Publicystyka, refleksje, newsy ...Psy szczekają karawana jedzie dalej.Motto: Bitwa zwycięska to bitwa, której nie uznaliśmy za przegraną. Ferdynand Foch
| < Czerwiec 2008 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Ulubione
Blogi Sportowe statystyka Katalog Stron www http://www.interbookie.pl/tutoriale/tenis-ziemny-poradnik-typera/poradnik-dotyczacy-typowania-tenisa-ziemnego

SPORT PO POLSKU CZYLI O LA BOGA! PISZĘ BLOGA

poniedziałek, 30 czerwca 2008
Gazeta Sportowa Sobota, 28 czerwca
"Najgorszy mecz Radwańskiej na Wimbledonie w tym roku, zakończył się najlepiej jak mógł. Zwycięstwem i to w miarę - jak pokazuje wynik - łatwym, bez nerwowym 6:3, 6:2. Ale rezultat nic nie mówi, ci co widzieli jak Agnieszka gra z 17 letnią Rosjanką Pawliuczenkową (...) musiał się zmartwić.
Bo Polka zagrała słabo, powieliła wszystkie swoje błędy, jakie zwykła popełniać w meczach z najlepszymi zawodniczkami świata, a które skupiają się wokół kilku zaledwie zwrotów:
a) słaby serwis pierwszy;
b) słabiuteńki serwis drugi;
c) brak kończącego uderzenia.
Na szczęście na stremowaną (...) Rosjankę to wystarczyło, ale na pewno - powtórzę - na pewno nie wystarczy na kolejną Rosjankę (...) Swietłanę Kuzniecową (numer 4.; bilans ich meczów 1:4 na niekorzyść 20-latki z Krakowa). Grająca jak facet, silna jak tur "Swieta" zastrzeli Polkę po takich "babolach" jakie przydarzały się jej w meczu III rundy, o serwisie z prędkością 80 km na godz. tutaj mówię. I nawet niewiarygodny spryt i niesamowite umiejętności poparte heroiczną defensywą, nie pomogą - drugi w karierze ćwierćfinał wielkiego szlema będzie nieosiągalny.
Optymista ze mnie, więc wymyśliłem, że Radwańska grała tak źle, a jej rywalka tak katastrofalnie, bo przeszkadzał im wiatr i ryki z sąsiedniego kortu. I jeszcze wymyśliłem, że Polka dostanie skrzydeł na wieść o tym, że jest już wśród najlepszych dziesięciu (!) tenisistek świata, co w historii polskiego sportu przytrafiło sie tylko Fibakowi. I to ją zaniesie do ćwierćfinału."

Mam kilka uwag. 1 serwis, 2 serwis, taki czy inny oraz bark czy nie brak kończącego uderzenia, nie uważam za błędy, tylko za mankamenty. Serwis to oczywiście, tylko jeden z wielu elementów gry. Proszę np. zwrócić uwagę, że Agnieszka w 3  meczach popełniła 16 niewymuszonych błędów, a np. Anastazja w jednym pojedynku z Agnieszką 23, a np. Swietłana w 3 meczach 63  ( w ostatnim meczu miała ich 14 a więc o 2 mniej niż Agnieszka w 3 meczach, a w pierwszym meczu aż 30). Agnieszka w 3 meczach miała 51 kończących do 16 niewymuszonych, a Swietłana 87 do 63. A więc Agnieszka w ten sposób, w 3 meczach zdobyła 35 punktów, a Swietłana 24 punkty, a więc 9 mniej od Agnieszki.

Agnieszka na tle kobiet nie serwuje najgorzej ale i nie najlepiej. W tenisie kobiecym inaczej niż w męskim return wydaje się być ważniejszy, albo przynajmniej równie ważny jak serwis.

"Dinara Safina, która przegrała 5:7, 7:6(4), 6:8 z reprezentantką Izraela, Shahar Peer (...) drugą odsłonę dyktowały breaki, a z sześciu gemów, które zdobyła każda z pań, tylko dwa były po własnym serwisie!"

Co do siły serwisu, być może z wiekiem będzie się zwiększać. Średnia szybkości 1 serwisu Agnieszki w meczu z Anastazją była 89 MPH, a 2 serwisu 73 MPH. Swietłana zazwyczaj ma średnią 1 serwisu ok 102 MPH, a 2 serwisu 88 MPH. Siła serwisu to oczywiście nie wszystko, liczy się również precyzja, kont, zmienność etc. Proszę zwrócić uwagę, że Agnieszka w 3 meczach zanotowała 3 asy przy 0 podwójnych, dzięki czemu zdobyła 3 punkty, a np. Swietłana w 3 meczach miała 9 asów ( 7 w 1 meczu) przy 14 podwójnych ( 0 w ostatnim meczu), dzięki czemu straciła 5 punktów. Więc Agnieszka w ten sposób w 3 meczach zyskała pewne 3 i możliwe 5 punktów więcej od Swietłany.

Na pewno na poziom gry obu zawodniczek miały wpływ częste burze oklasków dochodzące z kortu obok, nawet mi to przeszkadzało w oglądaniu relacji w tv. Ale nie zwrócił pan w ogóle uwagi na to, że poziom gry dnia, danego zawodnika często jest związany z poziomem gry dnia rywala. Poziom gry zawodników potrafi się zmieniać w jednym meczu, a co dopiero w dwóch różnych meczach. Nie zależy on tylko od aktualnej formy, ale też od tak ulotnych i zmiennych czynników jak np. koncentracja, warunki atmosferyczne, hałas.  Byłbym bardzo ostrożny w przekładaniu obrazu z jednego meczu na następny, czy też na gry innych zawodników w danym dniu. Np. Swietłana bardzo się męczyła w pierwszym meczu ( 3 sety), a później w 2 i 3 rundzie wygrywała już bezproblemowo. Podobno wpływ na to miała niespodziewanie wysoka  wygrana  Rosji nad Holandią 3- 1( opinia Bykowej ). ale później Rosja poległa z Hiszpanią 3- 0.

Zgadzam się, że o ostatnim meczu Agnieszki można powiedzieć nie wiele więcej niż to, że się odbył. Ale tak  się gra, gdy rywal nie zmusza do wielkiego wysiłku.

"Radwańska raz nawet poślizgnęła się na trawie. Na szczęście nic złego się nie stało i mogliśmy za chwilę oklaskiwać firmowe zagrania Agnieszki: skróty po serwisie rywalki, loby, zabawę w mijanie. Ojciec - trener Piotr Radwański ocenił mecz na 7 w skali do 10. -Isia grała trochę zbyt nerwowo, zbyt wiele uderzeń odbijała ramą, najbardziej cieszy mnie to, iż grała krótko, tylko godzinę" - donosi Krzysztof Rawa z Londynu ( Rzepa)

Też tak jak pan liczę na udany rewanż Agnieszki z Kuzniecową i na poprawę bilansu ich pojedynków na 4 - 2.

PATCH. Autor: brentford   28.06.08, 09:55 napisał:

"czwarta runda, czyżby po raz kolejny skończy sie sen o ... "

SORRY. To jest rozumowanie podlotka, tylko dzieci śnią na jawie. Nikt nie ma patentu na wygrywanie. Jasne, że Rosjanka też może wygrać, będzie nawet faworytką. Po co sobie robić wielkie nadzieje, po co śnić. Wystarczy tylko kibicować, obserwować i podziwiać. Nie będzie głupot, nie będzie wielkich rozczarowań i dramatów.

PATCH.  Autor: Gość: roki IP: *.acn.waw.pl   29.06.08, 23:36 napisał:

"nasza przegra (...), niestety"

Każdy mecz tenisowy można przegrać, wygrać, nie można tylko zremisować. Spora część kibiców w Polsce, "rozumie" tę oczywistość na sposób absurdalny: zamiast mówić, jeśli możesz wygrać to na pewno wygrasz, kraczą: jeśli możesz przegrać to na pewno przegrasz i zatruwają jadem pesymizmu innych. Krakać każdy potrafi, tyle że jest to czynność bezcelowa, bezsensowna i do niczego dobrego nie prowadzi. Trudno zrozumieć, że ktokolwiek tego może nie rozumieć.

W sporcie jest prosta zależność, każdy zawodnik musi wierzyć ( byle ta wiara nie była pozorna) że wygra, aby miał szansę wygrać tzn. powalczyć o zwycięstwo. Każdy zawodnik ma prawo a nawet obowiązek wierzyć w siebie ( czy jest to wiara prawdziwa czy pozorna wychodzi dopiero w praniu ) i ma prawo tę wiarę okazywać na sposób w jaki chce. Może nawet twierdzić, że nie ma żadnych szans, jeśli uważa, że to doda mu pewności siebie. A jeśli zaś kibice nie mają własnego rozumu i zbyt dosłownie traktują słowa sportowców, po to aby się na nich obrażać czy pomstować, to świadczy tylko o ich niedojrzałości. Sądzę, że niedojrzałość wielu kibiców w Polsce jest jedną z przyczyn ogólnej mizerii polskiego sportu.
Ulubionym zajęciem niedojrzałego kibica jest krakanie. Jeśli może się nie udać to na pewno się nie uda. Krakanie to nic innego jak odbieranie szans zawodnikowi, któremu chce się kibicować. Właśnie brak prawdziwej wiary w siebie u wielu naszych sportowców (kompleksy), jest jedną z głównych przyczyn słabości polskiego sportu. Kibice kraczą nie wiedząc o tym, że to krakanie jest właśnie jedną z przyczyn, dla których czują się zmuszeni krakać, czyli częste rozczarowania z wyników sportowców. Kraczący kibice są jak psy, które  ścigają własny ogon.

Nasza rzeczywistość: "Wszystko albo nic", z jednej strony absurdalny pesymizm, z drugiej strony równie niedorzeczny hurraoptymizm i odtrąbywanie zwycięstw zanim one nastąpią. Jedno jest tylko pewne, że nic nie jest pewne. Niech Agnieszka dziś wygra. Ja wierzę, że wygra bo gra inteligentnie i walczy, a jak wygra, to będzie można pisać o kolejnych rywalkach. Agnieszkę stać na wiele, może nawet na wszystko, ale spokój i opanowanie nikomu jeszcze nie zaszkodziły, a gorące głowy już nieraz.

PATCH. Komentarze Gimelstoba.
"Były amerykański tenisista (...) rzucił seksistowskie komentarze pod adresem tenisistek cyklu WTA. Francuzki Alize Cornet i Tatianę Golovin określił jako "sexpots",(...) Rosjankę Annę Kurnikową nazwał "suką" (...) przeprosiny otrzymała Anna Kurnikowa, z którą Amerykanin będzie grał w przyszłym miesiącu w turnieju z cyklu American team tennis series."
Ja bym przeprosin nie przyjął, nawet po miesięcznych rekolekcjach. Przyjęcie przeprosin uwłacza osobie obrażonej, a wypowiedz powyższa uwłacza tylko osobie obrażającej. Obrażać publicznie, przepraszać prywatnie - na to nie powinno być ogólnego przyzwolenia. Każdy kto ma szacunek dla samego siebie, będzie wiedział jak z kimś takim postępować.

PATCH. Po czym poznaje się tenisistę?. Różnie, ja poznaję po tym jaki ma bilans meczy "już przegranych", do meczy "jużwygranych".Naturalnie im lepszy tym lepiej. Piszę, bo niektórzy są zdania, że im gorszy tym lepszy .

piątek, 27 czerwca 2008
- Agnieszka Radwańska jest w życiowej formie, trawa to jej nawierzchnia, a rywalki się boją. Finał Wimbledonu jest więc możliwy - mówi Wojciech Fibak. Na razie Radwańska gra w piątek o 1/8 finału z Anastazją Pawluczenkową .
"Scenariusz dla Radwańskiej?
I runda
Iveta Beneszova 6:3, 6:0
II runda
Marta Domachowska 6:1, 6:3
III runda
Anastazja Pawluczenkowa
1/8 finału
Swietłana Kuzniecowa
Ćwierćfinał
Serena Williams lub Amelie Mauresmo
Półfinał
Ana Ivanović
Finał
Venus Williams"                       -  autor Jakub Ciastoń, wimbledon

Nie sądzę aby Venus doszła, aż do finału. Ale ja nie o tym. Jedno to wierzyć, że każdy mecz można wygrać. Ale sama wiara nie wystarczy i musi być poparta dążeniem do celu. Inaczej wiarę tę ma być widać na korcie, bez względu na ostateczny wynik pojedynku. Sądzę, że to u nas jest "białym krukiem". A co innego, to planować z góry kolejne zwycięstwa czyli dzielić skóry na żywych niedźwiedziach, bez pytania ich o zgodę. Akurat tego nam nigdy nie brakowało. W sumie oba te z pozoru przeciwstawne sposoby myślenia - czyli z góry przewidywanie klęsk i rozdawanie zwycięstw - mają te samo źródło w determinizmie.

Mamy 3 rundę, po co wybiegać myślami aż do finału. Ja się nie mogę pogodzić z tym, jeśli ktoś z góry - nie będąc do tego upoważniony - odbiera naszej reprezentantce szanse dojścia do finału, ale to dla mnie nie jest równoznaczne z tym, abym miał z góry ten finał zakładać. Komu i czemu to służy?.

Według mnie Agnieszka mimo młodego wieku jest dojrzałą profesjonalistką, w każdym meczu walczy o zwycięstwo ( wyjątki są od każdej reguły) i ta świadomość mi jako kibicowi zupełnie wystarczy, więcej nie mogę wymagać.

Piłka po piłce, krok po kroku, runda po rundzie, szczebelek po szczebelku innej drogi nie ma, ale wydaje mi się, że akurat Agnieszka to wie. A ponieważ daje tyle, na ile ją aktualnie stać, to dojdzie tam gdzie będzie w stanie dojść, zobaczymy gdzie :). Rozwija się miarowo i to jest chyba najważniejsze.

Anastazja Pawluczenkowa, jest groźną przeciwniczką, przekonała się już o tym Alize Cornet, którą odprawiła z kwitkiem w 1 rundzie, choć ta ostatnia bardzo tego nie chciała. Czy okaże się groźna dla Agnieszki. to się dziś dowiemy.


PATCH. Autor: Gość: helmut IP: *.rev.stofanet.dk   27.06.08, 11:24 napisał: czym zajmowaliście się przed Radwańską ?
Na moje ucho jest to były towarzysz z NR "dla niepoznaki" D - ówka. Towarzyszu Helmut, Ty "zakuty łbie" ( to łącznik dawnych rycerzy z późniejszymi "czerwonymi"), nie domyślisz się ? - czekaliśmy na nią!.


czwartek, 26 czerwca 2008

                             

Dobra wiadomość. Młodsza z sióstr Radwańskich sprawiła duży zawód niektórym swym rodakom. Będąc ok. 190 w rankingu wypadła na tle światowej szóstki dużo lepiej niż 50 Beneszowa i 65 Domachowska na tle jej starszej siostry, która do Sereny traci 5 miejsc w rankingu. Okazało się, że bukmacherzy mieli rację.

A nie miała taryfy ulgowej. Serena przystąpiła do meczu w pełni skoncentrowana. Widać, że nazwisko robi swoje. Z tego punktu widzenia, Urszula ma trudniejszą drogę od siostry. Ale podobno ma "rogatą duszę", więc sobie poradzi.

Biorąc pod uwagę, że "realiści" zapowiadali rowerek, mecz był dużo bardziej wyrównany, niż można było oczekiwać i to nie dlatego, że Serena popełniała dużo błędów, ale ze względu na dobrą grę Urszuli. Grała równo przez cały mecz, czyli wytrzymała mecz psychicznie. Była w obu setach o jeden gem od stanu 5 -5 i to wszystko przy 44% celności pierwszego podania. Widać, że ma duży potencjał i przy lepszym losowaniu mogła dojść wyżej. Brawa. Za rok będzie lepiej, a może nawet dużo lepiej. Występ na wimbledońskiej trawie może śmiało zapisać po stronie aktywów.


Tragiczna wiadomość, dla malkontentów jest taka, że Agnieszka nie pozwoliła się "zmasakrować" Marcie. Na szczęście Marta nie miała takich zamiarów. Malkontenci są niepocieszeni, a może nawet dostają wypieków ze złości. Stanowczo, za dobrze jej idzie. Jeśli się odpowiednio wcześnie nie zaradzi złu, to może obrosnąć w piórka. A przecież jest prawdą powszechnie znaną, że tenis nie został wymyślony z myślą o Polakach. Malkontenci mają rzecz prosta najlepsze intencje. Są pełni troski o to, aby Agnieszce woda sodowa nie uderzyła do głowy.

Ale nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie. "Masakra" musi być i będzie. Nie dziś to jutro, nie jutro, to pojutrze itd. Teraz cała nadzieja w Anastazji Pawluczenkowej, jest w rankingu dopiero 137 ( ranking nie oddaje jej możliwości, od niedawna zaczęła seniorską karierę, a w I rundzie wyeliminowała już 17 Alize Cornet ), więc gdyby wygrała, to byłoby coś. Nadzieja jest, przecież w sporcie każda niespodzianka jest możliwa. Rzecz prosta zasada ta nie obejmuje Polaków. Malkontent uznaje ją bez problemu, ale pod warunkiem wykluczenia z niej Polaków i tylko wtedy, gdy obraca się ona, przeciwko nim. Inaczej nie ma i nigdy nie będzie na nią zgody.

Jest jeszcze jedna zła i dobra wiadomość. Pojawiają się już pierwsze głosy, że Agnieszka poprawiła serwis, połączone z pretensjami o uznanie zasług tych wszystkich, którzy wybrzydzali i nadal będą wybrzydzać, co do jej miernych umiejętności serwisowych. Wiele tysięcy Polaków, spokojnie będzie mogło sobie przypisać główną zasługę w tej sprawie, bo trudno będzie ustalić pierwszeństwo i przyznać komuś konkretnemu wieniec laurowy. Już zgłaszają się pierwsi chętni, a co będzie, gdy zła wiadomość stanie się niepodważalnym faktem, aż trudno to sobie wyobrazić. Dobra wiadomość jest taka, że może do tego nie dojdzie.

Ocena pojedynku z Beneszową z punktu widzenia serwisu. Asy 0 - 2 dla Radwańskiej. Podwójne błędy 2 - 0 dla Radwańskiej. Celność pierwszego serwisu 67% - 80% dla Agnieszki. Skuteczność pierwszego serwisu 53% - 79% dla Agnieszki. Skuteczność drugiego serwisu 19% - 60% dla Agnieszki.

Ocena pojedynku Agnieszki z Martą z punktu widzenia serwisu. Asy remis 1 - 1. Podwójne błędy 7 - 0 dla Radwańskiej. Celność pierwszego serwisu 60% - 77% dla Radwańskiej. Skuteczność pierwszego serwisu 52% - 65% dla Agnieszki. Skuteczność drugiego serwisu 26% - 64% dla "isi". Dodam. Kończące uderzenia 21 - 19 dla Marty. Niewymuszone błędy 27 - 7 dla Agnieszki.

PATCH. Malkontenci to waleczny, dumny i szczodry ludek. "Walczą" z renegatami, a kiedy już ich pokonają, przygarniają ich z powrotem pod swoje skrzydła, z pełnymi honorami. Renegaci to są zaś ci, którzy wychwalają delikwenta pod niebiosa (hurra optymiści), a kiedy się tylko noga  pod takim powinie wylewają na niego - przygotowany zawczasu - kubeł zimnych pomyj. Renegaci to rzecz jasna byli malkontenci, którzy przeniknęli do obozu wroga i czekają tylko na dogodną sposobność po temu, aby w glorii chwały wrócić pod swój sztandar, a do tego czasu, samą swoją obecnością w obozie przeciwnika, dostarczają doskonałe alibi jawnym malkontentom.

Pomiędzy wiecznymi optymistami ( według mnie jest ich za mało) i wiecznymi malkontentami ( według mnie jest ich stanowczo za dużo, jak na nasze potrzeby), jest silna falanga ostrożnych ( partia środka, umiarkowani). Nie chcą wyjść na durni, więc ciągle są pełni wahań po której ze stron się - wyraźnie - opowiedzieć. Mają stałe zmartwienie, z jednej strony, nie chcą popełnić faulstartu, ale z drugiej mańki nie chcą się obudzić z ręką w nocniku. Dlatego chodzą spać ciągle niewyspani. Wisi nad nimi stale pytanie kiedy, czy i po której stronie wejść do gry ? A może podzielą się po połowie?. Przecież ostrożności nigdy za dużo.

środa, 25 czerwca 2008
Photo Titled Radwanska in action
Wimbledon: Urszula Radwańska z Sereną Williams na "Cmentarzu Mistrzów"

Najlepiej by było nie myśleć o sile rywalki, zapomnieć z kim się gra. Naturalnie zaraz po tym, jak się uprzednio przygotowało taktycznie i mentalnie pod rywalkę. Grać swoje najlepiej jak się da i nie zrażać aż do końca. Nawet jak się dojdzie w trakcie meczu do wniosku, że nic z tego, to też się nie zrażać, grać swoje i starać się urwać jak najwięcej gemów.
Chyba nic więcej nie da się zrobić. Grunt to dobra zabawa.



"Szanse na to, że Urszula Radwańska pokona w środę Serenę Williams w starciu Dawida z Goliatem są chyba jednak większe, niż na to, że Marta Domachowska wygra z Agnieszką Radwańską w polskim meczu przyjaźni."

Ja bym na "mecz przyjaźni" nie liczył. Takie mecze są na ogół bardziej zażarte niż mecze nieprzyjaźni. A jeśli bukmacherzy dają większe szanse Urszuli niż Marcie, to może dlatego, że pojedynek Urszuli, będzie się rozgrywał na "cmentarzysku mistrzyń".

Autor: brentford   24.06.08, 23:15 napisał:

"mam nadzieję że marta "zmasakruje" radwańską".

Daj Boże. Niech "zmasakruje". Wydaje mi się jednak, że Marta nie jest sportsmenką pokroju Agnieszki, że nie jest "materiałem" na mistrzynię. Ale może się mylę. Gra z rodaczką, więc da z siebie wszystko. Powodzenia dla Marty, powodzenia dla Agnieszki, niech wygra lepsza.

wtorek, 24 czerwca 2008

Pierwsza muszkieterka to Urszula "mlodsza" Radwańska.

"- Wreszcie wyszłam z cienia starszej siostry - mówiła szczęśliwa Urszula Radwańska, która awansowała do II rundy Wimbledonu i zagra w środę z Sereną Williams".
"- Dla mnie Wimbledon mógłby się skończyć już dziś. Jestem tak szczęśliwy, że Ula wreszcie się odblokowała, że nic innego już mnie nie interesuje - mówił Robert Radwański, ojciec i trener 17-letniej Urszuli po jej zwycięstwie w I rundzie z Czeszką Klarą Zakopalovą 6:1, 6:4".

Może w końcu klan Radwańskich będzie mógł podróżować razem i rozpocznie się długa seria siostrzanych bojów, które przejdą do historii polskiego tenisa. Nie ma to jak kłótnie w rodzinie :) i wszystko w rodzinie może pozostać.

Druga muszkieterka to Agnieszka "isia" Radwańska.

"Sklasyfikowana na 50. miejscu światowego rankingu Beneszowa w miarę równą walkę  z Polką nawiązywała tylko w pierwszym secie. Mimo że nasza zawodniczka dość szybko odskoczyła rywalce, prowadząc 5:2, ta nie zamierzała się poddawać. Walczyła do samego końca, ale ostatecznie uległa wyżej notowanej Radwańskiej 3:6" - tenisklub.pl
"Drugi set trwał tylko 19 minut, a Polka nie straciła w nim gema". "Czeszka prowadziła w inauguracyjnym gemie 40:0, ale od tego momentu do  końca meczu zdołała wygrać zaledwie jeden punkt (!) i to bardzo szczęśliwy, bo po nieczystym smeczu, który kompletnie zmylił Radwańską" tenisklub.pl

Trzecia muszkieterka to Marta "sama jedna" Domachowska.

"W I rundzie singla Domachowska (WTA 65) miała najtrudniejszą przeprawę z trzech Polek, bo jako jedyna musiała rozegrać trzy sety". "Domachowska dość łatwo wygrała pierwszego seta, bo praktycznie wszystko jej się udawało - od serwisu, po kąśliwe slajsowane zagrania zmieniające rytm, po dropszoty, do których Amerykanka nie zdołała dobiec. W drugim secie Polka się jednak zdekoncentrowała (...) Na szczęście, w trzeciej partii Domachowska zamiast oddać pole rywalce, zacisnęła zęby, szybko przełamała serwis Craybas i do końca parła do zwycięstwa" tenisklub.pl

Poszukiwany czwarty muszkieter to nie kto inny tylko Dawid "powalczy" Olejniczak. Dziś ma szansę dołączyć do wymienionej trójki.

"- Przed losowaniem drabinki marzył mi się mecz z Federerem. Ale w sumie może to i dobrze, że wylosowałem Gillesa Simona. Francuz to dobry zawodnik, ale na pewno jestem w stanie z nim powalczyć". "- Byłem kiedyś w muzeum na Wimbledonie jako dziecko. Miałem osiem, może 10 lat i grałem już w tenisa. Pomyślałam sobie, że chciałbym tam kiedyś zagrać. No i udało się. A co będzie dalej? Zobaczymy".

PATCH. Wielka szkoda, że jedna muszkieterka musi polec już w drugim akcie.

 
1 , 2 , 3 , 4