Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

KARTKI Z HISTORII

czwartek, 30 października 2008

Losy dwu wybitnych tenisistek, tej urodzonej 14 czerwca 1969 w Mannheim i tej która przyszła na świat 2 grudnia 1973 w Nowym Sadzie, zostały już na zawsze splątane ze sobą, wydarzeniami z dnia 30 kwietnia 1993 w Hamburgu.

Steffi Graf rozpoczęła karierę seniorską w dniu 18 października 1982 roku,  mając 13 lat i 4 miesiące, a Monika Seles w dniu 13 marca 1988 roku, mając 14 lat i 3 miesiące.

W kwietniu, w 1986 roku, Graf wygrała swój pierwszy turniej w Hilton Head, w wieku 16 lat i 10 miesięcy, natomiast Seles odniosła swoje pierwsze zwycięstwo turniejowe trzy lata później w Houston, w wieku 15 lat i 4 miesięcy. Dla obu sportsmenek pierwsze zwycięstwo stało się wstępem do wspaniałej kariery.

Graf zdominowała rozgrywki w latach 1987 - 1990. Kres dominacji Graf przyniósł rok 1991, w którym wygrała jedynie Wimbledon, a pozostałe turnieje wielkoszlemowe padły łupem Seles. W roku 1992 Graf stała się już tylko tłem dla wyśmienicie grającej Moniki, która czterokrotnie awansowała do finałów imprez wielkoszlemowych, trzy z nich wygrala. Porażka Graf z Seles w finale Australian Open w 1993 zapowiadała kontynuację dominacji Seles. Ale pamiętne zdarzenie z dnia 30 kwietnia w Hamburgu, przerwało wspaniale zapowiadającą się karierę i wykluczyło Seles na dwa lata z rozgrywek.

"No cóż, można powiedzieć, że moja kariera skończyła się właśnie wtedy, w 1993r. w Hamburgu. Miałam tylko 19 lat i absolutnie dominowałam w kobiecym tenisie.(...).Po dwóch latach wróciłam na kort, ale już nigdy nie byłam tą sama zawodniczką" - Monika Seles.

Monika Seles rozpoczęła karierę seniorską w okresie absolutystycznych rządów Steffi Graf, które wydawały się na dłuższy czas utrwalone i niczym niezagrożone. W 1988, w roku debiutu Seles, Graf święciła swój największy triumf, zdobywając jako pierwsza i jak dotąd jedyna kobieta w historii - Złotego Wielkiego Szlema. Steffi miała od AO 1988 serię 5 zwycięstw wielkoszlemowych z rzędu, a od RG 1987 serię 13 występów w finałach wielkoszlemowych z rzędu, w których w 9 zwyciężyła. Tym sposobem ustanowiła rekord przebywania na pozycji liderki - 187 tygodni ( 17 VII 1987 - 10 V 1991). Łącznie, w całej karierze zdobyła 22 tytuły wielkoszlemowe (11 przed zamachem i 11 po zamachu na Seles, w tym 4 w czasie jej rekonwalescencji) i zajmuje w historii drugie miejsce za Margaret Smith Court (24 tytuły). Gdyby nagle nie pojawiła się Monika Seles, to Graf prawdopodobnie wyprzedziłaby Margaret w ilości wielkoszlemowych zwycięstw i jeszcze bardziej wyśrubowałaby dotąd niepobity rekord 187 tygodni utrzymywania się na pozycji liderki WTA Tour i przeszłaby do historii jako bezapelacyjnie najwybitniejsza zawodniczka w dziejach tenisa. I tego nie mógł darować Seles fanatyczny wielbiciel Niemki.

Monika Seles w błyskawicznym tempie, tyleż niespodziewanie, co bezceremonialnie, zdetronizowała wszechmocną imperatorową, nie zdając sobie sprawy z tego, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić. W okresie od debiutu do zamachu na jej życie, odbyło się 16 turniejów wielkoszlemowych, z których Seles dwa opuściła, a Graf jeden.  Mimo, że Seles była początkującą seniorką, a Graf uznaną mistrzynią, to Seles zgarnęła 8 z tych16 tytułów, a Graf musiała się zadowolić 5. Ta tendencja mogła się dalej tylko nasilać, gdyż na ostatnie dwa lata przed zamachem przypada aż7 tytułów Seles i tylko 2 Graf. Przed zamachem Seles cztery razy zmierzyła się w finałach wielkoszlemowych z Graf i trzy razy wychodziła z tych konfrontacji zwycięsko (przegrała bardzo wyraźnie na Wimbledonie). Po zamachu na dwa wielkoszlemowe finały z Niemką, w obu górą była Graf ( oba na US Open). Zamach uniemożliwił Seles rywalizację z Graf o miano najlepszej tenisistki swoich czasów, a nawet najlepszej w całej historii dyscypliny.

Do dnia zamachu Graf miała już tylko 3  tytuły wielkoszlemowe więcej od Seles, w ponad 5, 5 roku dłuższej karierze, ale to Monika wówczas zdobywała po 3 tytuły rocznie. Seles przed zamachem miała serię 4 zwycięstw wielkoszlemowych z rzędu przerywaną dwiema nieobecnościami, a od AO 1991 miała serię 8 występów z rzędu w finałach wielkoszlemowych, w tym 7 zwycięskich, tak więc jej dominacja była absolutna. Na 14 swoich startów wielkoszlemowych Monika zdobyła 8 tytułów, a mogła to być tylko zapowiedź tego co mogło nastąpić dalej.

Wejście Moniki na światowe korty, to było prawdziwe wejście smoka. Nikt wcześniej tak szybko i tak bezwzględnie, nie zdominował światowych kortów.  Monika Seles na zdobycie 8 tytułów wielkoszlemowych potrzebowała 19 lat i 2 miesięcy, czyli najszybciej w historii, kolejna to jej największa rywalka Steffi Graf - 20 lat i 2 miesięcy. Pozostałe sławne tenisistki, które grały w erze open i zdobyły ponad 8 tytułów, potrzebowały na zdobycie pierwszych 8 tytułów wielkoszlemowych jeszcze więcej czasu:  Margaret Smith Court - 21 lat i 7 miesięcy, Chris Evert - 23 lat i 9 miesięcy, Serena Williams - 25 lat i 4 miesięcy, Martina Navratilova - 27 lat, Billie Jean King- 28 lat i 7 miesięcy.

Tyle tylko, że było to zbyt piękne, aby mogło trwać dłużej ... Gwiazda Moniki tak jak nagle zabłysła na firmamencie światowego tenisa, tak nagle zgasła, w ręku zamachowca. Tego czego nie potrafiły dokonać rywalki z rakietą w dłoniach, dokonało ostrze noża, w ręku fanatycznego wielbiciela Steffi Graf. Monika została brutalnie wypchnięta z toru, gdy znajdowała się w pełnym biegu po kolejne sukcesy i nowe rekordy.

Seles w czasie przerwy spowodowanej zamachem opuściła 7 turniejów wielkoszlemowych, ale już nigdy nie wróciła do dawnej dyspozycji. Pozostała do końca kariery już tylko cieniem dawnej mistrzyni. Wystarczy powiedzieć, że po powrocie na korty na 26 występów wielkoszlemowych zdobyła tylko jeden tytuł, jest to widomy obraz nędzy i rozpaczy w porównaniu z poprzednimi 14 występami i 8 tytułami. Znamienna i dająca do myślenia, jest też historia konfrontacji Seles z Hingis, przypadająca w całości na okres pozamachowy. W rozegranych przez nie siedmiu finałach turniejów WTA Tour, Monika ani razu nie pokonała Hingis, a na cztery "rowerki" w karierze Hingis (3 z mało znanymi rywalkami) jeden przypadł w udziale dawnej mistrzyni. ( półfinał Ericsson Open 2000).

Przejdzmy do zamachu: "30 kwietnia cały świat, nie tylko tenisowy zwrócił oczy na Magdalenę. W trzecie rundzie Citizen Cup walczyła z Monicą Seles.(...) Podczas przerwy po 7 gemie drugiego seta Seles została zaatakowana przez nożownika – wielbiciela Graf. Magdalena po trupie Seles awansowała do półfinału, gdzie uległa łatwo Sánchez Vicario do dwóch i do sześciu. Przez swój start w półfinale awansowała na 10. miejsce – najwyższe w dotychczasowej karierze. Prasa nie zostawiła na Magdalenie suchej nitki. Gazety na całym świecie pisały, że powinna była wycofać się z turnieju po ataku na Seles" - Wikipedia.

Magdalenę Malejewą nie łączyło nic, ani bezpośrednio, ani nawet pośrednio z zamachem, poza jednym, że była zupełnie przypadkową rywalką Moniki w dniu zamachu. Ale to z Malejewej, prasa uczyniła  kolejną ofiarę "szaleńca", wyznaczając jej rolę "kozła ofiarnego". Jakkolwiek nie jestem zwolennikiem zmasowanych ataków prasowych na kogokolwiek, to kierunek ataku stanowi dla mnie prawdziwe kuriozum.

Przecież nie tylko Malejewa  skorzystała na pozasportowym wyeliminowaniu Seles. Gdyby Malejewa usuneła się z turnieju, to również z tego samego powodu co Malejewa powinna się usunąć Sanchez Vicario i kolejne zawodniczki, czyli oznaczałoby to koniec turnieju, tak więc jedynym logicznym adresatem ataków prasowych powinny być, albo wszystkie pozostałe zawodniczki razem, albo organizatorzy turnieju i od nich powinno się domagać, albo gremialnego wycofania się z turnieju, albo jego zamknięcia. Każde inne rozwiązanie byłoby niesprawiedliwe. Gdyby się kierować "logiką" prasy, to od Sanchez Vicario należało żądać wycofania się z turnieju nawet wtedy, gdy została Magdalena, bo dzięki zamachowi  zyskiwała słabszą rywalkę, w miejsce liderki rankingu. Dlaczego Malejewa miałaby się godzić na rolę "kozła ofiarnego", bo prasa szukała winnego ?. A może dlatego, że pogoda jest tylko dla bogaczy, a dla biedaków prognozy są zawsze złe?. To uświadamia jak trzeba być ostrożnym wobec zmasowanych ataków prasy.

Jeśli już prasa miałaby kogokolwiek atakować osobiście i domagać się rezygnacji z dalszej kariery, to tą osobą mogła być tylko Graf i to z dwóch powodów, a) w jej imieniu, choć bez jakiejkolwiek jej winy, sprawca dokonał zamachu, b) to Graf odniosła największe korzyści ze skutków zamachu, który utorował jej drogę "po trupie" Moniki, do kolejnych tytułów wielkoszlemowych. W wyniku zamachu Seles opuściła 7 turniejów wielkoszlemowych, pomiędzy Australian Open 1993, a Australian Open 1995, a w tym czasie, od French Open 1993 do Australian Open 1994  Niemka ustanowiła drugiego swojego nie kalendarzowego wielkiego szlema, a po Roland Garros 1993 powróciła na pierwsze miejsce w rankingu. Ale drugi powód ma tę sama wadliwą konstrukcję logiczną, jak casus Malajwej. Gdyby Graf wycofała się z rozgrywek z powodu korzyści, to na tej samej zasadzie powinny się wycofać kolejne liderki, aż do ostatniej włącznie, co równałoby się zamknięciu rozgrywek. Ale jakkolwiek nie jestem zwolennikiem ataków na Graf z powodu zamachu, to jednak jej dalsze triumfy na kortach są dla mnie mniej wartościowe niż byłyby, gdyby do zamachu nie doszło.

W czasie nieobecności Seles Graf zdobyła 4, a po powrocie Moniki 7 tytułów, czyli razem 11 ze swoich 22 tytułów wielkoszlemowych. Do zamachu Steffi w 34 turniejach zdobyła 11 tytułów, a po zamachu tylko w 20 turniejach zdobyła ich też 11. Seles przed zamachem tylko w 14 turniejach zdobyła 8 tytułów, czyli na 20 turniejów mniej niż Niemka, zdobyła tylko 3 tytuły mniej od Graf. A po zamachu grajać w 26 turniejach (nie licząc 7 absencji z powodu zamachu) zdobyła tylko 1 tytuł, a Steffi w tym samym czasie, w 20 turniejach, zdobyła ich 11, czyli na 6 turniejów mniej od Seles, zdobyła 10 tytułów więcej.

Nie dowiem się nigdy jak potoczyłaby się dalsza kariera Moniki, gdyby do zamachu nie doszło. Ale sądzę, że największe sukcesy były dopiero przed Seles. Nigdy nie zdobyła klasycznego wielkiego szlema, nie  wygrała we wszystkich turniejach wielkoszlemowych ( nigdy nie wygrała Wimbledonu), nie ustanowiła rekordu w długości przebywaniu na pozycji liderki rankingu WTA Tour, ani rekordu w liczbie wielkoszlemowych zwycięstw ogółem. Te i inne rekordy stały przed Seles otworem. Na pewno niektóre z nich by  pobiła, które, gdzie i kiedy, nigdy się nie dowiemy.  Jednego możemy być pewni, że gdyby do zamachu nie doszło Monika miałaby więcej tytułów na swoim koncie, a Steffi mniej. Dlatego dla mnie Seles będzie zawsze przed Graf, we wszelkich zestawieniach, rankingach i statystykach, a zamach na Monikę już na zawsze położył się cieniem na zmaganiach tenisistek tamtych lat.

Zamachowiec przywrócił dominację Graf na światowych kortach. Osiągnął więc swój cel w 100%, a karę poniósł śladową (uznano go za niepoczytalnego i poddano dwuletniej obserwacji psychiatrycznej) i prawdopodobnie żyje dalej w przeświadczeniu niepośledniego udziału w dalszych sukcesach swojej idolki. Tak łagodne potraktowanie Guntera Parchego sprawiło, że Seles konsekwentnie odmawiała startu w Niemczech, rezygnując nawet z udziału w turnieju Masters.

Jeśli miałbym porównywać losy Moniki Seles, z losami innych wybitnych tenisistek, to z miejsca nasuwają mi się liczne analogie z losami Little Mo, czyli z Maureen Catherine Connolly. Little Mo zdominowała kobiecy tenis w latach 1952-1954, będąc w nich liderką rankingu światowego. W latach 1952 - 1954 zdobyła 7 tytułów wielkoszlemowych (o jeden więcej niż Monika w latach 1991-1992), zdobywając jako pierwsza kobieta w historii - Wielkiego Szlema.  W całej karierze zdobyła łącznie 9 tytułów, czyli tyle samo ile Seles. Swój 8 tytuł wielkoszlemowy zdobyła w wieku 19 lat i 9 miesięcy, czyli tylko o 7 miesięcy później od Moniki i jest najbliższa rekordowego osiągnięcia Moniki.

Ale obie wybitne tenisistki przede wszystkim łączy to, że jeden feralny dzień, jedna nieszczęśliwa godzina, jedna fatalna minuta, jedna tragiczna chwila gwałtownie przerwała ich karierę i zrujnowała marzenia sportowe. 20 lipca 1954, krótko po kolejnym triumfie wimbledońskim, wypadek podczas jazdy konnej (kolizja z samochodem) zakończył karierę Little Mo na kortach świata.

Znany dziennikarz sportowy Lance Tingay uznał Little Mo za najwybitniejszą mistrzynię w historii tenisa.

Wracając do Seles:"Dziewięciokrotna triumfatorka turniejów zaliczanych do Wielkiego Szlema - Amerykanka Monica Seles otwiera listę pięciu kandydatów nominowanych do wstąpienia do tenisowej "Galerii Sław". Wyniki głosowania zostaną ogłoszone w styczniu przyszłego roku" -  PAP.

Steffi Graf jest starsza od Moniki Seles o 4.5 roku i zasiada w Hall of Fame od ponad 4 lat (2004). Najwyższy czas, aby Międzynarodowa Tenisowa Hall of Fame dostąpiła zaszczytu przyjęcia do swego grona również Moniki Seles.