Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

PROPOZYCJA "UZDROWIENIA" PIŁKI

sobota, 20 września 2008

Nowy regulamin powołań do reprezentacji jako remedium na niektóre bolączki piłki nożnej.

Moja propozycja nie ma na celu zastąpić niezbędnej pozytywistycznej pracy u podstaw, pracy organicznej na różnych płaszczyznach kulejącej polskiej rzeczywistości, ma ona być tylko rozwiązaniem tymczasowym zastosowanym do czasu dojścia do normalności.

Podobnie jak chyba wszyscy zastanawiałem się, nad przyczynami słabości polskiego futbolu, już od czasu poprzednich dwóch nieudanych mundiali. Podczas drugiego doszedłem do pewnych wniosków. Nie wiem na ile słusznych i możliwych, ale się nimi podzielę. Zastanawiałem się, w czym tkwi przyczyna, że za trenera Górskiego, Gmocha czy Piechniczka, Polska grała bez kompleksów ( atakowała wtedy kiedy trzeba było atakować, a broniła się tylko wtedy kiedy trzeba było się bronić, a nie broniła się wtedy kiedy trzeba było atakować), a teraz nie może. Powie ktoś, był wielki trener i wielcy zawodnicy. Jasne, ale ...  czy to jest przyczyna, czy może tylko skutek?. Kto nam zagwarantuje, że teraz cierpimy, nie z powodu braku talentów, czy potencjalnych talentów, ale z powodu słabszej psychiki.

Doszedłem do wniosku, zapewne nie ja jeden, że główna przyczyna tkwi, w odsłonięciu się "żelaznej kurtyny". To tak jakby rybki akwariowe wypuścić nagle na wzburzone morza pełne rekinów. Okazało się czarno na białym i doświadczalnie, jak ogromna przepaść dzieli nas od wolnej części świata.

W okresie "żelaznej kurtyny" najlepsi polscy piłkarze grali w polskiej lidze i byli jej gwiazdami, a Mundiale traktowali jako wielką przygodę i okno wystawowe na świat. W Polsce ich usilnie przekonywano, że żyją w tym lepszym ustroju, że nigdzie nie żyje się tak dobrze, ale i tak chcieli zobaczyć na własne oczy, jak ten zgniły zachód wygląda. Rzecz prosta trywializuję. Nie jeden zapewne marzył, aby się pokazać z jak najlepszej strony, aby sie wypromować i zagrać na zachodzie, bo wszyscy wiedzieli, że co prawda u nas żyje się znacznie lepiej, za to tam znacznie dostatniej.

Więc, zacząłem się zastanawiać, jak ten rów, jaki powstał w miejscu żelaznej kurtyny zasypać. Ale tylko tymczasowo, aż do czasu, gdy nasze kluby dorównają do najlepszych ( finansowo, organizacyjnie, szkoleniowo).

Pomysł jak to zrobić, sam przyszedł mi do głowy, zanim zacząłem go szukać. Jest prosty. Wiadomo, nie ma rozwiązań doskonałych, są tylko lepsze lub gorsze. Wszystkie mają liczne wady, bywają krzywdzące, niesprawiedliwe etc. Sądzę, że ten jest lepszy niż gorszy (mniejsze zło).

Wprowadziłbym obligatoryjny ( nic co jest umowne i dobrowolne nigdy nie skutkuje) wewnętrzny przepis postanawiający, że w polskiej reprezentacji narodowej mogą grać tylko piłkarze z polskiej ligi ( obywatelstwo) oraz stranieri ( obywatelstwo), ale tylko z najlepszych lig świata (kwestia do uzgodnienia) i tylko grający w wyjściowych składach swych drużyn lub leczący kontuzje. Dla innych nie byłoby miejsca w reprezentacji i nikt, ani trenerzy, ani zawodnicy, nie mogliby tego zmienić. Moim zdaniem, sam ten przepis od razu podniósłby poziom polskiej piłki, tak ligowej, jak i reprezentacyjnej na wyższy poziom, przynajmniej w sferze psychiki.

Argumenty. Jak wiemy, wszytko tracimy pomiędzy eliminacjami a imprezą docelową. A to przez zrozumiałą niecierpliwość zawodników, którzy, gdy tylko się wypromują w lidze, czy w eliminacjach, już chcą jechać na zachód za chlebem. Sam bym tak zrobił. Grając na zachodzie często np. w rezerwach, tracą status gwiazd, tracą formę, ale przede wszystkim motywację, bo już się wypromowali, bo już wiedzą, że ten obcy chleb wcale nie jest taki lekki, że od przyjezdnego są wyższe wymagania . Dochodzi inna kultura i język, inne metody pracy, mentalność etc. Polskie kluby też tracą z ich wyjazdem i nie mogą zaistnieć w pucharach. Ale nadal, jako byłe gwiazdy polskiej ligi, są powoływani i grają w polskiej reprezentacji.

Gdyby istniał powyższy przepis ( chroniący nasz rodzimy futbol, nie przed obcymi, ale przed nami samymi), nie jeden zawodnik by się dwa razy zastanowił, czy warto ryzykować utratę miejsca w reprezentacji i nie jeden co bardziej ambitny i wierzący w siebie, by poczekał z wyjazdem do imprezy docelowej. Nawet, być może, by na tym zyskał finansowo i sportowo, gdyby Polska pokazała się z dobrej, albo z bardzo dobrej strony. Gdyby istniał taki przepis na Mundiale czy Euro jechaliby tylko zawodnicy z mentalnością zwycięzców (cenieni w swoim miejscu pracy), których nikt nie musiałby dodatkowo motywować jeno studzić rozpalone głowy.  Na Mundiale czy Euro jechaliby tylko, albo uznane gwiazdy lig zagranicznych, albo gwiazdy ligi polskiej. Jechaliby pełni werwy i zapału (musieli wcześniej wykazać się cierpliwością, zaryzykować, a teraz chcą to sobie odbić), gryźliby murawę do upadłego ( pressing, kreatywność, ciąg na bramkę etc.), aby się wypromować i aby pokazać, że polska liga nie jest taka zła jak ją malują. Może nawet zobaczylibyśmy kiedyś brakujące ogniowo czyli radość z gry. Zamiast wyleniałych kotów, jechały by młode wilczki.

Nie mielibyśmy gwarancji sukcesu, ale moglibyśmy być pewni, że nasi piłkarze wstydu nam nie przyniosą, że będziemy mogli być z nich dumni. Może zbytnio koloryzuję, ale do kaduka jesteśmy 40 - milionowym narodem i talentów na pewno nam nie zabraknie ( proszę nie patrzeć na mnie:)). Sądzę, że nie jeden kraj na naszym miejscu, by taki przepis wprowadził. I nie dochodziłoby do takich sytuacji, że najlepsi piłkarze siedzą na ławce rezerwowej, albo przed telewizorem, wtedy kiedy są potrzebni na boisku (np. Ireneusz Jeleń ).

Proponowałbym przeprowadzenia głosowania nad tym dezyderatem, ale tylko wśród piłkarzy i trenerów. Uważam, że w sprawach najważniejszych dla reprezentacji decydować powinien głos trenerów i piłkarzy, a nie działaczy. A PZPN powinien tylko ująć w odpowiednie przepisy ich decyzje.

Ponadto, oczyściłoby to atmosferę wokół polskiej piłki. Im więcej jasnych i czytelnych dla wszystkich reguł, tym mniejsze pole do sporów i indywidualnych ambicyjek.

PATCH. Wolę trenerów polskich od zagranicznych. Znają polskie realia i pracują dla kraju, ale pod warunkiem rzecz jasna, że nie są gorsi od zagranicznych. Nie wiem, czy zawiedli Engel i Janas, czy zawiódł system. Sądzę że Ci trenerzy nie byli źli, wywalczyli awans. Sądzę, że osiągnęliby więcej, gdyby im okoliczności pozwoliły. Sądzę, że urodzili się, albo za wcześnie, albo za późno. Żaden trener nie odważyłby się odsunąć od składu tych co wygrali eliminacje i grają za granicą (w rezerwach albo słabych klubach i już się wypromowali), a w ich miejsce powołać gwiazdy polskiej ligi. Nie odważył się też na to Leo. Tylko obligatoryjny przepis, któryby to regulował nieodwołalnie, byłby skuteczny.

PATCH. Nie dochodziłoby do takich sytuacji o których pisze Stefan Szczepłek (rzepa): "Z Żurawskim Polska grała schematycznie, on sam coraz częściej zawodził, ale Beenhakker był wobec niego fair, powoływał go także, kiedy piłkarz nie miał miejsca w Celticu i obdarzał nawet opaską kapitana ( co nie dla wszystkich jego kolegów było zrozumiałe)".

PATCH. Ocena Kazimierza Sidorczuka (byłego reprezentacyjnego bramkarza) meczu Polska-Niemcy: "Byliśmy zdecydowanie słabsi. Brakowało pomysłu na sforsowanie obrony. Graliśmy schematycznie. Nie podjęliśmy walki jeden na jednego. Większość graczy nie trafiła z formą". Gdyby istniał powyższy przepis nie doszłoby do tego.

PATCH. Wszyscy pamiętamy, że na Mundialu 2002, jedynym wygranym i najlepszym meczem w naszym wykonaniu był mecz Polska - USA 3-1. Zagraliśmy w dużej mierze składem rezerwowym, co było powodem żartów w ekipie pokonanych, że trener w poprzednich meczach pomylił sklady. Pamiętamy też, że był to mecz o honor, ale nie możemy pomijać i faktu, że dla USA był to mecz o wszystko i tylko niespodziewana w ostatnich minutach porażka Portugalii z Koreą Południową, pozwoliła im wyjść z grupy kosztem Portugalii. Amerykanie nie byli pewni awansu nawet po końcowym gwizdku meczu z Polakami, musieli czekać na wynik meczu Portugalii z Koreą i liczyć na niespodziankę.

PATCH. A swoją drogą szkoda, że nasi piłkarze, w najlepszych swoich czasach nie pokonali Niemców (przypadek), bo byśmy nie mieli dziś, aż takiego ich kompleksu.

RESUME. Problem główny to exodus naszych gwiazd na zachód (między eliminacjami a imprezą docelową), czyli drenaż zawodników, spowodowany słabością finansową klubów i konsekwencje jakie z tego wynikają dla reprezentacji i klubów. Zawodnicy tracą tam często swoje walory piłkarskie, a zwlaszcza psychiczne. Problem ten można rozwiązać, ale żaden trener tego nie rozwiąże, tylko obligatoryjny przepis może to zrobić.

Moje wnioski. 2 mundiale, 1 Euro, 3 trenerów i te same bolączki. Winny temu że Polska za Górskiego, Gmocha I Piechniczka grała w piłkę, a za Engela, Janasa I Beenhakkera gra głównie w chowanego na docelowych imprezach, jest brak odgórnego systemu powołań do reprezentacji, który by wyrównywał przepaść finansową polskich klubów do zagranicznych. Systemu opartemu na obligatoryjnym wewnętrznym regulaminie postanawiającym, że w reprezentacji mogą grać tylko zawodnicy (obywatelstwo), którzy mają pewne miejsca w swoich klubach, z preferencją na najlepsze ligi i polską ligę. Zmniejszyłoby to odpływ talentów z polskiej ligi, gdyż wyjazd wiązałoby się z ryzykiem utraty miejsca w reprezentacji. Zyskałyby na tym i kluby i reprezentacja. Miejscem do promowania się, celem wyjazdu za chlebem, nie byłyby mecze ligowe, czy eliminacje, ale imprezy docelowe. Przepis ten powinien istnieć do czasu, aż polskie kluby będą na tyle bogate, aby albo utrzymać finansowo najlepszych Polaków w naszej lidze, albo dzielić się nimi tylko z najlepszymi ligami i klubami świata. Chodzi mi tylko o to aby zrobić wszystko co możliwe na dziś zanim przyjdzie lepsze jutro.

Pompowanie balonu przed wielką imprezą w niczym nie pomoże, zawodnik musi mieć naturalną silną psychikę. Sztuczne jej pompowanie jest na nic, a może mieć nawet skutek odwrotny. Zawodnicy muszą być doceniani na co dzień w swoich miejscach pracy.

w1ktor, niedziela, 15 czerwca 2008