Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

SPORT PO POLSKU CZYLI O LA BOGA! PISZĘ BLOGA

czwartek, 12 czerwca 2008

Pisze pan "Trzeba mieć coś, co cię wywinduje do "10"-serwis, "hiszpańskie" zdrowie czy jakieś nadzwyczajne uderzenie. Skrót nie wystarczy". Chyba Pan w cuda wierzy nr 21 i "tylko skrót". Eksperci to mają klawe życie, gdyby to jakiś kibic wymyślił, to w redakcji zabiliby go śmiechem. Nie głowiliby się nad tym o co też mu może chodzić, tylko wystawili za drzwi czym prędzej.

Sądzę, choć ze mnie żaden ekspert, że Agnieszka ma to "coś", tylko Pan nie szuka tam gdzie trzeba, albo że to "coś" składa się z kilku rzeczy naraz. Co do skrótu. Mam nadzieję, że chodzi Panu o skrót myślowy, mówiący ,że Agnieszka ma wszystko co potrzeba[plus firmowy skrót], z wyjątkiem serwisu, kończącego uderzenia i "końskiego" zdrowia[tzn. "hiszpańskie" zdrowie dopóki koń sie nie dowie] i że uważa Pan, że bez tego nie wpuszczą ją do magicznej "10". Przekonamy się. Bo mam nadzieję, że nie chodzi Panu o jakąś tajemniczą drogę na skróty. I że nie pomylił Pan "10" na której czele stoi Federer z tą prowadzoną przez Henin [bo ciągle słyszę od ekspertów że serwis u kobiet nie odgrywa takiej samej roli jak u mężczyzn].

Dwa dni wcześniej był pan bardziej elokwentny [czytaj mniej skrótowy] w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" pt. "Czekam na wspaniały mecz z Hantuchovą" m.in. pisał pan tam "Agnieszka wygrywa, bo myśli na korcie i ma nietypowe uderzenie" Skąd ta różnica?. Czy aby nie stąd, że wtedy nie był Pan pewny wyniku meczu, a dwa dni później był pan pod wrażeniem swego "jasnowidztwa"?. Czy to aby duża sztuka? skoro Pan przewiduje katastrofę przed każdym trudniejszym pojedynkiem Radwańskiej [prognoza długofalowa]. Gdyby Agnieszka doszła do finału, Pan by nie zmienił swych prognoz tylko je przesunął w czasie. Wybaczy Pan, ala dla mnie to nie są żadne prognozy, tylko zwykłe negatywne nastawienie. Nie zmieni tego nawet to jeśli przy okazji błyśnie Pan erudycją. " - Bez kończącego uderzenia można wygrywać nawet w Wielkim Szlemie. Pokazał to choćby Lleyton Hewitt- mówi Sven Groenefeld trener Ivanović - Polka może nawet znaleźć się w dziesiątce". Jak Pan widzi nie wszyscy podzielają Pana czarnowidztwo. Nie lubię powoływać się na cudzoziemców, bo zbyt dużo ludzi u nas myśli, że zagraniczne znaczy lepsze i wg wielu taki cytat wyczerpuje rzeczową dyskusję.

Więc wrócę do swoich. Dlaczego pan Fibak umie umiejętnie rozłożyć akcenty między konstruktywną krytyką, radami czy uwagami, a entuzjazmem i pozytywnym nastawieniem, a pan nie?. Odnoszę się oczywiście tylko do publicznych wypowiedzi pana Fibaka, prywatnych nie znam. Tak samo mnie nie interesują pana prywatne opinie, tylko te, które wygłasza pan na forum publicznym. Może różnica między panami polega na tym , że pan Fibak dłużej zastanawia się nad tym co mówi, bacząc nie tylko na swoje intencje, ale i na to jak może zostać odebrany przez innych?.

Słyszałem niedawno cudzoziemca [jakiś trener, już nie pamiętam kto] który twierdził, że Polacy nigdy nie będą odnosić tyle sukcesów sportowych co oni, bo brakuje im mentalności ludzi zachodu. Trudno się z tym nie zgodzić. Nietrudno chyba zauważyć, że np. Anglicy, Niemcy, Włosi, Hiszpanie, Amerykanie itp. itd. przeceniają swoich a niedoceniają obcych, a my na odwrót przeceniamy obcych, a nie doceniamy swoich. Rzecz jasne nie wszyscy i nie wszędzie ale wystarczająco dużo abyśmy stali na straconej pozycji. Do tej kategorii zaliczam właśnie czarnowidztwo, które pan uprawia.

Jak czytam pana teksty to mam wrażenie, że według pana zagraniczni sportowcy to jacyś mityczni herosi. Takie pan piętrzy trudności przed tymi którzy chcieliby im zagrozić, że się ma wrażenie, że są nieosiągalni. Czy według pana stanowi to zachętę dla naszych sportowców do podjęcia z nimi walki?. Czy według pana, np. trener Hubert Wagner zajechałby tam gdzie zajechał, gdyby używał paliwa, które pan proponuje?. Za jego czasów wszyscy panicznie bali się Rosjan, ale nie on, on się nie bał nikogo, w miejsce strachu zaaplikował ciężki trening i do dziś mamy co wspominać [może zna pan pewną dykteryjkę o jednym ze swoich zawodników, którą lubił opowiadać, ale nie będę tutaj jej przytaczać]. Powiedział, że jedzie po złoto i przywiózł. Dał sobie tylko jedną szansę. Do aż takiej odwagi nie można nikogo namawiać, bo to byłaby zbrodnia [każdy ją może znaleźć, tylko sam w sobie]. Być może trener Wagner, nie musiałby się deklarować, gdyby nie sądził, że to mu pomoże w objęciu posady selekcjonera. Tak czy owak i tak by pojechał po złoto. A jak pan myśli dlaczego do dziś dnia czekamy na następny taki sukces w sportach zespołowych?.

A może pomyśli pan, że red. Ciszewski, też miał swój wielki udział w sukcesach polskich sportowców, właśnie przez swój entuzjazm?.

Wspomnę jeszcze Gen. Ferdynanda Focha, który przeszedł do legendy wojskowości dzięki telegramowi [podczas bitwy nad Marną, od której zależał los 1 w. św.] w którym pisał :"mój środek się cofa, prawe skrzydło w odwrocie, sytuacja jest doskonała [wg. wszystkich innych była beznadziejna - dopisek mój].Będę Atakował". Wcześniej a nie później, ubrał to w maksymę "bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną".

Też się zabawię w prognozę. Agnieszka ku chwale pana L. Sidora [mam nadzieję, że się mylę] przegra jeszcze nie jeden mecz nawet z gatunku już niby wygranych, ale mam nadzieję, że ta droga przez "mękę" zaprowadzi ją tam gdzie chce być, czyli na pozycję nr 1 kobiecego tenisa. Rzecz jasna musi ciągle udoskonalać swój kunszt tenisowy, ale ona i jej trener zapewne wiedzą o tym najlepiej. Najczęściej się słyszy o konieczności wzmocnienia siły fizycznej, że ponoć bez tego ani rusz. Jestem tylko głupim kibicem, ale coś mi się zdaje że siła fizyczna, nie odgrywa najważniejszej roli w stylu gry Agnieszki [a stylu mam nadzieję nigdy nie zmieni], że bardziej od siły przydałaby się żelazna kondycja. Ale to nie moja działka, od tego jest trener. Ale skoro wszyscy w Polsce bawią się w trenerkę, to ja też spróbuję. Mam pewną sugestię. Proponuję Agnieszkę przekwalifikować na tenisistkę leworęczną [słyszałem, że pewien Francuz choć jest praworęczny, to już gra lewą ].

Ja się dzielę tylko odczuciami kibica który życzy z całego serca pani A.R. sukcesów i czerpie przyjemność, z ich oglądania. Agnieszce wróżę ogromną tenisową karierę od kiedy wygrała dwa juniorskie turnieje wielkoszlemowe na różnych nawierzchniach, już wtedy byłem gotowy postawić zakład długofalowy, że osiągnie w całej swej karierze wszystkie tytuły wielkoszlemowe, w Polsce niestety takich nie przyjmują.

Na koniec zostawiłem swoje tenisowe marzenia. Marzy mi się, że Agnieszka będzie w przyszłości nie tylko świetną tenisistką, ale że zostanie osobowością tenisową, że będzie miała swój niepowtarzalny styl, że będzie grać i wygrywać w sposób nieosiągalny dla innych, że stanie się wzorem do naśladowania, słowem jedną z legend światowego tenisa. To ważniejsze nawet, niż wygrywanie turniejów wielkoszlemowych. Oczywista każda wyrazista osobowość ma tyluż zwolenników co przeciwników. Cóż każdy kij ma dwa końce. Już teraz widać, że po porażkach ma bardzo nieprzychylne komentarze sporej części kibiców. Styl gry Radwańskiej jest trudny w odbiorze dla neofity tenisowego. Po ostatnim szumie medialnym namnożyło się kibiców, którzy nagle odkryli tenis i po porażce Agnieszki posypały się strasznie nieprzychylne, nieprzyjemne komentarze.

Szczerze bardzo cenię fachową wiedzę pana Sidora oraz jego swadę, polot i dowcip oraz to, że nie przynudza w czasie relacji oraz i to że nie wymyśla coraz to nowych teorii, a przy pomocy nowej teorii, juz za momencik, nie obala poprzedniej teorii.

Też bywam czarnowidzem, zrzędzę, psioczę na naszych sportowców ale tylko wówczas gdy nie dostrzegam [rzecz prosta zawsze mogę się mylić] zaangażowania, woli walki itd. Podoba mi się, gdy sportowiec nie asekuruje się na wypadek porażki, gdy nie boi się pokazać kibicom, że daje z siebie wszystko, a mimo to może przegrać. To dla mnie jako kibica najważniejsze, a wszystko inne: umiejętności, warunki fizyczne etc. bardzo ważne ale drugorzędne.

POKORA TEŻ SIĘ PZRYDAJE, ALE KADŻY SAM WIE ILE JEJ POTRZEBUJE, ABY TO GO NIE ZABIŁO. Bardzo podoba mi się to, że Agnieszka "gra jakby pozjadała wszystkie rozumy" (pochwała Fibaka), bo tak sobie kombinuję, że to cecha ludzi, którzy mają, może bardzo ograniczony, ale za to własny rozum. A to oznacza, że nie dadzą sobie byle czego wcisnąć.

A może pan L Sidor, jest urodzonym dyplomatą w ciele eksperta, który rzuca kłody pod nogi Agnieszce, po to aby ją dodatkowo zdopingować, aby nam nie "padło biedactwo", bo posiadł wiedzę, że tego jej najbardziej potrzeba. Jeśli tak to bardzo przepraszam. Poza tym wiadomo, że jeśli ktoś ma słabszą głowę to pochwały mogą go zepsuć, już nie jeden sportowiec został zagłaskany na śmierć sportową. Ale pan Sidor chyba o to się nie martwi, w końcu jest ekspertem sportowym, a nie psychologiem?. Poza tym pomaga się, w razie wyraźnej potrzeby, a nie na wszelki wypadek.

A teraz sprawa najbardziej delikatna, wymagająca dyplomacji najwyższej próby, czyli ewentualna zmiana trenera, bo sprawa otarła się o pana Fibaka -"Agnieszkę cały czas prowadzi ojciec Robert. Czy da się awansować bez sztabu fachowców? pyta Pan Szadkowski - Teraz jest dobry czas, by się nad tym zastanowić. Robert powinien nadal być głównym dowodzącym, ale trener światowej klasy bardzo by się przydał do pomocy. Chodzi mi o kogoś z autorytetem, kto potrafi dostrzec rzeczy niewidoczne dla niego. Ktoś taki mógłby podpowiadać Agnieszce w czasie meczu, zmienić w odpowiednim momencie taktykę. Podobny model funkcjonuje u Szarapowej. Ojciec rządzi, ale stoi za nim sztab ludzi. Radwański powinien być wizytówką, taką jaką jest Jurij Szarapow".

Widać inteligencję Fibaka, która jest widoczna w sposobie ujęcia tematu. Może chodzi też i o to, że trudno pogodzić rolę trenera z rolą "tatuśka"?. Ale chociaż bardzo cenię pana Fibaka, to też wtrącę swoje "3 grosze". Jeśli pan Radwański jeszcze nie jest trenerem "światowej klasy", to może nim jeszcze zostanie?. Jako laik nie znam kryteriów przyznawania tego tytułu :). Ale chyba nikt nie rodzi się z tytułem trenera"klasy światowej", więc to chyba możliwe?. Może nawet pan Radwański, gdy jego córki zakończą karierę, wykorzysta nabytą wiedzę, doświadczenie i umiejętności, aby poprowadzić kolejne pokolenie utalentowanej młodzieży?. 

A może jednak głęboko się mylę, może ja głupi kmiot przeoczyłem podział trenerów na: polskich i trenerów "klasy światowej". Jeśli tak, jeśli już ten podział ostatecznie nastąpił, to nie ma rady, musimy zatrudniać samych trenerów z importu, bo jak powszechnie wiadomo w tym zawodzie najważniejszy jest autorytet. Cóż zrobić, musimy zwrócić się do ośrodka pomocy społecznej, żeby odebrał panu Radwańskiemu córki [oczywiste zaniedbanie, w końcu to nie nasza wina, że wybrał dla nich taki zawód], oczywiście, jeśli dobrowolnie tego nie uczyni.

A swoją drogą, żeby Polacy w wolnej Polsce, mogli być już tylko"robolami". Pod zaborami to była sił wyższa, ale teraz ..., chyba nasi przodkowie muszą się w grobach przewracać. A może to z powodu utraty kresów?. Może miał rację Marszałek Piłsudski, gdy mówił "Polska jest jak obwarzanek, tylko to coś warte, co jest po brzegach, a w środku pustka"?. Wierzę, że nie. Ale w sumie dla mnie kmiotka i beztalencia, to nawet byłoby lepiej, miałbym mniej powodów do zawiści.

 

Jeszcze odniosę się do kwestii porównań mężczyzn do kobiet, z czego ma wynikać podobno wyższość męskiego tenisa. Tak się składa, że ze mnie nie tylko kmiot ale i heretyk, więc wygłoszę herezję. Główny argument już przedstawiłem wyżej: to nie wina ani zasługa Kobiet czy mężczyzn, że się różnią fizycznie i spuchicznie, ale Boga. Wnioski niech każdy sobie sam wyciągnie.

Teraz inne: jeśli nawet pojedynki mężczyzn są średnio bardziej wyrównane niż Pań, to wcale nie wynika to z tego, że jest tam większa rywalizacja, ale np. z tego, że Panie są bardziej chimeryczne, że serwis w tenisie żeńskim odgrywa mniejszą rolę itd., ale dotyczy to wszystkich Pań i panów jednakowo, więc nie powinno być sprawy.  A jeśli nawet okaże się, że więcej panów gra w tenisa niż Pań, to cóż to zmienia (im większy wybór tym łatwiej o talent)?, jeśli to dotyczy mniej więcej wszystkich krajów jednakowo. Chyba nie ma takiej sytuacji, że w Polsce średnio gra w tenisa więcej Kobiet, a mniej mężczyzn, niż średnio w innych krajach.

Więc jedyną solidną podstawą do wniosku, że Panią jest łatwiej niż panom, jest to, że w Polsce Panie radzą sobie lepiej z tenisową piłeczką od panów. Ale czy to rzeczywiście solidna podstawa?. Czy nie ma państw gdzie jest odwrotnie? [niech panowie poszukają w statystykach]. CZY JEŻELI STWIERDZIMY, ŻE MĘŻCZYZNI ODNOSZĄ WIĘKSZE SUKCESY NIŻ PANIE NP. W PIŁCE NOŻNEJ W POLSCE, TO BĘDZIEMY KRZYWO PATRZEĆ NA MĘŻCZYZN GANIAJĄCYCH ZA PIŁKĄ I PODWAŻAĆ WARTOŚĆ ICH SUKCESÓW.

Jedynym sensownym "usprawiedliwieniem" powyższej tezy, jest niezaprzeczalny fakt, że meżczyźnie byłoby nieporównywalnie łatwiej dostać się do 10 żeńskiego tenisa niż Kobiecie [czy o to chodzi?, czy tak działa podświadomość?]. Ciekawe co by na to rzekła pani Kazimiera Szczuka:) i jak by wytłumaczyła się z tego, że w sporcie nie ma jeszcze koedukacji?.

Wybaczą panowie, ale twierdzenie, że Paniom jest łatwiej i dlatego w Polsce odnoszą w tenisie większe sukcesy od panów, będę uważał za mit i niezłą wymówkę.

Rzecz jasna, jako heretyk ale jeszcze nie innowierca, wykluczyłem sytuację, że"10"kobiecego tenisa składa się np. z 20 Kobiet.

Chciałbym poruszyć, by wyczerpać temat, jeszcze problem presji. Co prawda kmiotek nigdy presji nie widział, nie wie nawet jak ona wygląda, bo nikt nigdy na niego nie stawiał, nikt nigdy od niego niczego nie oczekiwał, ale i tak swoje wie.

Kmiotek to kmiotek, to nie tylko moczymorda, gbur, blagier, prześmiewca [wiadomo, nie ma nic prostszego niż kpina] ale i złodziejskie nasienie, okradł chłopa z tego co miał najcenniejszego czyli rozumu. Wcześniej zrobił konkurs na mistrzostwo we władaniu nim. 1 nagrodę kmiotek przyznał byłemu premierowi panu Marcinkiewiczowi, za wykład na któreś uczelni [pamięć kmiotka zawodna jest], w którym poruszył kwestię aniołów, z tego co kmiotek pamięta to szło jakoś tak :ludzie [a może politycy] to nie anioły, anioły mieszkają w niebie, a ludzie [a może politycy] mieszkają na ziemi [kmiotek to zakodował bo wcześniej sądził, że jest dokładnie odwrotnie] .

Uzbrojony w szczytową próbkę "chłopskiego rozumu", kmiotek już roztropek czym prędzej wraca do meritum czyli presji. Najpierw dopuści do głosu Guru [co to za cholera to kmiotek nie wie, nie musi, będzie małpował] tenisa, Svena Groenefelda :"Agnieszka ma za to silną psychikę, nie boi się. Musi jednak uważać, bo w pewnym momencie role się odwrócą. To ona będzie bardzo wysoko w rankingu, to ona będzie faworytką, a każda dziewczyna będzie chciała ją pokonać i być bohaterką dnia. Zasada "bij mistrza" odwróci się przeciwko niej. To będzie dla Agnieszki ważny test. Polka lubi być niedoceniona, lubi grać z pozycji tenisistki skazanej na porażkę. Zobaczymy, jak sobie poradzi z odwrotną presją".

Widać, że pozjadał wszystkie rozumy [może to oznacza słówko guru -jeden ma prawo nim być, inny nie, to chyba zależy od osiągnięć, a te zależą od zdolności, a to głównie sprawka genów, a to już kwestia szczęścia, choć ludzie nie lubią się do tego przyznawać, coś bredząc o pracy, choć kmiotek ciężko pracuje i niewiele z tego ma, ale mówienie o szczęściu choć prawdziwsze nie jest dydaktyczne, a nauczanie, czytaj pouczanie innych, to ludzka pasja, kmiotek choć to kmiotek, to też coś o tym wie]. Kmiotek kombinuje dalej, presja to presja, jakby ją nie nazwać, może być np. presja narastających czy nadmiernych oczekiwań, presja stawki meczu czy w końcu presja odwrotna czyli bycia faworytem. Taka czy inna-dotyczy wszystkich sportowców jednakowo i trzeba uczyć się z nią radzić [to też dyscyplina jak każda inna i jak zawsze przydaje się wiedza i doświadczenie, choć nie wszyscy mają jednakowe zdolności ich asymilacji]. Presja była, jest i będzie i nic tego nie zmieni, więc znów należy się uczyć z nią radzić i tyle.

Kmiot słyszał o różnych metodach prób [bo presja lubi zaskakiwać] radzenia sobie z nią np. relaksująca muzyka, powtarzanie w kółko zaklęć itd. [od ich wymyślania są no ci lekarze od głowy] np. Małysz mówi w wywiadach, że myśli tylko o tym aby oddać jak najlepszy skok [w magiczną moc słynnego zestawu bułki z bananem chyba mało kto wierzy], a np. Agnieszka powtarza, że myśli tylko o najbliższej przeciwniczce, a w meczu tylko o kolejnej piłce. itd.

Do czego kmiot zmierza? Ano do tego, że presja to nie problem kibiców, ani nawet dziennikarzy, tylko trenerów. Prawda, nie każdy trener musi być dobrym psychologiem, ale może zatrudnić psychologa, może pobierać konsultacje u tegoż albo wkuwać po nocach przedmiot zwany psychologią sportu, ostatecznie może nawet zdać się na łaskę Bożą [to ulubiona kmiotka metoda]. Kmiotkowi nie podoba się tylko to, że niektórzy dziennikarze chcą obarczać kibica odpowiedzialnością za presję [kulturalny doping i mężne znoszenie porażek swych idoli albo odpowiednio okazywana radość to chyba zadania kibica]. Czyżby kibic miał jednocześnie kibicować [pozytywny doping] i czuć brzemię odpowiedzialności za presję? A może ma być takim dużym dzieckiem które ma być widać a nie słychać?.

1 ... 66 , 67 , 68 , 69