Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

FORA SZYDERCÓW

niedziela, 22 kwietnia 2012

W tej zakładce będę systematycznie zamieszczał luzem swoje wpisy na forach szyderców, bardzo proszę tutaj nie zaglądać ( zmieszczę też niektóre archiwalne):

1) "Turniej WTA w Stuttgarcie. Korzystne losowanie dla Radwańskiej" -  tytuł tekstu w sport.pl

"(...) Taki układ drabinki sprawia, że pierwszej poważniejszej przeszkody 23-letnia krakowianka może się spodziewać w ćwierćfinale. W tej fazie na jej drodze mogą stanąć: Chinka Na Li (nr 8.), Słowaczki Daniela Hantuchova lub Dominika Cibulkova, ewentualnie Czeszka Lucie Safarova (...)". - sport.pl

Jest to typowe "myślenie" dla sporej części polskich dziennikarzy.

Wszystkie tenisistki to poważne przeszkody, nie można nikogo lekceważyć, ani nikogo z góry skreślać, wszystkie rywalki trzeba traktować równie poważnie, obojętnie jakie mają numery w rankingu;

grają dyspozycje dnia, style, a nie numerki, a kwalifikantka będzie miała za sobą już 3 zwycięstwa i w cele nie musi być łatwiejsza do pokonania niż tenisistki które się dostały do turnieju bez kwalifikacji, będą mieć po jednym zwycięstwie i nie muszą akurat być w najwyższej formie;

tyle jeśli chodzi o rzekome korzystne losowania i rzekome bardziej lub mniej poważne przeszkody, to jeno dziennikarskie głupoty

a z facebooka w podobnym duchu:

"wcześniej ta przeklęta Safarova na drodze.."

"Agnieszka aby potwierdzić swoją wysoką pozycję w rankingu i dobrą dyspozycję, musi ten półfinał zrobić. I nie mogą jej żadne Safarove przeszkodzić"

"Jak Aga trafi w 1/4 na safarova to żadna pozycja nr 4 jej nie pomoże. Polka i tak przegra"

jak dla mnie to Agnieszka nic nie musi, ani nie musi nic potwierdzać i dochodzić do półfinału, to myślenie magiczne, zaklinanie rzeczywistości i w ogólnym bilansie ma zawsze odwrotny skutek od zamierzonego, ani nie musi przegrać z Safarowa, to że ma z nią bilans 1-4 i 3 ostatnie mecze przegrała nie musi znaczyć, że przegra nastepny mecz;

np z Rumunką Cirsteą Soraną Agnieszka wygrał dwa mecze pod rząd 6-0, 6-0, i 6-0,6-1, a kolejny przegrała 7-6(4) 1-6 7-5, z Schavione Agnieszka przegrała cztery mecze pod rząd, a kolejne trzy wygrała, z Vierą Zwonarową dwa razy pod rząd przegrała, a kolejne cztery mecze wygrała, to tylko kilka z wielu przykładów;

ostatni wpis de facto oznacza już nie tylko kibicowanie, ale sojusz/wspieranie Czeszki przeciwko Polce, nie wiem tylko czy świadome, bo wtedy jest OK, i można dalej nie czytać;

czy z głupoty, bo tylko gdy sportowiec nie wierzy w zwycięstwo, tylko wtedy jest pozbawiony wszystkich szans, i czyni tym samym przysługę swoim rywalom, więc jest to myślenie irracjonalne, ale w Polsce za sportowców czynią to "kibice" gdyż z góry odbierają szanse własnym sportowcom, bo uważają że to takie mądre/racjonale/realne przewidywać zwycięstwa/porażki tych którzy mają ich zdaniem większe/mniejsze szanse, bo pewnie nie chcą wyjść na naiwnych głupków;

ale właśnie wychodzą na głupków, najgorszych bo nieświadomych własnej głupoty ( to nic że pozującej na mądrą), najgorszych bo nieświadomie de facto wspierających rywali polskich sporowców; 

a normalnie wierzy się/wspiera się tych którym się kibicuje, a nie którym daje się większe szanse, jeśli np. realnie ocenia się szanse na 10%, to wszystko, całą wiarę, całą nadzieję, stawia się na te 10% ( nie piszę o bukmacherce, bo dla mnie ona nie ma nic wspólnego ze sportem, jej zasady są sprzeczne z duchem sportu i trzeba ją od sportu rozdzielać i traktować zupełnie osobno), inaczej mówiąc im mniejsze są realne szanse tym wsparcie kibiców jest bardziej potrzebne, a nie odwrotnie;

tylko że rachunek za tą głupotę, za ten brak realizmu ( to nic że pozującą na mądrą i jedynie realną) płacą nie oni, ale płaci i to od dziesiątek lat cały polski sport;

a jednym ze zródeł tej głupoty, jest właśnie dzielenie przez wielu dziennikarzy rywali na "słabszych" i "silniejszych", na "poważniejszych" i mniej "poważnych", do "musowego pokonania" i "nie do pokonania", dzielenie drabinek na "łatwe" i "trudne", na "korzystne" i "niekorzystne" ( a praprzyczną są tzw. polskie kompleksy narodowe, spadek po traumatycznej przeszłości), co tylko z pozoru jest wielce racjonalne/realne/mądre;

a wg mnie wszystkich rywali powinno się traktować równo, jednakowo poważnie, ani nikogo nie lekceważyć, z góry nikogo nie skreślać, ani nikogo się nie bać (podobnie i drabinki), bo taka postawa najbardziej służy zwycięstwom tak z jednymi, jak i z drugimi;

a jeśli ktoś będzie rzeczywiście trudny, nawet nie do pokonania, albo łatwy, nawet nie do przegrania, to i tak przesadne gadanie o tym/wywieranie presji nic nie zmieni, ani nikomu w niczym nie pomoże, a może jeno zaszkodzić;

ale rzekomi "realiści" nigdy na to nie pójdą, bo dla nich to po prostu głupie, bo zawsze ma/powinien wygrać faworyt i dla nich zawsze będą "słabi" rywale, z którymi wstyd przegrać i "silniejsi" z którymi nie ma się szans, albo ma się znikome szanse i nigdy nie przyjmą do wiadomości, że taka postawa sprzyja porażką tak z jednymi jak i z drugimi;

tylko że rachunek za tą głupotę, za ten brak realizmu ( to nic ze pozującą na mądra i jedynie realną) płacą nie oni, ale płaci od dziesiątek lat cały polski sport, end.

a puentą niech będą dzisiejsze wieści ze snookera:

"John Higgins przetrwał maraton strachu

To miał być spacerek dla obrońcy tytułu w mistrzostwach świata. Tymczasem w pojedynku pierwszej rundy John Higgins awans wywalczył dopiero po rozegraniu kompletu frejmów z Liangiem Wenbo, z którym we wcześniejszych trzech spotkaniach przegrał łącznie zaledwie cztery partie". eurosport.pl

( oczywiście ryba psuje się od głowy, a anonimy tylko powielają to co można usłyszeć od niektórych dziennikarzy i komentatorów, ale w formach na ogół bardziej zawoalowanych i perfidnych )

Czytaj też; "Kto pierwszy wygra Wielkiego Szlema: Agnieszka Radwańska, czy Caroline Wozniacki?".

2) z forum SportoweFakty.pl

"Ula dostała w 1. secie handicap od Caroline, ale nie była w stanie go wykorzystać. Później Dunka pokazała naszej tenisistce miejsce w szeregu".

Żadnego handicapu nie było. Caroline od początku walczyła, i nie zamierzała nic darować, to tenis zawodowy, tutaj nikt nikomu nic nie podaruje, przynajmniej nie dobrowolnie, a wszystkie błędy są wynikiem szeroko rozumianego braku umiejętności; bardzo nie ładnie jest odbierać Ulce zasług z wywalczonych przez nią gemów;

ale Urszula od dawna ma problemy z wykorzystywaniem okazji - breaków, piłek gemowych, setowych, w kilku tegorocznych meczach już tak było, i w tym podobnie i głównie dlatego przegrała 1 seta, musi nad tym pracować, może powinna zatrudnić psychologa, to już teraz niemal standard i nawet nikt nie musi o tym wiedzieć, bardzo niewielu sportowców ma wrodzoną mocną psychikę, zdecydowana większość musi nad tym pracować;

gdy Urszula dała się dogonić mimo wysokiego prowadzenia (5-2 40- 15), to wtedy jest ważny moment z punktu widzenia psychologi sportu, bo można się, albo załamać straconą szansą, że wszystko wraca do początku, choć było się tak blisko wygrania seta, albo jeszcze raz mocno zaatakować rywala licząc na to, że rywal uradowany odrobieniem strat/wyjściem z tarapatów, choćby na moment spocznie na laurach, takie psychologiczne momenty warto próbować wykorzystywać;

w pierwszym secie Urszula miała więcej kończących, ale i też więcej niewymuszonych, a przede wszystkim ujemny bilans, bo to bilans jest chyba najważniejszy, a nie cyfry winnerów i błędów niewymuszonych, ale najgorsze że w kluczowych momentach podpalała się, jakby chciała mieć je jak najszybciej za sobą, wóz, albo przewóz, inaczej nie potrafiła zachować zimnej krwi w kluczowych momentach i chyba dlatego przegrała 1 seta, przeważyło większe opanowanie i doświadczenie Caroline, która wielokrotnie z takich sytuacji wychodziła obronną ręką (np w 1 secie meczu półfinałowego w Miami 2012 z Szarapową, gdy wyszła ze stanu 4-1 i set wygrała, ale Szarapowa wyciągnęła wnioski w kolejnych setach i już nie pozwoliła się dogonić);

nie wiem czy Urszula już próbowała np. takiej metody na trzymanie nerwów na wodzy w kluczowych momentach: żeby z góry przed meczem obrać jedną stałą metodę jak się będzie grać ważne piłki, żeby potem bez wahań grać ustalony z góry wariant, że np będzie się tylko ryzykować i dążyć jak najszybciej do zdobycia ważnego punktu, albo odwrotnie, że będzie się koncentrować na trafieniu w kort, tak aby sprawić rywalowi jak najwięcej kłopotu z odbiorem, albo odwrotnie prowokacyjnie wystawić mu na winnera, i albo uzyskaniu dogodnej pozycji do wygrania punktu, albo na "doczekaniu" się błądu rywala, można wypróbowywać oba warianty w różnych meczach i wybrać ten który się częściej sprawdza, taka metoda jednej taktyki w kluczowych momentach, o ile da się ją zastosować, może pomóc w utrzymywaniu nerwów na wodzy, to podobnie jak np. bramkarze w piłce nożnej, którzy przed obroną karnego z góry obierają róg bramki w który się rzucą;

ale nie znaczy, że wygranie pierwszego seta oznaczałoby wygranie meczu, pierwszy set jest jakby na przygrywkę, a o wyniki tak naprawdę decyduje drugi, albo trzeci set, Urszula miała duzą szansę na wygranie 1 seta, ale to jeszcze niewiele znaczyło w kontekście wygrania całego meczu 

Czytaj: Nowa polska misja dziejowa, nowe polskie "Dziady"? - narodowe żebractwo.pl cz 1 -

3)  Wiktorowski: Martwi mnie bark Agnieszki Radwańskiej

z forum sport.pl:

"Toż to zwykła asekuracja na wypadek, gdyby losowania nie byly tak szczęśliwe jak ostatnio! Przecież Agnieszka wygrała w tym roku tylko jeden mecz ze zdrową zawodniczką czołówki (Szarapowa)".

zawistny niedouczku w tym roku Agnieszka wygrała z kilkoma tenisistkami z czołówki: nr 10 Petkovic, nr 1 Wozniacki ( pierwszy raz i jako pierwsza Polka w erze open pokonała urzędującą liderkę rankingu), nr 13 Lisicki, nr 14 Jankovic, nr 19 Georges, nr 7 Bartoli, V. Willams, wracającą po dłuższej przerwie, którą można do czołówki zaliczyć, i nr 2 Szarapową, wszystkie poza Venus to tenisistki z pierwszej lub drugiej 10, zagadka dla ciebie: ile mieliśmy po wojnie przed AR tenisistek w pierwszej 20?, dokładnie ani jednej!, AR pokonała jeszcze w tym roku raz ale jeszcze pod nr23 Georges i nr25 Pennettę, a najlepsza Polka po wojnie a przed AR Magdalena Grzybowska osiągnęła 30 miejsce w rankingu WTA ( m.in. kontuzje nie pozwoliły osiągnąć jej więcej, ale w Polsce nie ma też ani odpowiedniej atmosfery, ani kultury, a już zwłaszcza umysłowej do uprawiania tego jakby nie było elitarnego sportu);

wszystkie tenisistki, które wychodzą na kort, z własną rakietą i na nim grają w tenisa są okazami zdrowia, choć każdej tenisistce coś tam dolega, a chore to te które nie mogą grać!

żadna tenisistka bardzo wysoko rozstawiona nie może choćby nie wiem jak bardzo się nie starała grać zbyt często z tenisistkami z czołówki, to po prostu niemożliwe, bo to wynika nie ze szczęścia, ale z systemu rozstawiania najlepszych w każdym turnieju, systemu który istniał zanim zaczęła grać w tenisa AR i dotyczy on jednakowo wszystkich wysoko rozstawionych tenisistek; po prostu szczęście mają ci którzy częściej wygrywają niż przegrywają, a AR dzięki tak rozumianemu szczęściu jest już od lat w czołówce, a ty jeszcze tego nie zajarzyłeś, jak myślisz dlaczego?

w Polsce z powodu niemalże powszechnego zawodowego roszczeniowego malkontenctwa rzekoma asekuracja może się nawet przydawać

( oczywiście ryba psuje się od głowy, a anonimy tylko powielają to co można usłyszeć od niektórych dziennikarzy i komentatorów, ale w formach na ogół bardziej zawoalowanych i perfidnych )

                                         Czytaj:   Nieobecni nie mają racji. »

6) z portalu przegląd sportowy.pl:

"W prestiżowym Porsche Tennis Grand Prix Agnieszka Radwańska znów wybornie wylosowała. Można stwierdzić, że awansowała już do ćwierćfinału (tak jak w Miami, gdzie spotkała trzy anonimowe rywalki, w Niemczech też może pędzić z maksymalną prędkością).

W pierwszej rundzie ma wolny los, w drugiej zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania kwalifikantek. Biorąc pod uwagę, że już na starcie Na Li rywalizuje z Lucie Szafarzovą (Chinka lub Czeszka to potencjalna rywalka Polki w 1/4 finału), a Caroline Wozniacki z Jeleną Janković ( okazało się, że Jankovic skreczowała z powodu kontuzji - dopisek mój), trzeba przyznać, że do Agi uśmiechnęło się szczęście(...).

Kolejne brednie ( oczywiście w mojej ocenie) dziennikarza "Przeglądu Sportowego", jeszcze nawet nie zna rywalki AR, a już z góry odebrał jej wszystkie szanse, tak jakby nigdy faworyci w sporcie nie przegrywali, ale jeśli za pisanie bredni płaci największa sportowa gazeta to tylko żyć i nie umierać, takiego raju jaki ma na ziemi nie zazna nawet w niebie.

Powiela też stare głupoty bredząc o anonimowych rywalkach z Miami, ignorując bez przerwy fakt, że owe "anonimy", aby zagrać z AR musiały wpierw pokonać aż trzy wysoko rozstawione rywalki Kaię Kanepi, Vierę Zwonariową i Flavię Pennettę, a przecież pan Gębicz taką możliwość z góry wykluczył, bo z góry "anonimy" skreślił i upatrywał tylko w znanych mu nazwiskach potencjalnych rywalek AR, a po tem o tym na amen zapomniał i teraz tylko aż do zupełnego wyczerpania eksploatuje "anonimowość" rywalek AR, zapomina też, że o tych "anonimowych" tenisistkach musi pisać, a one nie i nie muszą nawet wiedzieć o jego istnieniu, więc kto jest bardziej "anonimowy"?.

Pan Gębicz swoim zwyczajem przed Stuttgartem znowu w poniedziałkowym "Przeglądzie Sportowym" wiele miejsca poświęcił "szczęściu" Radwańskiej, i wspomniał o "nieszczęściu" jej wybranych zagranicznych rywalek ( bo np. Szarapowa wylosowała równie "szczęśliwie", ale o tym akurat nie wspomniał), zawsze widzi tylko szczęście Polki, i jego brak u wybranych zagranicznych tenisistek, a odwrotne sytuacje pomija szerokim łukiem, pominął też fakt, że Radwańska nie musi grać w 1r, bo jest odpowiednio rozstawiona, więc trudno aby nie miała "szczęścia" w pierwszej rundzie.

Widzimisię że pan Gębicz bredzi już z czystej przekory, przynajmniej z przekory dla zdrowego rozsądku; nie z przekonania tylko z głupiego uporu; zresztą wydaje się, że w ogóle na łamach przeglądu sportowego uprawia perfididną grę, że nie ma w jego tekstach za wiele szczerości, jest za to dużo ironii pomieszanej ze złośliwostkami, a to wszystko polane patetycznym sosem, nie dba też zbytnio o ścisłość podawanych faktów, ani o logikę wypowiedzi, za to pedantycznie dba o efekciarstwo, oczywiście tak jak je rozumie.

Wracając do szczęścia. Oczywiście bardzo dobrze mieć szczęście, każdy chce je mieć i należy się z niego tylko cieszyć, ale nie sądzę, żeby akurat o to chodziło panu Gębiczowi, bo by tego "szczęścia" tak często innym nie wypominał.

A jak mawiał trener Górski "jeśli szczęście zaczyna się powtarzać, to to już nie jest szczęście", i dotyczy to również szczęścia w drabinkach, niestety tej lekcji pan Gębicz nie odrobił, widocznie nie znalazł czasu, bo uczęszczał na lekcje z efekciarstwa, ironii, złośliwostek i przekory.

Ponadto szczęście mają ci którzy ( dużo) częściej wygrywają niż przegrywają i dlatego są wysoko w rankingu, i dzięki temu są rozstawiani w turniejach, tej lekcji pan Gębicz też nie odrobił.

Specjalnie dla pana Gębicza i jemu podobnych, którzy wszędzie upatrują szczęście polskich sportowców, celem umniejszania ich sukcesów zupełnie abstrahując od szczęście ich rywali, a ewentualnie uwypuklając jego brak, obliczyłem ile było w całym 2011 tego cukru w cukrze, chyba tak jak się powinno to robić, czyli tylko porównawczo, i tylko porównując ze sobą rzeczy porównywalne, a więc tylko tenisistki wysoko rozstawione; na razie policzyłem cały 2011 sezon który AR zakończyła na 8 miejscu w rankingu, dzięki czemu po raz pierwszy stała się pełnoprawną uczestniczką turnieju mistrzyń zwieńczającego każdy sezon.

Zastosowałem prostą metodę, taką samą jakiej uzywa pan Gębicz, czyli wziąłem pod uwagę tylko numerki rywalek poszczególnych tenisistek po czym zsumowałem wszystkie numerki rywalek poszczególnych tenisistek w turniejach WTA z całego roku (bez International, i ITF i odjąłem też mecze z Sereną Williams, wtedy gdy grała z wysokim numerem), a potem sumę numerków podzieliłem przez liczbę meczów i wyszła średnia numerku jednego rywala na mecz; jest to metoda bardzo niedoskonała, ale takiej pan Gębicz sam używa, a wyniki są dość ciekawe; podam wyniki poczynając od tych najmniej szczęśliwych; w pierwszej rubryce będą zsumowane razem numerki wszystkich rywalek, w drugiej liczba meczów, w trzeciej wynik dzielenia, czyli rzekomy wskaznik szczęścia, i tak w ten sposób licząc najmniej "szczęścia" w drabinkach w całym 2011roku miała:

1) Wozniacki      2906 (suma numerków rywalek)/ 70 (liczba meczów)  =   41,514

2) Zwonariowa   2651/63  =  42,079

3) Radwańska     2682/61 =  43,967

4) Na Li              2078/47 =  44,212

5) Schavione      2345/53  =  44,245

6) Azarenka        2679/58  = 44,982

7) Kvitova          2146/46  =  46,652

8) Bartoli            3224/61  =  50,229

9) Stosur            3048/56  =  53,176

10) Szarapowa    2885/51  =  53,43

11) Petkovic        3242/57  =  56,877      

(na razie tylko raz liczyłem, policzę jeszcze raz aby wykluczyć możliwość błędu)

Największe "szczęściary" to Petkovic, Szarapova i Stosur, czy ktokolwiek w Polsce o tym wiedział, czy polscy dziennikarze o tym pisali, czy śledzili i wypominali im szczęście?. Nie!, dlaczego?, bo przez cały sezon zajmowali się wytykaniem rzekomego szczęścia AR prawie przed każdym turniejem w jakim grała, nie zestawiali i nie porównywali szczęścia do nieszczęścia AR z innymi wysoko rozstawianymi rywalkami, i tylko z tymi wysoko rozstawianymi ( bo porównuje się rzeczy porównywalne), jeno widzieli tylko jej szczęście, ewentualnie nieszczęście innych i ciągle je wytykali w wiadomym celu.              

W całym roku 2011, tylko dwie rywalki AR, miały mniej szczęścia w drabinakach, oczywiście przy zastosowaniu tej bardzo niedoskonałej metody, ale taką samą przecież stosuje np. pan Gębicz, jedną z nich była liderka Wozniacki, która przez cały sezon była rozstawiana z nr1, a drugą Zwonariowa na ogół rozstawiana z nr3, ale niekiedy i z 2, a więc paradoksalnie tenisistki które z racji wyższego rozstawienia powinny mieć teoretycznie więcej "szczęścia" w drabinkach, ale wypaczył to inny element a mianowicie ilość wolnych losów w 1 r. przebadanych tenisistek w 2011: najwięcej po 13 wolnych losów miały właśnie Wozniacki i Zwonariowa, po 9 Azarenka i Schavione, 8 - Na Li, po 7 Radwańska, Stosur, Bartoli, Scharapowa, 6 Kvitova, a tylko 2 Petkovic. A właśnie w pierwszych rundach turniejów ma się największe szanse trafić na rywalki z wyższym numerem. Pod tym względem Petkovic była najbardziej pokrzywdzona, i pewnie dlatego miała najwięcej 'szczęścia" w drabinkach. Ale już Stosur, Szarapowa, Bartoli miały tyle samo wolnych 1r. jak Radwańska, a mimo to miały sporo więcej tego "szczęścia".

Warto też wiedzieć, że tylko Polka i Na Li w całym 2011 nie grały w ogóle w mniejszych turniejach rangi International, reszta przynajmniej w 2, a rekordzistka Bartoli grała w aż 7 International. Gdyby więc dodać turnieje International, gdzie na ogół rywalizowały z tenisistkami z wysokimi numerkami, to AR byłaby tenisistką, która miała najmniej szczęścia do numerków swoich rywalek w całym 2011 roku.

A przecież jak wspomniałem przez cały sezon wszystkie portale krzyczały tylko o "szczęściu" AR w pierwszych rundach turniejów nie wspominając że jest ono wynikiem wysokiego rozstawiania, i zupełnie pomijając "szczęście" w losowaniach jej wysoko rozstawionych rywalek. Po prostu AR płaciła karę za narodowość, tak niestety już jest w Polsce, i to się chyba nie zmieni, że z racji naszej bezdennej głupoty nasi sportowcy płacą w Polsce karę za to, że są Polakami.

Osobiście w ogóle nie patrzę na losowania przez pryzmat szczęścia, dla mnie wszystkie losowania są równe szczęśliwe, po prostu sportowcy mają grać z tymi rywalami jakich im los przydzielił i tyle, a numerki nawet nie grają, gra aktualna forma, dyspozycje dnia, style gry, nawierzchnia, zdrowie i wszystkich rywali powinno się traktować równie poważnie, nikogo nie lekceważyć, nikogo nie skreślać, ani nikogo się nie bać, jak to ma w stałym zwyczaju m.in. pan Gębicz.

Dla mnie szczęście nie ma znaczenia, mnie się tylko nie podoba jak Polacy muszą eliminować siebie nawzajem, bo mamy mało polskich tenisistów, oraz gdy muszą grać ze swoimi zagranicznymi rywalami o polskich korzeniach, czyli bawić się w saperów i rozbrajać miny korzenne.

Dla mnie szczęście nie ma znaczenia, ale ci którzy lubią wytykać innym szczęście, powinni stosować jednakowe kryteria wobec całej stawki, i zawsze porównawczo, a nie tylko widzieć szczęście swoich rodaków i nieszczęście wybranych ich zagranicznych rywali, czyli stosować karę za narodowość, jak to od lat czynią co niektórzy polscy dziennikarze. Jest to nie fair play.

( a jak już jestem przy karach, to moim zdaniem AR płaci 3 kary:

1) za narodowość: większość Polaków - poza z jednej strony krakaniem, wróżeniem porażek i spadków, pomstowaniem po porażkach, a z drugiej strony wywyższaniem się w imieniu sportowców poprzez z góry skreślanie szans potencjalnie słabszych rywali ( a jak sportowcy ich zawiodą i przegrają, to się na nich mszczą wyzywając od frajerów itd.) - najbardziej lubi pomniejszać sukcesy polskich sportowców,

2) za "grę z głową" - większość woli grę siłową i agresywną i gdyby AR tak grała i osiągała takie same, a nawet nieco mniejsze sukcesy, to już dawno byłaby w Polsce na piediestale, a "gra z głową" wymaga od odbiorcy zrozumienia, a z tym jest u nas znacznie gorzej, więc sukcesy AR większość kładzie na karb rzekomej słabości jej rywalek (np. błędów silniejszych fizycznie/agresywnie grających rywalek, tak jakby ktoś ich do błędów zmuszał) i od szeregu lat stale wróży ich rychły koniec,

3) za introwertyczność ( czytanie z tzw. mowy ciała w przypadku introwertyków, to zajęcie bardziej niż karkołomne) - większość ludzi to ekstrawertcy, którzy odwrotnie niż introwertycy specjalizują się w okazywaniu/uzewnętrznianiu swoich emocji, a w Polsce mniejszości nie są ani w cenie, ani nie są rozumiane, a większość ma do nich pretensje i żal że nie są tacy sami jak oni.

Coś jakby 3x ciemnota i zabobon...)

A od początku tego roku, tylko jedna tenisistka z wysoko rozstawianych ma więcej "szczęścia" w drabinkach od AR (a to z powodu owych sensacyjnych "anonimek" w Miami, którymi tak bardzo zauroczył się pan Gębicz, oraz z powodu gry z nisko notowaną z powodu przerwy Venus), a mianowicie Włoszka Schavione, co ciekawe te bardzo szczęśliwe drabinki Włoszki wcale nie przełożyły się na jej dobre wyniki, ale do końca roku daleko i wiele może się jeszcze zmienić, ale wcale nie byłoby mi przykro gdyby w tym roku najwięcej szczęścia w drabinkach miała AR, przecież ktoś je musi mieć...

 

5) z forum SportoweFakty.pl:

"Petra to tenisistka, która jeśli tylko odpowiednio ureguluje swój celownik, to Isia nie ma z nią żadnych szans. Czeszka jednak odkąd wróciła po kontuzji, nie może dojść do dawnej dyspozycji".

Pisanie o 4 tenisistce świata, że nie ma żadnych szans to jak dla mnie totalna głupota, są tenisistki które pierwszy raz pokonywały rywalki dopiero np. po 9 meczu i nikogo nie obchodzą perypetie zdrowotne rywali, oczywiście nie w ludzkim sensie, ale w sensie sportowym, zdrowie to też element sportowej rywalizacji. AR też grała z wieloma kontuzjami i wracała po kontuzjach i rywalki się nad nią nie litowały. 

6) z forum eurosport.pl:

"(...) droga do bycia pierwszą, bo tylko to się liczy. Taka jest brutalna prawda dzisiejszego "cyrku tenisowego"! Po prostu zwycięzca bierze wszystko, a o przegranej nikt nie pamięta".

guzik prawda, liczy się również styl gry, oraz całokształt, czyli dobre wyniki przez wiele lat, np. Santoro do dziś jest pamiętany i wspominany, bardziej niż niejeden mistrz szlemowy, choć nigdy nic wielkiego nie wygrał, ale miał niepowtarzalny styl gry i jego pojedyncze wygrane z wielkoludami budziły respekt i szacunek


"Agnieszka, osiogneła tylko 1/4 finału wielkiego szlema, Schiavone wygrała R,G, i była w finale tego turnieju".

Ale Włoszka zrobiła to pod koniec kariery. Ciagle biadolicie o 1/4, uczepiliście się tego jak rzep psiego ogona, zawsze szukacie dziur w całym, AR na 5 ćwierćfinałów miała za rywalki same wielkie gwiazdy i pewnie tylko dlatego nie ma jeszcze pólfinału szlemowego, ale jeszcze ma wiele lat gry, np. Stosur przez 7 pierwszych sezonów w wielkich szlemach tylko raz była w 4r!, a teraz ma szlem i finał szlemowy, Radwańska jeszcze nie ma pełnych 7 seznów, a już ma 5 Q i siedem 4 rund w wielkich szlemach...

 

 

 

 

Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.