, kreczach, sprzyjających układach itd. ( np Pennetta raz awansowała do finału szlema i zamiast topowej tenisistki jak Serena trafiła w wielkim finale na Vinci , a Bartoli na Lisicki, a Radwańska na Serenę:)). Sprytnie owszem, bo jej tenis opiera się na sprycie, ale to nie jest szczęście tylko umiejętności. Po prostu AR jest bardzo dobra, ma swój styl gry, ale są jeszcze lepsze od niej, bardzo ich mało, ale są i dlatego nie jest jeszcze wyżej.

 

"FB: Jagoda Lachowska Jakoś mnie to ni ziębi, ni grzeje...Nie rozpiera mnie duma , jak np. ubiegłego lata, gdy nasi siatkarze zdobyli złoto na MŚ... Byłam aktywnym sportowcem za młodu...Na parkiecie zostawiłam niejedną kroplę potu i krwi...w I lidze - dziś byłaby to ekstraklasa...Nikt nam za wygraną grosza nie płacił, a każde zwycięstwo smakowało jak milion dolarów :)... Wiem zatem o czym piszę... Bynajmniej nie o braku formy tej panienki wtedy czy kiedy indziej ( pewnie , że lepiej ją szlifować na intratne turnieje), tylko o postawie podczas tak ważnej imprezy jaką jest olimpiada...Nikt mi nie powie, że to nie jest interesowna osoba...Przykro mi, ale nie umiem jej tej olimpiady zapomnieć...I to tyle ...Pozdrawiam."

Dyżurny temat. Biedactwo , to są obrzydliwe pomówienia/oszczerstwa. 1) AR na IO dała z siebie wszystko co mogła jak wszyscy sportowcy, walczyła i przegrała, bo taki jest sport, a jak ktoś nie potrafi godzić się z porażkami i pomawia to znaczy ze sam jest nic nie wart 2) to AR a nie Tobie zależało na jak najlepszym wyniku na IO, bo to byłby jej sukces, a nie Twój :) 3) w tenisie jak wiadomo najważniejsze są szlemy, a i w nich AR też przegrywa czasami w 1 rundach, bo taki jest sport i wtedy jakoś nie szuka się drugiego dna 4) na tych IO wielu polskich faworytów szybko odpadało i nikt im nie przyprawiał tzw. gęby, dlaczego?, bo nie są tenisistami którzy na co dzień w turniejach dużo zarabiają, i są łatwym celem do ataku ( a doskonały pretekst zawsze się znajdzie) i pomówień dla zawistników którzy nie potrafią radzić sobie z porażkami sportowców. 5) NIGDY AR NIE MÓWIŁA ŻE JEJ NIE ZALEŻAŁO, ŻE ODPUŚCIŁA , ŻE NIE WALCZYŁA, - zresztą byłoby to nielogiczne, nie zgodne z rozumem, czyli absurdalne, bo jak sportowcowi może nie zależeć na własnym sukcesie?, przecież po to przez lata trenuje i pracuje! - WRĘCZ ODWROTNIE PROSTOWAŁA KŁAMSTWA !, a nawet przed IO jej team mówił w wywiadach ( o ile dobrze pamiętam to trener Wiktorowski ) że w tamtym sezonie IO są bardzo ważnym celem, może najważniejszym, bo są raz na 4 lata, a szlemy co roku. 6) Ale jak wiadomo AR przed samymi IO osiągnęła największy życiowy sukces finał wielkiego Wimbledonu, i awansowała na 2 miejsce w rankingu WTA i to wytworzyło ABSURDALNĄ HISTERIĘ OCZEKIWAŃ wokół jej startu na IO - które miały się odbyć na tych samych kortach i chyba dlatego jej powierzono funkcję chorążego, moim zdaniem była głupia że się na nią zgodziła, powinna dobrze znać zawiść rodaków - a ) były wielkie oczekiwania - nawet słyszałem w tv o pewnym złotym medalu, b) niesamowita presja na medal, a to nigdy nie sprzyja sportowcom. 7) Pewnie stałaś się jak wielu innych ofiarą wielkiej medialnej nagonki na AR która miała miejsce w trakcie IO, w obrzydliwy sposób robiącej z niej kozła ofiarnego wszystkich polskich niepowodzeń w czasie IO, w której brały twórczy i aktywny udział portale sportowe takie jak sport.pl, Eurosport.pl ( m.in. dziennikarze Przybyłowicz, Srogi - tych zapamiętałem), które z góry założyły że AR nie zależało na IO i podawali przykłady tenisistów którzy w przeszłości cieszyli się ze złotego medalu jak Graf, tak jakby ktoś mógłby się z tego nie cieszyć, niektórzy znani sportowcy ( Plawgo, Małachowski, Włodarczyk - przepraszam jak kogoś pominąłem ), którzy pomawiali AR o brak zaangażowania , tv TVN - wyprodukowała jakiś absurdalnie ckliwy paszkwil, czy nawet znany komentator tenisowy Bohdan Tomaszewski. 8) A jeśli ktoś nie ma pewnych dowodów, nie zna całej prawdy, to powinien zakładać że wszystko było w porządku, jak najlepiej, a nie jak najgorzej, bo to dowodzi jakim jest człowiekiem. 9) rok 2012 to był najlepszy rok w karierze AR, zwycięstwo w Miami, finał Wimbledonu, drugie miejsce w rankingu, ale po wielkiej nagonce podczas IO, reszta sezonu już nie była taka udana, przyszło załamanie formy, czy nagonka miała na to wpływ to nie wiem. 10) AR przed IO jak wspominałem osiągnęła największy sukces w karierze pamiętny finał Wimbledonu i po raz pierwszy prawie wszyscy w Polsce fetowali - bo wcześniej i później AR na ogół była w Polsce znacznie częściej krytykowana niż chwalona, mało kto wierzył w jej mozliwości - była wielka medialna gorączka wokół tego sukcesu, i konia z rzędem można dać temu kto by wtedy odgadł że za kilka tygodni nastroje zmienią się o 180 stopni i nad AR przejdzie największa medialna nagonka w jej karierze - jak z tego widać w Polsce łaska pańska na pstrym koniu jeździ :). 

A po nieudanych IO w Londynie np. pani K. Nowak była tenisistka, rzekoma ekspertka i komentatorka Polsatu orzekła samowładnie w jakimś wywiadzie że AR jest znacznie za wysoko w rankingu, że jej ranking jest znacznie zawyżony, tak jakby ranking nie był liczony jednakowo dla wszystkich i nie był tylko średnią matematyczną z całego roku tylko był przyznawany uznaniowo przy zielonym stoliku, ale wtedy to rzeczywiście AR byłaby zawsze dużo niżej w rankingu , więc jak rankingu nie da się zafałszować na niekorzyść AR bo musi być jednakowy dla wszystkich, to przynajmniej można go podważać słowami pseudoekspertów. Jak to się mówi na pochyłe - nagonka olimpijska - Brzozy skaczą wszystkie kozy. Oczywiście pani Nowak sama była zawsze za nisko w rankingu, ale to chyba jeszcze nie powód do skakania.

Nie wiem czemu ale jak ktoś para się pomówieniami, to na samym końcu na ogół "pozdrawia", chyba dla większego efektu swoich pomyj, to taka jakaś dziwna prawidłowość :).

cd w komentarzach.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69