Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

SPORT PO POLSKU CZYLI O LA BOGA! PISZĘ BLOGA

niedziela, 01 listopada 2015

Zdj&eogon;cie numer 0 w galerii - WTA Finals. Radwa&nacute;ska promienieje, ale Szarapowa te&zdot; wygl&aogon;da &sacute;wietnie! [ZDJ&Eogon;CIA]

Witam, mam spore zaległości, długo nie pisałem, bo miałem zajętą głowę czymś innym, ale tym wpisem chciałbym nadrobić zaległości i przypomnieć o sobie potencjalnym czytelnikom, jeśli tacy są:).

Jak wiadomo ten sezon przez długi czas zapowiadał się jako gorszy od wielu poprzednich sezonów, jako najgorszy od wielu lat. Ratunek w postaci zatrudnienia legendy tenisa Martiny Navratilovej nie okazał się zbawiennym i ta współpraca trwała dużo krócej niż była na początku zapowiadana, bo jej weryfikacją miał być okres gry na kortach trawiastych, a została rozwiązana zanim sezon na trawie jeszcze się rozpoczął.

I tak "w maju w Madrycie, po porażce w trzeciej rundzie z Dunką Caroline Wozniacki, 26-letnia krakowianka spadła z miejsca dziewiątego na 13. Wtedy miała bardzo słaby jak na nią bilans 15 zwycięstw i 12 porażek w 27 meczach rozegranych od początku sezonu.

Z Top 10 Radwańska wypadła nie na chwilę, tylko aż na siedem tygodni. Na swoje miejsce wróciła w połowie lipca, po dotarciu do półfinału Wimbledonu awansowała na siódme miejsce. Ale w sierpniu znów spadła. I to nisko. 15. miejsce, które zajmowała dwa miesiące temu, było jej najniższą pozycją w światowym zestawieniu od 2008 roku" -sport.pl.

Tak więc po dobrych - w czym tak podkładano nadzieję na odwrócenie spadkowego trendu - wynikach na trawie ( finał Eastburne i półfinał Wimbledonu ) AR jeszcze na jakiś czas powróciła do TOP 10 na dobrą 7 lokatę. Ale sierpniowy okres gry na kortach amerykańskich uwieńczony wielkoszlemowym US Open znowu zakończył się rozczarowaniem i najlepsza polska tenisistka spadła po nim aż na 15 lokatę, czyli najniższą od 2008. Jeszcze gorzej było w rankingu Race liczonym tylko od początku sezonu, a służącym do wyłonienia ośmiu uczestniczek wieńczących każdy sezon Mistrzostw WTA, tam Polka plasowała się najniżej nawet na odległej 28 pozycji.

Może to zmobilizowało Polkę do działania, w każdym razie AR zapowiedziała wtedy walkę o 5 z rzędu udział w turnieju Mistrzyń, choć jak wyznała później wcale w niego tak do końca nie wierzyła :), no i wielu kibiców również postawiło krzyżyk na ten sezon, wróżono dalsze spadki po tzw. równi pochyłej.

Ale na szczęście sezon kończył się serią turniejów w Azji, a tam AR na ogół dobrze sobie radziła. Do tego pojawiła się nowa jakość w grze AR, do znanych zalet w postaci gry kombinacyjnej, sprytu, regularności doszła jeszcze większa niż zazwyczaj determinacja , poświęcenie, wola walki, agresja, zdecydowanie, świadomość celu.

W 2011 gdy AR po raz pierwszy awansowała do Mistrzostw WTA jako pełnoprawna jego uczestniczka uczyniła to tylko dzięki zwycięstwom w Azji wygraniu dwóch z rzędu turniejów w Tokio i Pekinie i teraz należało tylko powtórzyć ten wyczyn :) i to się znowu udało:

"Wychodzić z dołka Polka zaczęła we wrześniu. Po wygraniu turnieju w Tokio - pierwszej zwycięskiej dla siebie imprezy od ponad roku - awansowała na siódmą lokatę. Tydzień przed mastersem wygrała jeszcze turniej w Tiencinie" - sport.pl. Do tego doszedł półfinał największego turnieju azjatyckiego Premier Mandatory w Pekinie.

I dopiero to ostatnie zwycięstwo w małym turnieju w Tiencinie ( przy okazji 16 wygrany turniej w karierze, a drugi w sezonie - w ubiegłym sezonie wygrała tylko jeden turniej - i pobiła rekord Fibaka który wygrał 15 turniejów, do którego by jeszcze nie doszło gdyby AR do końca nie musiała walczyć o Masteres) zapewniło najlepszej polskiej rakiecie pewny udział w Mistrzostwach WTA bez potrzeby oglądania się za plecy na rywalki, a w 2011 do końca musiała drżeć o to co zwojuje walcząca do końca do upadłego Bartoli.

I tym to sposobem AR po raz 5 z rzędu awansowała do Mistrzostw WTA, a z uczestniczących w nim tenisistek tylko jeszcze Czeszka P. Kvitova może się pochwalić takim osiągnięciem.

W turnieju Mistrzyń w fazie grupowej też było zabawnie. Polka trafiła do tzw. grupy śmierci ( choć tak naprawdę w mastersie nie ma słabych rywalek i to tylko umowne nazewnictwo, które w praktyce niewiele znaczy) razem z Halep, Szarapową i Pennettą.

Polka zaczęła zmagania grupowe od 3 setowej porażki ze słynną Rosjanką Maria Szarapową, z którą miała bilans 2-12, ale miała w tym meczu swoje szanse i długo wydawało się że ten mecz jest do wygrania, bo wygrała 1 seta ( potem okazało się że tylko AR urwała Rosjance seta w grupie), a w 3 secie o mały włos nie doprowadziła do wyrównania na 5-5. Ta porażka mogła nieco podłamać krakowiankę.

Wydawało się że najłatwiejszą grupową rywalką powinna być sensacyjna zwyciężczyni US open Włoszka Pennetta, z którą AR miała dodatni bilans, ale to właśnie z nią AR przegrała w 2 setach po najsłabszym swoim meczu grupowym i wydawało się że wszelkie szanse na awans z grupy są już ostatecznie pogrzebane, iluzoryczne, że tylko prawdziwy cud mógłby Polkę uratować, tym bardziej że do rozegrania został ostatni grupowy mecz z drugą rakietą świata Rumunką Halep, która w pierwszym swoim grupowym meczu bez większych problemów pokonała Włoszkę.

"Radwańska przegrała mecze z Marią Szarapową i Flavią Pennettą. W dalszym ciągu miała szansę na wyjście z grupy, ale pod warunkiem że pokona w 2 setach rozstawioną w turnieju z jedynką Simonę Halep, a do tego Szarapowa wygra w 2 setach z Halep i Pennettą, mimo że przed tym ostatnim meczem była już pewna awansu". - sport.pl

Czy te trzy warunki były realnie do spełnienia? - wydawało mi się że niestety raczej nie :). Dwa z nich zależały od Marii Szarapowej, a jeden co prawda był w rękach samej AR, ale i spełnienie tego warunku czyli pokonanie Halep w 2 setach wydawało mi się niezmiernie trudne.

Ale AR jakimś cudem tego dokonała, cudem bo w pierwszym secie w meczu z Halep w tie breaku przegrywała już 1-5 i była już naprawdę jedną nóżką od definitywnego wypadnięcia z turnieju i wtedy... stał się naprawdę prawdziwy cud, bo AR zagrała 6 niewiarygodnych ofensywnych akcji, w których dwa razy wyciągnęła piłkę smeczem zza pleców - niewiarygodny był zwłaszcza pierwszy z nich na 2-5, choć we wszystkich zestawieniach tzw. hot shotów z tego turnieju jest konsekwentnie pomijany - i tym sposobem wygrała 6 punktów z rzędu i całego pierwszego seta. Ojciec i pierwszy trener najlepszej polskiej tenisistki był tak zachwycony tymi akcjami że w wywiadzie powiedział że AR tak powinna grać zawsze i wtedy na pewno wygrałaby może nie jednego szlema - ale to byłby jeszcze prawdziwszy cud nad cudy, bo chyba nikt nie byłby w stanie cały czas tak grać. A drugiego seta i cały mecz Rumunka - jak stwierdziła po meczu - nie mogąc dojść do siebie po takim niezwykłym przegraniu pierwszego seta przegrała bez większej walki.

"Krakowianka w dziesiątym gemie nie wykorzystała dwóch piłek setowych. W tie breaku, który decydował o losach pierwszej partii, przegrywała już 1-5. - Naprawdę nie sądziłam, że mogę wrócić do gry. I nagle to się stało. Myślę, że po prostu się rozluźniłam. Nie spięłam się i wykonałam rzeczywiście dobre uderzenia w ważnych momentach. Kiedy przegrywałam 1-5, wydaje mi się, że zagrałam agresywny tenis i to zadziałało – wyjaśniała Polka.

Czy tak wysoka przewaga Halep sprawiła, że krakowianka nie miała już nic do stracenia? - Dokładnie. Wydaje mi się, że kiedy przegrywasz tak wyraźnie z kimś pokroju Simony,
naprawdę nie myśli się, że da się jeszcze wygrać. Byłam dość zrelaksowana i wciąż walczyłam. Kiedy jest rozluźniona, moim zdaniem, czasami jest wtedy lepiej, jak widać
– przyznała Radwańska". - tenisklub.pl

Ale pamiętać też trzeba, że ta reguła działa w obie strony, jest bronią obosieczną, rywalki jak wysoko przegrywają też nie mają nic do stracenia i grając na luzie mogą odrobić straty tak jak Muguruza która kilka razy odrabiała straty w półfinale, i dlatego trzeba mieć zawsze czujność i świadomość zagrożenia nawet jak się prowadzi w secie 5-1 i nigdy w trakcie meczu nie można spoczywać na laurach, choć i to nie zawsze pomaga. Ale nie powinno być też tak, że jak się odrabia straty to jest się wielkim bohaterem, a jak odwrotnie traci się wypracowaną przewagę to jest się nieudacznikiem, na którego wylewa się wiadra pomyj, a tak się często u nas dzieje, bo to są naczynia połączone - tak jak się odrabia stratę tak samo można stracić prowadzenie i nawet łatwiej się gra gdy nie ma się nic do stracenia, gdy goni się rywala, a trudniej gdy trzeba postawić kropkę nad i, gdy się przed nim ucieka i ta reguła dotyczy wszystkich sportowców wszystkich nacji.

Po tym meczu na forum pisałem: brawo za walkę do końca, mecz byl pełen fenomenalnych zagrań, dramaturgii, obie tenisistki miały o co walczyć i dawały z siebie co mogły, AR wspięła się chyba na swoje wyżyny po 2 grupowych porażkach i pokonała obecnie drugą rakietę świata  i odniosła 500 zwycięstwo w karierze, dzięki temu obojętnie od wyniku meczu Szarapowej z Pennettą, to Masters zostało w dużym stopniu uratowane i będzie pozytywnie zapamiętane

Ale to wspaniale zwycięstwo nad Halep nie zdałoby się na nic gdyby Pennetta urwała choć jednego seta Marii Szarapowej, a ja nie wierzyłem że Rosjanka mając już awans w garści da z siebie wszystko i bez żadnej kalkulacji i odpuszczania odbierze złudzenia walczącej jeszcze o awans Włoszce. I dlatego chyba powinienem przeprosić Marię :), choć osobiście w takich kalkulacjach nie widzę nic złego, w końcu każdy gra dla siebie i może się oszczędzać gdy leży to w jego interesie. To chyba organizatorzy powinni tak ustawiać mecze żeby możliwość wszelkiej kalkulacji wykluczyć, więc muszę się zgodzić z Niemką Kerber, która po eliminującej ją z półfinałów ostatniej porażce z Czeszką Safarovą podniosła na konferencji pomeczowej ten problem, sugerując że ostatnie grupowe mecze powinny się odbywać równolegle.

Tak więc pomimo że Halep wygrała pierwszy mecz w grupie, Pennetta drugi, a AR dopiero trzeci to jednak Polka m.in. dzięki urwanemu setowi Marii Szarapowej ( choć mogę się mylić bo nie znam się na buchalterii) wyszła na drugim miejscu z grupy i awansowała po raz trzeci w karierze i po raz drugi z rzędu do półfinału turnieju Mistrzyń. Zresztą w ubiegłym roku też Polka awansowała mimo dwóch grupowych porażek, więc ma już w tym pewną wprawę :).

AR w dwóch wcześniejszych półfinałach Masters musiała uznawać wyższość rywalek, a w tym roku też nie była faworytką, bo w udziale przypadła jej rewelacja tego sezonu Hiszpanka Muguruza, która gra najlepszy sezon w karierze, wygrała wszystkie mecze w grupie, stała wyżej w rankingu od Polki i już 4 razy w tym sezonie pokonywała najlepszą polską tenisistkę zamykając jej drogę do finałów - wielkiego Wimbledonu i turnieju Premier Mandatory w Pekinie. Ale mimo wszystko byłem zadowolony, że AR stanie przed kolejną szansą rewanżu i nawet wierzyłem że tym razem się uda, zwłaszcza po tak dobrym meczu jak ten z Halep.

I na szczęście się nie zawiodłem, bo po bardzo dramatycznym meczu, pełnym zwrotów akcji okraszonym fenomenalnymi zagraniami najlepszej polskiej tenisistki i przy okazji najefektowniej grającej obecnie tenisistki świata AR pomimo przegrania pierwszego seta ( do tego prowadząc najpierw 1-4 w gemach, a potem 1-4 w tiebreaku) - a statystyki w takich razach są nieubłagane dla AR - nie załamała się i wygrała 2 kolejne sety (choć jak o tym mówiła w wywiadzie pomeczowym wcale w to nie wierzyła), w których też wysoko prowadziła 4-0 w 2 secie, 4-1 w trzecim secie i pozwalała się podganiać rywalce, a gdy w 3 secie Hiszpanka wyrównała na 4-4 pomimo że widać było jej wielkie zmęczenie, to już byłem pełen złych przeczuć, ale na szczęście się nie sprawdziły i to AR wygrała ostatnie 2 gemy i cały mecz, czym sprawiła wielką radość swoim kibicom, a i sama była bardzo wzruszona i poruszona po meczu, bo to pierwszy w karierze krakowianki awans do finału turnieju Masters - i dziś będzie walczyć o swój największy sukces w karierze - a do tego wywalczony w tak niezwykłych okolicznościach, biorąc pod uwagę cały sezon niemal skazany na straty, rozgrywki grupowe z których tylko niemal cudem weszła do półfinału i dramatyczny przebieg samego meczu z Muguruzą, oraz to że grała z bólem, ale jak w czasie któreś przerwy powiedział trener Wiktorowski - co wielu komentującym przypadło do gustu - nie ma chwały bez cierpienia.

Rywalką AR w wielkim finale Masters będzie P. Kvitova, z którą Polka ma ujemny bilans w całej karierze 2-5, choć w turnieju Masters spotkają się po raz 5 i tutaj bilans jest 2-2, ale Czeszka już raz ten turniej wygrała.

"Nie dojdzie w nim do rewanżu Radwańskiej z Marią Szarapową za porażkę w grupie. Rosjanka, która awansowała do finału z bilansem 3-0, roztrwoniła wysokie prowadzenia w drugim secie 5:1 i niespodziewanie przegrała z Kvitovą 3:6, 6:7 (3-7). Czeszki równie dobrze też mogło już nie być w turnieju. W decydującym meczu w grupie Kvitova przegrała z Garbine Muguruzą, ale wtedy zagrała dla niej grająca o pietruszkę koleżanka z Pucharu Federacji Lucie Safarova, która wyeliminowała Andżelikę Kerber. Po raz pierwszy w historii w finale turnieju mistrzyń spotkają się dwie zawodniczki z bilansem grupowym 1-2." - Eurosport.pl

Trudno byłoby powiedzieć która byłaby trudniejszą/łatwiejszą rywalką Maria czy Petra, Czeszka to wielka strzelba szczegolnie z serwisu, ma doskonałe parametry, czasami miewa przestoje, ale w fianle pewnie będzie maksymalnie gotowa i zmotywowana, zapowiada się ciekawy mecz .

Pisałem na forum przed meczem: Oj będzie ciężko w finale, ale liczę na happy end i największy triumf w karierze AR, to byłoby wielkie święto tenisa w Polsce, taki mały kamyczek milowy, a inne polskie tenisistki w przyszłości by się musiały równać do AR.

I mowa stała się ciałem. AR w trzech setach pokonała Petrę Kvitovą w finale Masters, i osiągnęła największe zwycięstwo w karierze, dotychczas największym turniejowym zwycięstwem Polki był triumf nad Marią Szarapową w Miami w 2012, a największym sukcesem finał w Wimbledonie w 2012 przegrany do Sereny Williams, a teraz krakowianka odniosła jeszcze większe turniejowe zwycięstwo pokonując w finale Mistrzostw WTA równie świetną Petrę Kvitovą. I awansowała na 5 miejsce w rankingu.

Cudownie, sezon który zapowiadał się jako najgorszy od lat zakończył się największym sukcesem w karierze AR, bezprecedensowym w historii polskiego tenisa zwycięstwem w Mistrzostwach WTA dla 8 najlepszych tenisistek sezonu, i znowu AR pobiła rekord Fibaka wygrywając finał Masters, który też był w finale ale go przegrał, i przy okazji odnosząc 17 zwycięstwo turniejowe w karierze i 3 w sezonie, czegoż chcieć więcej, tylko wygrania szlema :), bardzo dobry na dużym plusie jest też bilans występów AR w finałach do zwycięstw w nich ( 24 finały - 17 zwycięstw ) i świadczy o jej silnej psychice, choć hejterzy wiedzą zawsze więcej i lepiej w tym jak w każdym innym temacie :).

Warto też nadmienić że "w mastersie Polka pokonała trzy zawodniczki z Top 5 - Simonę Halep, Muguruzę i Kvitovą - a wcześniej w sezonie miała z najwyżej sklasyfikowanymi rywalkami bilans 0:6". A w 3 setowym finale popełniła tylko 5 tzw. błędów niewymuszonych do ponad 50 rywalki.

A sam wielki finał rozpoczął się świetnie dla AR, która nadspodziewanie łatwo wygrał do 2 pierwszego seta, a w drugim prowadziła już 3-1 i mogło się wydawać że tak ważne tenisowe wydarzenie może zakończyć się szybkim i bez problemowym zwycięstwem Polki, ale nic z tego, Kvitova znana jest z tego że w każdym momencie meczu może się odrodzić, wejść na najwyższy poziom swojej gry i odwrócić losy każdego meczu (np. kiedyś w meczu z AR odrobiła straty z 1-5 i w ten sposób zamknęła Polce drogę do pierwszego półfinału Masters ) , i w tym finałowym meczu doszło w 2 secie do przeobrażenia Czeszki, nie tylko odrobiła wszystkie straty, wygrała drugiego seta do 4, ale i w decydującym 3 secie objęła prowadzenie 2-0 i wtedy to ona oraz jej team mogli przeżywać swoje chwile chwały, a polscy kibice mogli się obawiać że już nie da się zatrzymać rozpędzonej Czeszki, która dzień wcześniej rozbiła samą Marię Szarapową odrabiając w 2 secie straty ze stanu 1-5, ale nic takiego się nie stało, bo dzielna krakowianka odrobiła stratę 2 gemów, a nawet objęła prowadzenie 3-2, potem mecz się wyrównał do 3-3, ale trzy kolejne i ostatnie gemy (przełomowy był gem 7 w którym Polka przełamała Kvitovą i o nim mówiła Czeszka na konferencji prasowej jako o tym który jej zdaniem przesądził o jej porażce) i cały mecz szczęśliwie dla polskich kibiców padły łupem najlepszej polskiej tenisistki i pozostało już tylko cieszyć się, świętować i oklaskiwać AR w trakcie ceremonii wręczania pięknego okazałego mistrzowskiego pucharu wręczanego przez byłe legendy światowego tenisa.

Zabawne jest to że w finale zagrały dwie tenisistki które w grupie wygrała po jednym meczu ( 6 tenisistek z 8 wygrały w grupie tylko jeden mecz) i wyszły z grupy w ostatniej chwili, a w półfinale przegrały te które w swoich grupach wygrały wszystkie trzy mecze. To znowu pokazuje że sport jest nieprzewidywalny i nic w nim nie ma za byłe zasługi, a faworyci wyglądają najlepiej tylko na papierze, a w grze może być różnie.

Doskonałą puentą do tego sezonu jest to że była konsultantka AR z początku sezonu Martina Navratilova w ostatnim turnieju sezonu finale Mistrzostw WTA musiała oklaskiwać zwycięstwo AR nad Czeszką Petrą Kvitovą i tak historia zatoczyło niezwykłe koło. Zaczęło się od wielkich nadziei i oczekiwań związanych ze współpracą ze słynną Martiną potem był długi kryzys i rozwiązanie współpracy a na koniec największy sukces w postaci sięgnięcia po puchar Mistrzostw WTA.

AR i jej teamowi należą się wielkie gratulacje i życzenia powodzenia na drodze dalszych sukcesów, która na pewno nie będzie usłana samymi różami, ale też i sporą ilością cierni, ale prawdziwy sportowiec nigdy się nie poddaje i walczy do końca :).

Ponoć było siedem tenisistek które wygrały Mistrzostwa WTA nie mając uprzednio tytułu wielkoszlemowego: 

"Czyim tropem podąży Agnieszka Radwańska?, Sylvii Haniki, jedynej nieaktywnej tenisistki, która wygrała Mistrzostwa WTA (1982), a nigdy nie zdobyła wielkoszlemowego tytułu? A może pójdzie szlakiem wytyczonym przez Chris Evert, Martinę Navratilovą, Gabrielę Sabatini, Janę Novotną, Kim Clijsters czy Amélie Mauresmo? Cztery z sześciu tych tenisistek to nie tylko triumfatorki Masters i wielkoszlemowych turniejów, ale też rakiety numer jeden na świecie. Jedynie Sabatini i
Novotná nigdy nie były liderkami rankingu". - sportowefakty.pl

Sama zainteresowana już zapowiedziała że teraz jej celem będzie wygranie turnieju wielkoszlemowego. Życzymy powodzenia, choć na pewno nie będzie łatwo :).



---------------------------

Dodatki polemiki i głosy z forów:

"Ze wstydem wyznaję, że w Polkę jako wszechzwyciężczynię nigdy nie wierzyłem i chyba nadal nie wierzę, i to wcale nie ze względu na jej ograniczenia atletyczne, które powszechnie się wytyka, ja wrednie podejrzewałem, że Agnieszce Radwańskiej zwyczajnie nie staje wściekłej pasji do zabijania, pardon, wygrywania, że ona raczej wiedzie dość przyjemne globalne życie celebrytki, która czasem wyskoczy na kort, a czasem - po nowe buciki i torebusię.

Zarazem jednak nie ma innej polskiej sportsmenki, do której tak chętnie wracam. I o której już teraz wiem, że poczuję tęsknotę, gdy tylko ogłosi, że odkłada rakietę na zawsze". - sport.pl Rafał Stec.

A ja wyznaję że z nie mniejszym wstydem to czytam. No bo skąd się wzięły te 502 zwycięstwa w dotychczasowej karierze, 17 tytułów WTA, finał Wimbledonu, 5 pełnoprawnych występów w Mistrzostwach WTA,  siedem sezonów zakończonych w TOP 10? - a przecież polski tenis w całej swej historii poza J.Jędrzejowską i W. Fibakiem nie miał wielu sukcesów - raczej nie z zamiłowania do butów i torebek :). A do tego w tenisie o każdy sukces, o każde zwycięstwo jest niezwykle trudno, bo są ogromne pieniądze i sława, ogromna konkurencja, wiele bogatych krajów z większymi tradycjami w tym sporcie i wszyscy chcą to samo co Pan Stec, żeby ich tenisiści wygrywali :).

Ja to czytam tak: że Polacy w swej większości, może nawet w swej masie z braku wielkich/częstych sukcesów w globalnym sporcie ( to się pomału w raz z odzyskaną wolnością zmienia na lepsze - mam nadzieję) mają - jak mało który naród na świecie - ogromne parcie na wygrywanie, na sukcesy, i stąd się bierze wielka presja na zwycięstwa i nikczemna odporność na porażki, i stąd z jednej strony wielka euforia po sukcesach, a z drugiej wielkie malkontenctwo po porażkach ( jednym zdaniem emocje biorą górę nad rozumem, np. po porażkach wielu rozlicza sportowców, wiesza psy, zwalnia trenerów, przewiduje same dalsze kataklizmy itd. itp. ) - a to niestety nie sprzyja sukcesom i zwycięstwom - i dlatego uważam że pana Steca zadowoliłyby tylko prawie same wielkie zwycięstwa Agnieszki i wtedy może by zmienił zdanie co do butów i torebek :). Choć nie mam nic przeciwko butom i torebkom :).

Jak dla mnie pan Stec para się tanim efekciarskim na ogół bezsensownym dziennikarstwem sportowym niskich lotów pod publiczkę. Dziennikarze rywalizują tylko na swoim krajowym podwórku, a sportowcy z rywalami z całego świata. Nie sądzę żeby pan Stec z takim dziennikarstwem znalazł zatrudnienie w jakieś porządnej poważnej zagranicznej gazecie sportowej. Widać w Polsce są niskie standardy.

 

"Kamil Sikora FB: Osiągnęła jeden "sukces"- tak naprawdę przez przypadek, a większość znowu stawia ją jako numer 1. Kvitova grała z kontuzją nogi, Martina ma racje, że Radwa nie ma szans z dobrze dysponowanymi, silnie odbijającymi przeciwniczkami. Dokładnie taki sam szał był gdy Radwa była na 3-cim miejscu WTA. Poczekajcie pół roku- będzie powtórka z rozrywki."

Czyli wg. powyższej definicji jak Agnieszka wygrywa, choćby też grając z kontuzją, z silnie odbijającymi przeciwniczkami to z góry wiadomo że muszą być niedysponowane, bo inaczej nie miałaby z nimi szans wygrać. No tak, to z góry tłumaczy jej wszystkie poprzednie i przyszłe zwycięstwa z silniej odbijającymi rywalkami, jak przegrywają to znaczy że muszą być niedysponowane :). Jakie to proste i nie da się obalić :).

A tak na poważnie: kolego Sikora przez przypadek to widać Ojciec z Matka Cię spłodzili, bo stąd się biorą takie umysłowe jałopy :), 1) nie jeden sukces tylko 17, bo tyle turniejów wygrała ( wygraj chociaż jeden to pogadamy :)) + finał wielkiego Wimbledonu ( pewnie nie wiesz nawet co to jest ;)) i 3 półfinały szlemowe, i jasne ze jak wszystkie tenisistki będzie dalej mieć wzloty i upadki, przyjdą i gorsze i lepsze chwile, pod tym względem nic się nie zmieni, więc tacy zawistnicy jak ty będą jak zwykle się cieszyć gdy przyjdą gorsze czasy ( a nie mówiłem!, miałem rację, znowu się sprawdziło, jestem geniuszem:)) :)), a normalni ludzie będą się cieszyć gdyby będą lepsze chwile, chwile wzlotów czy chwile chwały :)

 

"Forum WTA : "Mary Coady Wait a go Agie!! She is my pick to win it all, as I posted er liar !!! Love her game, Finnese and a bag of tricks that no one last has!! Go Agie!"

 

Sport.pl: "Polka i Hiszpanka stworzyły fantastyczne trzysetowe widowisko okraszone kilkoma perełkami krakowianki. Nawet na profilach WTA oraz WTA Insider nikt już nie kryje się podziwem dla sposób, w jaki punkty zdobywa „Isia”.
W podobnym tonie o naszej tenisistce wypowiadali się dziennikarze. Barry Flatman, korespondent Sunday Times, zwracał szczególną uwagę na cechy wolicjonalne Polki. Autor scenariusza o Wimbledonie napisał: Trzeba podziwiać Agnieszkę Radwańską za jej niezłomność. To coś, czego nie da się wytrenować, ale jest bezcenne dla zawodnika". -tenisklub.pl

 

FB: "Andrzej Warżajtis A masz jakieś konstruktywne wyjaśnienia ?? Aga nie niszczy rakiet !!! zawsze spokojna ,a czasem się by przydało  Kur... jego pier...mać nie sądzisz ??"

Gdyby AR miała inny temperament i charakter, osobowość i usposobienie, to by była zupełnie inną tenisistką, grałaby standardowy tenis, nie grałaby tenisa kombinacyjnego i sprytnego tylko na ogół jak większość waliłaby w piłkę ile Bozia sił dała, i przy swoich parametrach oraz polskiej szkole tenisa która stoi na niskim poziomie w stosunku do świata, sukcesem byłoby gdyby choć raz w karierze awansowała do pierwszej 30 rankingu i raczej podzieliłaby losy Uli, Marty Domachowskiej i innych polskich tenisistek, a to co osiąga w głównej mierze zawdzięcza swojej indywidualności, a ma ona jak wszystko na świecie swoje mocne i słabe strony.

 

FB FC AR: "Marcel Szuplewski: Z jednej strony Aga ma naprawdę dużo szczęścia w swojej karierze, często sprzyja jej drabinka, jakoś sprytnie udaje jej się piąć po szczeblach rankingu".

To akurat jest totalna bzdura, ma tyle samo szczęścia co wszystkie inne tenisistki, raz więcej raz mniej, a w jej rankingu z całej kariery nie ma nawet cienia elementu szczęścia ( to jest tylko stała propaganda malkontentów/zawistników, np. znanej ekspertce, byłej tenisistce, komentatorce Polsatu pani Nowak wymsknęło się podczas jakiegoś meczu genialne przemyślenie, że AR ponoć służy wyjątkowe szczęście od początku kariery, to co dopiero mówić o tzw. hejterach  ), bo szczęście i nieszczęście na długim dystansie się niweluje, zrównuje, wszyscy mają tyle samo, mówiąc w skrócie szczęście mają Ci którzy są lepsi, bo im jest się lepszym tym więcej ma się szczęścia w drabinkach, kreczach, sprzyjających układach itd. ( np Pennetta raz awansowała do finału szlema i zamiast topowej tenisistki jak Serena trafiła w wielkim finale na Vinci , a Bartoli na Lisicki, a Radwańska na Serenę:)). Sprytnie owszem, bo jej tenis opiera się na sprycie, ale to nie jest szczęście tylko umiejętności. Po prostu AR jest bardzo dobra, ma swój styl gry, ale są jeszcze lepsze od niej, bardzo ich mało, ale są i dlatego nie jest jeszcze wyżej.

 

"FB: Jagoda Lachowska Jakoś mnie to ni ziębi, ni grzeje...Nie rozpiera mnie duma , jak np. ubiegłego lata, gdy nasi siatkarze zdobyli złoto na MŚ... Byłam aktywnym sportowcem za młodu...Na parkiecie zostawiłam niejedną kroplę potu i krwi...w I lidze - dziś byłaby to ekstraklasa...Nikt nam za wygraną grosza nie płacił, a każde zwycięstwo smakowało jak milion dolarów :)... Wiem zatem o czym piszę... Bynajmniej nie o braku formy tej panienki wtedy czy kiedy indziej ( pewnie , że lepiej ją szlifować na intratne turnieje), tylko o postawie podczas tak ważnej imprezy jaką jest olimpiada...Nikt mi nie powie, że to nie jest interesowna osoba...Przykro mi, ale nie umiem jej tej olimpiady zapomnieć...I to tyle ...Pozdrawiam."

Dyżurny temat. Biedactwo , to są obrzydliwe pomówienia/oszczerstwa. 1) AR na IO dała z siebie wszystko co mogła jak wszyscy sportowcy, walczyła i przegrała, bo taki jest sport, a jak ktoś nie potrafi godzić się z porażkami i pomawia to znaczy ze sam jest nic nie wart 2) to AR a nie Tobie zależało na jak najlepszym wyniku na IO, bo to byłby jej sukces, a nie Twój :) 3) w tenisie jak wiadomo najważniejsze są szlemy, a i w nich AR też przegrywa czasami w 1 rundach, bo taki jest sport i wtedy jakoś nie szuka się drugiego dna 4) na tych IO wielu polskich faworytów szybko odpadało i nikt im nie przyprawiał tzw. gęby, dlaczego?, bo nie są tenisistami którzy na co dzień w turniejach dużo zarabiają, i są łatwym celem do ataku ( a doskonały pretekst zawsze się znajdzie) i pomówień dla zawistników którzy nie potrafią radzić sobie z porażkami sportowców. 5) NIGDY AR NIE MÓWIŁA ŻE JEJ NIE ZALEŻAŁO, ŻE ODPUŚCIŁA , ŻE NIE WALCZYŁA, - zresztą byłoby to nielogiczne, nie zgodne z rozumem, czyli absurdalne, bo jak sportowcowi może nie zależeć na własnym sukcesie?, przecież po to przez lata trenuje i pracuje! - WRĘCZ ODWROTNIE PROSTOWAŁA KŁAMSTWA !, a nawet przed IO jej team mówił w wywiadach ( o ile dobrze pamiętam to trener Wiktorowski ) że w tamtym sezonie IO są bardzo ważnym celem, może najważniejszym, bo są raz na 4 lata, a szlemy co roku. 6) Ale jak wiadomo AR przed samymi IO osiągnęła największy życiowy sukces finał wielkiego Wimbledonu, i awansowała na 2 miejsce w rankingu WTA i to wytworzyło ABSURDALNĄ HISTERIĘ OCZEKIWAŃ wokół jej startu na IO - które miały się odbyć na tych samych kortach i chyba dlatego jej powierzono funkcję chorążego, moim zdaniem była głupia że się na nią zgodziła, powinna dobrze znać zawiść rodaków - a ) były wielkie oczekiwania - nawet słyszałem w tv o pewnym złotym medalu, b) niesamowita presja na medal, a to nigdy nie sprzyja sportowcom. 7) Pewnie stałaś się jak wielu innych ofiarą wielkiej medialnej nagonki na AR która miała miejsce w trakcie IO, w obrzydliwy sposób robiącej z niej kozła ofiarnego wszystkich polskich niepowodzeń w czasie IO, w której brały twórczy i aktywny udział portale sportowe takie jak sport.pl, Eurosport.pl ( m.in. dziennikarze Przybyłowicz, Srogi - tych zapamiętałem), które z góry założyły że AR nie zależało na IO i podawali przykłady tenisistów którzy w przeszłości cieszyli się ze złotego medalu jak Graf, tak jakby ktoś mógłby się z tego nie cieszyć, niektórzy znani sportowcy ( Plawgo, Małachowski, Włodarczyk - przepraszam jak kogoś pominąłem ), którzy pomawiali AR o brak zaangażowania , tv TVN - wyprodukowała jakiś absurdalnie ckliwy paszkwil, czy nawet znany komentator tenisowy Bohdan Tomaszewski. 8) A jeśli ktoś nie ma pewnych dowodów, nie zna całej prawdy, to powinien zakładać że wszystko było w porządku, jak najlepiej, a nie jak najgorzej, bo to dowodzi jakim jest człowiekiem. 9) rok 2012 to był najlepszy rok w karierze AR, zwycięstwo w Miami, finał Wimbledonu, drugie miejsce w rankingu, ale po wielkiej nagonce podczas IO, reszta sezonu już nie była taka udana, przyszło załamanie formy, czy nagonka miała na to wpływ to nie wiem. 10) AR przed IO jak wspominałem osiągnęła największy sukces w karierze pamiętny finał Wimbledonu i po raz pierwszy prawie wszyscy w Polsce fetowali - bo wcześniej i później AR na ogół była w Polsce znacznie częściej krytykowana niż chwalona, mało kto wierzył w jej mozliwości - była wielka medialna gorączka wokół tego sukcesu, i konia z rzędem można dać temu kto by wtedy odgadł że za kilka tygodni nastroje zmienią się o 180 stopni i nad AR przejdzie największa medialna nagonka w jej karierze - jak z tego widać w Polsce łaska pańska na pstrym koniu jeździ :). 

A po nieudanych IO w Londynie np. pani K. Nowak była tenisistka, rzekoma ekspertka i komentatorka Polsatu orzekła samowładnie w jakimś wywiadzie że AR jest znacznie za wysoko w rankingu, że jej ranking jest znacznie zawyżony, tak jakby ranking nie był liczony jednakowo dla wszystkich i nie był tylko średnią matematyczną z całego roku tylko był przyznawany uznaniowo przy zielonym stoliku, ale wtedy to rzeczywiście AR byłaby zawsze dużo niżej w rankingu , więc jak rankingu nie da się zafałszować na niekorzyść AR bo musi być jednakowy dla wszystkich, to przynajmniej można go podważać słowami pseudoekspertów. Jak to się mówi na pochyłe - nagonka olimpijska - Brzozy skaczą wszystkie kozy. Oczywiście pani Nowak sama była zawsze za nisko w rankingu, ale to chyba jeszcze nie powód do skakania.

Nie wiem czemu ale jak ktoś para się pomówieniami, to na samym końcu na ogół "pozdrawia", chyba dla większego efektu swoich pomyj, to taka jakaś dziwna prawidłowość :).

cd w komentarzach.

środa, 21 października 2015

Po Tokio, Wuhan został ostatni wielki turniej WTA najwyższej rangi Premier Mandatory w Pekinie, i jeśli AR chciała nadal pozostać w grze o bezpośredni awans do turnieju mistrzyń musiała daleko zajść w tym turnieju, jak najdalej, a był to w przeszłości szczęśliwy turniej dla krakowianki bo raz go wygrała po bardzo dramatycznym meczu z Petkovic, a raz dotarła do samego finału przegranego do Kuzniecovej.

Pierwsze trzy rundy nie dostarczyły większych problemów, bo Polka bardzo dobrze spisała się w roli faworytki, i tak w pierwszym meczu pokonała Amerykankę Coco Vandeweghe po kreczu przy stanie 6-3, w drugim meczu pomęczyła się z Niemką Moną Barthel przegrywając pierwszego seta do 4, a kolejne dwa wygrywając do 1 i do 4, w trzecim meczu AR pokonała Amerykankę Madison Keys po kreczu przy stanie 6-3. Trzy mecze dwa krecze to chyba pierwszy raz tak szczęśliwie się ułożyło w karierze Polki.

W ćwierćfinale miało dojść do bardzo ważnego - w kontekście Masters - meczu z Niemką Kerber, bo obie jeszcze walczyły o udział w turnieju wieńczącym sezon. Niemka rozgrywała najlepszy sezon w karierze, wygrała w tym sezonie 4 turnieje rangi Premier, i już pokonała Polkę w Stanford po pięknym i bardzo emocjonującym meczu, tak więc to ona zdawała się być nieznaczną faworytką. Tymczasem zupełnie niespodziewanie AR bardzo gładko i szybko ( 66 minut) pokonała Kerber 6-1, 6-4 popełniając w całym meczu tylko 4 błędy tzw. niewymuszone.

"Radwańska zagrała jedno z najlepszych spotkań w sezonie. Polka doskonale poruszała się po korcie, świetnie czytała grę i umiejętnie kontrowała rywalkę". - tenisklub.pl

W półfinale rywalką AR miała być Hiszpanka Muguruza, która rozgrywała najlepszy sezon w karierze i już 3 razy w tym sezonie pokonywała najlepszą Polkę, m.in to ona przeszkodziła AR drugi raz w karierze zagrać w finale wielkiego Wimbledonu. Niestety Polka nie wzięła rewanżu za poprzednie porażki i po raz 4 w sezonie po zaciętej walce w trzech setach uległa Garbine, choć w trzecim secie AR serwowała na wyrównane z 1-5 na 5-5, ale niestety w tym gemie popełniła tyle samo albo więcej błędów niewymuszonych co w całym meczu z Kerber i ostatecznie musiała zejść z kortu pokonana.

Porażka w półfinale oznaczała że AR co prawda znacznie przybliżyła się do Masters, ale awansu jeszcze nie uzyskała i dalej musiała o niego walczyć.

Po niedzielnym zwycięstwie w Tokio najlepsza polska tenisistka następnego dnia musiała rozegrać mecz pierwszej rundy w ostatnim w sezonie turnieju WTA rangi Premier 5 w chińskim Wuhan. Niestety już w pierwszym meczu los na jej drodze postawił bardzo wymagającą rywalkę Venus Williams i kolejne niestety AR przegrała 6:1, 7:6(4). Koniec końców okazała się że pogromczyni AR wygrała cały turniej, to też nieco osłodziło porażkę.

"Porażka Radwańskiej już w pierwszej rundzie turnieju w Wuhan komplikuje Polce walkę o awans do kończących sezon mistrzostw WTA. Oczywiście nie można mieć o nią pretensji do krakowianki, która miała bardzo mało czasu, aby przygotować się występu w Chinach. Dla krakowianki
najważniejszy jest teraz turniej Premier Mandatory w Pekinie. Dobry występ w China Open (który Polka wygrała w 2011 roku) może otworzyć Radwańskiej drogę do Singapuru. A teraz czasu na odpoczynek i odpowiednie przygotowanie będzie już sporo". - tenisklub.pl

Odpadnięcie w pierwszej rundzie oznacza że w przyszłym sezonie Wuhan może być kopalnią punktów dla najlepszej polskiej tenisistki, bo nie ma tego złego co na dobre wyjść nie może, a porażki nie powinny załamywać tylko zachęcać do lepszej, czy mądrzejszej gry i pracy nad sobą. Choć oczywiście znowu po tej porażce jak zwykle po porażkach malkontenci i tzw. hejterzy odzyskali rezon i wiarę w siebie i w swoje moce i znowu piana ciekła im z ust :).

Po turnieju Wuhan Polka spadła o jedno miejsce w rankingu WTA i o kilka miejsc w rankingu "Race". Ale walka nadal trwa.

wtorek, 29 września 2015

W końcu się doczekaliśmy pierwszego zwycięstwa najlepszej polskiej tenisistki w 2015 roku w turnieju rangi Premier w Tokio. Aby sięgnąć po tytuł AR musiał pokonała pięć rywalek - w pierwszej rundzie Amerykankę Coco Vandeweghe 6:3, 6:3, w drugiej rundzie Ukrainkę Elinę Switolinę 6:4, 6:1, w ćwierćfinale turniejową "czwórkę" Czeszkę Karolinę Pliskową 7:5, 6:2, w półfinale Słowaczkę Dominikę Cibulkovą 6:4, 6:1, a w finale Szwajcarkę Belindę Bencic 6:2, 6:2. Tym samym krakowianka zrewanżowała się Bencic za porażkę w finale w Eastbourne. AR wygrała turniej w Tokio w pięknym stylu z meczu na mecz grając coraz lepiej, coraz bardziej pewnie, odważnie miksując grę i nie przegrywając w całym turnieju ani jednego seta.

W półfinale z Dominiką Cibulkovą był trudny moment kiedy Słowaczka od stanu 0-2 zdobyła 4 gemy z rzędu ale AR odpowiedziała podniesieniem swojego poziomu gry, pokazując dużo woli walki, pomysłowości, determinacji i odwagi i do końca meczu oddała rywalce tylko jednego gema. A w finale z Bencic Polka miała bardzo dobre statystyki, 6 asów i 28 piłek kończących do 15 błędów niewymuszonych.

Polka wygrał 15 turniej WTA w karierze ( wyrównała rekord Fibaka ), a pierwszy w tym sezonie, wygrała po raz pierwszy w karierze ten sam turniej drugi raz ( pierwsze zwycięstwo w Tokio miało miejsce w 2011 roku), po dwóch miesiącach wróciła do pierwszej 10 na pozycję nr 7, oraz zwiększyła swoje szanse na udział w turnieju Mistrzyń przeznaczony dla najlepszych 8 tenisistek tego sezonu. Tak więc było to bardzo ważne zwycięstwo w karierze AR i mam nadzieję nie ostatnie.

AR pokazała niedowiarkom że nigdy nie można jej skreślać. Malkontenci od dawna ujadają że AR już się skończyła i że teraz czeka ją już tylko jazda w dół rankingu, ale oczywiście zwycięstwo w Tokio i powrót do pierwszej 10, ani na jotę nie zmienią ich hiobowych przepowiedni, bo do tego musieliby przestać być malkontentami, a to wykluczone :).

 

piątek, 11 września 2015

 

"Pod naszymi tekstami o uchodźcach pojawiała się zatrważająca liczba komentarzy, które nawoływały do przestępstw, zawierały treści rasistowskie i ksenofobiczne. Nie chcemy ich pokazywać. Nie godzimy się na naruszanie godności innych ludzi na naszym forum. Dlatego zdecydowaliśmy, że wyłączymy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach. Będziemy też zgłaszać do prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści na tle rasowym i religijnym".

 

Takie oto postscriptum znalazłem na portalu gazeta.pl pod tekstem opisującym "skandaliczne wystąpienie Korwin-Mikkego o uchodźcach" w Parlamencie Europejskim. Jedyne co dla mnie w tym wystąpieniu było skandaliczne to nazwanie imigrantów "śmieciem ludzkim", bo przecież każdy ma prawo do własnego zdania i nie wszyscy muszą być zwolennikami przyjmowania masowo imigrantów o zupełnie innej kulturze i religii. Chyba rozumiem że coś z tymi imigrantami napływającymi do Europy trzeba zrobić ( że to są ludzie i może rzeczywiście wymagają pomocy), i że komuś trzeba podrzucić te "kukułcze jaja" ( bo masowi imigranci o innej kulturze i religii stanowią chyba problem dla każdej miejscowej ludności) i chyba wszyscy chcą się od tego wymigać, czy przyjąć ich jak najmniej. A Polska jest jeszcze na tyle niezamożnym krajem, na dorobku, że masowi imigranci mogą przybywać do niego chyba jedynie za zasadzie przymusu, odgórnej dyrektywy np. UE. Do tego ma własne problemy, własne sfery biedy i bezrobocia i jeszcze ma wielu potomków Polaków na wschodzie poza granicami Polski - często znajdujących się tam nie z własnej woli - których również można by sprowadzić do Polski. I ponadto pewnie wśród tych imigrantów o innej religii i kulturze są też mniej lub bardziej niebezpieczne jednostki, czy grupy, bo diabeł tkwi przede wszystkim w szczegółach.  I o to wszystko toczy się pewnie jałowy spór w Polsce, bo i tak pewnie UE przy pomocy władz polskich przeprowadzi to co będzie chciała, czy to co będzie dla niej wygodne.

Ale co to ma wspólnego ze sportem, i tenisem, ano ma wiążące, bo nienawistny hejt internetowy "naruszanie godności innych ludzi" ma również od zawsze miejsce m.in. na forach sportowych wobec polskich sportowców, a jakoś tych forów nikt przed tym nie zamyka. A ja uważam że należałoby albo zamknąć wszystkie fora dyskusyjne pod pretekstem że masa internautów nie potrafi się wysławiać w miarę cywilizowany ludzki sposób bez obrażania i bluzgów, albo żadne, a nie robić z imigrantów "świętych krów", bo to się może nawet obrócić przeciwko nim, a zgłaszać do prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści zawsze można.

-------------------------

Wg. Korwina - Mikke: "BIAŁY CZŁOWIEK UMIERA, jako jedyna rasa mamy niż demograficzny tzn. 1,2 dziecka przypada na jedną rodzinę co powoduje wymieranie naszej rasy w tempie 47% na pokolenie (DANE Z ONZ). Dla przykładu jedna arabska bądź murzyńska rodzin ma około sześcioro dzieci. Jeszcze 100 lat temu biały człowiek stanowił 33% ludzkiej populacji, a dzisiaj stanowi tylko 8%. Za 75 lat będzie nas tylko 3,5% ludzkiej populacji,(...)."

Nie wiem na ile te dane są ścisłe, ale nie są chyba zbyt optymistyczne co do dalekiej przyszłości białego człowieka na planecie ziemia.