Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

TEMAT DNIA/TYGODNIA

niedziela, 16 lutego 2014

 

"Lučić-Baroni najlepszy okres w swojej karierze miała w latach 1997-1999. Przed 17 laty w pierwszym w życiu występie w głównym cyklu wygrała turniej w Bol. Mając 15 lat, jeden miesiąc i 25 dni została piąta najmłodszą zdobywczynią tytułu (po Tracy Austin, Kathy Rinaldi, Andrei Jaeger i Jennifer Capriati). W swoim drugim występie w WTA Tour zanotowała finał w Strasburgu i uległa w nim Steffi Graf. W 1997 roku doszła też do III rundy US Open, a w kolejnym sezonie po raz drugi triumfowała w Bol oraz osiągnęła półfinał w Rzymie.

Poza tym także w 1998 roku Chorwatka ponownie dotarła do III rundy na Flushing Meadows. Do tego wygrała Australian Open w deblu (dokonała tego mając 15 lat, 10 miesięcy i 21 dni - została najmłodszą triumfatorką tej lewy Wielkiego Szlema), wspólnie z Martiną Hingis i był to jej pierwszy w karierze start w grze podwójnej. Wreszcie w 1999 roku w Wimbledonie zanotowała półfinał jako najniżej klasyfikowana zawodniczka w historii (była wtedy na 134. miejscu).

Lučić-Baroni swój najwyższy ranking, zarówno w singlu (32. miejsce), jak i deblu (19. pozycja), osiągnęła w 1998 roku, który miał być wstępem do wielkiej kariery, a był początkiem końca tenisistki o talencie czystej wody.

Jej kariera uległa załamaniu, a spowodowała to cała seria problemów osobistych i finansowych. Tutaj mamy jeden z wielu przykładów w tenisie ojca-tyrana, który zniszczył karierę córce. A dokonał tego do spółki z kuzynem, zabierając Mirjanie wszystkie zarobione przez nią pieniądze. Gdy była jeszcze nastolatką, razem z matką i rodzeństwem uciekła do Stanów Zjednoczonych przed ojcem Marinko, który znęcał się nad nimi fizycznie i psychicznie.  A stało się to po Wimbledonie 1998, podczas którego Marinko uderzył Mirjanę i jej matkę Andelkę. Chorwatka odpadła wtedy w II rundzie po porażce z Sereną Williams.

Tata despota pragnął, by jego córka stała się taką postacią, jak Pete Sampras, Steffi Graf i Monica Seles, ale najwyraźniej chciał ją do tego doprowadzić metodą terroru. - To były większe pobicia niż ktokolwiek może sobie wyobrazić - mówiła Lučić-Baroni. Była to odpowiedzieć na oświadczenie ojca następującej treści: - Nigdy nie stosowałem nadmiernej siły, a jeśli od czasu do czasu dałem jej klapsa to z powodu jej zachowania. Zrobiłem to wierząc, że jest to najlepsze dla dziecka. Chorwatka miała trochę zaoszczędzonych pieniędzy i przez cztery lata grała bardzo niewiele, głównie w mniejszych turniejach. Ze sportem jednak nigdy nie zerwała, zanim podjęła decyzję o powrocie trenowała w akademii na Florydzie.

Jako juniorka Lučić-Baroni w 1996 roku triumfowała w US Open, a pół roku później w Australian Open i została trzecią zawodniczką w Erze Otwartej, która wygrała dwa wielkoszlemowe turnieje juniorek w wieku 14 lat (po Hingis i Capriati). Ta niesłychanie utalentowana, zniszczona przez ojca tenisistka gra bardzo urozmaicony tenis. Od strony technicznej Chorwatką niezmiennie można się tylko zachwycać. Jest jednak tenisistką bardzo nieregularną, stracone przez rodzinne piekło lata robią swoje, w jej poczynaniach na korcie brakuje pewności i płynności. Skrzydła zostały podcięte i dalekich lotów już nie będzie, jej miłość do tenisa jednak nigdy nie zgasła i pojedyncze momenty pięknej gry ciągle się zdarzają, choć rzadko na przestrzeni całego meczu. Radwańska zmierzy się z Lučić-Baroni po raz pierwszy i zapowiada się nam duża dawka techniczno-taktycznego tenisa. Polka jest jedną z najbardziej regularnych tenisistek w cyklu i nie powinna mieć większych problemów z awansem do ćwierćfinału". - Sportowefakty. pl Łukasz Iwanek

 

To jest jeden ze skrajnych przypadków zniszczenia kariery utalentowanego dziecka przez zbyt zachłannego wielkich sukcesów "szalonego" rodzica, są i mniej skrajne. Tak samo jak "Ojcowie - tyrani" zachowują się kibole od samych zwycięstw, wyzywający sportowców po porażkach i niektórzy dziennikarze wywierający presję na zwycięstwa a potem mszczący się po porażkach. Z drugiej strony nadmierne pochwały i pobłażliwość, też mogą zaszkodzić. Najlepszy jest chyba obiektywizm i rozum.

Jest też i druga strona medalu: "- Dziękuje tym wszystkim, którzy nie chcieli żebym biegła, tym którzy we mnie nie wierzyli. W ten sposób mnie zmobilizowali do walki do tego startu - tak przed kamerami TVP Sport mistrzyni olimpijska Justyna Kowalczyk podsumowała swój złoty bieg w Soczi". Ważne są chyba właściwe proporcje.

sobota, 19 maja 2012

Zbliża się Olimpiada. Wydaje mi się, że aby uatrakcyjnić Olimpiadę i Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym powinno się obok czasówki i wyścigu ze startu wspólnego wprowadzić trzeci wyścig dla górali. Byłoby i dużo ciekawej i sprawiedliwej, bo i sprinterzy i górale mieliby swoje osobne wyścigi. Wzrosłaby również ranga tych kolarskich imprez.

piątek, 11 maja 2012

 

"(...)W stawce mieliśmy same tandetne i kiczowate numery (z dziełem królowej polskiej piosenki włącznie), a wygrał ten, który cechy te z perwersyjną dumą trzyma na wierzchu i jeszcze nimi wymachuje. Pocieszne babcie w ludowych strojach przerobiły, jak twierdzą, drobiowy przebój tak, żeby był o Euro. Jak tu się nie uśmiechnąć?(...)

Zwycięstwo Jarzębiny to heca, która świadczy o tym, że publiczność nie łyknie wszystkiego, co tak zwane rodzime gwiazdy popu z siebie wyplują. Nie ma dobrej piosenki? To będą babcie. Chcecie podpiąć się pod Euro i zarobić? Figa z makiem - będą babcie. Nie potraficie pisać tekstów i melodii? Za karę babcie. Koko wam w oko!". - Michał Miachalak interia.pl

"Podobnie oceniam triumf ludowej przyśpiewki w wykonaniu gospodyń wiejskich z Lubelszczyzny. Zmanierowane gwiazdy wciskające swoje żałosne przeboje w salonach muzycznych przegrały z amatorkami. Janów Lubelski dokopał warszawce. I bardzo dobrze. Nawet jeżeli jakość nie taka jak swego czasu "Futbol, futbol" Maryli Rodowicz czy "Entliczek, pentliczek" Bohdana Łazuki". - Michał Listkiewicz se.pl

 

A mnie się nawet bardziej podoba niż poprzednie piłkarskie przeboje. Bez jaj. A gdyby za tym stała Maryla Rodowicz, to by się wszystkim podobało.

A z taką przyśpiewka nasze szanse na wygranie EURO 2012 niepomiernie wzrastają. Co ja piszę, my te EURO wygramy:)

sobota, 09 kwietnia 2011

„Izu” mistrzem Europy w K-1

"Takiego boksera jeszcze nie mieliśmy. Rodzice Izuagbe Ugonoha (24 l.) pochodzą z Nigerii, ale on urodził się i wychował w Polsce. - Jestem nie tylko sportowcem, ale także intelektualistą - mówi Izu polszczyzną, której mógłby mu pozazdrościć trener Franciszek Smuda".

"Jako amator zdobył mistrzostwo Europy i świata w K1, a teraz zaczął karierę boksera zawodowego.

- Przyzwyczaiłem się już do głupich tekstów pod moim adresem. Ludzie nie spodziewają się, że mogę w ogóle rozumieć po polsku. Moja czarna buźka ich myli - śmieje się Izu, który prawdopodobnie jest najinteligentniejszym polskim bokserem. Skończył studia na gdańskiej AWF (kierunek Turystyka i Rekreacja), czyta mnóstwo książek, pasjonuje się psychologią". - zródło se.pl

"Ciemnoskóry Polak - jak sam o sobie mówi - i były piłkarz rezerw Lechii Gdańsk 4 kwietnia 2011 pokonał jednogłośnie na punkty Niemca Rashida Raada. Pojedynek w wadze junior ciężkiej odbył się w ramach gali Wojak Boxing Night w Bydgoszczy.

Po raz pierwszy w zawodowej karierze Ugonoh nie wygrał przez nokaut. Choć był tego bliski, bo w drugiej rundzie posłał rywala na deski. To była trzecia wygrana przez niego walka bokserka w zawodowym ringu, wcześniej zawodnik GSKS Corpus Gdańsk zdobywał tytuły mistrzowskie w kick-boxingu w formule K-1.

Ugonoh, którego rodzice są Nigeryjczykami, urodził się i wychował w Polsce. Jest absolwentem AWFiS w Gdańsku. Mówi o sobie, że jest czarnoskórym Polakiem, który z dumą reprezentuje Polskę.

Wcześniej próbował swoich sił jako piłkarz i grał w rezerwach Lechii Gdańsk. Gra sprawiała mu radość, ale postawił na sporty walki. I słusznie. Po bydgoskim pojedynku bardzo chwalili go eksperci. Jerzy Kulej nazwał go nawet nadzieją polskiego boksu, a Przemysław Saleta chwalił za warunki fizyczne i silną prawą rękę". - żródło sport.pl

"Rodzice Izuagbe Ugonoha są Nigeryjczykami. ale on sam urodził się w Szczecinie i na arenie międzynarodowej reprezentuje Polskę. 25-letni pięściarz jest uważany za wielki talent. Był mistrzem świata i Europy w K-1, od niedawna koncentruje się na boksie. Jako czarnoskóry Polak często miał ciężkie życie, ale przyznaje, że przez ostatnie lata pod względem tolerancyjności w naszym kraju wiele się zmieniło. Na lepsze.

Ugonoh w rozmowie z "Magazynem Sportowym" przyznaje, że doświadczył w swoim życiu braku tolerancji. - Zmarnowałem sporo energii, żeby walczyć - mówi reprezentant Polski. - Teraz myślę, że szkoda moich nerwów i strachu. Mogłem lepiej grać w gry komputerowe albo robić cokolwiek innego. Z drugiej strony te doświadczenia miały wpływ na to, kim jestem teraz - dodaje.

- Dzisiaj mogę powiedzieć z przyjemnością, że Polska bardzo się zmieniła, bo nie spotykam się z większymi przejawami niechęci czy dyskryminacji. W tych najgorszych chwilach... Co tu dużo mówić, najgorzej było dostać porządny wp..., po prostu. A dostawało się - opowiada Ugonoh.

- Wtedy człowiek myśli "Jak to?! Co ja takiego zrobiłem? Dlaczego wzbudzam w kimś tyle agresji, skoro nawet się nie znamy?!". To było straszne. Fajne jest to, że te przejścia mnie nie złamały. Dzisiaj jestem szczęśliwy, że żyję w Polsce - wyznaje walczący w wadze ciężkiej pięściarz." - zrodlo wp.pl

Cały wywiad w "Magazynie Sportowym" jest ciekawy i jak dotrę dodam większe fragmenty.

Pomału dożyjemy czasów, że Polska stanie się normalnym krajem Europy/świata, w którym panstwowość = narodowość, a obco brzmiące nazwiska, czy inny kolor skóry nie będą z miejsca kojarzyć się z obcymi. Staniemy się krajem wyzbytym zabobonów plemiennych, że przypadkowe korzenie/pochodzenie same w sobie cokolwiek znaczą, bo narodowość to kwestia świadomej przynależności panstwowo/narodowej, że należy do świata wartości, imponderabiliów, że należy do wolności człowieka, że ludzie od wieków ją zmieniają, bo akurat krew i kości to wszyscy mają takie same, a geny nie znają takich pojęć, że ważne jest serce i dusza oraz własna świadomość, że człowiek jest tym kim sam chce być, za kogo sam się uważa, że liczy się jego świadomy wybór, że sam człowiek swoimi czynami i deklaracjami decyduje kim jest, a w sporcie kogo reprezentuje = kogo rozsławia, komu służy i dla kogo pracuje.

Amerykanie są narodem niemal w całości złożonym z imigrantów i pomimo wielu problemów z tym związanych dobrze sobie radzą, a nawet w wielu dziadzinach przodują w świecie. Może i my kiedyś pozbędziemy się strachu przed obcymi, bo mieszanki wzbogacają, a konkurencja tylko wzmacnia mocnych, a dlaczego akurat Polacy mają okazać się słabi i sobie nie poradzić w wolnym świecie?.

------------

Linki:

http://sport.onet.pl/kickboxing-mma/izuagbe-ugonoh-z-duma-reprezentuje-polske,1,3194698,wiadomosc.html