Zakładki:
Australian Open. Wybrane notki.
Eastbourne. Wybrane notki.
Olimpiada. Wybrane notki.
Polemiki z:
Roland Garros. Wybrane notki.
US Open. Wybrane notki.
Wimbledon. Wybrane notki.
Wstępne podsumowanie 2008.
|
SPORT PO POLSKU
wtorek, 15 maja 2012
(...)"A! Twardowski; witam, bracie!" To mówiąc bieży obcesem: "Cóż to, czyliż mię nie znacie? Jestem Mefistofelesem.
Wszak ze mnąś na Łysej Górze Robił o duszę zapisy; Cyrograf na byczej skórze Podpisałeś ty, i bisy
Miały słuchać twego rymu; Ty, jak dwa lata przebiegą, Miałeś pojechać do Rzymu, By cię tam porwać jak swego.
Już i siedem lat uciekło, Cyrograf nadal nie służy; Ty, czarami dręcząc piekło, Ani myślisz o podróży.
Ale zemsta, choć leniwa, Nagnała cię w nasze sieci; Ta karczma Rzym się nazywa, Kładę areszt na waszeci."(...) Adam Mickiewicz
Wpis jest aktualizowany wraz z postępem turnieju
Właśnie do Rzymu przeniósł się tenisowy tour:
"Po eksperymencie z szybką i śliską niebieską mączką w Madrycie tenisistki przeniosły się do Rzymu, gdzie wreszcie zagrają na prawdziwej czerwonej cegle. Będzie to w tym roku jedyny duży turniej przygotowujący do występów w wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie, który zaczyna się już 27 maja. Pula nagród w Rzymie wynosi 2,1 mln dol. Zagra niemal cała czołówka, z pierwszej 10 zabraknie jedynie kontuzjowanej Rosjanki Wiery Zwonariewej. Tytułu broni jej rodaczka Maria Szarapowa, która rok temu odniosła w stolicy Włoch swoje największe zwycięstwo na kortach ziemnych. Do wywalczenia na kortach Foro Italico jest 900 pkt. do rankingu WTA, a za finał - 620 pkt. AR w tym tygodniu ustanowiła swój rekord punktowy w rankingu WTA i po raz pierwszy w karierze przekroczyła barierę 7 tys punktów, na co złożyło się pięć wygranych turniejów. Już w pierwszej rundzie odpadło kilka rozstawionych tenisistek: nr 10 Franceska Schavione została odprawiona przez E. Makarovą (39 WTA), kolejna wpadka Włoszki, nr 11 Sabine Lisicki uległa M. Erakovic (41 WTA), a swoją drogą Sabine ma szczęście że jest Niemką, bo np. u nas po tej i podobnych porażkach robiłaby tym którym nic się nie udaje za tarczę strzelecką, z tą różnicą, że u nas nie miałaby szans na podobną karierę, nr 15 Jelena Jankovic poległa z ręki S. Cirstei ( 45 WTA), a nr 16 Maria Kirilenko przegrała z F. Pennettą ( 21 WTA). ![]() AR w swoim pierwszym meczu w drugiej rundzie zmierzy się z Czeszką Petrą Cetkovską (28 WTA). Przed Polką bardzo trudne zadanie, bo właśnie Petra była ubiegłoroczną zmorą Agnieszki - najpierw wyrzuciła ją w II rundzie Wimbledonu, a potem także z New Haven tuż po jej zwycięstwie w Carlsbad ( pierwsze zwycięstwo Polki po dwuletniej przerwie ) a przed nieudanym US Open. Bilans wszystkich meczów 3-0 dla Czeszki. Czas więc na kolejną próbę rewanżu - trzymam kciuki za powodzenie.
Na dobry omen Łukasz Kubot po raz pierwszy po 4 porażkach wygrał w pierwszej rundzie turnieju w Rzymie z Włochem Potito Starace 6:3, 5:7, 6:2. Teraz najlepszy polski singlista zmierzy się z finalistą turnieju madryckiego Berdychem. Finał madrycki między Federerem a Berdychem był znakomitym potwierdzeniem tezy, że prowadzący ma pod górkę, a goniący z górki, że raczej należy chwalić za utrzymanie prowadzenia niż ganić za jego stratę, że mimo że prowadzący ma do zwycięstwa bliżej, to wraz z prowadzeniem trudność wrasta a nie maleje ( inaczej, że nie są to głupie/frajerskie porażki jak u nas zwykło się mawiać, i że nie tylko polscy sportowcy nie są odporni na takie sytuacje), bo Czech w dwóch decydujących setach prowadził z Federerem przewagą przełamania i serwisem mógł rozstrzygnąć mecz najpierw w drugim, a potem w trzecim secie na swoją korzyść, a jednak Roger dwa razy potrafił odrobić straty, a sam nie pozwalał się dogonić i ostatecznie triumfował. Tak więc dużo bliżej zwycięstwa był Czech, a mimo to wygrał Szwajcar. Dlatego Łukasz powinien jak zawsze grać do końca i wydaje się że ma spore szanse na sprawienie wielkiej niespodzianki. Trzymam kciuki za powodzenie.
"Wczorajsza ( ten cytat pochodzi z jutrzejszej GW:) - dopisek mój) porażka 4:6, 6:5, 1:6 w II rundzie turnieju w Rzymie kończy niesamowitą passę Agnieszki Radwańskiej (WTA 3), która od początku roku ani razu nie odpadła z turnieju przed ćwierćfinałem. Wygrała w Dubaju i Miami, w Sydney, Dausze, Stuttgarcie i Madrycie dochodziła do półfinałów, a w pozostałych trzech imprezach osiągała 1/4 finału. Od stycznia wygrała 32 mecze, przegrywała sześciokrotnie wyłącznie z Azarenką, światowym nr. 1. "- Lubię z nią [Radwańską] grać, bo prezentuje bardzo inteligentny tenis i trzeba dać z siebie maksymalnie wszystko. Miałam dobry dzień i prawie się nie myliłam. Cieszę się, że wygrałam z Agnieszką. Mecz był porywający i mógł się podobać kibicom. Nie wiem jednak, jak będzie wyglądał nasz kolejny pojedynek. Mogę go wygrać, a równie dobrze przegrać - powiedziała Petra Cetkovska". - eurosport.pl Niestety przystanek Cetkovska nadal działa. Gra Czeszki odbiera AR największe jej atuty. Gra Polki nie była wcale taka zła, zwłaszcza w dwóch pierwszych setach - po prostu Czeszka zagrała jeszcze lepiej i miała też sporo szczęścia, które sprzyja lepszym. Poza tym dała z siebie wszystko, bo wiedziała ze swojego doświadczenia, że rywalka jest do pokonania. Ale drugi set pokazał, że tak zawsze być nie musi, choć Czeszka mogła sobie pozwolić na jego stratę. Najbardziej zaskoczył trzeci set, gdyż po dwóch pierwszych można było liczyć na zacięty pojedynek do samego końca, a tym czasem cały decydujący set toczył się pod dyktando Petry. Ale kto inny niż niewygodna Czeszka mógł przerwać tegoroczną passę zwycięstw najlepszej polskiej tenisistki, która dotąd przegrywała tylko z liderką rankingu. A nawet Roger Federer miał niewygodnego rywala, który go długo gnębił. Teraz najlepsza polska singlistka musi się odbudować przed zbliżającym się RG.
( mnie się generalnie gra obu tenisistek w pierwszych dwóch setach podobała, lubię taką grę, choć wolałbym aby Polka była lepsza, szkoda ze trzeci set odstawał od dwóch pierwszych i że walka nie była zacięta do samego końca wg mnie nie chodzi o to aby AR osiągała jak najlepsze wyniki, ale chodzi o to aby osiągała jak najlepsze wyniki grając ( i ulepszając ) swoim stylem gry może i Radwańska mimo ze generalnie jest bardzo dobra jest gorsza w małych gierkach od Cetkovskiej, ale jest od niej wyraznie lepsza w radzeniu sobie w grze z agresywniejszymi i siłowo grającymi rywalkami, z którymi Czeszka sobie znacznie gorzej radzi )
W drugiej rundzie z tenisistek rozstawionych razem z nr 3 Agnieszką Radwańską z Rzymem pożegnały się: nr 6 Caroline Wozniacki skreczowała przy stanie 6-4, 4-0 do A. Mediny Garrigues ( 31 WTA), czy Hiszpanka miała szczęście?, nr 7 Marion Bartoli nie sprostała J. Georges (29 WTA), a nr 1 Wiktoria Azarenka co prawda zmiotła z kortu S Peer 6-1, 6-2, ale kolejny mecz oddała walkowerem wycofując się z turnieju, czy to znaczy że jej niedoszła rywalka nr 14 D. Cibulkova, która w 1 r. grała z kwalifikantką, w 2 r z posiadaczką "dzikej karty", a ćwierćfinał dostała walkowerem ma szczęście?, czy będzie to odnotowane w rankingu WTA?.
----- z forum i niedoczytania: "No cóż, bycie trzecią rakietą światowego tenisa do czegoś jednak zobowiązuje. Zobaczymy jak daleko Aga tym razem zajdzie " w mocno obstawionym" turnieju, gdy sama będzie musiała eliminować grozne konkurentki. Bartoli jej tym razem nie pomoże". "Wygląda na to, że ten turniej w Rzymie będzie rzeczywistą wykładnią formy i możliwości Radwańskiej (...)". same idiotyzmy: a miejsce w rankingu każdy ma takie jakie sobie sam wywalczy i nie ma z tego tytułu żadnych osobnych zobowiązań a Bartoli gra tylko dla siebie i nigdy w niczym nikomu nie pomaga wszystkie turnieje w których Radwańska grała ( z wyjątkiem Kala Lumpur) były "mocno obsadzone", a w ostatnim wyeliminowała dwie grozne rankingowo rywalki, 20 Vinci i 24 Errani ( żadna polska tenisistka w całej erze open poza Radwańską nigdy tak wysoko w rankingu jak one nie była ) żaden tam wykładnik formy: 1) Cetkovska jest niewygodna, jak z nią przegra będzie znaczyć że nadal Czeszka ma patent na Radwańską, ze jej styl gry jej leży i nic to nie zmieni w formie Radwańskiej no chyba że forma jest wtedy gdy się wygrywa, a gdy się przegrywa to już formy nie ma typowa polska mentalność - jak polscy sportowcy mają korzystne losowania, czy układy w drabinkach to psioczą, a jak mają mniej korzystne, to groza i piszą o jakiś sprawdzianach form, wszystko aby zdołować, zdeptać, poniżyć -------- Zagraniczny komentator Eurosportu ( służy obcym krajom) S. Sikora przy okazji meczu Samanty Stosur z Venus Williams raczył podzielić się swoja opinią, że Radwańska ponoć słabo serwuje, gdyby tak było nigdy nie wygrałaby tylu meczów, nie zebrałaby ponad 7 tys pkt. do rankingu, nie awansowałaby na 3 miejsce w rankingu i nie wygrałaby w tym czasie 5 turniejów. 1) żadna tenisistka nie serwuje we wszystkich meczach równo, raz lepiej, raz gorze, więc jest to okazja dla nieuczciwych obserwatorów do manipulacji 2) drugi serwis u wszystkich tenisistek jest słaby i jest atakowany przez rywalki i jest to również dobra podstawa do manipulacji 3) wg mnie na ogół AR serwuje bardzo dobrze, jak na swoje warunki fizyczne, precyzyjnie, ma na ogół dobrą celność pierwszego podania, dobrą jego skuteczność i nie popełnia błędów serwisowych, choć w różnych meczach wygląda to różnie, raz lepiej, raz gorzej 4) nad serwisem wszystkie tenisistki muszą pracować, bo to jest ważny element gry 5) jeśli ktoś mówi że jedna z czołowych tenisistek słabo serwuje, to powinien podać dane statystyczne na jakich swoje oceny opiera, np średnią z całego roku celności pierwszego podania, skuteczność 1 i 2 podania, asów, podwójnych błędów serwisowych i które miejsce zajmuje na tle konkurencji 6) no chyba, że jest tak jak to u nas często bywa, ze jak ktoś wygrywa to dobrze serwuje, a jak przegrywa to słabo ( totalny brak odporności na porażki, na cudze porażki, z powodu polskich kompleksów narodowych),
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.
piątek, 04 maja 2012
Wpis jest aktualizowany wraz z postępem turnieju Od piątku ( eliminacje) ruszył prestiżowy turniej WTA Premier Mandatory w Madrycie, oczywiście z udziałem najlepszej polskiej tenisistki od najbliższego poniedziałku 3 rakiety WTA Tour, a przez eliminacje do głównej drabinki będzie próbowała także awansować trzecia rakieta naszego kraju Marta Domachowska. "Impreza w Madrycie rozgrywana będzie na niebieskich kortach ziemnych, których barwa wzbudza wiele sprzecznych opinii. Na triumfatorkę czeka 1000 punktów do klasyfikacji WTA Tour oraz premia w wysokości 631 tysięcy euro. Tytułu broni Kvitova, która - w wyniku przesunięcia o tydzień w kalendarzu - straci te punkty w poniedziałek i dzięki temu wyprzedzi ją Radwańska. Żeby wrócić na trzecią pozycję na świecie, będzie musiała w stolicy Hiszpanii dotrzeć co najmniej do finału. Natomiast jeśli krakowianka osiągnie ćwierćfinał, to konieczny będzie triumf Kvitovej, pod warunkiem, że nie spotkają się w finale (wtedy, nawet mimo porażki, Radwańska pozostanie przed Czeszką)". - rp.pl "Teoretycznie o pozycję numer trzy na świecie walczyć też może aktualnie piąta Samantha Stosur, ale tylko jeśli triumfuje w turnieju. Jednocześnie Australijka musi liczyć, że Kvitova odpadnie najpóźniej w półfinale, a Radwańska w 1/4 finału". - eurosport.pl Tak więc AR w najbliższym tygodniu awansuje na najwyższe w karierze 3 miejsce w rankingu WTA, ale czy utrzyma się na nim na dłużej zadecyduje turniej w Madrycie.
AR w pierwszej rundzie zmierzy się z posiadaczką "dzikej karty" reprezentantką gospodarzy 20 - letnią Larą Arruabarrena-Vecino (127 WTA). Hiszpanka w zawodowych imprezach bierze udział od lutego 2007 roku. Na początku występowała w turniejach rangi ITF. W sumie w czasie kariery Lara wygrała jedenaście turniejów w grze pojedynczej i siedem w grze podwójnej rangi ITF. Nieco ponad dwa miesiące temu Lara zanotowała największy sukces w karierze. Wygrała turniej WTA International w Bogocie. W finale wygrała z Rosjanką, Aleksandrą Panową ( 118 WTA). Nie muszę pisać, że Polka będzie zdecydowaną faworytką - trzymam kciuki za powodzenie.
"Agnieszka Radwańska awansowała do drugiej rundy turnieju Mutua Madrid Open. Debiut na niebieskiej madryckiej mączce był w wykonaniu Polki bardzo efektowny. Isia w niespełna godzinę pokonała 6:3, 6:1 Larę Arrubararrenę-Vecino, która nawiązywała walkę jedynie do stanu 3:3 w pierwszym secie".- tenisklub.pl Wybrane statystyki: 1 set celność 1 podania 71%-71%, skuteczność 1 podania 73%-58% dla Polki, skuteczność 2 podania 83%-40% dla Polki, asy 1-1, podwójne 0-1 dla Polki 2 serw celność 1 podania 60%-86% dla Hiszpanki, skuteczność 1 podania 83% - 39% dla Polki, skuteczność 2 podania 75%-67% dla Polki, asy 2-0 dla Polki, podwójne 0-0.
W pierwszej rundzie doszło do kilku niespodzianek: największą była porażka Marion Bartoli z Soraną Cirsteą (48 WTA), odpadły też ostatnio bez formy: Franceska Schavione z amerykańską kwalifikantką V. Lepchenko ( 77 WTA), jak widać dobre losowanie włoskiej mistrzyni RG znowu na niewiele się zdało, a Viera Zwonariowa poległa z rąk P. Cetkovskiej ( 29 WTA), a z drugiej dziesiątki rankingu odpadły Cibulkova (16WTA), która nie sprostała Robercie Vinci ( 20 WTA) oraz Jelena Jankovic (18 WTA) z grającą z dziką kartą C. Suarez Navarro ( 45 WTA).
AR w drugiej rundzie zmierzy z Sarą Errani (24 WTA) 24-letnią Włoszką, która w tym sezonie wygrała wszystkie szesnaście pojedynków na nawierzchni ziemnej. Wygrała w tym roku trzy turnieje w Acapulco, Barcelonie i w ubiegłym tygodniu w Budapeszcie. Włoszka ma za to fatalny bilans z zawodniczkami z pierwszej dziesiątki rankingu - 0 zwycięstw i aż 26 porażek. Panie dotąd grały przeciw sobie pięć razy - bilans meczów 4-1 dla Radwańskiej, ale ostatni mecz rozegrały na Wimbledonie w 2010 roku. Polka będzie faworytką, ale rywalka jest na pewno bardzo grozna - trzymam kciuki za powodzenie. radość Sary z wygranego gema, skąd my to znamy:) "Agnieszka Radwańska w brutalny sposób przerwała passę Sary Errani, która wygrała szesnaście meczów z rzędu na kortach ziemnych. Polka gładko zwyciężyła 6:0, 6:1 i awansowała do trzeciej rundy turnieju WTA w Madrycie". - sport.pl "Spotkanie było bardziej wyrównane niż mógłby to sugerować wynik. I set obfitował w długie i wyrównane gemy (Polka wróciła ze stanu 0-40 przy 2:0 i z 15-40 przy 4:0, broniąc łącznie ośmiu break pointów), jednak to krakowianka wygrywała decydujące punkty i po 35 minutach cieszyła się z wygranej 6:0 partii. W II secie było już łatwiej. Polka szybko wyszła na prowadzenie 5:0 i przy podaniu rywalki osiągnęła nawet równowagę, ale Włoszka zdołała wywalczyć honorowego gema. Chwilę później Radwańska bez kłopotów zakończyła spotkanie, notując czwarte zwycięstwo nad Errani i przerywając jej znakomitą passę zwycięstw na kortach ziemnych. Aż trzy break pointy, w tym dwa w tym samym gemie, Radwańska obroniła asami. Tak samo zakończyła spotkanie". - Krzysztof Straszak SportoweFakty.pl Wybrane statystyki: celność 1 podania 56%-62% dla Włoszki , skuteczność 1 podania 74%-54% dla Polki, skuteczność 2 podania 54%-13% dla Polki, asy 7-0 dla Polki, podwójne 0-5 dla Polki. W całym spotkaniu Radwańska zanotowała aż 33 uderzenia kończące przy zaledwie 10 błędach własnych, czyli + 23. Włoszka miała 18 kończących przy 17 błędach, a więc+1. Wracając do czasów realnego socjalizmu i jego "światłych" teorii, to można powiedzieć, że i w tenisie mamy: 1) bazę, czyli celność podania ( celność 1 podania i podwójne błędy serwisowe) i błędy niewymuszone i 2) nadbudowę, czyli skuteczność podania i kończące. AR od zawsze ma świetną bazę, ale i nadbudową coraz lepszą, a do tego dochodzi kreatywność gry, czyli różnorodność i zmienność. ""Oskubała" pani niemal do zera Errani, która wygrała 16 poprzednich meczów na kortach ziemnych w WTA Tour. - Byłam nastawiona na to, że ona gra bardzo dobrze na ziemi, że wygrała na niej swoje trzy ostatnie turnieje, na niej gra najlepiej. Byłam nastawiona od samego początku na to, że muszę grać najlepiej, jak mogę. Tutaj chwila nieuwagi i wszystko się może odwrócić: na tej nawierzchni można spokojnie odwrócić losy meczu. Byłam skoncentrowana od samego początku. Starałam się grać agresywnie, żeby nie wdawać się w wymiany. Z Włoszką. Na ziemi". - Krzysztof Straszak SportoweFakty.pl Cały wywiad z Agnieszką po meczu: http://www.sportowefakty.pl/tenis/284679/co-to-za-kort-jak-nie-da-sie-biegac-rozmowa-z-agnieszka-radwanska-trzecia-rakiet
( przy okazji: można się zastanawiać czy tenisistka pokroju Włoszki Errani miałaby w Polsce rację bytu, inaczej rzecz ujmując, czy byłaby w Polsce do zaakceptowania przez media i kibiców, czy miałaby ich wsparcie?; moim zdaniem nie, byłaby raczej pod stałym ogniem bardzo niewybrednej krytyki za to że nie osiąga tenisowych szczytów, że śmie być tylko dobra, upatrywano by w tym tylko brak ambicji i woli walki, bo u nas nie da się grać swoje i osiągać ile się zdoła, czyli wytyczać szczyty swoich możliwości, inaczej grać na na miarę swojego talentu i umiejętności, u nas można być tylko albo najlepszym, albo grać same ogony, bo tylko wtedy roszczeniowi malkontenci - którzy u nas dominują i w mediach i wśród kibiców, a przynajmniej są najgłośniejsi, a reszta pozostaje wobec nich cicha i bierna - dadzą sportowcowi względny spokój; w każdym innym przypadku będą na nim albo nieustannie wywierać presję na zwycięstwa, albo wieszać psy za ich brak )
W drugiej rundzie doszło do sporej sensacji: Lucie Hradecka (105 WTA). wyrzuciła za burtę turnieju broniącą w Madrycie tytułu Petrę Kvitovą, a przecież Kvitova w ubiegłym roku wygrała wszystkie mecze w hali, a i w tegorocznym turnieju w Stuttgarcie doszła do półfinału, gdzie dopiero uległa przyszłej triumfatorce Marii Szarapowej. Wydawało się więc, że i w Madrycie będzie dłużej walczyć o utrzymanie trzeciej pozycji w rankingu. Na tym samym etapie rozgrywek odpadła też Maria Kirilenko. Jak porażka Petry Kvitovej ma się do słów komentatorki Polsatu pani Katarzyny Nowak : "Według niej Radwańska nie powinna się obawiać takiej rywalki jak Errani. – Miejsce w ścisłej czołówce zobowiązuje, wobec gwiazd są pewne wymagania. W latach 90. wielkie mistrzynie wychodziły na korty i oddawały przeciwniczkom z trzydziestki po kilka gemów. Agnieszka to dziś trzecia rakieta świata, korty ziemne powinny jej służyć – mówi nam Katarzyna Nowak". - Bartosz Gębicz przegląd sportowy.pl. Okazało się że Petra Kvitova nie zna zasady pani Nowak.
AR w trzeciej rundzie zmierzy się z kolejną Włoszką Roberta Vinci (20 WTA), która w drugiej rundzie pokonała Belgijkę Yaninę Wickmayer 6:1, 6:2. Polka z 29-letnią Vinci wygrała wszystkie trzy dotychczasowe pojedynki, w tym dwa na nawierzchni ziemnej w Rzymie w 2008 i 2010 roku. Była też od niej lepsza na twardym korcie w New Haven w 2009 r. Straciła w tej konfrontacji dwa sety. Wszyscy piszą to samo, więc na pewno tak było. Agnieszka będzie też faworytką jutrzejszego meczu, ale Roberta to z pewnością bardzo grozna rywalka - trzymam kciuki za powodzenie.
"W III rundzie turnieju WTA w Madrycie Agnieszka Radwańska pokonała Włoszkę Robertę Vinci(WTA 20) 7:6(1) 6:4 i awansowała do ćwierćfinału turnieju rozgrywanego na niebieskiej mączce" - sport.pl "Uwielbiając "kręcić" piłką, Vinci musiała być niewygodną rywalką dla Radwańskiej. Na spotkanie wpłynęły warunki: szybki kort premiował dobrze serwujących. I tak obok efektownych wymian tenisistek potrafiących popisać się zmysłem do niebanalnej kombinacji uderzeń, wcale liczne grono także polskich kibiców otrzymało popis wygrywających serwisów z obu stron. Po nieudanej próbie przejścia do ataku, nacięciem się na minięcie i zbiciem przez Vinci "balona", Radwańska stanęła przed stanem 0-40 w trzecim gemie, kiedy Vinci znów poszła śmiało po drugim podaniu krakowianki (kilkukrotnie bezlitośnie przyłożyła w meczu bezpośrednio z returnu), natychmiast podwyższając też wynik na 3:1. Od tego momentu Vinci się jednak nieco pogubiła, popełniła dwa podwójne błędy serwisowe (w tym przy break poincie), a Isia zgarnęła trzy gemy z rzędu. W tie breaku zimna krew Radwańskiej: już przy 2-0 pierwsza odważyła się zmienić kierunek przydługiej wymiany po krosie, popisała się dobrymi serwisami i przy 5-0 już miała niezły zapas. Setbole wywalczyła dzięki kończącemu dropszotowi, posłanemu po znakomitej z obu stron akcji. Okazja na przełamanie Vinci w drugiej partii pojawiła się już przy 1:1, kiedy Włoszka popełniła kolejny podwójny błąd serwisowy, ale potem Isia przesadziła przy próbie zaatakowania drugiego podania rywalki. Break nastąpił w kluczowym momencie, na 5:4 dla trzeciej rakiety świata. Radwańska zdobyła wtedy od 30-0 dla Vinci cztery punkty z rzędu, ostatni z nich po sprawdzeniu śladu przez sędzię (Włoszka nie uwierzyła mającej rację polskiej liniowej, która wywołała aut)". - Krzysztof Straszak z Madrytu. Wybrane statystyki: celność 1 podania 76%-44% dla Polki , skuteczność 1 podania 80%-77% dla Polki, skuteczność 2 podania 64%-50% dla Polki, asy 5-3 dla Polki, podwójne 0-6 dla Polki. "W drugim secie przełamała pani Vinci w kluczowym momencie, na 5:4. - Ja dobrze serwowałam, ale ona też. Na takim szybkim korcie to wystarczy. Byłam parę razy bliżej przełamania, ale w najważniejszych momentach ona potrafiła posłać dobrą piłkę. To trzeba jej przyznać: gdy miałam jakąkolwiek szansę przy jej podaniu, wchodził jej pierwszy serwis. Ze dwa razy miałam chyba 0-30, ale ona włączała dobry serwis i szansa uciekała". Cały wywiad z Agnieszką po meczu: http://www.sportowefakty.pl/tenis/284924/agnieszka-radwanska-dla-sportowefaktypl-wstrzymac-to-sie-mozna-na-treningu AR w ćwierćfinale zmierzy się z amerykańską kwalifikantką Varvarą Lepchenko ( 77 WAT), która w 1r. wyrzuciła za burtę turnieju Włoszkę F. Schavione i do tego jest leworęczna, a z leworęcznymi Radwańska miewała problemy. Panie grały przeciwko sobie dwa razy i dwa razy wygrała Agnieszka, ostatnio w tym roku w Doha 7-5, 6-1. Polka będzie faworytką, ale Amerykanka powinna okazać się grozną rywalką - trzymam kciuki za powodzenie.
("(...)W ćwierćfinale Polkę czeka ponownie mecz z serii tych do obowiązkowego wygrania(...)". - Krzysztof Rawa rp.pl Jak dla mnie mega idiotyzm. Nie ma takich meczy, ani tym bardziej takiej serii, bo wszystkie mecze wszystkich tenisistów obojętnie z kim grają są do "obowiązkowego" wygrywania. Wszystkie mecze i wszystkich rywali należy traktować jednakowo ( różne mogą być tylko szanse i najlepiej jak najbardziej obiektywnie je oceniać), bo inaczej zawsze osiągnie się cele odwrotne od zamierzonych ( zakładając dobre intencje), co najlepiej widać po kondycji całego polskiego sportu. Obowiązek wygrywania, to mega idiotyzm, a jedynym obowiązkiem sportowca jest walka, najlepiej z głowa i do końca, bo to jedno wystarczy za wszystkie inne obowiązki i tym samym czyni wszystkie inne obowiązki bezprzedmiotowymi. Jeśli ktoś sądzi, że ogólny poziom myśli w danym kraju nie ma wpływu na wyniki sportowe, to jest w dużym błędzie, ma i to pewnie większy niż można by się spodziewać, a u nas niestety dominuje bezmyślność i to wśród tzw. elit)).
"Agnieszka Radwańska po zaciętym spotkaniu pokonała w ćwierćfinale turnieju WTA w Madrycie Amerykankę Varvarę Lepchenko 6:4, 6:4.(...) Radwańska w obu setach miała problemy, traciła własne podanie, ale za każdym razem umiała odpowiedzieć rywalce lepszą grą. Momentami wydawało się, że gra zbyt defensywnie, za bardzo cofa się za linię końcową, ale w kluczowych momentach potrafiła przyśpieszyć i zagrać agresywniej. To było kluczem do zwycięstwa". - sport.pl AR w obu setach prowadziła 5-2, w obu przy stanie 5-3 serwowała na set i mecz i w obu dawała się przełamać na 5- 4, ale i w obu w najważniejszym momencie się mobilizowała bardzo dobrze returnowała i przełamywała serwis rywalki na set i mecz. Wybrane statystyki: celność 1 podania 69%-67% dla Polki , skuteczność 1 podania 66%-53% dla Polki, skuteczność 2 podania 38%-42% dla Amerykanki, asy 2-1 dla Polki, podwójne 1-5 dla Polki. W całym spotkaniu Radwańska zanotowała 17 uderzenia kończące przy 12 błędach własnych, czyli + 5. Amerykanka miała 32 kończących przy 34 błędach, a więc -2.
AR w półfinale zmierzy się z liderką rankingu Wiktoria Azarenka, która w tym sezonie przegrała tylko dwa mecze, a Polkę pokonywała 5 razy. Nikt więcej w tym roku jeszcze Agnieszki nie pokonał. Faworytką będzie Azarenka, ale oczywiście mam nadzieję na udany rewanż Polki. AR powinna bez troski o wynik zagrać najlepiej jak się da, aby jak najbardziej dopiec faworyzowanej rywalce, a kto wie może i wygrać - trzymam kciuki za powodzenie.
"Agnieszka Radwańska pozostaje bezradna w pojedynkach z Wiktorią Azarenką. Polka przegrała z liderką rankingu WTA po raz szósty w tym sezonie i to właśnie Białorusinka po zwycięstwie 6:2, 6:4 awansowała do finału turnieju w Madrycie. Początek meczu mógł wzbudzać spore obawy. Agnieszka praktycznie bez walki oddała swoje podanie. Na szczęście kolejne dwa gemy w jej wykonaniu były o wiele lepsze, dzięki czemu objęła prowadzenie 2:1. Niestety aktywność Polki nie trwała długo – do głosu ponownie doszła Azarenka, ponownie uzyskując przewagę przełamania. Końcówka pierwszego seta to chyba okres najlepszej gry 22-letniej Białorusinki, która nie pozwoliła już Radwańskiej na wygranie choćby jednego gema i triumfowała 6:2. W drugim secie obraz gry nieco się wyrównał. Niestety nie za sprawą lepszej dyspozycji Polki, ale na skutek większej ilości błędów wkradających się do tenisa Białorusinki. Do stanu 2:2 pierwsza i trzecia rakieta świata walczyły gem za gem. W kolejnym Radwańska miała szanse na utrzymanie, ale ich nie wykorzystała, dając się przełamać Azarence. W międzyczasie miał miejsce dość nieprzyjemny incydent – spóźniona do skrótu Białorusinka odegrała piłkę w kierunku wracającej za końcową linię Polki. Wydarzenie to nie miało jednak wpływu na dalszy przebieg spotkania. Radwańska w kolejnym gemie zdołała przełamać Azarenkę (i to do zera), ale nie potrafiła iść za ciosem przy własnym podaniu. Sytuacja ta powtórzyła się chwilę później, gdy Isia po wyrównaniu na 4:4 ponownie straciła serwis. Niebędąca tego dnia w najlepszej dyspozycji liderka rankingu WTA świetnie radziła sobie z drugim podaniem Polki. To właśnie zdominowanie tego uderzenia naszej tenisistki dało jej kolejną, praktycznie niezagrożoną, wygraną. Mistrzyni Australian Open zakończyła spotkanie po 1 godzinie i 19 minutach gry, zagrywając przy drugiej piłce meczowej bardzo dobrego dropszota. Po turnieju w Madrycie zachowane zostało status quo – Radwańska wciąż nie może znaleźć sposobu na Azarenkę (poniosła szóstą porażkę w tym sezonie), ale pozostaje również niepokonana w konfrontacjach z innymi tenisistkami(...). - Tomasz Krasoń tenisklub.pl Wybrane statystyki: celność 1 podania 59%-56% dla Polki , skuteczność 1 podania 79%-57% dla Białorusinki, skuteczność 2 podania 35%-29% dla Białorusinki, asy 2-0 dla Białorusinki, podwójne 1-6 dla Polki. W całym spotkaniu Radwańska zanotowała 16 uderzenia kończące przy 15 błędach własnych, czyli + 1. Białorusinka miała 29 kończących przy 20 błędach, a więc +9. Niestety znów byłem zmuszony do wyłączenia komentarza w czasie oglądania meczu, a już dawno tego nie robiłem, nie dało się słuchać, np. ciągłego utyskiwania na drugi serwis. Komentator nie mógł pogodzić się z tym że rywalka może okazać się lepsza (rozumiem, że to bardzo trudne ) i skarżył się, że Polka nie dostaje w każdej rundzie rywalek z dzikimi kartami czy kwalifikantek i miał chyba o to pretensje do tenisistki ( chyba trudno mu było znieść myśl, że polscy sportowcy też mogą czasami mieć szczęście np. w doborze rywali i to pomimo, że nie są absolutnie najlepsi, a przecież wiele tenisistów nawet wygrywało szlemy choć nie byli absolutnie najlepsi, a u nas ma się wrażenie że większość by nie chciała aby nasi osiągali jakiekolwiek sukcesy skoro nie są absolutnie najlepsi, bo u nas z racji naszych nigdy nie spełnionych mocarstwowych ambicji tylko absolutnie najlepszych i to z ledwością się toleruje, i m.in. dlatego ich nie ma) Ten polski brak odporności na porażki bardzo wiele nas kosztuje. Oczywiście każdy by chciał pewnie na czele z polskimi sportowcami, aby Polacy zawsze wygrywali, no ale nie zawsze jest to możliwe. A ja tam się bardzo cieszę gdy nasi mają szczęście i czasami jest mi smutno gdy im go brakuje i nawet nie mam potrzeby o tym mówić. Zakładam nawet, że każdy sam to wie najlepiej, a wypominanie go innym, często złośliwe i niesłuszne ( bo wybiórcze, bez uwzględniania wysokiego rozstawiania, bez porównywania z rywalami) chyba nie należy do najlepszego tonu. To jest tylko jeden przegrany mecz więcej, a w tenisie nie można się rozczulać nad porażkami, w ten sport gra się przez cały rok, są różne dni, nawierzchnie i rozmaici rywale, należy tylko wyciągać wnioski, trenować, myśleć pozytywnie i grać dalej, górki i dołki zawsze będą, ważne aby być zawsze zmotywowanym i walczyć jak najlepiej w każdym turnieju, raz będzie lepiej, a raz gorzej. A przed nami najważniejsza część sezonu. Kto lepiej zniesie porażki, ten będzie święcił większe sukcesy. Najważniejsze, aby nie dać się zaszczuć, nawet życzliwym. Tak więc w Rzymie będzie jeszcze lepiej, a jak nie w Rzymie, to na RG, a jak nie na RG to na... Z forum: "trzecie miejsce zobowiązuje , szczególnie jak się gra z Azarenką." trzecie miejsce do niczego nie zobowiązuje, a już na pewno nie do pisania głupot z powodu typowo polskiego braku odporności na porażki, a każdy ranking ( choć może mieć wiele wad, bo nie ma rzeczy doskonałych) ma tę najważniejszą zaletę, że jest obiektywny, bo jest tak samo liczony wszystkim i wszyscy jego zasady z góry znają i ich rzecz czy zechcą się do nich stosować ( i nie tworzą jego zasad sportowcy, więc nie oni powinni być za niego karani), w przeciwieństwie do subiektywnych ocen np komentatora pana Sikory ( podczas tego turnieju pan Sikora ujawnił się jako Duńczyk nazywając swoją "rodaczką" duńską tenisistkę Caroline Wozniacki, więc dlaczego ten pan nie komentuje meczów dla duńskiego eurosportu?, dla nas to będzie czysty zysk, bo im ten pan więcej myśli tym z nim coraz gorzej), któremu ranking się nie podoba, ale nie potrafi już podać konstruktywnej propozycji jaki on ma być jeno ogranicza się do bezmyślnego biadolenia ( może np ranking powinien tylko obejmować turnieje w których zechce zagrać Serena Williams, a wszystkie inne pomijać?). ponadto wyższe miejsce w rankingu nie oznacza, że sportowiec musi być bilateralnie lepszy od każdego kto jest poniżej niego w rankingu, nie o to w nim chodzi, chodzi o to aby był lepszy na tle wszystkich rywali w ciągu całego roku, czyli miał wyższą średnią ( nawet to że ktoś jest lepszy indywidualnie jeszcze nie oznacza, że ogólnie jest lepszy, bo wielu sportowców ma niewygodnych dla siebie rywali z którymi indywidualnie przegrywa pomimo że ogólnie ma większe, czy dużo większe osiągnięcia, czy wyższe rankingi, to nic nadzwyczajnego w sporcie) ale w tenisie i tak najważniejsze są szlemy, a ranking służy głównie do rozstawień każdemu polskiemu sportowcowi z państwowego przydziału należą się dwa wiadra zimnej wody na głowę, zgadza się dwa, bo jedno może nie wystarczyć, a to na okoliczność nadspodziewanego/znaczącego sukcesu/zwycięstwa, i jeden silny zastrzyk rozweselający, a to na wypadek nieoczekiwanej/druzgocącej porażki. A ta kuracja tak naprawdę najbardziej potrzebna jest dziennikarzom, kibicom itd., i wtedy można by z niej zwolnić sportowców, ale tego budżet państwa mógłby nie zdzierżyć.
----------------------- Załącznik 1 Jak porażka Petry Kvitovej ma się do słów komentatorki Polsatu pani Katarzyny Nowak : "Według niej Radwańska nie powinna się obawiać takiej rywalki jak Errani. – Miejsce w ścisłej czołówce zobowiązuje, wobec gwiazd są pewne wymagania. W latach 90. wielkie mistrzynie wychodziły na korty i oddawały przeciwniczkom z trzydziestki po kilka gemów. Agnieszka to dziś trzecia rakieta świata, korty ziemne powinny jej służyć – mówi nam Katarzyna Nowak". - Bartosz Gębicz przegląd sportowy.pl. Jak widać Kvitova nie zna zasady pani Nowak. 1) wg. mnie wszystkich sportowców obowiązuje jedna i ta sama reguła: jak najlepsza gra celem pokonania każdego rywala, wszystkich niezależnie czy są "gwiazdami", czy tylko "wyrobnikami", a "gwiazdy", które przecież mają największy talent, umiejętności, czy najlepsze warunki, grając najlepiej jak potrafią będą po prostu dużo częściej wygrywać niż pozostali. Tak więc "gwiazdy" nie obowiązuje nic ponadto co obowiązuje wszystkich sportowców: walka do samego końca o zwycięstwo, a czy się uda czy nie to osobna sprawa, bo tenis to sport, a sport jest, był i musi zostać nieprzewidywalny i to dotyczy również "gwiazd". A ze słów pani Nowak można wywnioskować absurdalne założenie że "gwiazdy" nie mają prawa przegrywać, albo muszą wygrywać z ( dużo ) niżej notowanymi rywalkami, że mają rzekomo taki "obowiązek", i nie mówiąc już że to mega głupota i zawsze prowadzi do celów odwrotnych od zamierzonych ( zakładam dobre intencje), to jest to zaprzeczeniem samego ducha sportu. 2) Pani Nowak uwielbia przywoływać duchy dawnych "gwiazd", ale sama przecież do nich nie należała; nie tylko nie była "gwiazdą", ale nawet nie była pół "gwiazdą", ani nawet choćby ćwierć "gwiazdą", była tylko tenisową wyrobniczką, jakich wiele, daleko jej było do sukcesów i klasy sportowej Sary Errani i nic w tym dziwnego że nie potrafi doceniać najlepszej obecnie i w całej erze zawodowej polskiej tenisistki, ani jej rywalek. Pani Nowak żyje do tego w błogim przeświadczeniu, że dawne "gwiazdy" były lepsze od obecnych, ale przecież w żaden sposób nie da się tego udowodnić/skonfrontować, a to że teraz poziom się wyrównał i nie ma wyraznej liderki, może równie dobrze oznaczać słabość, jak i siłę obecnego damskiego tenisa ( podniesienie ogólnego poziomu). Być może za obecny stan rzeczy winić można również siostry Williams, które nie przykładają się do tenisowych obowiązków tak samo skrupulatnie jak dawne "gwiazdy". Ale to już ich problem. Sądzę, że z siostrami Williams w optymalnej formie dawne "gwiazdy" też nie miałyby większych szans. Sama Monika Seles mówiła, że nie chciałaby grać w czasach amerykańskich sióstr. 3) Na portalu "Przeglądu Sportowego" działa od jakiegoś czasu kącik wzajemnej adoracji pana Bartosza Gębicza z panią Katarzyną Nowak, która jak wiadomo wyspecjalizowała się we wbijaniu szpileczek w najlepszą polską tenisistkę ( oczywiście wina zawsze będzie po jej stronie, nigdy po stronie pani Nowak, bo nie tak spojrzy, nie to powie, nie tak się uśmiechnie, nie taką minę zrobi, zawsze pani Nowak coś tam sobie znajdzie), co wytworzyło pokrewieństwo dusz ( Ania się kłania:)) między nimi; i tak pani Nowak wtóruje panu Bartoszowi ( albo odwrotnie) w rozprawianiu o "szczęściu" ( Ci co są dobrzy szczęścia nie potrzebują, a słabym szczęście w niczym nie pomoże) i w lekceważeniu kolejnych rywalek Polki. Oczywiście wszystko to celem umniejszania sukcesów. A przecież lekceważenie rywali w sporcie jest mega głupotą, bo to najlepsza droga do porażek, ale przede wszystkim nic nie daje, bo jak ktoś jest faktycznie lepszy, to nie musi nikogo lekceważyć, ani się wywyższać aby wygrywać, natomiast zaklinanie rzeczywistości nie uchroni nikogo od porażki jeśli okaże się słabszy. A ponadto solą sportu są małe i wielkie niespodzianki - jest jego nieprzewidywalność. Ale "Przegląd Sportowy" - zapewne słusznie - wie lepiej i w roli dziennikarza tenisowego obsadził błazna. Ostatnim błazeństwem dziennikarza tenisowego "PS" Bartosza Gębicza było nazwanie w czwartkowym "PS" "spacerem, masażem dla nóg" pojedynków AR z Sarą Errani ( 24 WTA) i Robertą Vinci ( 20 WTA). Panu Bartoszowi wyraznie ostatnie sukcesy AR uderzyły do głowy. Tak więc się spytam czy przed AR jakakolwiek inna polska tenisistka w całej erze zawodowego tenisa była lepsza od zlekceważonych Włoszek?. Pewnie jeszcze większym "spacerkiem, masażem dla stóp" miała być dla Kvitovej Hradecka ( 105 WTA) i wszyscy wiemy czym to się skończyło... ( przepraszam za sugestię, że Kviotova wzorem pana Bartosza zlekceważyła rywalkę, bo nie sądzę, żeby tak było) tyle, że nie ma najmniejszych nadziei że przykład Kvitovej, ani jakikolwiek inny, czegokolwiek pana Bartosza nauczy, bo jak wiadomo na głupotę i bufonadę popyt zawsze jest największy... ( przy okazji: pani Katarzyna będąc na swoim rekordowym 47 miejscu w rankingu WTA - a miała w całej karierze tylko jeden tak dobry sezon 1995, w pozostałyhc była ponizej 100 miejsca - na turnieju w Warszawie już w pierwszej rundzie przegrała z grającą wtedy z numerem 194 Czeszką Siskovą 6-3, 6-3; na 12 występów wielkoszlemowych aż 9 razy odpadała już w 1 r.,; a np w sezonie 1996 na 20 turniejowych startów 13 razy odpadała w 1 r, 6 razy w drugich, a tylko raz doszła do 3 rundy, przegrywała wtedy z takimi tuzami jak K.Freye 358 w rankingu; po prostu nigdy i nigdzie na świecie nie było tyle szczęścia, które by mogło pani Katarzynie pomóc w tenisowej karierze, więc nic w tym dziwnego, że zawiść nie pozwala jej doceniać sukcesów swoich rodaczek, oczywiście dla pani Nowak wina zawsze będzie po ich stronie )
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.
czwartek, 26 kwietnia 2012
Wpis jest aktualizowany wraz z postępem turnieju. "Agnieszka Radwańska w Stuttgarcie zaczyna trudny sezon na ceglanej mączce Program startów jest podobny do tego w 2011 roku. Obejmuje turnieje w Stuttgarcie (od 23 kwietnia, pula nagród 740 tys. dol.), Madrycie (5 maja; 5,2 mln dol.), Rzymie (14 maja; 2,17 mln dol.) i Roland Garros (27 maja). Być może zaraz po Rzymie dojdzie jeszcze turniej w Brukseli (21 maja; 637 tys. dol.), w którym wcześniej Polka nie grała. Są już jednak zapowiedzi organizatorów, że będzie tam najwyżej rozstawioną zawodniczką. Ubiegłoroczne zyski Radwańskiej były o tej samej porze następujące: półfinał w Niemczech, za który otrzymała 200 pkt rankingowych, II runda w stolicy Hiszpanii (80 pkt), II runda na Foro Italico (tylko 1 pkt, bo w pierwszej rundzie Agnieszka miała wolny los) oraz 1/8 finału w Paryżu (280 pkt) (...) Turniej inauguracyjny w Stuttgarcie od trzech lat jako jedyny rozgrywany jest wiosną na czerwonej mączce w hali i ma tradycję sięgającą 1978 roku oraz atrakcyjne nagrody dodatkowe. Bywało, że każda z ósemki rozstawionych niezależnie od wyniku odjeżdżała do domu nowym autem Porsche. Organizatorzy dbają także o to, by nawierzchnia usypywana była z takiej mączki, jaka będzie w paryskim Wielkim Szlemie. – Będzie identyczna jak w Roland Garros w 98 procentach – zapewnia dyrektor Markus Günthardt. 100 procent raczej nie da się osiągnąć na kortach grubości 2,5 cm układanych w ciągu 24 godzin przed pierwszym dniem turnieju. Ta sprawa stała się ważna w ostatnich latach, bo mączka mączce nierówna i różnice między kortami ziemnymi w różnych miejscach Europy okazują się coraz większe. – Inaczej będzie w Madrycie położonym na dużej wysokości, jeszcze inaczej w Rzymie, gdzie korty są zazwyczaj bardzo nierówne. Jeszcze inny jest Paryż, gdzie są korty dość twarde i trochę szybsze od pozostałych. Dziś nie można się tylko ogólnie przygotować do gry na ziemi, czyli na dłuższe wymiany, inną rotację czy prędkość piłek. Trzeba dobrze poczuć każdą nawierzchnię i się do niej szybko przystosować. Ważnym elementem będzie zaaklimatyzowanie się w nowych miejscach na kilka dni przed kolejnymi turniejami – uważa Tomasz Wiktorowski". -Krzysztof Rawa.pl Czytaj: "Kto pierwszy wygra Wielkiego Szlema: Agnieszka Radwańska, czy Caroline Wozniacki?". "PAP: W przyszłym tygodniu Agnieszka Radwańska rozpocznie ponaddwumiesięczny cykl startów na kortach ziemnych. To zawsze spore wyzwanie dla jej organizmu. (...) W związku z tą różnorodnością, z którym turniejem można wiązać największe oczekiwania wynikowe w przypadku Agnieszki? Czytaj: "Słabości na out" AR z racji rozstawienia ma wolny los w 1r., a w drugiej przyjdzie się jej zmierzyć z jedną z dwóch kwalifikantek. Tak ślepy los postanowił w tej części drabinki. Kwalifikantka, która będzie już po czterech zwycięstwach, wcale nie musi okazać się łatwiejszą rywalką niż tenisistki, które dostały się do turnieju z rankingu WTA Tour. Ale niektórzy polscy sportowi "dziennikarze" np z "Przeglądu Sportowego" jeszcze nawet nie znają nazwiska rywalki najlepszej polskiej tenisistki, a już ją skreślili i widzą AR w ćwierćfinale. "(...)Można stwierdzić, że awansowała już do ćwierćfinału(...)" - Bartosz Gębicz Przegląd Sportowy", choć jeszcze nawet nikt nie znał nazwisk kwalifikantek. (Takie stawianie sprawy, obojętnie kogo by nie dotyczyło jak dla mnie jest szkodliwym absurdem, to samo bym pisał gdyby chodziło o Azarenkę, Szarapową itd. Osobiście lubię sport głównie, a może nawet tylko dlatego, że jest nieprzewidywalny, i dzięki temu dostarcza emocje, dlatego dziwi mnie skąd się bierze zainteresowanie sportem ludzi pokroju pana Gębicza, którzy z góry wykluczają wszelkie niespodzianki, pomimo że przecież w sporcie ich nie brakuje.) ( a z psychologicznego punktu widzenia, im sportowiec nastawia się na trudniejszą przeprawę, tym ma większe szanse aby okazała się łatwa i odwrotnie, więc i z tego punktu widzenia lekceważenie potencjalnie słabszych rywali, skazywanie ich z góry na porażki - tak w Polsce częste, chyba dlatego żeby mieć powód do wywyższania się - jest szkodliwym absurdem)
W środę AR zmierzy się w II rundzie turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie z Węgierką Gretą Arn (75.WTA). Węgierka skończyła już 33 lata, z Polką grała raz dawno temu i przegrała podczas kwalifikacji w Zurychu 3:6, 5:7. AR będzie zdecydowaną faworytką - trzymam kciuki za powodzenie.
"Agnieszka Radwańska udanie rozpoczęła sezon na kortach ziemnych. W drugiej rundzie turnieju WTA w Stuttgarcie czwarta rakieta świata pokonała kwalifikantkę z Węgier - Gretę Arn (75. WTA) 6:3, 6:4. Choć spotkanie trwało 78 minut, było znacznie mniej emocjonujące niż wskazywałby na to wynik". - eurosport.pl "– Było dość ciężko, bo dla mnie to pierwszy mecz na tej nawierzchni w tym sezonie, a dla Grety już czwarty. Najważniejsze, że do przodu – powiedziała czwarta tenisistka świata". - tenisklub.pl Komentatorzy podkreślali waleczność Arn. Faworytkę można pochwalić, że nie pozwoliła się zbytnio dogonić od stanu 5-2 w pierwszym secie, bo trudniej jest uciekać i zamknąć set niż gonić nie mając już nic do stracenia i mogąc wszystko postawić na jedną kartę. W drugim secie AR nie pozwoliła odskoczyć rywalce na więcej niż jeden gem, a w odpowiednim momencie potrafiła przycisnąć i pewnie wygrać mecz. Węgierce zabrakło tenisowych argumentów, aby poważniej zagrozić Polce. Wybrane statystyki: celność pierwszego podania 70%, 5 asów, 0 podwójnych, 23 winnerów i 18 niewymuszonych, a więc +10 ( razem z asami), a rywalka 62%, 0 asów, 1 podwójny, 19 winnerów i 21 niewymuszonych, a więc -3 (razem z podwójnym)
Niemka Mona Barthel (WTA 35) występująca w turnieju z dziką kartą, podobno niespodziewanie pokonała 7:5, 7:6(4) Anę Ivanović (WTA 15). Niemiecka tenisistka przez całe spotkanie grała bardzo agresywnie i w dwa sety zanotowała aż 44 uderzenia kończące przy tylko 29 błędach własnych. Także z dodatnim bilansem zakończyła spotkanie Ivanović - 23 piłki skończone na 16 niewymuszonych błędów i o końcowym wyniku decydowały pojedyncze punkty. Bardzo dobre statystyki Barthel, zwłaszcza jak na kobiecy tenis, która wydaje się być w bardzo dobrej dyspozycji, co potwierdziła nie dając żadnych szans w 2r. faworyzowanej Marion Bartoli (WTA 7) 6-4, 6-1, a Francuzka wcale nie grała zle, grała mniej więcej tak jak zawsze, po prostu Niemka zagrała jak dla niej za dobrze. Ciekaw jestem dalszych meczów młodej Niemki. Wielką sensację sprawiła Akgul Amanmuradowa (WTA 116), która zastępując kontuzjowaną Danielę Hantuchovą pokonała 6:2, 5:7, 6:3 Dominikę Cibulkovą (WTA 16), która przecież niedawno w Miami o mało nie rozniosła jeszcze wtedy niepokonanej w tym sezonie liderki Wiktorii Azarenki. Nie chcę być złośliwy, ale jest to wbrew zasadom pana Gębicza, tak po prostu nie można i nie wiem co dziennikarz "Przeglądu Sportowego" z tym fantem zrobi:)?. Miały miejsce jeszcze dwa krecze: Alize Cornet (WTA 100) w meczu z Szarapową i Jeleny Jankovic ( WTA17) w meczu z Wozniacki. Do tego wycofały się z powodu kontuzji Hantuchova i Pennetta. W związku z częstymi kontuzjami w damskich rozgrywkach zawodzenia niektórych panów, że panie grają tylko do dwóch wygranych setów, a panowie do trzech, wydają się bez sensu, a jedynym rozwiązaniem jest dostosowanie się panów do pań i rozgrywanie wszystkich meczów do dwóch wygranych setów, a tylko w wielkich szlemach bez tie-breaków w rozstrzygającym secie. O nierównych płacach w tenisie, czyli męskim szowinizmie, który króluje w wielu innych sportach, panowie mogą zapomnieć, to inne sporty mają równać do tenisa, a nie odwrotnie. Nierówne płace zawsze doprowadzą do sytuacji jaka jest w wielu innych sportach np. w piłce nożnej, gdzie Mistrzostwa Świata kobiet dostarczyły wspaniałych emocji kibicom ( niektórzy twierdzili nawet, że większych niż męskie), a piłkarki w porównaniu z piłkarzami nie zarabiają nawet na waciki. Naturalne róznice między płciami nie powodują, że jedna płeć jest lepsza od drugiej, ale panowie na ogół uważają, że są lepsi i z góry patrzą na sport kobiecy i stąd równe prawa w ramach odrębnych płci poczytują sobie za wielką krzywdę. A nie porównuje się rzeczy nieporównywalnych, chodzi jedynie o równe prawa w ramach różnych płci, bo w sporcie nie ma i być nie może kooedukacji. Panie walczą i powinny walczyć o swoje prawa i nie ustępować ani o milimetr z tego co uda im się wywalczyć. Niespodziewany obrót przybrał mecz Dunki Wozniacki ( 6 WTA), z Niemką Kerber (14 WTA), nie chodzi o samo zwycięstwo Niemki, bo tego akurat można było się spodziewać, ale o bezradność w tym meczu Caroline, której nawet nie pomógł znakomicie funkcjonujący serwis i mimo że trafiła aż 87 procent pierwszych podań, ugrała zaledwie trzy gemy, przegrywając 1:6, 2:6. Dunka ma wielki fart, że nie jest Polką, bo polscy kibice i dziennikarze by ją również po tym meczu rozjechali. Natomiast Kerber od pamiętngo US Open 2011, w którym sensacyjnie w 2r. wyeliminowała najlepszą polską tenisistę, czym sprawiła ogromny zawód polskim kibicom, systematycznie pnie się w górę rankingu, czyniąc coraz więcej zamieszania w światowej czołówce. Niemcy będą mieli z niej pociechę na zbliżającej się Olimpiadzie w Londynie.
Zwyciężczyni wielkoszlemowego Roland Garros z 2011 roku Chinka Na Li (8 WTA) zmierzy się z Agnieszką Radwańską o ćwierćfinał turnieju w Stuttgarcie. Z Chinką polska tenisistka ma bilans 2-2. Na Li w pierwszej rundzie pokonała Czeszkę Lucie Safarovą 7:6 (7-4), 6:4, a w drugiej rundzie pochodzącą z Uzbekistanu Akgul Amanduradovą w dwóch setach 6:4, 6:4. Na mączce nigdy się jeszcze nie spotkały. Jak dla mnie nieznaczną faworytką będzie Polka - trzymam kciuki za powodzenie.
"Agnieszka Radwańska odnotowała kolejne cenne zwycięstwo w bieżącym sezonie. W ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie pokonała ubiegłoroczną mistrzynię Roland Garros – Li Na, zwyciężając 3:6, 6:2, 6:3. Wiktoria Azarenka to wciąż jedyna tenisistka, która w tym roku zdołała wygrać z Agnieszką Radwańską. Początek dzisiejszego spotkania wskazywał, iż Chinka może pójść w ślady Białorusinki. Polka źle bowiem weszła w to spotkanie, brakowało jej pomysłu na wygrywanie punktów, a przede wszystkim robiła wyjątkowo dużo jak na siebie błędów. W pierwszej partii Radwańskiej policzono 10 niewymuszonych błędów, przy sześciu „winnerach”. Li wykorzystała w inauguracyjnym secie obie okazje na breaka i wygrała 6:3. Początek drugiej partii również był udany dla tenisistki z Azji, gdyż zdobyła breaka w trzecim gemie. Od prowadzenia 2:1 Li Na nie zdołała jednak zapisać na swoje konto ani jednego gema w tej odsłonie. W decydującym secie kluczowy okazał się gem czwarty, w którym to Radwańska zdołała wywalczyć przełamanie. Chinka do końca walczyła o odrobienie strat, szeregu okazji nie wykorzystała w piątym gemie. Ostatecznie krakowianka wygrała trzecią partię 6:3 i cały mecz w godzinę oraz pięćdziesiąt dziewięć minut. W dzisiejszym spotkaniu widać było, że obie tenisistki nie są jeszcze w optymalnej formie, jeśli chodzi o rywalizację na kortach ziemnych, ale Radwańska z każdym gemem tej konfrontacji czuła się lepiej, co dobrze rokuje na kolejne pojedynki(...)". - Michał Jaśniewicz tenisklub.pl "Wszystkie sugestie trenerskie, że korty ziemne wymagają cierpliwości i znalezienia odpowiedniego rytmu gry okazały się prawdą. Agnieszka dość długo walczyła ze sobą, zanim odzyskała pewność ręki. Gdy to już się stało, mecz odmienił się niemal w jednej chwili. Na Li już nie wytrzymywała częstych zmian rotacji piłki i tempa gry, nawet drugi serwis Radwańskiej okazał się skutecznym sposobem nazdobywanie punktów. Zwycięstwo nad Chinką ma znaczenie, to mistrzyni Roland Garros 2011, choć jeszcze nie w mistrzowskiej formie. Wygrać z nią jednak nigdy nie jest łatwo, a sposób, w jaki Polka przeszła od początkowego zagubienia do pewności siebie, zrobił wrażenie. Cieszy także, że na prawym barku Agnieszki wciąż nie widać plastrów". - Krzysztof Rawa rp.pl W pierwszym secie AR grała słabo, nie funkcjonował serwis, bardzo słaba jak na nią celność pierwszego podania, oraz spora ilość błędów, chyba widoczny znak braku koncentracji ( jeśli procent celności pierwszego serwisu można uznać za wskaznik koncentracji), a i tak miała swoje szanse gdyż w pewnym momencie było 3-3 0-40, ale Polka nie wykorzystała żadnego z trzech breaków. Od stanu 2-1 w drugim secie zaczęła już grać na swoim poziomie i udało jej się wygrać w trzech setach. Z forum eurosportu.pl: "(...)Natomiast chwała Agnieszce, że przy stanie 0:1 w setach i 1:2 w drugim po stracie serwisu pozbierała się i skutecznym serwowaniem i przejmowaniem kontroli nad wymianami wybiła Na z rytmu. Bardzo pozytywny sygnał". Wybrane statystyki 1 seta: celność 1 podania 50% (celność i skuteczność pierwszego podania to podstawa gry kobiet, bo skuteczność drugiego podania u tenisistek jest zazwyczaj bardzo słaba) do 80% dla Chinki, bilans kończących do niewymuszonych - 4 do -2 dla Chinki, 1 as Chinki, i 1 podwójny Polki. 2 seta: celność pierwszego podania 73% do 73%, bilans kończących do niewymuszonych +2 do -1 dla Polki, po jednym asie, i jeden podwójny Chinki. W całym meczu: celność 1 podania 63%-77% dla Chinki, bilans kończących do niewymuszonych 0 ( 20 - 20) do - 1 (37 -38) dla Polki, po 3 asy, 1 podwójny Polki do 2 Chinki.
W półfinale czeka Polkę bardzo trudne zadanie, bo jej rywalką będzie aktualna liderka rankingu Wiktoria Azarenka, która w tym sezonie przegrała tylko raz, a AR pokonywała 4 razy. Mi najbardziej żal ćwierćfinału AO, bo uważam, że wtedy AR miała największe szanse aby pokonać Azarenkę, co by zmieniło bieg tegorocznych tenisowych dziejów. Ale to już prehistoria, a jak mówi poeta: Adam Asnyk
No, ale do pięciu razy sztuka. Na ziemi jeszcze w tym roku panie przeciw sobie nie grały. Jak dla mnie lekką faworytką będzie Azarenka, ale oczywiście mam nadzieję na udany rewanż Polki. Agnieszka powinna bez troski o wynik zagrać najlepiej jak potrafi, aby jak najbardziej dopiec faworyzowanej rywalce, a kto wie może i wygrać - trzymam kciuki za powodzenie.
Niestety rewanż Polce jeszcze się nie udał: "Agnieszka Radwańska ponownie nie potrafiła znaleźć recepty na Wiktorię Azarenkę. Polka zmagała się ze znakomicie dysponowaną Białorusinką, własną niemocą i bólem pleców, w efekcie czego przegrała w półfinale turnieju w Stuttgarcie 1:6, 3:6. Mecz rozpoczął się dla Polki całkiem obiecująco, gdyż w gemie otwarcia obroniła break pointa i utrzymała własne podanie. Niestety szybko okazało się, że to jedyny gem jaki Radwańska zapisała na swoje konto w tej partii. Krakowianka kompletnie nie potrafiła nawiązać równorzędnej walki z liderką rankingu i przegrała w 24 minuty 1:6. W drugim secie emocji było nieco więcej. Radwańska nawet jako pierwsza zdołała wywalczyć przełamanie i serwowała przy stanie 2:1. Polka od tego momentu przegrała jednak cztery kolejne gemy. Co więcej przy stanie 2:3 zeszła na kilka minut z kortu, by skorzystać z pomocy medycznej, związanej z bólem pleców. Po powrocie na plac gry Radwańska starała się jeszcze nawiązać rywalizację. Końcówka spotkania stała na dobrym poziomie. W ósmym gemie nasza tenisistka efektowną akcją obroniła meczbola, a następnie zaserwowała dwa asy. Azarenka nie straciła jednak koncentracji, w dziewiątym gemie gra stała na naprawdę wysokim poziomie, Polce udało się wygrać dwie piłki, ale pochodząca z Mińska tenisistka końcowego triumfu nie dała sobie odebrać. Mecz skończył się po siedemdziesięciu siedmiu minutach(...)". Michał Jaśniewicz tenisklub.pl "- Agnieszka zawsze powoduje, że gram na swoim najwyższym poziomie. Mam do niej bardzo dużo szacunku za to, czego w tym roku dokonała. Niektóre jej wyniki były niesamowite. (...) - powiedziała po meczu z Isią Azarenka". -eurosport.pl. Trochę dodać i nic ująć. - To jedna z najlepszych imprez tenisowych na świecie. Organizacja jest świetna i co roku cieszę się, że mogę tu zagrać. Czuję się tu prawie jak w domu. Zresztą to najbliższy turniej tej rangi od Krakowa. Zrobię wszystko, by wrócić tu za rok. W końcu chcę wygrać ten samochód - powiedziała 22-letnia krakowianka. (...) Czwarta w światowym rankingu tenisistek Polka jest zadowolona z dotarcia do półfinału w Stuttgarcie. Zwłaszcza że nawierzchnia ziemna nie należy do jej ulubionych, a dodatkowo narzeka jeszcze na ból pleców. - On pojawia się zawsze, gdy występuję na cegle. Co roku z nim walczę i powoli się przyzwyczajam. Robię wszystko, by go zniwelować, ale nie jest to łatwe. To jeden z powodów, dla których tak bardzo nie lubię mączki - zaznaczyła. (...) - To kolejny półfinał, w którym udało mi się w tym roku wystąpić i jestem z tego bardzo zadowolona. Ale gra ciągle przeciwko tym samym zawodniczkom nie sprawia radości, zwłaszcza jak się przegrywa. Azarenka prezentuje się bardzo dobrze, a sobotni mecz był jej kolejnym świetnym występem - oceniła. Radwańska teraz na kilka dni wraca do Krakowa. - Muszę trochę zadbać o plecy i potrenować, a potem udam się do Madrytu na kolejny turniej - zapowiedziała". - SportoweFakty.pl. Niestety praca nie zawsze może sprawiać radość, a Azarenka raczej z turu się nie wycofa i jeszcze nie raz panie będą przeciwko sobie grać i najlepiej jakby grały w przyjaznej atmosferze, na co na razie się nie zanosi. "- styl Agnieszki pełen jest subtelności, drobiazgów, które pojedynczo znaczą może niewiele, ale jako zbiór dają jej przewagę - komentator niemieckiego eurosportu Matthias Stach w meczu z Na Li". -Bartosz Gębicz "Przegląd Sportowy" Minusem (sic) takiej gry jest to, że jest trudna w odbiorze, zwłaszcza w kraju bez wielkich tradycji tenisowych, w którym porażki niemal powszechnie uważane są za powód do wstydu ( np. "Azarenka znów upokorzyła Radwańską!" - idiotyczny tytuł na portalu przeglądu sportowego.pl, a niby dlaczego upokorzyła?, po prostu wygrała, szkoda że Polka nie zdołała w końcówce 2 seta odrobić strat), a nie do rewanżu, a każdy kolejny mecz ma być rzekomym sprawdzianem/testem/potwierdzeniem umiejętności/pozycji itd. itp. i szybko przestaje nim być w momencie pomyślnego zakończenia, a staje się nim kolejny mecz i tak w kółko. ( a to wszystko jest wynikiem tzw. polskich kompleksów narodowych) Inne rzekomo upokorzone w tym roku wysoko notowane tenisistki to: nr 2 Szarapowa upokorzona przez Azarenkę w AO i w Indian Wells, nr 5 Stosur upokorzona przez Azarenkę i S. Williams w Doha i Charleston, nr 6 Wozniacki upokorzona przez Ivanovic i Kerber w Indian Wells i Stuttgarcie, nr 8 Na Li upokorzona przez Szarapową w Miami, nr 10 Zwonariowa upokorzona przez Kuzniecową w Sydney. Czy w krajach w/w tenisistek też pisano o upokorzeniu?, a przecież tylko ten nie daje się "upokorzyć", kto nie gra. To jest tylko jeden przegrany mecz więcej, w tenisie nie można się rozczulać nad porażkami, w ten sport gra się przez cały rok, są różne dni, nawierzchnie i rozmaici rywale, należy tylko wyciągać wnioski, trenować, myśleć pozytywnie i grać dalej, górki i dołki zawsze będą, ważne aby być zawsze zmotywowanym i walczyć jak najlepiej w każdym turnieju, raz będzie lepiej, a raz gorzej. Do półfinału turnieju w Stuttgarcie awansowały cztery najwyżej notowane tenisistki, co w damskim tenisie pełnym niespodzianek nie często się zdarza. W półfinałach odpadły nr 3 i 4, a do finału dotarły trzeci raz razem dwie najwyżej notowane Azarenka i Szarapowa. Co ciekawe w tym roku w dużych turniejach wygrywały tylko trzy panie: cztery razy Azarenka, dwa razy Radwańska i raz S. Williams, ale Białorusinka z Polką nigdy przeciw sobie w finale nie grały, ponieważ we wszystkich turniejach w których razem grały zawsze znajdowały się w tej samej połówce drabinki ( a równie dobrze mogłyby być zawsze w innej, to kamyczek do ogródka "szczęścia" Polki). Ale jak na razie za nami tylko jeden wielki szlem, a przed nami jeszcze 3 i Olimpiada + turniej mistrzyń, tak więc to dopiero początek bardzo ciekawie zapowiadającego się sezonu. A początek sezonu należał do Azarenki i 2 tenisistek, co najlepiej oddaje ranking WTA Champs liczony od początku roku: Azarenka 4940, Szarapowa 3390 Radwańska 3085, a zajmująca 3 miejsce w rankingu WTA Kvitova jest dopiero siódma 1385. Tenis kobiecy jest zmienny, ot choćby Szarapowa przegrała dwa tegoroczne finały z Azarenką nie mając w nich zupełnie nic do powiedzenie, a w trzecim w Stuttgarcie było już na odwyrkę. W finale Szarapowa robiła wrażenie bardzo pewnej siebie, jakby przyszła po swoje, może tak bardzo była zmotywowana wszystkimi dotychczasowymi tegorocznymi finałowymi porażkami, i miarka się przebrała i postanowiła w końcu coś wygrać za wszelkę cenę, a przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Tak więc dała Azarence popalić m.in. i za przegrany z AR finał w Miami. Ciekawostki spoza kortów: "(...) Jak donosi szwajcarski "Tages Anzeiger", po zakończeniu kariery z wielkimi problemami finansowymi boryka się Patty Schnyder. Zwyciężczyni 11 turniejów i finalistka kolejnych 16 zarobiła w czasie kariery ponad 8 milionów dolarów. Z powodu zadłużenia Szwajcarka wraz z mężem opuściła rodzinny kraj i przeprowadziła się do Niemiec, a pozostawiony majątek wystawiono na licytację. Schnyder nie jest pierwszą zawodniczką, która ma kłopoty z urzędem podatkowym. W latach 90-tych z fiskusem walczyła Steffi Graf, a niedawno Hiszpanie wzięli pod lupę Arantxę Sánchez-Vicario (która co więcej regularnie procesuje się z rodzicami o zarobione w czasie kariery pieniądze)(...)". - Robert Pałuba SportoweFakty.pl
----- z forów szyderców i nie do czytania: "Na swoim poziomie to Li grała w pierwszym secie. Potem babole i ramy z wystawek. Jak Chinka grała swój porządny tenis, to nie miała Radwańska wiele do powiedzenia". Chore malkontenckie bzdury. Widać kim jesteś:). To Radwańska zagrała w 1 secie poniżej swojego poziomu, o czym świadczy bardzo słaby jak na nią procent celności 1 podania, ( na co rywalka nie ma wpływu), oraz duża ilość niewymuszonych błędów ( na co przynajmniej w jakimś stopniu już ma i nie da się ściśle określić w jakim), a skoro Agnieszka grała słabo, to Chinka mogła zagrać dobrze, bo gra się tak jak przeciwnik pozwala. Ten sam malkontent, pominął pierwszy mecz ćwierćfinałowy AR z Na Li: "Cóż to był za dzień w Stuttgarcie! Trzy kapitalne pojedynki". Przypominam że Kvitova w hali zawsze grała lepiej, Najlepszy chyba był mecz Radwańskiej z Na Li, choć pierwszy set nie wypadł okazale. Niemka Barthel prawie tylko bardzo dobrze serwowała, miała dużo asów i bardzo wysoką skuteczność 1 podania, a reszta słabiej, Stosur zawiodła psychicznie i dlatego przegrała, a meczu Kvitovej z Kerber niestety nie oglądałem. "Vamos" masz stale ten sam problem, nie potrafisz docenić tenisa granego głową, a nie agresją, ryzykiem i siłą mięśni, a winisz za to nie siebie, ale tenisistów:) Czytaj; Nowa polska misja dziejowa, nowe polskie "Dziady"? - narodowe żebractwo.pl cz 1 cd w cz2
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego. Załącznik nr1: "Turniej WTA w Stuttgarcie. Korzystne losowanie dla Radwańskiej" - tytuł tekstu w sport.pl "(...) Taki układ drabinki sprawia, że pierwszej poważniejszej przeszkody 23-letnia krakowianka może się spodziewać w ćwierćfinale. W tej fazie na jej drodze mogą stanąć: Chinka Na Li (nr 8.), Słowaczki Daniela Hantuchova lub Dominika Cibulkova, ewentualnie Czeszka Lucie Safarova (...)". - sport.pl Jest to typowe "myślenie" dla sporej części polskich dziennikarzy. Wszystkie tenisistki to poważne przeszkody, nie można ani nikogo lekceważyć, ani nikogo z góry skreślać, ani nikogo się bać, wszystkie rywalki trzeba traktować równie poważnie, obojętnie jakie mają numery w rankingu; grają dyspozycje dnia, style, nawierzchnie, zdrowie, a nie numerki, a kwalifikantka będzie miała za sobą już 4 zwycięstwa i w cele nie musi być łatwiejsza do pokonania niż tenisistki które się dostały do turnieju bez kwalifikacji, będą mieć po jednym zwycięstwie i nie muszą akurat być w najwyższej formie. Jak dla mnie takie stawianie sprawy to dziennikarskie głupoty. a z facebooka w podobnym duchu: "wcześniej ta przeklęta Safarova na drodze.."
"Agnieszka aby potwierdzić swoją wysoką pozycję w rankingu i dobrą dyspozycję, musi ten półfinał zrobić. I nie mogą jej żadne Safarove przeszkodzić" "Jak Aga trafi w 1/4 na Safarova to żadna pozycja nr 4 jej nie pomoże. Polka i tak przegra" jak dla mnie to Agnieszka nic nie musi, ani nie musi nic potwierdzać i dochodzić do półfinału, to myślenie magiczne, zaklinanie rzeczywistości i w ogólnym bilansie ma zawsze odwrotny skutek od zamierzonego, ani nie musi przegrać z Safarową, to że ma z nią bilans 1-4 i 3 ostatnie mecze przegrała nie musi znaczyć, że przegra następny mecz; np z Rumunką Cirsteą Soraną Agnieszka wygrał dwa mecze pod rząd 6-0, 6-0, i 6-0,6-1, a kolejny przegrała 7-6(4) 1-6 7-5, z Schavione Agnieszka przegrała cztery mecze pod rząd, a kolejne trzy wygrała, z Vierą Zwonarową dwa razy pod rząd przegrała, a kolejne cztery mecze wygrała, to tylko kilka z wielu przykładów; ostatni wpis de facto oznacza już nie tylko kibicowanie, ale sojusz/wspieranie Czeszki przeciwko Polce, nie wiem tylko czy świadomy, bo wtedy jest OK, i można dalej nie czytać; czy z głupoty, bo tylko gdy sportowiec nie wierzy w zwycięstwo, tylko wtedy jest pozbawiony wszystkich szans, robi tym przysługę swoim rywalom, więc jest to myślenie irracjonalne, ale w Polsce za sportowców czynią to "kibice" gdyż z góry odbierają szanse własnym sportowcom, bo uważają że to takie mądre/racjonale/realne przewidywać zwycięstwa/porażki tych którzy mają ich zdaniem większe/mniejsze szanse, bo pewnie nie chcą wyjść na naiwnych głupków; ale właśnie wychodzą na głupków, najgorszych bo nieświadomych własnej głupoty ( to nic że pozującej na mądra), najgorszych bo nieświadomie de facto wspierających rywali polskich sporowców; a normalnie wierzy się/wspiera się tych którym się kibicuje, a nie którym daje się większe szanse, jeśli np. realnie ocenia się szanse na 10%, to wszystko, całą wiarę, całą nadzieję, stawia się na te 10% ( nie piszę o bukmacherce, bo dla mnie ona nie ma nic wspólnego ze sportem, jej zasady są sprzeczne z duchem sportu i trzeba ją od sportu rozdzielać i traktować zupełnie osobno), inaczej mówiąc im mniejsze są realne szanse tym wsparcie kibiców jest bardziej potrzebne, a nie odwrotnie; ( a jesli tak czynią zagranczni kibice, a polscy z racji kompleksów odwrotnie, to polscy sportowcy z winy polskich "kibiców" stoją na z góry straconych pozycjach) np. przed meczem z Venus w Miami można było przeczytać: "Przewiduję 2 do 1 w setach dla Venus, choć sercem jestem za Agą". Trudno o głupsze i mniej logiczne zdanie, choć w Polsce tak bezsensowne stawianie sprawy jest bardzo popularne.
tylko że rachunek za tą głupotę, za ten brak realizmu ( to nic że pozującą na mądrą i jedynie realną) płacą nie oni, ale płaci i to od dziesiątek lat cały polski sport; a jednym ze zródeł tej głupoty, jest właśnie dzielenie przez wielu dziennikarzy rywali na "słabszych" i "silniejszych", na "poważniejszych" i mniej "poważnych", do "musowego pokonania" i "nie do pokonania", dzielenie drabinek na "łatwe" i "trudne", na "korzystne" i "niekorzystne" ( a praprzyczną są tzw. polskie kompleksy narodowe, spadek po traumatycznej przeszłości), co tylko z pozoru jest wielce racjonalne/realne/mądre; a wg mnie wszystkich rywali powinno się traktować równo, jednakowo poważnie, ani nikogo nie lekceważyć, z góry nikogo nie skreślać, ani nikogo się nie bać (podobnie i drabinki), bo taka postawa najbardziej służy zwycięstwom tak z jednymi, jak i z drugimi; a jeśli ktoś będzie rzeczywiście trudny, nawet nie do pokonania, albo łatwy, nawet nie do przegrania, to i tak przesadne gadanie o tym/wywieranie presji nic nie zmieni, ani nikomu w niczym nie pomoże, a może jeno zaszkodzić; ale rzekomi "realiści" nigdy na to nie pójdą, bo dla nich to po prostu głupie, bo zawsze ma/powinien wygrać faworyt i dla nich zawsze będą "słabi" rywale, z którymi wstyd przegrać i "silniejsi" z którymi nie ma się szans, albo ma się znikome szanse i nigdy nie przyjmą do wiadomości, że taka postawa sprzyja porażką tak z jednymi jak i z drugimi;
( a z psychologicznego punktu widzenia, im sportowiec nastawia się na trudniejszą przeprawę, tym ma większe szanse aby okazała się łatwa i odwrotnie, więc i z tego punktu widzenia lekceważenie potencjalnie słabszych rywali, skazywanie ich z góry na porażki - tak w Polsce częste, chyba dlatego żeby mieć powód do wywyższania się - jest szkodliwym absurdem)
tylko że rachunek za tą głupotę, za ten brak realizmu ( to nic ze pozującą na mądrą i jedynie realną) płacą nie oni, ale płaci od dziesiątek lat cały polski sport, end. (dzielenie rywali (drabinek), na słabsze i silniejsze jest oznaką słabości, skrytych obaw, kompleksów, a nie siły, bo siła nie potrzebuje się dopingować rzekomą słabością swoich rywali) a puentą niech będą ostatnie wieści ze snookera:
"John Higgins przetrwał maraton strachu
To miał być spacerek dla obrońcy tytułu w mistrzostwach świata. Tymczasem w pojedynku pierwszej rundy John Higgins awans wywalczył dopiero po rozegraniu kompletu frejmów z Liangiem Wenbo, z którym we wcześniejszych trzech spotkaniach przegrał łącznie zaledwie cztery partie". eurosport.pl ( oczywiście ryba psuje się od głowy, a forumowicze tylko powielają to co można usłyszeć od niektórych dziennikarzy i komentatorów, ale w formach na ogół bardziej zawoalowanych, czy perfidnych ) ------- Załącznik nr2 "o Agnieszce Radwańskiej trener Petry Kvitovej, David Kotyza.Rusza europejski sezon na kortach ziemnych. Wiktoria Azarenka daleko z przodu, Maria Szarapowa też uciekła na bezpieczny dystans, zaczyna się jednak wyścig o trzecie miejsce w rankingu WTA. Na początku roku Agnieszka Radwańska traciła do pana podopiecznej prawie 2500 punktów, teraz niecałe 400. Czy ją dogoni? A jeśli tak, to kiedy?
David Kotyza: Nie siedzimy z kalkulatorem i nie przeprowadzamy symulacji. Wiemy, że w maju w Madrycie musimy się bronić, za to gdzie indziej – w Stuttgarcie czy później w Rzymie – można sporo zyskać. Najważniejsze są wyniki, a nie ich otoczka. Nie patrzymy na tę sprawę w kategoriach ucieczki, pościgu, matematyki. Tym bardziej że jako szkoleniowiec naprawdę podziwiam niepowtarzalny styl Polki. To najsprytniejsza tenisistka świata, wybitnie utalentowana, bystra, przebiegła. No i zabójczo precyzyjna, dzięki wyczuciu potrafiąca znaleźć wyjście właściwie z każdej pułapki. Takich dziewczyn na co dzień się na kortach nie spotyka. Tak, nazwałbym ją geniuszem... Ciepłe słowa, lecz jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że jeszcze nigdy nie pokonała Kvitovej? David Kotyza: Petra nie daje jej czasu na myślenie. Uderza ekstremalnie szybko, niektórzy mówią, że najszybciej na świecie. Ryzykownie, jeśli trzeba dokłada też trochę rotacji. A w takich okolicznościach nawet najlepsza głowa po drugiej stronie siatki pracuje gorzej. Albo w ogóle nie pracuje. Jedno tempo wolniej i w wymianach moja zawodniczka byłaby bez szans. Przewagę zapewniają jej tylko kończące uderzenia (...)". - Bartosz Dębicz przegląd sportowy.pl
Pierwsza myśl, to taka żeby nie przedobrzyć z pochwałami, na to też trzeba uważać. Ale pochwały Kotyza nie wydają się wymuszone, tak na odczepnego, jakich Polacy często dopominają od obcych dla swoich sportowców, robią wrażenie szczerych i autentycznych. Druga myśl, że trener Czeszki zdradził receptę na AR, ale pewnie wszyscy ją doskonale od dawna znają, tylko że bardzo mało kto jest w stanie wcielić ją w życie, a AR na pewno tego zadania swoim rywalką nie zamierza ułatwiać. A trzecia myśl, czy aby na pewno trener obecnie 3 tenisistki świata, mistrzyni Wimbledonu 2011 mówi o tej samej tenisistce nad której grą komentatorzy Polsatu na czele z panem Bohdanem Tomaszewskim od zawsze odkąd tylko pamiętam kręcą nosami, ciągle im się coś nie podoba, ciągle nad czymś biadolą, czegoś czepiają, na coś psioczą, szukają dziurek w całym, oczywiście jakżeby inaczej w imię komentatorskiego obiektywizmu; nigdy nie słyszałem w ich głosach cienia entuzjazmu ( za to pan Bohdan krytykował kilka razy entuzjazm innych, choćby pana Fibaka), zadowolenia, choćby z tego, że po raz pierwszy od dziesiątków lat mamy tenisistkę w światowej czołówce, nigdy, większość pochwał wydawała mi się wymuszona, może z małym wyjątkiem pana Tomasza Tomaszewskiego, a przecież nie skąpią tego entuzjazmu ( celuje w tym zwłaszcza pani Katarzyna Nowak, która się niemal wszystkimi entuzjazmuje) w ocenach gry i dokonań zagranicznych tenisistów, nawet tych którzy nie osiągają 1/10 tego co AR (np słyszałem peny nad Cibulkovą ), nie skąpią też entuzjazmu naszemu najlepszemu deblowi, ani Łukaszowi Kubotowi i bardzo dobrze. Albo więc trener Kotyza nie zna się na tenisie i bredzi od rzeczy, albo AR jest o wiele za dobra i zbyt wyjątkowa, jak na tenisowe gusta - jak dla mnie marne - polsatowskich komentatorów ( choć lubią o nich mówić w liczbie mnogiej, a celuje w tym pan Bohdan), i pewnie nigdy jej odpowiednio nie docenią, bo po prostu nie są w stanie, bo przerasta to ich percepcyjne możliwości ( za co winię nie siebie, ale tenisistkę), a jedno co są w stanie to wytłumaczyć to sobie wydumaną potrzebą rzekomego obiektywizmu. Albo, albo. (furorę robiło głupawe powiedzonko: "czekanie na błędy", jeśli ktoś twierdzi, że "czekając na błędy" można odnosić sukcesy, to niech o tym nie mówi tylko niech pokaże jak to się robi. Jeśli to takie proste to czemu z tego nie skorzystać i samemu nie odnosić sukcesów?, będą o tym mówić, ale sami tego nie potrafią i nie zrobią, bo jest to kompletna bzdura, która ma jedynie usprawiedliwiać porażki dla niektórych jedynie słusznego stylu gry na jezdzca bez głowy, że niby wszystko od niego zależy i przegrywa sam ze sobą i swoimi błędami, a kto mu każe robić błędy?) z forum eurosportu: "Ludzie wy macie zastrzeżenia do gry Radwańskiej? Szarapowa oklepująca siłowo te swoje schematy to dopiero jest przebijaczka bez polotu i nieprzeciętna nudziara na korcie, pociąć się można gdy się patrzy na jej klepanie tego samego w kółko...". ( a jeśli tenisistka osiąga sukcesy mimo nie najlepszych warunków fizycznych, bez wzrostu np. Marii Szarapowej, bez bicepsów np. sióstr Willams, Samanty Stosur, to tylko dobrze to świadczy o jej grze i osiągnięciach ) ( AR płaci 3 kary: 1) za narodowość, którą płacą wszyscy polscy sportowcy: większość Polaków - poza z jednej strony krakaniem, wróżeniem porażek i spadków, pomstowaniem po porażkach, a z drugiej strony wywyższaniem się w imieniu sportowców poprzez z góry skreślanie szans potencjalnie słabszych rywali ( a jak sportowcy ich zawiodą i przegrają, to się na nich mszczą wyzywając od frajerów itd.) - najbardziej lubi pomniejszać sukcesy polskich sportowców, 2) za "grę z głową" - większość woli grę siłową i agresywną/ofensywną i gdyby AR tak grała i osiągała takie same, a nawet nieco mniejsze sukcesy, to już dawno byłaby w Polsce na piedestale, a "gra z głową" wymaga od odbiorcy zrozumienia, a z tym jest u nas znacznie gorzej, więc sukcesy AR większość kładzie na karb rzekomej słabości (sic!) jej rywalek rywalek (np. tzw. błędów niewymuszonych, tak jakby ktoś ich do błędów zmuszał, zdarzały się im one tylko w meczach z AR i mogły się od nich powstrzymać) i od szeregu lat stale wróży ich rychły koniec. 3) za introwertyczność ( czytanie z tzw. mowy ciała w przypadku introwertyków, to zajęcie bardziej niż karkołomne) - większość ludzi to ekstrawertcy, którzy odwrotnie niż introwertycy specjalizują się nie w ukrywaniu, ale w okazywaniu/uzewnętrznianiu swoich emocji, a w Polsce mniejszości nie są ani w cenie, ani nie są rozumiane, a większość ma do nich pretensje i żal że nie są tacy sami jak oni, a nawet upatrują w tym przejaw zła. Coś jakby 3x ciemnota i zabobon...) --------- Załącznik nr3 "Dlaczego popełniam tak niewiele błędów? Swój pierwszy tytuł zdobyłam w następujący sposób: trener dał nam piłkę i powiedział, że wygra to dziecko, które popełni najmniej błędów. Ja pomyliłam się raz. Zawsze będę to pamiętać - tak o swoim bezbłędnym stylu opowiadała Agnieszka Radwańska przed swoim pierwszym meczem w Stuttgarcie". - przegląd sportowy.pl Super pomysł, warty upowszechnienia, ale dziwny w naszym kraju, bo przecież wielu Polaków kocha błędy, zwłaszcza rywali polskich sportowców, bo mogą nimi usprawiedliwiać ich sukcesy. ------ Załącznik nr4 "W prestiżowym Porsche Tennis Grand Prix Agnieszka Radwańska znów wybornie wylosowała. Można stwierdzić, że awansowała już do ćwierćfinału (tak jak w Miami, gdzie spotkała trzy anonimowe rywalki, w Niemczech też może pędzić z maksymalną prędkością). W pierwszej rundzie ma wolny los, w drugiej zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania kwalifikantek. Biorąc pod uwagę, że już na starcie Na Li rywalizuje z Lucie Szafarzovą (Chinka lub Czeszka to potencjalna rywalka Polki w 1/4 finału), a Caroline Wozniacki z Jeleną Janković ( okazało się, że Jankovic skreczowała z powodu kontuzji - dopisek mój), trzeba przyznać, że do Agi uśmiechnęło się szczęście(...). Kolejne brednie ( oczywiście w mojej ocenie) dziennikarza "Przeglądu Sportowego", jeszcze nawet nie zna rywalki AR, a już z góry odebrał jej wszystkie szanse, tak jakby nigdy faworyci w sporcie nie przegrywali, ale jeśli za pisanie bredni płaci największa sportowa gazeta to tylko żyć i nie umierać, takiego raju jaki ma na ziemi nie zazna nawet w niebie. Powiela też stare głupoty bredząc o anonimowych rywalkach z Miami, ignorując bez przerwy fakt, że owe "anonimy", aby zagrać z AR musiały wpierw pokonać aż trzy wysoko rozstawione rywalki Kaię Kanepi, Vierę Zwonariową i Flavię Pennettę, a przecież pan Gębicz taką możliwość z góry wykluczył, bo z góry "anonimy" skreślił i upatrywał tylko w znanych mu nazwiskach potencjalnych rywalek AR, a po tem o tym na amen zapomniał i teraz tylko aż do zupełnego wyczerpania eksploatuje "anonimowość" rywalek AR, zapomina też, że o tych "anonimowych" tenisistkach musi pisać, a one nie i nie muszą nawet wiedzieć o jego istnieniu, więc kto jest bardziej "anonimowy"?. Pan Gębicz swoim zwyczajem przed Stuttgartem znowu w poniedziałkowym "Przeglądzie Sportowym" wiele miejsca poświęcił "szczęściu" Radwańskiej, i wspomniał o "nieszczęściu" jej wybranych zagranicznych rywalek ( bo np. Szarapowa wylosowała równie "szczęśliwie", ale o tym akurat nie wspomniał), zawsze widzi tylko szczęście Polki, i jego brak u wybranych zagranicznych tenisistek, a odwrotne sytuacje pomija szerokim łukiem, pominął też fakt, że Radwańska nie musi grać w 1r, bo jest odpowiednio rozstawiona, więc trudno aby nie miała "szczęścia" w pierwszej rundzie. Widzimisię że pan Gębicz bredzi już z czystej przekory, przynajmniej z przekory dla zdrowego rozsądku; nie z przekonania tylko z głupiego uporu; zresztą wydaje się, że w ogóle na łamach przeglądu sportowego uprawia perfididną grę, że nie ma w jego tekstach za wiele szczerości, jest za to dużo ironii pomieszanej ze złośliwostkami, a to wszystko polane patetycznym sosem, nie dba też zbytnio o ścisłość podawanych faktów, ani o logikę wypowiedzi, za to pedantycznie dba o efekciarstwo, oczywiście tak jak je rozumie. Wracając do szczęścia. Oczywiście bardzo dobrze mieć szczęście, każdy chce je mieć i należy się z niego tylko cieszyć, ale nie sądzę, żeby akurat o to chodziło panu Gębiczowi, bo by tego "szczęścia" tak często innym nie wypominał. A jak mawiał trener Górski "jeśli szczęście zaczyna się powtarzać, to to już nie jest szczęście", i dotyczy to również szczęścia w drabinkach, niestety tej lekcji pan Gębicz nie odrobił, widocznie nie znalazł czasu, bo uczęszczał na lekcje z efekciarstwa, ironii, złośliwostek i przekory. Ponadto szczęście mają ci którzy ( dużo) częściej wygrywają niż przegrywają i dlatego są wysoko w rankingu, i dzięki temu są rozstawiani w turniejach, tej lekcji pan Gębicz też nie odrobił. Specjalnie dla pana Gębicza i jemu podobnych, którzy wszędzie upatrują szczęście polskich sportowców, celem umniejszania ich sukcesów zupełnie abstrahując od szczęście ich rywali, a ewentualnie uwypuklając jego brak, obliczyłem ile było w całym 2011 tego cukru w cukrze, chyba tak jak się powinno to robić, czyli tylko porównawczo, i tylko porównując ze sobą rzeczy porównywalne, a więc tylko tenisistki wysoko rozstawione; na razie policzyłem cały 2011 sezon który AR zakończyła na 8 miejscu w rankingu, dzięki czemu po raz pierwszy stała się pełnoprawną uczestniczką turnieju mistrzyń zwieńczającego każdy sezon. Zastosowałem prostą metodę, taką samą jakiej uzywa pan Gębicz, czyli wziąłem pod uwagę tylko numerki rywalek poszczególnych tenisistek po czym zsumowałem wszystkie numerki rywalek poszczególnych tenisistek w turniejach WTA z całego roku (bez International, i ITF i odjąłem też mecze z Sereną Williams, wtedy gdy grała z wysokim numerem), a potem sumę numerków podzieliłem przez liczbę meczów i wyszła średnia numerku jednego rywala na mecz; jest to metoda bardzo niedoskonała, ale takiej pan Gębicz sam używa, a wyniki są dość ciekawe; podam wyniki poczynając od tych najmniej szczęśliwych; w pierwszej rubryce będą zsumowane razem numerki wszystkich rywalek, w drugiej liczba meczów, w trzeciej wynik dzielenia, czyli rzekomy wskaznik szczęścia, i tak w ten sposób licząc najmniej "szczęścia" w drabinkach w całym 2011roku miała: 1) Wozniacki 2906 (suma numerków rywalek)/ 70 (liczba meczów) = 41,514 2) Zwonariowa 2651/63 = 42,079 3) Radwańska 2682/61 = 43,967 4) Na Li 2078/47 = 44,212 5) Schavione 2345/53 = 44,245 6) Azarenka 2679/58 = 44,982 7) Kvitova 2146/46 = 46,652 8) Bartoli 3224/61 = 50,229 9) Stosur 3048/56 = 53,176 10) Szarapowa 2885/51 = 53,43 11) Petkovic 3242/57 = 56,877 (na razie tylko raz liczyłem, policzę jeszcze raz aby wykluczyć możliwość błędu) Największe "szczęściary" to Petkovic, Szarapova i Stosur, czy ktokolwiek w Polsce o tym wiedział, czy polscy dziennikarze o tym pisali, czy śledzili i wypominali im szczęście?. Nie!, dlaczego?, bo przez cały sezon zajmowali się wytykaniem rzekomego szczęścia AR prawie przed każdym turniejem w jakim grała, nie zestawiali i nie porównywali szczęścia do nieszczęścia AR z innymi wysoko rozstawianymi rywalkami, i tylko z tymi wysoko rozstawianymi ( bo porównuje się rzeczy porównywalne), jeno widzieli tylko jej szczęście, ewentualnie nieszczęście innych i ciągle je wytykali w wiadomym celu. W całym roku 2011, tylko dwie rywalki AR, miały mniej szczęścia w drabinakach, oczywiście przy zastosowaniu tej bardzo niedoskonałej metody, ale taką samą przecież stosuje np. pan Gębicz, jedną z nich była liderka Wozniacki, która przez cały sezon była rozstawiana z nr1, a drugą Zwonariowa na ogół rozstawiana z nr3, ale niekiedy i z 2, a więc paradoksalnie tenisistki które z racji wyższego rozstawienia powinny mieć teoretycznie więcej "szczęścia" w drabinkach, ale wypaczył to inny element a mianowicie ilość wolnych losów w 1 r. przebadanych tenisistek w 2011: najwięcej po 13 wolnych losów miały właśnie Wozniacki i Zwonariowa, po 9 Azarenka i Schavione, 8 - Na Li, po 7 Radwańska, Stosur, Bartoli, Scharapowa, 6 Kvitova, a tylko 2 Petkovic. A właśnie w pierwszych rundach turniejów ma się największe szanse trafić na rywalki z wyższym numerem. Pod tym względem Petkovic była najbardziej pokrzywdzona, i pewnie dlatego miała najwięcej 'szczęścia" w drabinkach. Ale już Stosur, Szarapowa, Bartoli miały tyle samo wolnych 1r. jak Radwańska, a mimo to miały sporo więcej tego "szczęścia". Warto też wiedzieć, że tylko Polka i Na Li w całym 2011 nie grały w ogóle w mniejszych turniejach rangi International, reszta przynajmniej w 2, a rekordzistka Bartoli grała w aż 7 International. Gdyby więc dodać turnieje International, gdzie na ogół rywalizowały z tenisistkami z wysokimi numerkami, to AR byłaby tenisistką, która miała najmniej szczęścia do numerków swoich rywalek w całym 2011 roku. A przecież jak wspomniałem przez cały sezon wszystkie portale krzyczały tylko o "szczęściu" AR w pierwszych rundach turniejów nie wspominając że jest ono wynikiem wysokiego rozstawiania, i zupełnie pomijając "szczęście" w losowaniach jej wysoko rozstawionych rywalek. Po prostu AR płaciła karę za narodowość, tak niestety już jest w Polsce, i to się chyba nie zmieni, że z racji naszej bezdennej głupoty nasi sportowcy płacą w Polsce karę za to, że są Polakami. Osobiście w ogóle nie patrzę na losowania przez pryzmat szczęścia, dla mnie wszystkie losowania są równe szczęśliwe, po prostu sportowcy mają grać z tymi rywalami jakich im los przydzielił i tyle, a numerki nawet nie grają, gra aktualna forma, dyspozycje dnia, style gry, nawierzchnia, zdrowie i wszystkich rywali powinno się traktować równie poważnie, nikogo nie lekceważyć, nikogo nie skreślać, ani nikogo się nie bać, jak to ma w stałym zwyczaju m.in. pan Gębicz. Dla mnie szczęście nie ma znaczenia, mnie się tylko nie podoba jak Polacy muszą eliminować siebie nawzajem, bo mamy mało polskich tenisistów, oraz gdy muszą grać ze swoimi zagranicznymi rywalami o polskich korzeniach, czyli bawić się w saperów i rozbrajać miny korzenne. Dla mnie szczęście nie ma znaczenia, ale ci którzy lubią wytykać innym szczęście, powinni stosować jednakowe kryteria wobec całej stawki, i zawsze porównawczo, a nie tylko widzieć szczęście swoich rodaków i nieszczęście wybranych ich zagranicznych rywali, czyli stosować karę za narodowość, jak to od lat czynią co niektórzy polscy dziennikarze. Jest to nie fair play. ( a jak już jestem przy karach, to moim zdaniem AR płaci 3 kary: 1) za narodowość, którą płacą wszyscy polscy sportowcy: większość Polaków - poza z jednej strony krakaniem, wróżeniem porażek i spadków, pomstowaniem po porażkach, a z drugiej strony wywyższaniem się w imieniu sportowców poprzez z góry skreślanie szans potencjalnie słabszych rywali ( a jak sportowcy ich zawiodą i przegrają, to się na nich mszczą wyzywając od frajerów itd.) - najbardziej lubi pomniejszać sukcesy polskich sportowców, 2) za "grę z głową" - większość woli grę siłową i agresywną i gdyby AR tak grała i osiągała takie same, a nawet nieco, a może i sporo mniejsze sukcesy, to już dawno byłaby w Polsce na piedestale, a "gra z głową" wymaga od odbiorcy zrozumienia, a z tym jest u nas znacznie gorzej, więc sukcesy AR większość kładzie na karb rzekomej słabości (sic!) jej rywalek (np. tzw. błędów niewymuszonych, tak jakby ktoś ich do błędów zmuszał, zdarzały się one tylko w meczach z AR i mogły się od nich powstrzymać) i od szeregu lat stale wróży ich rychły koniec. 3) za introwertyczność ( czytanie z tzw. mowy ciała w przypadku introwertyków, to zajęcie bardziej niż karkołomne) - większość ludzi to ekstrawertcy, którzy odwrotnie niż introwertycy specjalizują się nie w ukrywaniu, ale w okazywaniu/uzewnętrznianiu swoich emocji, a w Polsce mniejszości nie są ani w cenie, ani nie są rozumiane, a większość ma do nich pretensje i żal że nie są tacy sami jak oni, a nawet upatrują w tym przejaw zła. Coś jakby 3x ciemnota i zabobon...) A od początku tego roku, tylko jedna tenisistka z wysoko rozstawianych ma więcej "szczęścia" w drabinkach od AR (a to z powodu owych sensacyjnych "anonimek" w Miami, którymi tak bardzo zauroczył się pan Gębicz, oraz z powodu gry z nisko notowaną z powodu przerwy Venus), a mianowicie Włoszka Schavione, co ciekawe te bardzo szczęśliwe drabinki Włoszki wcale nie przełożyły się na jej dobre wyniki, ale do końca roku daleko i wiele może się jeszcze zmienić, ale wcale nie byłoby mi przykro gdyby w tym roku najwięcej szczęścia w drabinkach miała AR, przecież ktoś je musi mieć...
sobota, 14 kwietnia 2012
Agnieszka Radwańska - obecna pierwsza dama polskiego tenisa Pod takim tytułem ukazał się artykuł na portalu sport.pl: "(...) Portal "Sports Illustrated" zastanawia się, która z dwóch tenisistek ma większe szanse na pierwszą wygraną w wielkoszlemowej imprezie. Zdania są podzielone. Publicystka serwisu, Courtney Nguyen, typuje, że będzie to Dunka. - Wozniacki nieraz pokazała, że potrafi pokonać wielką przeciwniczkę. Jeśli tylko nauczy się dawkować agresję na korcie i wzmocni serwis, ma ogromne szanse na wygraną w Wielkim Szlemie. Radwańska wciąż musi wiele udowodnić. Zwycięstwo nad Szarapową było imponujące, ale z wieloma świetnymi zawodniczkami wciąż ma ujemny bilans (m.in. 0:3 z Petrą Kvitovą, 2:5 z Wozniacki, 2:7 z Szarapową). Dopiero, gdy zacznie wygrywać z nimi regularnie, będzie miała szanse na triumf w Wielkim Szlemie. Odmiennego zdania jest Lindsay Gibbs, autorka felietonów o tenisie. - Nie wiem, czy Wozniacki jest gotowa na tak wielki krok. Nie potrafiła wygrać Szlema, kiedy była na pierwszym miejscu rankingu, więc ciężko przypuszczać, że zrobi to teraz. Dunka musi najpierw odmienić swoją grę. Radwańska, natomiast, radzi sobie coraz lepiej, a co istotne, racjonalnie zarządza swoim grafikiem, czego nigdy nie potrafiła Wozniacki. Wycofała się na przykład z turnieju w Charleston. Kluczowe dla Agnieszki będzie utrzymanie pozycji w rankingu [Polka jest czwarta - przyp. red.], tak, by nie trafić na Wiktorię Azarenkę, swoją największą rywalkę, wcześniej, niż w półfinale.
Kto wie może AR pójdzie drogą wytyczoną m.in przez Myskinę, Majoli, Schavione które zanim wygrały szlema, wcześniej docierały w nich najwyżej do ćwierćfinałów. Myskina przed zwycięstwem we FO w 2004 r., miała 3 ćwierćfinały szlemowe i trzy 4 rundy, a w czasie triumfu szlemowego była nr 5 w rankingu, a na drodze do zwycięstwa nie musiała pokonywać nikogo wyżej od siebie notowanego, ale począwszy od ćwierćfinału pokonała 3 tenisistki z pierwszej 10 i wszystkie zdecydowanie; V. Williams 6-3, 6-4; Capriati 6-2,6-2, Dementiewą 6-1, 6-2, co ciekawe Jelena Dementiewa choć 7 sezonów kończyła w pierwszej 10. rankingu, choć 7 razy była w szlemowych półfinałach, a dwa razy w finałach nigdy żadnego szlema nie wygrała ( moim zdaniem główną przyczyną braku skuteczności w ważnych meczach Jeleny był schematycznie poprawny/ugładzony aż do bólu tenis Rosjanki, nie było w nim widać jakiegoś indywidualnego rysu charakteru/osobowości, i był dość łatwy do rozszyfrowania, to pewnie dlatego m.in. AR od początku dobrze grało się z Rosjanką i na ogół z nią wygrywała, pamiętam że kiedy Jelena kończyła karierę, to niektórzy polscy dziennikarze nawet martwili się o to kogo teraz z czołówki Polka będzie systematycznie ogrywać i bali się że wraz z odejściem Rosjanki, spadnie nieco w rankingu, ale wtedy przyszła kolej m.in. na Zwonariową, i znowu okazało się, że nie ma ludzi niezastąpionych), a żeby było jeszcze zabawniej oba finały Dementiewej przypadły na 2004 rok, a w tym samym roku w dwóch pozostałych szlemach Rosjanka odpadała już w pierwszych rundach!, w AO przegrała z nr 79 Jankovic 6-1,6-4, a na Wimbledonie dostała baty od nr 129 do dziś szerzej nieznanej Czeszki, a w tych czasach AR grała jeszcze w juniorskich rozgrywkach i nikt w Polce jeszcze o kryzysie damskiego tenisa nie słyszał, gdyż jego cenzurą był pierwszy awans Polki do światowej 10 rankingowej, i z góry wiadomo, że ten kryzys skończy się z chwilą zakończenia kariery przez AR, i to będzie w oczach niektórych Polaków największy jej wkład w dzieje światowego tenisa. A tak naprawdę najlepsza polska tenisistka doskonale by sobie poradziła w każdych czasach, i w czasach największej prosperity damskiego tenisa i w czasach rzekomego obecnego kryzysu, i nie sposób nawet zgadnąć w których lepiej, a o kryzysie można mówić tylko w sensie braku wyraznej/długofalowej dominacji jednej, czy dwóch tenisistek ( normalnie grających ) nad pozostałymi. Majoli gdy wygrywała RG w 1997 była 9 w rankingu, w 4 r pokonała nr 5 Davenport, a w finale nr 1 Hingis, reszta rywalek na drodze do triumfu szlemowego była spoza pierwszej 10, i nikt też i wtedy w Polsce o kryzysie damskiego tenisa nie słyszał, co ciekawe przed zwycięstwem szlemowym w tym samym roku w AO przepadła już w 1 r. z nr 63 P. Schnyder, i w tym samym roku z tą samą słynną Hingis którą ograła w finale RG wcześniej przegrała zdecydowanie w Paryżu 6-1, 6-3, a w poprzednich latach Majoli raz tylko osiągnęła ćwierćfinał szlemowy, a poza tym nigdy nie była w szlemach nawet w 4 r. Na przykładach Myskiny ( niektóre jej bilanse z gwiazdami grającym w czasie w którym zdobywała szlema; z Mauresmo 1-8, z Clijsters 3-7 z Henin 2-8, Capriati 2-5, Davenport 2-6, można?) i Majoli ( wygrała finał RG z Hingis, ale jej ogólny bilans ze słynną Szwajcarką jest 2-8, z Graf 0-7, z Novotną 3-8, z Pierce 4 -6) dobrze widać że trudności wygrania turnieju szlemowego są przez panią Courtney Nguyen nieco demonizowane. Sporo triumfatorek szlemowych własnym przykładem zaświadczyło, że wcale nie trzeba mieć dodatnich, czy nawet tylko wyrównanych bilansów ze wszystkimi aktualnymi gwiazdami żeby wygrać szlema, bo raz nie ze wszystkimi przychodzi się mierzyć w każdym szlemie, a dwa akurat w szlemie gdzie presja jest największa można sprawić niespodziankę i poprawić ujemny bilans. Ale nie ma co wzorować się na Myskinie i Majoli, bo one wygrały tylko po jednym szlemie i niektórzy pewnie będą mówić o szczęściu, ale m.in ich przykład pokazuje, że trudności wygrania szlema są niekiedy nieco demonizowane i tylko dlatego poświęciłem im trochę miejsca.
Przyjrzyjmy się niektórym współczesnym gwiazdom: Na Li zwyciężczyni FO 2011 ( była 7 rankingową, pokonała 4 tenisistki z pierwszej 10), finalistka AO 2011 ( rankingowa 11 pokonała 2 tenisistki z pierwszej10.), półfinalistka AO 2010 (pokonała 2 tenisistki z pierwszej 10.), i jej niektóre ujemne bilanse z gwiazdami grającymi w latach jej największych sukcesów: Clijsters 2 - 6, Stosur 0-6. Do momentu triumfu szlemowego była solidną firmą, ale od swojego wielkiego zwycięstwa gra gorzej niż w kratkę.
Sam Stosur zwyciężczyni US Open 2011 ( jako rankingowa 10. pokonała w nim tylko jedną tenisistkę z pierwszej 25!, słownie jedną J E D Y N Ą na drodze do zwycięstwa szlemowego!, ( ma wielkie szczęście że nie jest Polką, bo światowy tenis zyskałby nową jednostkę szlemową: HAPPY GM, wymyśloną nie przez kogo innego, tylko przez... samych Polaków!, na szczęście australijczycy nie są aż tak innowacyjni), a mianowicie w ćwierćfinale pokonała nr 2 Zwonariową, a w 3r niemiłosiernie męczyła się z nr 30 Nadią Petrovą 7-6,6-7,7-5 (z którą miała bilans 1- 4, a teraz ma 2-5), a w finale musiała pokonać nr 27 słynną Sereną Williams, z którą też miała ujemny bilans ( obecnie 3-6); co jeszcze ciekawsze Australijka na ogół najbardziej "lubiłą" ze szlemów wypadać już w pierwszych rundach, ma aż 14 takich porażek, w tym nawet przed i po swoim zwycięstwie szlemowym!, można?, a na drugim miejscu "lubiła" wypadać ze szlemów w 2 rundach, ma aż 9 takich porażek; na 35 szlemów ogółem, 23 razy wypadała w 1, albo 2 r, a do tego wszystkiego w pierwszych 7 sezonach dorosłej kariery Stosur tylko raz dotarła do 4 r szlema!. Kto przy zdrowych zmysłach mógłby wtedy przewidzieć że na Stosur czeka w niedalekiej przyszłości zwycięstwo i finał szlemowy?, niektóre ujemne bilanse Stosur; z Kuzniecową 1-3, Kvitova 0-3, z Jankovic 2-5, z Szarapową 1-9. ( AR dopiero rozpoczęła swój 7 sezon i ma już dużo więcej sukcesów szlemowych - 5 Q, 7- 4r, już w pierwszym swoim szlemie na Wimbledonie gdzie startowała z dziką kartą jako tenisowy "plankton" dotarła do 4r. a i tak przez te lata była w Polsce dużo częściej krytykowana niż chwalona, raczej wróżono jej kolejne porażki niż zwycięstwa, przewidywano raczej ciągłe spadanie po równi pochyłej niż marsz w górę, i ciągle psioczono że jest za wysoko w rankingu, tak jakby kiedykolwiek ktokolwiek rozdawał w nim miejsca; ma się nieodparte wrażenie, że polscy roszczeniowi malkontenci (którzy notabene sami nic nie osiągają) uważają, że cieszyć się z sukcesu można dopiero od momentu wygrania szlema ( a to i tak tylko pozory, bo i wtedy wynajdą okoliczności "usprawiedliwiające" sukces), bo wtedy jest szansa że świat to zauważy, i to w kraju bez wielkich tradycji tenisowych nazywanego "pustynią tenisową", bo roszczeniowi malkontenci ( choć niewiele mają, ale za to mają wielkie apetyty) uważają że np. polskie tenisistki powinny zaczynać kariery od wygrania szlema, a potem muszą tylko cały czas się poprawiać (inni nacje mają duzo mniejsze apetyty, ale za to dużo większe osiągnięcia), bo jak nie to są beznadziejne, do niczego, nic z nich już nie będzie i powinny jak najszybciej zakończyć karierę, i nie przynosić im więcej wstydu, ale jak wygrywać szlemy w kraju w którym sportowcy od początku spotykają się z krakaniem, krytykanctwem, złorzeczeniem, niechęcią, a nawet wrogością? Powtórzę więc - Stosur ma wielkie szczęście, że nie jest Polką, bo w Polsce gdyby którakolwiek tenisistka tak często śmiała zawodzić nadzieje/ambicje wyposzczonych i roszczeniowych polskich kibiców/dziennikarzy/komentatorów już dawno byłaby "wrakiem" tenisowym lawirującym gdzieś pomiędzy 1, 2 a 3... setką rankingu WTA, mniej więcej tak jak obecnie niestety lawiruje M. Domachowska; wisielczy dowcip jest w tym, że winni tego stanu rzeczy ( wg mnie ) roszczeniowi malkontenci ( wybitnie polska jednostka chorobowa nigdzie nie występująca w takich ilościach jak u nas), którzy z jednej strony wymagają samych zwycięstw/nie wybaczają najmniejszych potknięć i to pod sankcją wyzwisk, złorzeczeń, wyśmiewania, narzekania, biadolenia ( choć sami na ogół zupełnie nic nie osiągają) itd.itp., a z drugiej nie tylko nie wierzą w te zwycięstwa, ale niemal zawsze na wszelki wypadek kraczą i wróżą/przewidują porażki; pewnie to głupie, ale uważam że ten pozorny paradoks jakim jest polskie roszczeniowe malkontenctwo ma jedno i to samo zródło w tzw. polskich kompleksach narodowych; a roszczeniowi malkontenci nie tylko nigdy i za nic nie przyznają się do winy, ale będą winić za wszystko zło w polskim sporcie wszystkich poza sobą, a sami będą się ustawiać na piedestale i podawać za jedynych jego zbawców, że to niby oni mobilizują wszystkich polskich sportowców do zwycięstw kopniakami, i gdyby nie ich krakania, wyzwiska, wymuszania, złorzeczenia, biadolenia itp. itd. to żadnych sukcesów by nie było, bo jak małe dzieci, które zmieniają granice państw palcem po mapie zupełnie nie pojmują, że ludzie/sportowcy mają i muszą polegać na własnych, a nie cudzych ambicjach i ich"pomocy" do niczego nie potrzebują, a raczej może im ona tylko zaszkodzić; a powinno się czynić dokładnie odwrotnie niż to wynika z irracjonalnej natury/nawyków roszczeniowych malkontentów - zawsze wierzyć (niezależnie od realnych szans), ale nigdy nie wymagać zwycięstw, wymagać co najwyżej walki, zaangażowania itd. itp. i to też ze zrozumieniem, bez wyzwisk, złorzeczeń, połajań, drwin i biadoleń, tylko pod sankcją utraty zainteresowania i zejścia na margines sportu. Oczywiście od tej reguły mogą być wskazane wyjątki, ale tylko świadome, czyli w razie rzeczywistej potrzeby (a nie tak na wszelki wypadek), i czynione przez ludzi do tego odpowiednich/powołanych).
Francesca Schavione zwyciężczyni FO 2010 ( jako rankingowa 17 na drodze do triumfu szlemowego pokonała 3 tenisistki z pierwszej 10., w tym w półfinale dostała krecz po wygraniu 1 seta od Dementiewej, i nr 12 Na Li w 3 r.), finalistka FO 2011 ( rankingowa 5 nie wygrał z nikim wyżej od siebie notowanym, najwyżej notowaną rywalką jaką pokonała była w 4r. nr 10 Jankovic, a więc doszła do finału bez wielkich zwycięstw nad renomowanymi rywalkami, wielka szczęściara prawda?, na pewno byśmy tego nie pominęli i odpowiednio uwypuklili gdyby chodziło o naszą tenisistkę), Przyszła triumfatorka szlemowa też dość często żegnała się ze szlemami już w 1 i 2 r., w aż 19 na ogółem 46 startów, 8 razy wpadała w 1, a 11 razy w 2 r.. Niektóre bilanse Włoszki: z V. Williams 0-8 (kiedy Franceska wygrywała szlema Venus częściej grała niż nie grała i dzięki temu była w czubie rankingu), z Zwonariową 0-10!, z Clijsters 1-11, Szarapową 0-3, można?,
"Dopiero, gdy zacznie wygrywać z nimi regularnie, będzie miała szanse na triumf w Wielkim Szlemie". - tylko na tych pięciu wyżej podanych przykładach widać, że ta opinia jest ściągnięta nie z najwyższej półki, ale z samego... sufitu redakcyjnego. No chyba, że pani dziennikarka miała na myśli skompletowanie przez Polkę całego Wielkiego Szlema, czyli zwycięstwa we wszystkich czterech szlemach, ale chyba jeszcze nie o to jej chodziło.
Trzeba też przypomnieć, że wielka "szczęściara" AR miała przyjemność w swoich 5 Q szlemowych zawsze mierzyć się z faworytkami, bo albo z tenisistkami wyżej od siebie notowanymi, albo z wielkimi gwiazdami: w pierwszym z Hantuchovą, mimo że Słowaczka była najmniej renomowaną z ćwierćfinałowych rywalek Polki, to była wtedy od młodziutkiej Polki dużo bardziej doświadczona i wyżej rozstawiona ( Agnieszka była 28, a Daniela 9 ) i do tego Słowaczka zagrała jedno z najlepszych spotkań w karierze, a była tak rozpędzona, że w półfinale długo zanosiło się że rozbije w puch i pył nr 3 Ivanovic, bo pierwszego seta wygrała aż 6-0; pozostałe 4 rywalki to już największe gwiazdy - siostry S i V Williams, K. Clijsters, W. Azarenka. A niektóre półfinalistki szlemowe już w swoich pierwszych ćwierćfinałach miały dużo mniej renomowane rywalki do pokonania. Bardzo rzadko się zdarza żeby tenisistki w 5 ćwierćfinałach pod rząd miały same renomowane rywalki, w tym 4 wielkie gwiazdy. AR to jeden z bardzo nielicznych wyjątków. I o tym też warto pamiętać.
Ale trzeba też przyznać, że Dunka Caroline Wozniacki ma lepszy bilans z topowymi tenisistkami. Ale nie sądzę, aby przeszłość miała rozstrzygający głos odnośnie przyszłości, co bardzo dobrze widać na przykładzie Stosur, która z tenisistki odpadającej hurtowo w pierwszych, góra w drugich rundach, nagle urosła do roli jednej z kandydatek do zwycięstw szlemowych. Dużo bardziej do mnie trafiają argumenty pani Lindsay Gibbs, która nie koncentruje się aż tak bardzo, że aż niemal wyłącznie na przeszłości, tylko stara się patrzeć rozwojowo/dynamicznie, z akcentami na przyszłość, która przecież nie musi być tożsama z przeszłością, a jak widać na przykładzie np. Sam Stosur może być nawet krańcowo odmienna. Moim zdaniem Polka i Dunka mają mniej więcej równie szanse na szlema, może nawet odrobinę większe dałbym teraz AR, bo ostatnio ma dobrą passę, ale która i kiedy go zdobędzie może być nawet kwestią szczęścia. Ale oczywiście bardzo kibicuję i wierzę w szlema AR.
"Pierwsza wygra Caroline, bo wkłada w grę więcej serca", "Powiedziałbym, że Agnieszka, bo myśli na korcie lepiej niż jej rywalka". Nigdy nie powiedziałbym że AR wkłada mniej serca w swoją grę, ani że w czasie gry bardziej myśli od rywalek, choć to już prędzej, bo tenis Agnieszki jest bardzo różnorodny, zmienny ( a jednocześnie widzimisię ekonomiczny/oszczędny, wykorzystujący często do maksimum słabe strony rywalek, na co niektórzy się aż zżymają, bo ponoć to nie wypada i jeszcze nazywają taki tenis rzekomo nudnym, nieefektownym, bez pasyjnym, a mnie właśnie to się podoba/jest ciekawe/interesujące, a nawet błyskotliwe i wynika chyba 1) z introwertycznego charakteru najlepszej polskiej tenisistki, 2) z dużej wrodzonej inteligencji tenisowej, 3) może trochę nawet z pewności siebie i silnej psychiki, choć oczywiście nie zawsze AR może na tej "ekonomiczności" wyłącznie bazować, i nieraz musi wyjść, jeśli chce wygrać, znacznie ponad to pozytywne/mądre jak dla mnie kunktatorstwo/cwaniactwo) a co za tym idzie bardziej pomysłowy; ale jak dla mnie Polka i Dunka to są po prostu dwie zupełnie różne tenisowe osobowości, które grają różny tenis, dla ludzi o różnych tenisowych gustach, i choć jak wszystkie tenisistki mają punkty wspólne, to jednak więcej w ich podstawowej grze widać różnic niż podobieństw. Dlatego nie widzę większego sensu, aby akurat te dwie tenisistki specjalnie do siebie porównywać/zestawiać, bo ich kariery tak jak gra muszą być i będą różne. Osobiście bardziej gustuję w tenisie AR i wcale nie dlatego, że jest Polką. "Dodatkowo w Wielkim Szlemie zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat będzie na fali". O idei wycofania się AR z Charleston tak mówił trener Wiktorowski: "– Co nagle to po diable – uważa trener Tomasz Wiktorowski, który tonuje wszechobecny po ostatnich sukcesach Radwańskiej nastrój poganiania, pośpiechu i euforii. – Trzeba zachować umiar i rozsądek, rozważyć wszystkie za i przeciw, ogarnąć cały sezon. Teraz wszyscy się cieszymy, zachęcamy do startów, ale czy naprawdę jesienią chcielibyśmy oglądać Agnieszkę w plastrach i bandażach? – pyta. Nie, oczywiście że nie. Żeby bezpieczniej dojechać do celu, czasami trzeba – jak na drodze – wyłączyć światła mijania i oświetlić szosę długimi. Dostrzec wszystkie cienie, zakręty i przeszkody, by później w odpowiednim momencie przyspieszyć. – Pamiętajmy, że ranking to tylko długofalowe odzwierciedlenie wyników. Jeśli ktoś ma ambicje, także te wielkoszlemowe czy olimpijskie, musi swoje ruchy planować wyjątkowo starannie. Zarzynanie organizmu za wszelką cenę nie ma sensu, kalendarz przed sezonem to jedno, ale równie ważne są reakcja na bieżące wydarzenia i ewentualna korekta. Agnieszka naprawdę mnóstwo już zrobiła, obecne miejsce w światowej hierarchii pozwala jej unikać na początku każdej imprezy praktycznie wszystkich najgroźniejszych rywalek – podkreśla trener Wiktorowski. Za oceanem fani oraz eksperci pochwalili i zrozumieli decyzję Radwańskiej" - przegląd sportowy.pl W wycofywaniu się z turniejów tenisowych może być chyba brane pod uwagę nie tylko zdrowie i rozkładanie sił na cały sezon, ale również przesycenie grą i startami, aby głód gry/motywację utrzymywać na odpowiednim poziomie.
Zbliża sie sezon ma mączce, warto więc może przypomnieć jeden z najlepszych meczów AR na tej nawierzchni z samą mistrzynią RG:
"Stuttgart 2011 To był jeden z wielu "najlepszych" meczów AR, z wielu znakomitymi i z jedną wspaniała akcją, kiedy Włoszka była tak bardzo pewna, że lob Polki wypadnie za linię kortu, że aż przydusiła piłkę własną rakietą i dopiero wtedy zorientowała się że piłka była w korcie, ale na jakąkolwiek reakcję poza bezgranicznym zdumieniem było już jednak za pózno. A włoska mistrzyni RG w tym meczu grała niezle, na swoim dobrym poziomie, a mimo to przegrała bezapelacyjnie. Sądzę, że niektóre zwycięstwa Radwańskiej sieją większe spustoszenie na psychice jej rywalek niż nam kibicom to się wydaje. Mało kto przypomina takie mecze, tylko fani, bo większość publiki w Polsce woli skupiać się na pustej w połowie szklance, choćby nawet była pusta jeno w 1/3, albo tylko w 1/5, po pusta część ich najbardziej rajcuje. ---------------------------------------- A o czym myślę, gdy nie myślę; Nowa polska misja dziejowa, nowe polskie "Dziady"? - narodowe żebractwo.pl cz 1 ------------------------- Ciekawy analityczny tekst o AR ukazał się na tenisklub pl. autorstwa Macieja Kmieciaka pod tytułem : Agnieszko Radwańska – Quo Vadis?Co nie znaczy, że z autorem zbyt często się zgadzam np. : "Wybuchowy charakter Roberta Radwańskiego stanowił być może potrzebny do treningów bodziec, ale na pewno nie pomagał w decydujących momentach najważniejszych pojedynków".(...)" Wiktorowski wprowadził przede wszystkim niezbędny na tym etapie kariery Agnieszki spokój". Widzimisię, że te zdania nie oddają do końca ściśle rzeczywistości. Nie chcę pomniejszać zalet, zdolności i zasług młodego polskiego szkoleniowca, którego nawet nie znam, ale widzimisię, że ten "spokój" wprowadziło nie tyle przyjście nowego szkoleniowca, kimkolwiek by on nie był, ale separacja podczas turniejów z trenerem - ojcem, który to układ ( w trakcie meczów ) przynajmniej czasowo się wypalił. A gdyby nowy trener znowu wprowadzał niepokój, zwłaszcza w newralgicznych momentach meczów, to przecież tenisistka mogłaby go znowu zmienić. Oczywiście bardzo dobrze, że od razu trafiła na trenera ( można nawet powiedzieć, że niejako był pod ręką) z którym zna się od dawna - jak mówiła w wywiadach - i z którym bardzo dobrze się dogaduje. Obecny układ się sprawdza, więc jest OK. Piszę o tym, bo widzimisię że nikt nie potrzebował "uspokajać" AR, bo widzimisię, że zawsze była tą "spokojną" tenisistką, o ile jej w tym nikt nie przeszkadzał. Na co najlepszym dowodem jest fakt, że sukcesy z nowym trenerem ( na wyjazdach) przyszły niemal od razu, nie trzeba było długo czekać, aż nowy trener "uspokoi" ponoć wybuchową tenisistkę. A niektóre tenisistki trudno okiełznać nawet przez kilka dobrych lat, a nawet niekiedy w ogóle się nie da, a przynajmniej tak niektórzy komentatorzy opowiadają:). Ale jak mówi piosenka nawet "cicha (spokojna) woda brzegi rwie". Inaczej: Agnieszka jest spokojna, ale ma "charakterek" ( i bardzo dobrze), a przynajmniej tak o niej mówią. Mogę więc bez zmian powtórzyć to co pisałem 2011-10-03 na forum sióstr Radwańskich: "Może powinien być na dłużej zakonserwowany układ, że są dwaj trenerzy, jeden między turniejami, a drugi na turniejach, o ile taki układ na dłużej jest możliwy; tenisistka chyba potrzebuje podczas meczów spokoju i spokojnej rady, zwłaszcza w trudnych momentach, gdy nie idzie, czy gdy mecz się odwraca, a w kobiecym tenisie fluktuacje są bardzo częste i nie zabrakło ich również w meczach w Tokio, a nie swarów które utrudniają skupienie się na grze, a chyba trener - Ojciec emocjonalnie nie wytrzymywał trudów takich meczów, zbyt był zaangażowany, zbyt bardzo chciał ( a jak się powszechnie mówi, oglądającym jest trudniej znosić napięcia niż grającym), a przyczynę porażek upatrywał w słabej psychice tenisistki, a przecież psychika to atut Agnieszki, tak sobie bajdurzę". "nieuzasadnione pretensje do Azarenki o symulowanie kontuzji w trakcie meczu" nie chciałbym znowu wałkować tego tematu, ale widzimisię, że były one dość uzasadnione zachowaniem Azarenki między wymianami, kiedy wyraznie kulała i nawet znacząco krzywiła się "pod publiczkę" ( a część polskich dziennikarzy ochoczo wykorzystała sytuację aby głupio wyzłośliwiać się pisząc o rzekomo wygrywającej na jednej nodze Azarence ) , diametralnie różnego od jej zachowania w trakcie gry, kiedy kontuzja nie przeszkadzała jej w bieganiu z poświęceniem do każdej piłki, i nic nie odpuszczała ( poza pierwszym gemem od powrotu po otrzymaniu pomocy medycznej), tak jakby nic ją nie bolało, a chyba normą jest odwrotne zachowanie, że sportowcy jeśli grają i im coś dolega, to udają zdrowych. Natomiast niepotrzebnie AR o tym wspomniała na konferencji, bo ludzi nie obchodzi co gwiazdy myślą, ludzie jak małpki chcą tylko błyskotek, zabawy, fajerwerków, igrzysk, świateł rampy, a co się za tym kryje, prawda/fałsz, to już nikogo nie obchodzi, dokładnie tak jak autora który pewnie zawsze będzie pisał, że pretensje były "nieuzasadnione" skoro uważa ze nie powinno się o nich mówić
---------------------------------------
z forów szyderców, i nie do czytania, gdzie wióry lecą, tam pewnie drwa robią: "żadna nie zdobędzie nigdy - po co zadawać głupie pytania jak odpowiedz jest jasna" choćby po to żeby każdy zawistny dupek pod każdym tekstem mógł na nie głupio odpowiedzieć, a akurat na tobie w tej kwestii nikt się jeszcze nigdy nie zawiódł, zawsze zgłaszasz się pierwszy do tablicy, zawsze wzorcowo przygotowany do wygłoszenia zawsze tej samej zawsze bezmózgiej tyrady, jak każdy polski zawistny malkontent na darmowych robotach publicznych, taki los
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.
czwartek, 05 kwietnia 2012
( z braku miejsca z powodu szpachlowania poprzednich części musiałem część przenieść do nowej cz 4)
Z prasy zagranicznej ( niestety z powodu nieznajomości obcych języków, uczyłem się kilku pod szkolnym nadzorem, ale żadnego się nie nauczyłem, jestem skazany wyłącznie na korzystanie z krajowych przedruków): Zacznijmy od tego co się działo przed meczem, " to miał być wielki triumf Rosjanki, która po raz czwarty w karierze dotarła na Florydzie do finału. Na łamach lokalnej prasy zapowiadał to słynny Nick Bollettieri, założyciel i właściciel położonej nieopodal najsłynniejszej tenisowej akademii na świecie. Jedną z jej absolwentek jest właśnie Szarapowa..." "Polska" Hubert Zdankiewicz. ( Zwolennicy/sympatycy Marii cieszyli się przed meczem z przyszłego zwycięstwa, bo jak nie teraz, to kiedy, bo jak nie z nią, to z kim?, i nie wyobrażali sobie że ich faworytka, która wcześniej sześć razy pod rząd wygrywała z Radwańską może przegapić tak wielką szansę na pierwszy po trzech niepowodzeniach triumf w Miami, tak więc po meczu tym większej musieli zaznać goryczy porażki, niemal jak w świetnym "Werdykcie" z Paulem Newmanem. a my z kolei teraz bardzo cieszymy się ze zwycięstwa Radwańskiej, z miłej niespodzianki, i bardzo dobrze, i wspaniale, ale gdyby tylko... faworyzowana Rosjanka była Polką, to by dostała od nas srogie manto)
"Maria przyzwyczaiła nas do tego, że to ona rozdaje karty, a właściwie zabójcze ciosy w narożniki kortu. Mało kto potrafi z nią utrzymać wyrównaną grę z linii głównej. Tym razem jednak trafiła na ścianę, w postaci Radwańskiej, która nie uderzała tak mocno piłek jak ona, nie była tak agresywna, ale zwyczajnie nie pozwoliła jej rozwinąć skrzydeł. Radwańska prowadziła wymiany jak Martina Hingis, a konsekwentną grą kątową skutecznie wyprowadzała z równowagi Szarapową, która przez to popełniła 45 niewymuszonych błędów" - można przeczytać w relacji "Miami Herald".
"Sama 32-letnia Hingis, która w 2007 roku zakończyła karierę, odniosła się do porównań w wywiadzie dla branżowego portalu Tennis.com. - Agnieszka nie ma takiej siły, jak inne zawodniczki, ale nadrabia braki techniką uderzenia i taktyką. Nie powiedziałabym jednak, że gra tak jak ja, bo każda tenisistka jest inna - uważa Szwajcarka". - sport.pl
"Szarapowa wreszcie zrozumiała, że od swoich potężnych uderzeń może zarówno przeżyć, jak i zginąć. W 30-stopniowym upale uderzała piłki głębiej, mocniej, bardziej zdecydowanie i szybciej od Radwańskiej, ale nie tak precyzyjnie jak rywalka. Cierpliwość, opanowanie i żelazna konsekwencja okazały się skuteczniejszym rozwiązaniem, niż ciągłe bombardowanie" - napisał dziennikarz na portalu internetowym amerykańskiej stacji telewizyjnej ESPN.
"To co się stało wtedy na Flushing Meadow było chyba raczej szczęśliwym zbiegiem okoliczności ( chodzi o pierwszy zwycięski mecz Radwańskiej z Szarapową - dopisek mój) biorąc pod uwagę późniejszą bezsilność w spotkaniach z Szarapową. Jednak teraz nie ma mowy o przypadku. To już nie jest mało znana zawodniczka, która po meczu opowiada o swoich szczurach Flipie i Flapie, tylko faktycznie druga obecnie wśród najlepszych tenisistek świata. Jedyną rywalką, jakiej w tym roku nie pokonała jest Wiktoria Azarenka ( raczej z którą jeszcze w tym roku nie przegrała - dopisek mój)" - napisał "The New York Times".
( myśl jest bronią )
"Cytatem z Woody'ego Allena - "inteligencja jest seksowna" - tytułuje "L'Équipe" relację z finału turnieju WTA w Miami.(...)
"L'Équipe" podkreśla, że Radwańską dzieliło od Szarapowej 16 tytułów, 10 centymetrów, 10 milionów dolarów premii i sześć milionów fanów na Facebooku. "Ale w końcu - pisze paryska gazeta - to Radwańska wywalczyła drugi tytuł w sezonie, po Dubaju, dotąd swój największy. Także najsprytniejszy."
Według wysłanniczki "L'Équipe" Radwańska jest "odmianą Wozniacki, sto razy mądrzejszą". Krakowianka "ma te same umiejętności defensywne, lecz dodając do tego zdolność do łamania rytmu, używania liftu, czopa i dropszota, odnajdywania różnych stref przy serwisie, zmusza rywalkę do wyjścia, by wtedy lepiej upokorzyć ją lobem, grając po kątach sprawić, by biegała od lewej do prawej i przewidywać uderzenie każdej ze swoich ofiar. Nawet jeśli jest nią Maria Szarapowa"". - SportoweFakty.pl.
Oczywiście wiele w tym przesady, a Dunka jak na razie może pochwalić się sporo większymi osiągnięciami od Polki.
""Radwańska to ostatnio najbardziej niedoceniana tenisistka. Najwyższy czas, żeby to się zmieniło. W finale zagrała świetnie" - napisał na Twitterze Darren Cahill, przed laty trener Hewitta, Agassiego i Verdasco. Amerykańskie gazety i fachowe portale wprost ugięły się w weekend od komplementów pod adresem Agnieszki. Podkreślano, że choć Dunka Caroline Wozniacki dwa lata temu wdrapała się na szczyt kobiecego tenisa, też grając defensywnie i czekając głównie na błędy rywalek, to jednak Polka się od niej mocno różni. "Bo kiedy musi zaatakować, umie to zrobić. W meczu z Szarapową po prostu nie musiała. Wozniacki atakować nie umie, Radwańska zawsze dostosowuje styl do przeciwnika" - podkreśliła dziennikarka "Sports Illustrated".
"- Aggie nie jest brutalna, powiedziałbym nawet, że wyjątkowo łagodna. Nikt z taką gracją jak ona nie puści cię w skarpetkach - śmiał się Todd Woodbridge, gdy poprosiliśmy go kiedyś o opinię na temat naszej rakiety nr1." Bartosz Gębicz "Przegląd Sportowy".
Ciekawe czemu dziennikarz przeglądu sportowego specjalnie czekał na tak dobrą okazję aby się powyższą informacją podzielić z kibicami, jak i z poniższą:
"Radwańska to fenomen. Podczas meczu żywi się emocjami innych, sama kompletnie nie ujawniając swoich uczuć. Chowa się za maską, kątem oka obserwując, co słychać po drugiej stronie siatki. Lindsay Davenport mówiła nam kiedyś, że Polka to specjalistka od powolnego zatruwania przeciwniczek. – Podejrzewam, że z geometrii miała w szkole ocenę A (w polskim systemie szóstka) - śmiała się, gdy pytaliśmy ją o największe atuty krakowianki. Według byłej liderki światowego rankingu nikt nie szachuje rywalek tak dobrze jak Aggie, nikt tak perfekcyjnie jak ona nie wysysa z nich energii. Żadna z jej rywalek nie ma dziś w swoim jadłospisie tylu rotacji i nie wykorzystuje takich kątów. Na korcie krakowianka wprowadza niepokój, zwątpienie, zniecierpliwienie. A po dłuższych wymianach często również zadyszkę". - Bartosz Gębicz przegląd sportowy.pl Z wywiadów z trenerem Wiktorowskim: "Czy w głowie Agnieszki został mocny ślad po dotkliwej porażce z Wiktorią Azarenką? Nie został. Gdyby został, nie byłoby wygranych meczów z Venus Williams i Marią Szarapową. Myślę, że tamta porażka dała Agnieszce do myślenia, przekonała, że z tak silnymi dziewczynami należy zaczynać grę mocniej, nie dać się im rozpędzić, że trzeba walczyć o każdy, nawet pozornie przegrany punkt. ( chyba właśnie na takie okoliczności jak porażka z Azarenką ludzkość wymyśliła maksymę: co cię nie zabije to cię wzmocni - dopiesk mój) Cały urok meczu z Szarapową polegał na tym, że sukces wisiał na włosku. Dlatego to zwycięstwo jest tak wartościowe. Czas, miejsce, wspaniałe emocje i wytrzymanie naporu rywalki we wszystkich ważnych chwilach – w sumie niesamowite. Agnieszkę motywowała stawka finału, bardzo chciała wygrać właśnie z Szarapową na Florydzie". - rp.pl "Radwańska miała tylko pięć czy sześć winnerów i mimo wszystko triumfowała. Programy statystyczne, którymi posługuje się WTA, nie obejmują całego bogactwa i inteligencji naszej tenisistki. Zresztą nie tylko jej. Za kończące uznaje się takie uderzenie, po którym piłka nie ma kontaktu z rakietą rywalki. Tymczasem Iśka gra tak, że kontakt jest. Tylko co z tego, skoro dziewczyna znajduje się na pozycji z góry skutkującej błędem. Agnieszka jest mistrzynią takich kombinacji, choć później w pomeczowych podsumowaniach kompletnie tego nie widać, a po oczach biją takie liczby, jak teraz. Powiem, jak mówi się na nią w środowisku: to ekspertka od zafałszowanych winnerów". - przegląd sportowy.pl
( Wszystko to byłoby już dawno odkryte i odpowiednio doceniane gdyby Radwańska nie była Polką, tylko pochodziła z któregoś z bardziej cenionych w świecie tenisowym krajów i któryś z nich miałyby w tym własny interes, a nie tylko dużo bardziej abstrakcyjny interes światowego tenisa. A Polacy dopiero doceniają to co zagranica doceni ( albo dopiero po takim sukcesie, którego nie da się już zignorować), czyli na ogół nigdy nie doceniają, bo patrzą na świat nie własnymi oczami/własnym rozumem/charakterem, tylko oczami/rozumem/charakterem zagranicy ( i to takimi jakimi im się wydaje, że one są), bo to zagranicy chcą się przede wszystkim przypodobać, na niej zrobić wrażenie, jej pokazać. Pewnie to głupie, ale uważam że to jest jeden z przejawów/objawów tzw. polskich kompleksów narodowych; nie interesuje nas jacy/kim jesteśmy ( co robimy, czemu/komu to służy itd.) jako naród, tylko co o nas mówią i jak nas oceniają inne narody i dlatego nieraz większe znaczenie przywiązujemy do spraw drugorzędnych, pobocznych, mało istotnych, niż do spraw pierwszorzędnych, mających dla nas istotne znaczenie.
Na przykład: Kuala Lumpur, niektórzy chcieli nie zważając na okoliczności, aby najlepsza polska tenisistka poświęciła zbliżające się ważne starty dla tego mniej istotnego, i oburzali się gdy się wycofała, bo skoro była taka "pazerna", że tam pojechała to nie powinna się potem wycofywać. Robili za samozwańczych adwokatów organizatorów turnieju i udawali świętszych od samego papieża. Nie wiem, czy Radwańska dobrze zrobiła tam jadąc, ale zważywszy na okoliczności przedłużającego się turnieju, warunków pogodowych itd. itp. na pewno dobrze zrobiła w porę się wycofując. Weszła na pole minowe i zamiast dać się wysadzić w powietrze jakby chcieli świętoszkowaci życzliwi hipokryci i ponieść zasłużoną ich zdaniem karę, to nieopatrznie w samą porę się z niego wycofała i znowu musieli przeżyć rozczarowanie.
A nie dbając odpowiednio o własne interesy (będąc np. zbyt mało asertywnym), tym samym robimy przysługę interesom obcym, bo w przyrodzie nic nie ginie, nie ma w tym niby nic złego, to też ludzie, niech się cieszą, tyle że obcy w rewanżu nie zadbają odpowiednio o nasze interesy, a przynajmniej nie można na to liczyć. Co nie znaczy, aby wszędzie wietrzyć spisek przeciwko naszym interesom ( np. w tym że zaproszenie do Kuala Lumpur, przyszło przed finałem w Dubaju, i np. mogło mieć na celu rozproszenie uwagi polskiej tenisistki przed finałem), co jest skrzywieniem odwrotnym, bo ani nikt specjalnie nie czyha na nasze dobro ( a przynajmniej nie warto tak myśleć, bo zamiast tego wystarczy bacznie się pilnować!, nie być naiwnym!, jak w znakomitym powolnym obyczajowym "Naiwniaku" z Paulem Newmanem, i tak np. brutalna prawda jest taka, że gdybyśmy się lepiej pilnowali to do katastrofy Smoleńskiej by nie doszło, i to m.in. ją różni od np zbrodni Katyńskiej, sorry za dygresję, bo nie chcę mieszać sportu z polityką), ani też nikt nie zadba lepiej od nas o nasze własne interesy. Ani, ani. )
no i kameralnie
----------------------------
z forum szyderców i nie do czytania, nie do czytania, gdzie wióry lecą, tam pewnie drwa rąbią:
na szczęście dla spokoju ducha naszych rodzimych malkontentów Rosjanka popełniała błędy więc znowu mają doskonałe alibi zwycięstwa, co więcej oni z góry wiedzą, że te błędy będą, więc z góry też wiedzą co o tym i każdym następnym zwycięstwie Radwańskiej będą myśleć po meczu, i nigdy nawet się nie pomylą, a to bardzo błogi stan ducha, niemal błogostan, jak w świetnym polskim filmie "Siekierezada":
"Potwierdziło się to co przewidywałem, a więc to, że kto dziś wygra zależy wyłącznie od Sharapowej. Psuła na potęgę no i przegrała. Radwie gratuluję, bo mecz generalnie był na wysokim poziomie, ale z taką ilością winerów ciężko jej będzie ugrać coś z Azarenką i Sharapową w wersji mniej psującej (...)".
nic bardziej błędnego, bo wszystkie błędy Szarapowej były wymuszone, wszystkie co do joty, a najbardziej wymuszone były tzw. błędy niewymuszone, każdy jeden błąd jest zawsze wymuszony, każdy jeden i bez żadnego wyjątku i każdy idzie na konto zasług rywala, koniec i kropka, albo koniec i kropeczka, a gra w tenisa nie polega na tym aby robić błędy, a kto je robi i przegrywa jest zwyczajnie słabszy, i musi się nauczyć ich nie robić, nie rób błędów głupcze!, a może to Radwańska ma się tłumaczyć, że jej rywalki robią błędy?, i tyle w tym temacie
ona jest tak dobra, czy rywalki takie słabe?, odwieczny polski dylemat (również zrodzony z naszych narodowych kompleksów, inne kraje mają inne dylematy np "być, albo nie być") - ona jest tak dobra, bo tak dobrze wykorzystuje słabości rywalek i właśnie na tym chyba polega sport, aby być lepszym od innych, zwłaszcza trzeba być chociaż odrobinkę lepszym od tego z którym akurat się gra, a nie od wszystkich innych z którymi akurat się nie gra, jak to lubią często u nas abstrakcyjnie porównywać
"jest dobra ale i tak jej nie lubię"
"Miss Szarapowa gra agresywnie, a jeśli widzi, że to nie zdaje egzaminu podpala się i zaczyna grać jeszcze mocniej co skutkuje błędami własnymi. Gdyby na perfekcyjne przebijanie Radwańskiej zareagowała spokojnie i też puszczała spokojne przebitki to tak łatwo Radwańskiej by już nie było". Skoro jedną tenisistkę tytułujesz "miss", to zwykła przyzwoitość nakazuje..., dowcip jest w tym, że właśnie przez cały ten mecz Masza próbowała grać tak jak piszesz, że niby nie próbowała, czyli jak to nazywasz próbowała grać "spokojne przebitki", i dzięki temu jak na siebie miała mało błędów własnych, miała też w całym meczu tylko jeden podwójny błąd serwisowy, a to jak na nią już prawdziwy ewenement, a "przebijanie"?, no fakt, przecie tak malkontenci/frustraci/zawistnicy nazywają grę inną niż jedynie słuszną jedno wystrzałową, a punkty zdobywane w inny bardziej przemyślany sposób niż przez winnery w ogóle się dla nich nie liczą, nie mieszczą się nawet w ich zakresie pojmowania, ale widzę, że jeszcze nie możesz przeboleć zwycięstwa, zdarza się, ale zakoduj sobie raz i na zawsze, że zawsze wygrywa lepszy, a gdyby babcia miała wąsy to mogłaby być nawet Tobą "dyskusje która gra jest lepsza siłowa czy techniczna to taka sama co wyższość świąt Bożego narodzenia nad Wielkiej nocy" tu nie chodzi o tenis siłowy czy techniczny Radwańska gra tenis specyficzny oparty na wykorzystywaniu do maksimum słabości rywalek przy możliwie najmniejszym wydatku energetycznym, na takim mieszaniu gry i regularności aby wymuszać błędy, zwłaszcza te tzw. niewymuszone "oczywiście całe sedno gry Agi i na tym polega piękno gry a nie na ładowaniu ile fabryka dała i albo się trafi albo nie" w tym dziale mam do zamieszczenia sporo wcześniejszego materiału, ale ciągle łapię opóznienia --------------------- Przed turniejem w Miami: "Wiktoria Azarenka staje się coraz odważniejsza. Po zwycięstwie 6:2, 6:3 nad Marią Szarapową w finale w Indian Wells Białorusinka mówi, że teraz chce zagrać z rywalkami, z którymi ma niekorzystny bilans: Sereną Williams, Petrą Kvitovą i Caroline Wozniacki. - Kocham wyzwania, a te na pewno byłyby ekscytujące – powiedziała Azarenka po zdemolowaniu Szarapowej i nietypowym tańcu radości, który zaprezentowała w Tenisowym Ogrodzie w Indian Wells. Oczywiście dodała, że zawodniczki, z którymi rywalizowała w tym roku też były bardzo wymagające, ale widocznie Wice znudziły się już zwycięstwa nad Agnieszką Radwańską. Polkę w 2012 roku ogrywała już czterokrotnie... Być może na którąś z przeciwniczek z wymienionej na wstępie trójki liderka światowego rankingu trafi podczas rozpoczynającego się we wtorek turnieju w Miami. Losowanie Sony Ericsson Open odbędzie się w poniedziałek. Białorusinka zacznie swe występy w czwartek lub w piątek". - przegląd sportowy.pl Niestety los nie okazała się łaskawy dla Wiktorii Azarenko, nie dostała w Miami żadnej rywalki, którą sobie wymarzyła, ale i tak miała wielkie problemy z pokonaniem Cibulkowej, która przegrała bo psychicznie nie potrafiła dowieść wydawało się niezagrożonego prowadzenia do końca, ale już nie sprostała Bartoli, która ją pokonała także w grupie w Mastersie 2011r. Za to z Kvitovą rozprawiła się Venus Williams, a z Venus Radwańska, natomiast Serenę wyrzuciła z turnieju Wozniacki, z kolei Wozniacki została pokonana przez Szarapową, a Rosjankę pokonała Radwańska i to najlepsza Polka rozbiła bank w Miami i zgarneła główną nagrodę. Jak widać ślepy los nie posłuchał się liderki rankingu.
każdemu polskiemu sportowcowi z państwowego przydziału należą się dwa wiadra zimnej wody na głowę, zgadza się dwa, bo jedno może nie wystarczyć, a to na okoliczność nadspodziewanego/znaczącego sukcesu/zwycięstwa, i jeden silny zastrzyk rozweselający, a to na wypadek nieoczekiwanej/druzgocącej porażki. A ta kuracja tak naprawdę najbardziej potrzebna jest dziennikarzom, kibicom itd., i wtedy można by z niej zwolnić sportowców, ale tego budżet państwa mógłby nie zdzierżyć.
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.
niedziela, 01 kwietnia 2012
![]() Znakomita wiadomość jest taka,
że polska tenisistka wygrała wielki turniej w Miami,
ustępujący tylko Wielkim Szlemom,
i to wcale nie chodzi ani o Jadzię Jędrzejowską,
ani nawet o Wojtka Fibaka,
ale...
zła jest taka, że to (w) prima aprilis:)
Mami, Floryda. Cz 3.( za mało miejsca, aby się zmieściło w jednym wpisie ) Wiosna - cieplejszy wieje wiatr Skaldowie ( a gdyby nie zakatarzona pani zima, nie byłoby uroków promiennej pani wiosny! ) Goliat (kolos) został pokonany przez Aggie
AR pokonała M. Szarapową w finale w Miami i odniosła największy sukces w karierze!
Aggie "AR [5] osiągnęła największy sukces w karierze, wygrywając z M. Szarapową [2] w finale turnieju w Miami. Polka po wspaniałej grze pokonała Rosjankę 7:5, 6:4. Krakowianka w całym meczu nie oddała rywalce ani jednego gema serwisowego. To był bezsprzecznie jeden z najlepszych meczów AR w karierze. W trwającym godzinę i 44 minuty finale dobrze grająca Szarapowa nie była w stanie ani razu przełamać podania skutecznie serwującej Polki. Rosjanka świetnie serwowała i returnowała, ale to było zbyt mało na biegającą do każdej piłki krakowiankę. Niższa o 16 cm i lżejsza o 3 kg Isia była w stanie wytrzymać nawet najmocniejsze wymiany". - eurosport.pl "Co ciekawe, "Isia" w trakcie całego turnieju w Miami nie oddała ani jednego seta. (...) Jej rywalka w całym turnieju nie raz przegrywała sety i łącznie spędziła na korcie 3,5 godziny więcej". - se.pl "Trudno się z tym wszystkim pogodzić - mówi Szarapowa - Nie wiem, dlaczego nie skończyłam większej liczby returnów przy tak wolnych serwisach przeciwniczki. Na pewno nie przez zmęczenie. Czas spędzony na korcie podczas drogo do finału ( przed samym finałem był jeden dodatkowy dzień na odpoczynek - dopisek mój) nie miał żadnego wpływu ma moją dyspozycję.(...)" - BG "Przegląd Sportowy". AR wygrała finał w Miami większą odpornością/siłą psychiczną, ten element chyba przeważył szalę na rzecz Polki w samych końcówkach obu setów; AR przez cały mecz potrafiła zachować spokój i równy poziom gry wygrywając wszystkie swoje gemy serwisowe! ( choć nie obyło się i bez strachu, bo to Rosjanka była 3 razy blisko przełamania, a Polka ani razu aż do ostatniego gema serwisowego Rosjanki w obu setach); Szarapowa tak bardzo wychwalana przed meczem głównie za siłę i odporność psychiczną zarówno w 1 jak i w 2 secie przegrywała swoje ostatnie podania na set i na mecz, najwyrazniej nie wytrzymując presji stawki meczu, ale Polka aby się tego doczekać musiała wpierw przetrzymać ostrzał rywalki przez całe długie oba sety, a niekiedy bardzo mało brakowało... Rosjanka grała i serwowała prawie przez cały mecz bardzo dobrze, ale Polka grała i serwowała przez cały mecz wspaniale. AR triumfowała w Miami za pierwszym podejściem, a Maria poniosła czwartą finałową porażkę. Tym samym krytykowana od dawna przez wielu za rzekomo słabą odporność psychiczną zwłaszcza w grze pod presją krakowianka właśnie na oczach niemal w całości wypełnionego wielkiego stadionu odniosła 9 turniejowe zwycięstwo ( przy 11 podejściach) i to nad najbogatszą sportsmenką świata. WOW. ( bo, w Polsce bada się psychikę sportowców nie na tle innych sportowców/rywali ( a sportowcy mają albo wrodzoną mocną, albo słabą psychikę, a nie raz słabą, a raz mocną, albo, albo), ale na tle abstrakcyjnej nigdzie nie istniejącej w realnym świecie wyidealizowanej doskonałej psychiki, i wtedy zawsze nam wyjdzie, że nasz ma słabą psychikę, nawet wtedy gdyby miał porównawczo najmocniejszą w całej stawce; i tak np. wymaga się aby nigdy psychika naszych sportowców nie zawodziła, aby zapewniała same najlepiej bezproblemowe zwycięstwa, aby zawsze utrzymywali wywalczone przewagi, a to przecież dużo trudniejsze, niż zdobyć przewagę i nigdy nie dawali się dogonić, nie marnowali żadnej okazji, bo kibic już widziała w oczach zwycięstwo, już się cieszył, a tutaj wyszedł taki klops i znowu klęska itd. itp., inaczej mówiąc wymaga się niemożliwego, a wszystkie niepowodzenia zwala się na słabą psychikę polskich sportowców; inaczej rzecz ujmując jesteśmy jako naród wielkimi specami od wmawiania sobie i swoim sportowcom słabej psychiki ( można powiedzieć, że mamy słabą psychikę niejako na własne życzenie), a to dlatego - a wszystko ma swoją praprzyczynę - że jako naród mamy zbiorowo słabą psychikę, narodową skłonność do widzenia wszystkiego w czarnych barwach, przez szkła pomniejszające/krzywe zwierciadła, i to z możliwie najgorszej strony, to nasza cecha/przywara narodowa, a to z powodu traumatycznej historii kraju przez stulecia gnębionego - i to z co najmniej dwóch stron - przez silniejszych sąsiadów, kraju o niezbyt wielu wielkich sportowych - i nie tylko - sukcesach, zwłaszcza w sportach elitarnych i najpopularniejszych, jak na miarę swoich mocarstwowych ambicji, swojego potencjału ludnościowego, kraju niezbyt zamożnego w porównaniu z możnymi tego świata, a leżącego w samym centrum/sercu Europy; ale żyjemy już w nowych lepszych czasach, w czasach atomowych, bez wojen, a to wielki paradoks że atom, który sam w sobie jest śmiertelnym zagrożeniem, może okazać się zbawieniem dla ludzkości, a to z niby tak błahego powodu, że wojny na wielką skalę, między mocarstwami w erze atomowej przestały się opłacać, bo nie ma w nich zwycięzców i pokonanych, są tylko pokonani!, a to wielki chichot historii, że do takiego stanu rzeczy doprowadził ciągły wyścig zbrojeń, który był głównym motorem ogólnego postępu, czy ten fakt spowoduje zatrzymanie/przystopowanie postępu w innych dziedzinach?, a może odwrotnie?, o to kolejna zagadka; bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach - przypomina się świetny "Lot nad kukułczym gniazdem" ze świetną rolą Nicholsona - chyba nie wierzy że to ludzkość nagle zmieniła swoje usposobienie z krwiożerczego na bardziej pokojowe/spolegliwe, niestety nic z tego, nadal człowiek człowiekowi wilkiem, reguły gry między ludzmi/wyścig szczurów pozostały wciąż takie same, mniej więcej takie same jak w świecie dzikiej przyrody, choćby takie jak w znakomitym dramacie "Spaleni słońcem" Michałkowa i ta traumatyczna przeszłość złożona z podbojów, okupacji, niewoli, wojen, jest chyba już bezpowrotnie za nami, i najwyższa pora się z niej otrząsnąć/wydobyć/wygrzebać/wyczołgać również w sferze psychiki zbiorowej i stopniowo zajmować właściwe dla siebie miejsce wśród państw i narodów tego świata i wykorzystywać w pełni nasze położenie w centrum/w samym sercu Europy, które z wielkiego przekleństwa w czasach wojen, może stać się naszym wielkim atutem w czasach pokojowych; do tego w Polsce z powodu tychże samych narodowych kompleksów i wyposzczenia brakami wielkich sukcesów na miarę naszych ambicji i oczekiwań, wywiera się na sportowcach niemożliwą do udzwignięcia presję na zwycięstwa, inaczej przymus wygrywania, zwłaszcza nad rzekomo słabszymi rywalami, bo jak nie z nimi, to z kim, bo jak nie teraz, to kiedy, inaczej odbywa się zbiorowe zaklinanie rzeczywistości aby uchronić się przed porażkami, a to jest widomy wyraz/dowód naszej słabości, a nie siły!; paradoks/dowcip jest w tym, że to przynosi dokładnie odwrotne rezultaty od spodziewanych, dokładnie odwrotne, zresztą jak każda bezmyślna emocjonalna niedorzeczność, jak każdy bezmyślny odruch, bo przynajmniej uczciwy/prawdziwy sport jest, był i musi zostać nieprzewidywalny, nie znoszący żadnego zewnętrznego przymusu, nieobliczalny!; a w sporcie zawsze ma wygrać lepszy, a lepszym zawsze jest ten który wygrywa ( przynajmniej do rewanżu), a nie ten który był faworytem, czy pięknie grał/piękno zawsze jest względne; a ten absurdalny w sporcie przymus/presja wygrywania (może być tylko co najwyżej przymus walki, najlepiej do końca i z głową), wytwarzany np. przez media/kibiców ( obowiązek wygrywana z niby słabszymi - = obowiązek przegrywania z niby silniejszymi - wstyd przegrywania, głupie, frajerskie porażki itd., itp. ) dodatkowo osłabia psychikę polskich sportowców; ale inne nacje też chyba popełniają podobne błędy, np Anglicy od dawna nie mogą doczekać się wielkich sukcesów w tenisie i też chyba wytwarzają zbyt wielką zewnętrzną presję oczekiwań na swoich tenisistów. Może warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt zagadnienia: jeśli sportowiec wie/czuje że ma zawsze wsparcie kibiców niezależnie od wyniku, to czyni go to mocniejszym psychicznie, a gdy ma świadomość że kibice są z nim tylko gdy wygrywa, a gdy przegrywa to wieszają na nim psy, to wtedy może być z tym gorzej (chociaż ważne jest też aby mieć komu robić na złość/na przekór, pokazać że niesłusznie wieszczył porażkę/urągał/złorzeczył itd, przyjemność wygrywania wiedząc że go smucą zwycięstwa, a cieszą porażki, tylko bardzo ważne aby tacy frustraci/zawistnicy byli w mniejszości, a nie w przewadze, żeby to był tylko mały dodatek, a nie główny nurt, i wtedy może się nawet bardzo przydać:)); a przecież kibice jak sama nazwa wskazuje są od dopingowania/wspierania/kibicowania, a nie od oceniania/krytykowania, od tego ostatniego są trenerzy/eksperci/fachowcy i chyba ważne jest, aby swoją rolę wypełniali odpowiednio celem pomocy sportowcom, a przynajmniej aby im nie szkodzić, a nie po to aby się wyżyć za rozczarowania, wyzłośliwić, wymądrzyć, upokorzyć itd itp.; a im lepiej wszyscy - eksperci/dziennikarze/kibice rozumieją i wypełniają swoje rolę, tym lepiej dla sportu w każdym kraju, a nam bardzo wiele brakuje do ideału. To m.in. dlatego w Polsce tak ciężko jest przejść od wybitnego juniora, do nawet tylko dobrego seniora, dużo ciężej niż w wielu innych bardziej cywilizowanych krajach, ale już najbardziej ze wszystkiego brakuje nam precyzji i logiki w rozumowaniu) "Trudno wyrazić podziw dla tego, co zrobiła w finale Sony Ericsson Open AR! Konsekwentna i mądra gra Polki zaprowadziła ją do największego sukcesu w karierze – zwycięstwa w prestiżowym turnieju w Miami.
"Polka z tą swoją niezwykła intuicją, wyczuciem, znakomitym czytaniem intencji przeciwniczek, ze swoją szybkością poruszania się po korcie i techniką przebijania najtrudniejszych piłek, udowodniła, że może z Szarapową zagrać spokojnie - ocenił w rozmowie z Eurosport.pl W. Fibak. - Wszystko wracało na drugą stronę, a Szarapowa musiała jeszcze więcej ryzykować i dlatego było tyle niewymuszonych błędów ze strony Szarapowej i tak mało ze strony AR ( 45 do 12 ). Podziwiam odporność psychiczną AR, bo inna tenisistka by się załamała, zadrżałaby jej ręka. AR nie oddała nic. Dosłownie może jeden, dwa punkty - dodawał.
za kierownicą formuły 1. (...) - Także to wielki sukces AR, wielki sukces jej rodziców, T. Wiktorowskiego i polskiego tenisa, bo czegoś takiego nie było w historii. J. Jędrzejowska nie wygrała tak dużego turnieju w USA. Ja grałem w kilku wielkich finałach w Houston masters, w Toronto, w Indianapolis. Przegrywałem z Connorsem, przegrywałem z Vilasem. Wygrałem oczywiście wiele turniejów w USA, ale jednak z tych najważniejszych żadnego nigdy nie wygrałem. (...) - Jest to wyjątkowy talent. Myli ludzi, że ona jest filigranowa, drobna. Ludzie się dziwią, że taka osoba jest czwartą rakietą świata, być może niedługo trzecią, wygrywa miliony i pytają: "jak to możliwe?". Tenis przecież jest grą, a AR ma po prostu niezwykły talent do tej gry". - eurosport.pl ( Pisałem kiedyś na ogólnym forum szyderców przy okazji jakiegoś dużo mniej ważnego meczu, który mi się bardzo podobał, z dużo mniej renomowaną rywalką, chyba z Amerykanką Lepchenko, że mamy niezwykłą/wyjątkową tenisistkę, a i tak wielu Polaków woli silnie i do tego mocno bijące tłuki i dowodzi wyższości/szlachetności tenisa często schematycznie siłowego/agresywnego/bezwzględnie ofensywnego nad wszelkimi innymi stylami, bo być może częściej przynajmniej najlepszym swym adeptom zapewnia dobre wyniki. Ale już nie rozumieją, że gdyby starsza AR grała tak jak większość, agresywnie, i na siłę ( a to wymagałoby innej tenisistki), to wcale nie musiałaby osiągać lepszych wyników od obecnych, pomimo że niektóre z tak grających osiągają więcej, ale bardzo nieliczne, a zdecydowana większość ma słabsze, albo dużo słabsze, a nawet mogłaby osiągać nie tylko gorsze, ale i dużo gorsze, ale to ich już nic nie obchodzi, bo oni akceptują tylko najlepszych z najlepszych i tylko wtedy gdy wygrywają, więc dla nich to żadna strata, najmniejsza, a choć sami nic nie wygrywają, bo inaczej nie spędzaliby tyle czasu na licznych forach szyderców, to mają wielkie wymagania/ambicje wobec innych. A w Polsce żeby osiągać sukcesy trzeba być naprawdę wyjątkowym, i trzeba jeszcze dobrze radzić sobie samemu ze wszystkim, jak kiedyś Jędrzejowska, Fibak, a teraz AR w tenisie, wszyscy inni choćby nie wiem jakby nie byli dobrzy, nie mają większych szans na sukces, nie w polskich realiach, albo mają przynajmniej dużo dużo trudniej niż w krajach wiodących, bogatszych, mądrzejszych i to że sukcesy w Polsce odnosi np. AR jeszcze nie oznacza, że np Niemki Kerber, czy Lisicki osiągałyby takie same wyniki w polskich realiach jakie osiągają w realiach swojej niemieckiej Ojczyzny, nic z tego, moim zdaniem osiągałyby dużo mniejsze, a gdyby np. M. Domachowska była np. od urodzenia Niemką pewnie osiągałaby mniej więcej to samo co one, albo nawet jeszcze więcej, rzecz prosta mogę się mylić, ale tak to widzę... A państwowość zawsze = narodowość - jedyny wyjątek jest wtedy gdy jakiś kraj żyje w niewoli - a jeśli ktokolwiek uważa, że zwykły świstek papieru jakim jest paszport jest ważniejszy od tego dla jakiego kraju dany sportowiec gra, jakiemu de facto służy, jaki kraj na jego osiągnięcia pracuje, choćby tylko swoimi realiami ukształtowanymi przez wieki minione, czyli jeśli ktokolwiek uważa że sportowiec gra dla jakiegoś kraju nieświadomie, bezwolnie, bo mu dali do łapki taki a nie inny papierek/paszport, więc jeśli ktoś wierzy w takie horrendalne bzdety, że sprawa reprezentowania krajów, to sprawa rozdawania papierków, to znaczy, że tak jest spragniony "własnych" krajowych sukcesów za wszelką cenę, że zamiast pracować u siebie w kraju na swoje, chciałby okradać z nich inne nacje, czy choćby tylko wyciągać łapkę po jałmużnę pod pretekstem przypraw korzennych; Rzecz wcale nie w patriotyzmie, ani tym bardziej w szowinizmie, każdy człowiek jest wolny i może być kim tylko chce, krew i kości wszyscy ludzie mają jednakowe - ludzkie, albo człowiecze, geny nie znają takich pojęć, państwowość = narodowość tkwi w świadomości, w wyborach ( jedyny wyjątek jest ten gdy jakiś kraj wegetuje w niewoli), a ludzkość od zawsze miesza się między sobą; rzecz jest w zwykłej przyzwoitości, po prostu nie tyka się co nie swoje, nie tyka i już, wszystkie kraje obowiązują te same reguły gry, te same, wszystkie same muszą pracować na siebie, same, a każdy sportowiec jest tylko i wyłącznie tej narodowości = państwowości jaki kraj świadomie i dobrowolnie reprezentuje na arenie międzynarodowej, tylko i wyłącznie, świadomie i dobrowolnie, inaczej jakiemu krajowi de facto służy, jakiego kraju historię sportu pisze, jaki kraj pracuje na jego sukcesy, z jakim jest utożsamiany na całym świecie itd itp., a reszta to sprawy prywatne, nadające się do kroniki rodzinnej, czy dla kręgu znajomych, które np. mnie jako kibica w ogóle nie interesują; po prostu i zwyczajnie nie tyka się co nie swoje, nie kradnie się pod kurna olek żadnym pozorem!; Pewnie to głupie, ale tak uważam, że z powodu polskich kompleksów narodowych - z braku własnych sukcesów na miarę naszych aspiracji i oczekiwań, i tego że sami u siebie nie potrafimy zbyt wiele osiągać jak na nasze ambicje i aspiracje - spora część polskich elit na koszt polskiego sportu (bo międzynarodowy sport to rywalizacja również między krajami = narodami), elit które przecież są najbardziej odpowiedzialne za to co się w kraju dzieje chciałaby iść na łatwiznę/na skróty/na żebry i żerować na cudzej pracy, inaczej ma skłonność do wyciąganie ręki po cudze, po jałmużnę, pod pretekstem przypraw korzennych, a przecież podział łupów/zasady fair play między krajami = narodami jest oczywisty i od dawna ustalony, a że nie wierzę, że ktoś tego może nie wiedzieć, więc aż powtórzę - każdy sportowiec jest tylko i wyłącznie tej narodowości = państwowości jaki kraj świadomie i dobrowolnie reprezentuje, tylko i wyłącznie, świadomie i dobrowolnie, a reszta to są sprawy prywatne, a jedynym wyjątkiem od tej reguły jest sytuacja kiedy jakiś kraj jest zniewolony i wegetuje w niewoli, obecnie, a nie kiedyś w przeszłości i myśli że jak kiedyś był w niewoli, to już do końca świata i jeden dzień dłużej może żerować na cudzej pracy/żyć na cudzej łasce, nic z tego, tylko się naraża na śmieszność; A dla każdego cywilizowanego człowieka każdy jest tym jakich dokonuje własnych wyborów, z kim sam się utożsamia, utożsamia czynami, a nie werbalnie, a w ważnych sprawach nie ma połówek, w ważnych sprawach można tylko wybierać, np. nie można na arenie międzynarodowej jednocześnie reprezentować dwóch krajów = narodów, nie można, więc nie ważne gdzie kto i jak mieszka, jakie ma i gdzie paszporty, którymi i jakimi językami włada, skąd pochodzą jego przodkowie, gdzie i jak przyszedł na świat, ani to co je i czym sra, przepraszam za wyrażenie, ani to gdzie je i na co sra, też przepraszam, rzecz jasna parafrazując rubaszny humor z "Siekieriezady", ważne jest tylko to jakiego kraju świadomie i dobrowolnie barw broni, tylko to i nic więcej!, i to żaden patriotyzm, ani tym bardziej żaden szowinizm, tylko zwykła przyzwoitość - nie tykaj co nie Twoje!. A wina, wstyd i hańba zawsze jest po stronie tych co wyciągają łapkę, a nie tych co z litości/ czy korzystając z okazji, bo głupców nie sieją... rozdają jałmużnę ( np. Niemka Kerber mówiła, że nawet bardziej czuje się.., a gra już tylko dla Niemiec!, na ich wyłączne konto!, jest więc na arenie międzynarodowej rywalką polskich sportowców!, jako Niemka ma poparcie wszystkich Niemców!, będzie także rywalką Polek i na Olimpiadzie!, czyli ktoś tu z kogoś kpi, ktoś z kogoś robi durnia!, ktoś chce z kogoś zrobić wariata!, ale to wyłączna wina żebraków!, którzy biorą to za dobrą monetę, cieszą się z tego jak głupi do sera i nawet w tym upatrują... powód do dumy narodowej = żal, hańba i wstyd.pl) a mogą rozdawać jałmużnę biedakom.pl ( również moralnym i umysłowym), bo nic na tym nie tracą, a nawet mogą zyskać, ale gdy mogą/mają tylko wybierać...)
"PAP: Jaki to był mecz w wykonaniu AR? T. Wiktorowski: Bardzo dobry, a nawet świetny, ale do perfekcji brakło tylko trochę wyższego procentu skuteczności przy pierwszym serwisie. Niczego nie można za to zarzucić jeśli chodzi o poruszanie się po korcie, waleczność, trzymanie się linii końcowej. AR nie dała się zepchnąć za nią, tak jak większość zawodniczek grających z Szarapową, tylko przytrzymała do końca parę ważnych wymian, zagrała kilka bolesnych kontr i nie pozwoliła wchodzić jej w kort. PAP: Skutecznie zatrzymywała ją długimi piłkami na linię końcową... T.W.: To zasługuje na szacunek, bo żeby tak odgrywać piłki Szarapowej przez cały mecz, to trzeba naprawdę dobrze grać w tenisa. Rosjanka musiała robić krok do tyłu, więc nie mogła odpowiedzieć kończącymi bombami, co nastąpiłoby przy każdej krótszej piłce. Na dobrą sprawę AR pobiła Szarapową z głębi kortu, czyli w strefie, w której ona czuje się najlepiej. Oprócz długich piłek, skuteczną bronią był slajs, ale też skróty. Maria zaskoczyła trochę świetną grą przy siatce, która nie jest jej najmocniejsza stroną. Choćby zdarzyło jej się trafić trzy kolejne woleje z bekhendu. PAP: Trzy wygrane duże turnieje od sierpnia do końca ubiegłego roku. W tym sezonie triumf w Dubaju i teraz w Miami. Gdzie leży klucz do sukcesów AR? T.W.: To skutek tego wszystkiego, co robiła przez ostatnie lata. Może teraz nabrała więcej pewności i doświadczenia, ale to dlatego, że realizowała konkretny plan spokojnie, krok po kroku i przychodzą efekty. W tenisie wszystko trzeba robić we właściwym rytmie, bez przyspieszania na siłę. A & U mają taką a nie inną budowę, bardziej delikatną niż większość zawodniczek z czołówki. Nie można ich więc zagonić na siłownię i kazać podnosić po 200 kilogramów, bo tego ich organizmy nie wytrzymają. Wszystko trzeba robić z głową i nie przyspieszać czasu". - przegląd sportowy.pl
Wywiady pomeczowe bohaterek finału: "Nie mogę się już doczekać, kiedy tu wrócę - Rosjanka stwierdziła podczas ceremonii wręczenia trofeów. - Chciałam pogratulować AR wspaniałego turnieju. Dziś zagrała ekstremalnie dobrze". - eurosport.pl - W takich spotkaniach jak to zawsze trzeba skalkulować ryzyko, wyważyć właściwe proporcje między agresją i cierpliwością. Niestety ona strasznie mi to utrudniła - przyznała Szarapowa. Wspomniała także, że piłki wracającej z jej strony mają w sobie to "coś"". - przegląd sportowy. "- Mecz był bardzo wyrównany i wszystko rozstrzygnęło się właściwie w kilku piłkach.(...). Ale dzisiaj skutecznie zmieniałam tempo wymian i cały czas szukałam nowych rozwiązań, tak jak zawsze uczył mnie tego ojciec. Wszystko zawdzięczam mojemu ojcu - powiedziała na konferencji prasowej 23-letnia krakowianka". - eurosport.pl "Amerykańskich dziennikarzy interesowało, skąd u Polki pomysł na odbijanie piłek z głębokiego przysiadu, jedno z wielu skutecznych uderzeń w meczu z Szarapową. – To mój własny patent, nie wiem, kiedy zaczęłam tak robić, ale się przyzwyczaiłam. Nikt mi tego nie kazał, nawet tata. Może byłam zbyt leniwa, by się cofać, i zaczęłam robić te przysiady – wyjaśniała z uśmiechem AR". - Krzysztof Rawa rp.pl. ( od teraz lenistwo stanie się trendy/cool, nowego wymiaru nabierze znane powiedzenie leń patent - owany, czyli leń opatentowany, a ludzie od zawsze dzielą się na takich którzy różnice/inność poczytują sobie i innym za wstydliwe wady i na takich którzy uważają je za zalety, nie mówiąc o tych którzy uważają, że najlepiej być we wszystkimi akuratnym, poprawnym i grzecznym, czyli nikomu się nie narażać/unikać wszelkich kontrowersji/być dla wszystkich uprzedzająco grzecznym, bo wtedy jest największa szansa bycia przez wszystkich akceptowanym/lubianym) "Podczas gry nie zachowuje się pani tak głośno jak niektóre rywalki. Czy w duszy jest pani tak samo wyciszona jak na zewnątrz? Nie, kiedy popsuję jakąś niezbyt skomplikowaną piłkę, też strasznie się na siebie denerwuję. Ale w tak ważnych pojedynkach jak ten najważniejsze to opanować emocje, nie przenosić ich na kolejne punkty. Liczy się tylko następna wymiana. Nie wolno myśleć o tym, co zdarzyło się chwilę wcześniej" - przegląd sportowy.pl oglądalność: "Mecz był pokazywany na żywo w otwartej amerykańskiej telewizji, a na trybunach było 13 917 kibiców". - se.pl "Sobotni finał turnieju tenisowego WTA w Miami, w którym AR odniosła największy sukces w karierze, pokonując Rosjankę M. Szarapową, był najchętniej oglądanym meczem tenisa w 15-letniej historii polskiej wersji kanału Eurosport. Trwające blisko dwie godziny spotkanie obejrzało średnio 892 tys. widzów przy udziale w rynku 6,28 proc. W kulminacyjnym momencie - pod koniec drugiego seta, mecz śledziło 1,282 mln kibiców. Jednocześnie jest to szósty najlepszy wynik pojedynczej relacji w polskiej wersji Eurosportu. (...) Poprzedni rekord tenisowej relacji w kanale Eurosport należał do meczu AR - W. Zwonariowa podczas mistrzostw WTA w październiku 2011 roku i wynosił 575 tys". - sport.pl nowe wyzwania: A przecież dopiero przed nami największe tegoroczne wyzwania - trzy GM i IO w Londynie!. Ale będzie w nich co będzie!. Najlepiej bez zbędnej presji oczekiwań, oczywiście poza tą jaką na siebie nakłada sama tenisistka, choćby dlatego, że z niewolnika nie ma pracownika. Powodzenia!. Tenis ziemny porównałbym z np. alpinizmem/himalaizmem, najważniejsze jest zdobywanie szczytów/wygrywanie turniejów, im są większe/trudniejsze tym większy prestiż/uznanie, a największe tenisowe szczyty to szlemy, a wielki szlem to tenisowa korona ziemi złożona z 4 szlemów, a najcenniejsze co można zdobyć w tenisie to raz na 4 lata złoty wielki szlem, czyli złota korona ziemi ( w całej historii damskiego zawodowego tenisa tej sztuki dokonała jedynie S. Graf ), natomiast miejsce w rankingu, jest bardzo ważne, bo służy do rozstawień, im wyższe miejsce w rankingu tym bliżej do szczytów, ma też prestiżowe znaczenie, ale to tylko miejsce w rankingu/szeregu, a prawdziwym żywiołem sportowca jest zdobywanie szczytów/wygrywanie turniejów. Najlepsza w erze zawodowego tenisa polska tenisistka ma ich już razem 9, dwa z nich Pekin i Miami są bardzo prestiżowe, zaraz za szlemami, ale przed nią największe szczyty do zdobycia. A Polacy są jednymi z najlepszych w alpinizmie i himalaizmie na świecie. Tenis od alpinizmu/himalaizmu jest i trudniejszy i łatwiejszy zarazem, trudniejszy bo ma się bezpośrednich rywali do pokonania i to kilku w każdym turnieju, ale i łatwiejszy, bo nie ryzykuje się życiem. Jerzy Kukuczka jako drugi człowiek na Ziemi zdobył Koronę Himalajów i Karakorum – wszystkie 14 szczytów o wysokości ponad 8 tysięcy metrów (pierwszy był Reinhold Messner, któremu zajęło to 17 lat, Kukuczce niespełna 8). Uznawany jest za jednego z najwybitniejszych himalaistów XX wieku. Wanda Rutkiewicz-Błaszkiewicz jedna z najbardziej znanych Polek światowego himalaizmu. Jako trzecia kobieta na świecie i pierwsza Europejka stanęła na Mount Everest, najwyższym szczycie Ziemi, zaś jako pierwsza kobieta na świecie na szczycie K2. Sądzę że w tenisie w który gra się niemal przez cały rok, trzeba starać się być cały czas w dobrej formie, możliwie jak najlepszej, niekoniecznie zawsze w optymalnej, bo różne szczęśliwe/nieszczęśliwe zbiegi okoliczności które przecież towarzyszą wszystkim sportowcom powodują że trzeba być cały czas gotowym do ataku na szczyt, aby do maksimum wykorzystywać wszystkie sprzyjające okoliczności, bym to porównał właśnie ze zdobywaniem szczytów w wysokich górach, gdzie się czeka na odpowiednią pogodę/sprzyjające wiatry aby zaatakować szczyt.
Dodam jeszcze, że wszystkim sportowcom towarzyszą od czasu do czasu takie czy inne szczęśliwe zbiegi okoliczności, wszystkim, a nie tylko Polakom!, i to żaden wstyd!, i nawet nie jest możliwe aby ich uniknąć, czy aby ich się pozbyć, bo świętoszkowaci życzliwi Polacy ich nie znoszą; szczęśliwe zbiegi okoliczności były, są i będą!, szkopuł jest tylko w tym że chyba tylko Polacy pilnie je wypatrują, śledzą, notują, żadnego nie pominą, a nawet widzą je tam gdzie tylko chcą widzieć, czyli prawie wszędzie, nawet na zupełnym ugorze, bo od wielu dziesiątków lat specjalizują się w tym aby przy ich pomocy umniejszać osiągnięcia polskich sportowców, a robią to dlatego, bo narzekanie na wszystko ( inaczej malkontenctwo/biadolenie na mandolinie) to druga natura Polaka, od wieków zapisana w naszych genach, czyli niejako wysysana z mlekiem matki ( polskie kompleksy narodowe), a natury nie da się przecież ani oszukać, ani byle czym zbyć, jak w tym słynnym dowcipie o skorpionie i żabie
To m.in. dlatego w Polsce tak ciężko jest przejść od wybitnego juniora, do nawet tylko dobrego seniora, dużo ciężej niż gdzie indziej, a najbardziej nam brakuje precyzji i logiki/chłodu w rozumowaniu)
( ale jeśli chodzi o przyszłość, to nie pisze się jeszcze w rejestr; to co może być, ale jeszcze nie jest!)
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.
piątek, 30 marca 2012
omówienie finału musiałem przenieść do cz 3Agnieszka Radwańska (WTA 4) pokonała Marion Bartoli (WTA 7) 6:4 6:2 i awansowała do finału turnieju WTA w Miami. Nie będę ukrywał, że obie tenisistki bardzo cenię, ale akurat ten półfinał do zupełnie normalnych nie należał, i to z kilku powodów, a przynajmniej tak mówią/piszą/donoszą: "Piętnaście z osiemnastu gemów zakończyło się wygraną zawodniczki odbierającej, a Bartoli nie utrzymała serwisu ani razu. ( Agnieszka była w przełamywaniu podania rywalki lepsza, bo miała sporo lepszą procentową celność pierwszego podania i mniej podwójnych błędów serwisowych, nieco lepszy return przy drugim podaniu - dopisek mój)
Francuzka od połowy pierwszego seta zmagała się na korcie z kontuzją, jednak utykając postanowiła kontynuować grę. Trzykrotnie na korcie otrzymywała pomoc lekarską, która okazała się na tyle skuteczna, że w końcowych momentach spotkania Francuzka nie cierpiała tak bardzo jak wcześniej.
Ciemność, widzę ciemność! Kolejnym kuriozalnym zdarzeniem była awaria prądu, do której doszło przy stanie 6:4 4:2. Spotkanie zostało przerwane na kilkanaście minut, jednak po powrocie zawodniczek na kort obraz gry nie zmienił się. Polka zanotowała więcej kończących uderzeń (22 przy 20 Bartoli), a także popełniła mniej niewymuszonych błędów (17, przy 35 rywalki).
- Jestem bardzo szczęśliwa, to świetny turniej i miło być tutaj w finale - powiedziała po spotkaniu Polka. - Nie spotkałam się nigdy z awarią światła na korcie. Byłam bardzo zaskoczona, ale zdołałam utrzymać koncentrację - zaznaczyła Agnieszka". - sport.pl "- W kobiecym tenisie serwis nigdy większej krzywdy nie zrobi, no poza kilkoma zawodniczkami mierzącymi po dwa metry i o raczej męskiej budowie ciała. Dzisiaj Agnieszka serwowała dobrze, ale na pewno nie najlepiej, jak potrafi. Przy nieco słabszej dyspozycji serwisowej i tak miała skuteczność pierwszego podania na poziomie 73 procent, więc nie można za bardzo narzekać. Jeśli u dziewczyn ten wskaźnik przekracza 70 procent, to jest dobrze - powiedział PAP Tomasz Wiktorowski, który jako trener towarzyszy Radwańskiej podczas turniejów od lipca ubiegłego roku. - Agnieszka dobrze kierowała piłki przy serwisie, szukała linii, ale Bartoli świetnie czytała jej zamiary i właściwie zawsze była tam, gdzie piłka. Warto zwrócić uwagę na wysoki poziom wymian, w których właściwie nie było szans na szybkie punkty. Bartoli, niezależnie od kłopotów zdrowotnych, biegała między narożnikami do każdej piłki i odgrywała je z niesamowitą siłą. Często się też myliła, ale to był skutek podejmowania dużego ryzyka - dodał". - eurosport.pl Widziałem inne dane podania - celność 73, a skuteczność 52% 1 serwisu, i 29% 2 serwisu u Polki, i celność 56%, a skuteczność 29% 1 serwisu, i 25% 2 serwisu Francuzki. Asy 1 do 0 dla Polki, podwójne 0 do 5 też dla Polki. "Rennae Stubbs swój ostatni mecz rozegrała podczas ubiegłorocznego US Open. 41-latka, która była liderką rankingu deblistek, a w latach 2000-2004 sięgnęła w grze podwójnej po cztery tytuły wielkoszlemowe, chwaliła Radwańską tuż po zakończeniu jej meczu z Marion Bartoli. - Jest małym magikiem! Jestem pewna, że wie gdzie chcę zagrać piłkę, pomimo tego, że w chwili obecnej nawet ze sobą nie gramy - napisała na Twitterze Australijka. (...) - Myślę, że turniej w Miami jest bardziej okazały. Większa drabinka [grało 96 zawodniczek, w Pekinie 60], a także turniej z większymi tradycjami - wylicza Ben Rothenberg, dziennikarz "New York Timesa", który tuż po zwycięstwie Polki w Miami zatwittował, że Radwańska osiągnęła największy finał w karierze. - Marek Furjan sport.pl "- Jestem bardzo zadowolona ze swoich występów w tym roku. Gram swój tenis, dzięki któremu osiągnęłam kilka ważnych zwycięstw z czołowymi zawodniczkami. Cieszę się też, że najpierw weszłam do Top 6 rankingu WTA, teraz do Top 4. Zamierzam ciężko pracować i krok po kroku piąć się w górę - cytuje Polkę oficjalna strona WTA". - eurosport.pl
W finale szóstą rywalką Radwańskiej będzie Maria Szarapowa ( 2. WTA). Trzykrotna mistrzyni wielkoszlemowa trzy razy dochodziła do finału w Miami, ale nigdy jeszcze nie wygrała, więc ma o co walczyć, z kolei Polka osiem na dziesięć razy wygrywała w finałach i też ma o co walczyć. Tym razem rolę odwrócą się o ok 160 stopni; to rywalka krakowianki będzie faworytką; do tego Rosjanka wygrała z Radwańską siedem z dotychczasowych ośmiu meczów, choć było w nich na ogół dużo walki; cztery mecze trzy setowe, a w 2 setowych 2 tie-breaki ( W maju ubiegłego roku Polka uległa Rosjance 6:7, 5:7 w czwartej rundzie French Open, choć w pierwszym secie prowadziła 4:1 i 40-15, a w drugiej partii miała aż pięć piłek setowych, ten mecz chyba przesądził o roszadach w sztabie szkoleniowym najlepszej polskiej tenisistki ). Czyli będzie prawie dokładnie na odwrót niż przed meczem z Bartoli; teraz Polka będzie musiała się zresetować, zapomnieć o wcześniejszych porażkach i postarać się o niespodziankę, taką jak choćby w ich pierwszym pamiętnym meczu w US Open, niech więc wygra lepsza, no i oczywiście jako kibicfan Aggie, jak zawsze, mocno wierzę w zwycięstwo - trzymam kciuki za powodzenie. "Radwańska dwukrotnie w Miami odpadła w 1/4 finału (2010-11). 23-latka z Krakowa po raz drugi w karierze wystąpi w finale turnieju najwyższej rangi WTA Tour Premier I Mandatory, które znaczeniem ustępują tylko czterem imprezom wielkoszlemowym i kończącemu sezon turniejowi masters - WTA Championships, z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek. Jednak październikowej wygranej w mającym zaledwie kilkuletnią historię turnieju w Pekinie (z pulą nagród 4,5 mln dol.) nie da się porównać z ewentualnym triumfem w Miami. Ta impreza, razem z Indian Wells (marcowy cykl w USA), określana jest często mianem "piątej lewy Wielkiego Szlema". Obie trwają po 12 dni, a drabinka jest rozlosowywana na 126 miejsc, przy czym (w przeciwieństwie do imprez wielkoszlemowych) wszystkie rozstawione tenisistki mają w pierwszej rundzie tzw. wolny los". - pap. przegląd sportowy.pl. Pominięto pierwszy finał AR w Pekinie, który Polka przegrała do akurat nawiedzonej wtedy S. Kuzniecowej. "- Maria to niezwykle trudny przeciwnik. Zawsze się gra z nią ciężko. Od pierwszej wymiany stara się przejąć inicjatywę, mocno uderza i idzie do przodu. Ja mam plan, aby zagrać bardzo agresywnie i w różny sposób atakować, zmieniać swoją grę. Zobaczymy, czy mi się to uda - wyjaśniła czwarta rakieta świata". - eurosport.pl. "Z punktu widzenia Szarapowej finał może wydawać się łatwy, choć Rosjanka na pewno nie zlekceważy rywalki. – Można z dużą pewnością przewidzieć scenariusz gry Maszy. Wie, że Agnieszka jest szybsza, więc nie będzie przyjmować długich wymian, będzie się starać zachować własny rytm mocnego i szybkiego ataku. Ostrymi uderzeniami, zwłaszcza po drugim serwisie Polki będzie próbowała ją paraliżować, demobilizować i peszyć. Kluczem będzie więc także jakość serwisu Agnieszki – powiedział „Rz" Wojciech Fibak". - rp.pl Fragmenty wywiadu z trenerem Wiktorowskim: "Szarapowa to w ostatnich latach najbardziej Agnieszce niepasująca rywalka, chyba jeszcze bardziej niż Azarenka. Nie pokonała jej od 2007 r., przegrała sześć kolejnych meczów. Rosjanka jest wysoka, mocno atakuje piłki z góry na dół. Ciężko się przeciwstawić takiej nawałnicy. Jeśli dobrze zrozumiałem metody i cele; nic na siłę i raczej na dłuższy dystans, niż na krótką metę i nie idzie o to żeby nasz wszystko wygrywał, bo to nawet nie jest możliwe tylko o to aby miał możliwe najlepsze warunki - również psychiczne/mentalne - do osiągania sukcesów. Niekiedy można usłyszeć o przełomowych meczach ( najlepsze przełomy jakie znam to są Przełomy Missouri świetny western z Nicholsonem i Brando), pewnie są mecze ważniejsze i mniej ważne, ale w żadnym nie dopatrywałbym się przełomów, z żadnego nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków, w żadną stronę, i od żadnego nie uzależniałbym zbyt wiele; kariery sportowców to chyba długi systematyczny proces złożony z bardzo wielu różnorodnych czynników/elementów, które pewnie bardzo trudno ogarnąć i złożyć w jedną sensowną całość, i do tego są pełne wzlotów i upadków, wzrostów nastrojów i opadnięć, podskoków i potknięć ( a wielu tylko czeka aby popchnąć, przewrócić i przypilnować żeby toto nigdy się więcej nie podniosło i nie przynosiło więcej wstydu naszej zagrodzie, pardon naszemu krajowi ), i ważne w nich jest aby nie zgubić obranego kursu, choćby na Przylądek Dobrej Nadziei i robić choćby bardzo niewielkie, ale za to stałe/systematyczne postępy. Różne takie i te bardziej zabawne i te mniej prognozy na finał: ----------------- Ciekawy wywiad z Fibakiem: http://sport.onet.pl/tenis/wojciech-fibak-awans-agnieszki-radwanskiej-na-pier,1,5064507,wiadomosc.html Fragment: "Spekulujemy odnośnie awansu na pozycję liderki, a czy któraś z tenisistek znajdujących się za Agnieszką, może ją w najbliższym czasie wyprzedzić? - Nie obawiam się, że w rankingu wyprzedzi ją Stosur, Bartoli czy Li Na. Groźna może być Ivanović, która potrafi bardzo mocno uderzać i gdy dojdzie do tego poziomu sprzed dwóch lat, to znowu będzie groźna dla Agnieszki. Ważne jest też to, co stanie się z samą Agnieszką. Ona teraz nie gra aż na takim poziomie jak jesienią czy latem zeszłego roku. Ona wygrywa, bo gra staranniej i bardziej walczy, ale nie jest aż tak regularna i grająca aż tak kąśliwe, jak w drugiej połowie poprzedniego sezonu. Trochę ten wygrany turniej w Dubaju trochę nas zmylił. Agnieszka nie wygrała wtedy z żadną tenisistką z pierwszej dziesiątki, a podejrzewam, że nawet z pierwszej dwudziestki. Azarenka i Kvitova się wycofały, Wozniacki wcześniej przegrała, więc Agnieszka sięgnęła po triumf w wielkim turnieju, ale tak naprawdę z nikim nie wygrała. To nie jest tak, że ona nagle wygrała z Azarenką, Szarapową, Kvitovą i z Wozniacki, dzięki czemu wygrała duży turniej. Tak że trochę jest to mylące i wprowadziło to wszystkich w błąd, bo nie wiemy do końca, w jakiej Agnieszka jest formie". Wspomniał pan, że sukces w Dubaju mógł nas zmylić odnośnie obecnej formy Agnieszki. Czy rozpoczynający się turniej w Miami może dać odpowiedź, na co stać Agnieszkę w tym sezonie? - Nie tylko nas zmylił, ale pewnie też Agnieszkę, bo nie zmobilizował jej do większej pracy. Ona teraz powinna mocno popracować nad regularnością, bo ten talent ma, jest małym geniuszem tenisa. Ale nie ma aż takiej regularności i cierpliwości, jaką miała latem czy jesienią zeszłego roku. Może ta porażka z Azarenką zmobilizuje ją do większej pracy, by powrócić do takiej formy, że będzie nie tylko wygrywać z tym niżej rozstawionymi, ale żeby mogła zagrozić tym najlepszym".
Drobna korekta. W Dubaju Radwańska pokonały trzy tenisistki z dwudziestki: nr 13 Lisicki, nr 14 Jankovic ( która w Dubaju wyeliminowała nr 5 Stosur), nr 19 Goerges ( która w Dubaju wyeliminowała nr 4 Wozniacki). Tak więc Radwańska w Dubaju pokonała 3 rywalki z 2 dwudziestki, które wyeliminowały 2 tenisistki z pierwszej 10. To i tak niewiele jak na tak duży turniej. Można chyba napisać, że krakowianka wygrała ten wspaniały turniej niejako w zastępstwie niepokonanej w tym sezonie kontuzjowanej Azarenki, do której to kontuzji doszło w meczu z Radwańską na skutek jej akcji. A np Szarapowa w drodze do finału jeszcze bardziej prestiżowego turnieju w Indian Wells w którym przegrała z kretesem z Azarenką, pokonała tylko jedną tenisistkę z dwudziestki nr 16 Anę Ivanovic i to po kreczu rywalki. A np Kvitova doszła do półfinału AO, w którym uległa po walce Marii Szarapowej, nie będąc zmuszona do pokonania ani jednej rywalki z 1 i 2 dziesiątki. w 3 r skreczowała nr 29 Kirilenko, w 4 r pokonała nr 22 Ivanovic, a w ćwierćfinale pokonała nr 48 Sarę Errani. A np Bartoli doszła do ćwierćfinału Indian Wells, półfinału Doha, i finału w Paryżu i nie wygrała z nikim ani z pierwszej, ani z drugiej dziesiątki, na 4 takie konfrontacje ( po 2) odniosła 4 porażki. A np Stosur w drodze do finału dużego turnieju w Doha, w którym przegrała z kretesem z kontuzjowaną Azarenką, pokonała tylko jedną tenisistkę z dwudziestki nr 7 Mariona Bartoli i to po kreczu rywalki. Tak chyba działa system rozstawień, że im się jest wyżej w rankingu tym trudniej trafić na wyżej od siebie notowaną rywalkę, gdyż jest to możliwe dopiero w dalszej fazie turnieju i tylko wtedy gdy nie ma niespodzianek, a w damskim tenisie te zdarzają się stosunkowo często, bo te niżej notowane też bywają bardzo grozne, więc dobrze jest unikać wpadek. Rozstawianie na podstawie rankingu jest dużym handicapem ułatwiającym dobre wyniki, ale też stwarza niebezpieczeństwo rzadkiej konfrontacji z wysoko notowanymi rywalkami i to dotyczy mniej więcej jednakowo wszystkich wysoko rozstawionych tenisistek. Podam tegoroczne dane obecnej pierwszej 10.: Azarenka - 4 turnieje, 23 meczów, 9 x pokonała tenisistki z pierwszej 10., 3 x pokonała tenisistki z drugiej 10. Szarapowa - 3 turnieje, 15 meczów, 3 x grała i raz wygrała z pierwszą 10., 2 x wygrała z drugą 10. Kviotova - 3 turnieje, 11 meczów, 2 x przegrała z pierwszą 10., 1 x wygrała z drugą 10. Radwańska - 5 turniejów ( nie liczę International), 22 mecze, 6 x grała i dwa wygrała z pierwszą 10., 3 x wygrała z drugą 10. Stosur - 6 turniejów, 13 meczów, 2 x grała i raz wygrała z pierwszą 10., 2 x przegrała z drugą 10. Wozniacki - 5 turniejów, 14 meczów, 1 x przegrała z pierwszą 10., 6 x grała i 3 wygrała z drugą 10. Bartoli - 6 turniejów, 19 meczów, 2 x przegrała z pierwszą 10., 2 x przegrała z drugą 10. Na Li - 4 turnieje, 14 meczów, 2x grała i raz wygrała z pierwszą 10., 2 x przegrała z drugą 10. Zwonariowa - 4 turnieje ( bez International), 7 meczów, 1x przegrała z drugą 10. Petkovic nie podaję, za mało turniejów z powodu kontuzji. Tak więc Radwańska z TOP 10 nie licząc Azarenki najczęściej konfrontowała się z tenisistkami z pierwszej 10, niestety poniosła 4 porażki z Azarenką, a tylko Wozniacki częściej od Polki konfrontowała się z tenisistkami z drugiej 10, ale i też Radwańska rozegrała nie licząc Azarenki najwięcej meczów. ------------------ z forum szyderców i nie do czytania, nie doczytania, gdzie wióry lecą tam pewnie drwia robią: "Podczas tegorocznego turnieju w Dausze Polka skrytykowała Wiktorię Azarenkę za rzekome udawanie kontuzji. Obie zawodniczki trafiły na siebie w półfinale imprezy. Zmotywowana Azarenka, mimo że przez dużą część meczu grała kulejąc, rozbiła Polkę w dwóch setach" - borzech sport.pl coś z forum się do tego ustępu doczepiło: "Częste są głosy, że ostatnie sukcesy Radwańskiej to efekt kryzysu tej dyscypliny sportu i problemów zdrowotnych rywalek. Pokonana w ćwierćfinale Williams?. Ona przecież leczyła się siedem miesięcy, miała problemy z układem odpornościowym". - Jakub Radomski NaTemat.pl Tyleż częste co idiotyczne, typowa polska skłonność do narzekania i szukania dziurek w całym, przecież każda tenisistka równie dobrze tą rzekomą słabość może wykorzystać, czemu akurat robi to Radwańska?, i czy nie o to właśnie chodzi w sporcie aby być lepszym od słabszych?, a co takiego jest ta słabość, jak nie to, że inne są gorsze?, a co do Venus, to doszła do tego ćwierćfinału na własnych nogach, nikt ją tam na siłę nie wciągnął, nawet pan komentator Domański nie ma takiej mocy, a pokonała m. in. nr 3 Kvitovą, a może to Radwańska powinna się tłumaczyć, że odnosi sukcesy?. "Polka wygrała już co prawda pod koniec ubiegłego sezonu turniej w Pekinie, jednak wtedy miała sporo szczęścia i w drodze po końcowy triumf nie musiała grać z nikim ze ścisłej czołówki. Poza tym w stolicy Chin w turnieju wystąpiło mniej zawodniczek. Do tego odbywał się pod koniec roku kiedy zwyczajnie bohaterki były zmęczone. Codzienną grą w kolejnych rundach i przelotami z miejsca na miejsce, z jednej strefy czasowej do drugiej". - Jakub Radomski NaTemat.pl a co robiła Radwańska, odpoczywała czy jezdziła po świecie jak inne?, czy nie była/powinna być tak samo zmęczona? i co to ma za znaczenie jakie rywalki ma w turnieju?, ma takie jakie zaszły do meczu z nią, jak wszystkie, a tamten turniej był obowiązkowy i startowały wszystkie zdrowe i najlepsze, a że przegrywały wcześniej, no to cóż..., a każdy tenisista zajmuje zawsze takie miejsce na jakie zasługuje, bo inne nawet nie może, proste?
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego.
czwartek, 22 marca 2012
Wpis jest aktualizowany wraz z postępem turnieju. Rozpoczął się turniej zwany "piątą lewą Wielkiego Szlema". Turniej Sony Ericsson Open w Miami zapowiada się niezwykle ciekawie. Po dłuższej przerwie do rywalizacji wracają siostry Serena i Venus Williams oraz Kim Clijsters. Belgijka i Venus Williams nie zostały rozstawione i zmagania rozpoczynają już od pierwszej rundy. Wydarzeniem turnieju jest powrót na kort Alisy Klejbanowej, która wygrała walkę z nowotworem.
Bardzo cieszy udany powrót do sportowej rywalizacji Alisy Klejbanowej: "- Ciężko wyrazić to słowami. Jestem po prostu prze szczęśliwa, że znowu mogę grać w tenisa - napisała na swoim twitterze Alisa Klejbanowa. Rosyjska tenisistka, która niedawno pokonała raka, wróciła na kort i w swoim pierwszym meczu wygrała ze Szwedką Johanną Larsson 2:6, 6:3, 6:2. W oczach Rosjanki to było coś więcej niż mecz pierwszej rundy. - Z obiektywnego punktu widzenia być może nie stało się nic wielkiego, ale dla mnie to spotkanie miało ogromny ładunek emocjonalny. Na zawsze je zapamiętam jako pierwszy mecz po moim powrocie - przyznała wzruszona zawodniczka" - sport.pl. Życzę zdrowia i dalszych sukcesów.
"Agnieszka Radwańska będzie podczas turnieju WTA Tour rangi Premier I na twardych kortach w Miami, bronić 4 pozycji w rankingu tenisistek, najwyższej w dotychczasowej karierze. Przed rokiem dotarła tam do ćwierćfinału. (...) Właśnie te dwie zawodniczki ( Samantha Stosur i Caroline Wozniacki - dopisek mój) mogą za dwa tygodnie zająć pozycję 23-letniej krakowianki, jeśli w Miami jej się nie powiedzie. Obie w poprzedniej edycji zdobyły po 140 pkt odpadając w 1/8 finału. W przypadku rywalizacji Radwańskiej ze Stosur sytuacja jest bardzo klarowna, bowiem Australijka zawsze musi wygrać o jeden mecz więcej. Ale pewnie lepiej jest myśleć o ataku niż o obronie, albo w ogóle o tym nie myśleć, tylko grać swoje najlepiej jak się da i nikogo nie lekceważyć, a pierwszą rywalką najlepszej polskiej tenisistki będzie kwalifikantka Amerykanka Madison Keys ( 275 WTA): "(...) Zwycięstwo nad Słowaczką Magdaleną Rybarikovą ( 92.WTA) 6:7 (4), 6:2, 6:1 w 1. rundzie było jej pierwszym w tym roku w imprezie cyklu WTA Tour" - eurosport.pl
"Agnieszka Radwańska potrzebowała zaledwie 62 minut, aby awansować do trzeciej rundy turnieju WTA Premier Mandatory w Miami. Rozstawionej z „piątką” Polce żadnych problemów nie sprawiła 17-letnia Amerykanka Madison Keys. Nasza tenisistka triumfowała 6:1, 6:1. W trzeciej rundzie drugą rywalką Radwańskiej będzie Hiszpanka Silvia Soler-Espinosa, która niespodziewanie pokonała w piątek znacznie wyżej notowaną Estonkę Kaię Kanepi (34. WTA) 7:5, 6:3. Krakowianka jeszcze nigdy nie miała okazji grać z Hiszpanką, która na światowej liście zajmuje 72. Polka będzie zdecydowaną faworytką, ale Silva już sprawiła jedną niespodziankę i w żaden sposób nie można ją lekceważyć - trzymam kciuki za powodzenie. z forum: "No dwa seciki i Agnieszka odpoczywa i przygotowuje się do następnego spotkania". Nie bądz taki pewny. Zawsze trzeba się szykować na trudny mecz, zwłaszcza z niżej notowanymi rywalkami, a jak wyjdzie łatwy to tylko lepiej.
Drugi dzień drugich rund w przeciwieństwie do pierwszego obfitował w liczne niespodzianki. Powracająca po długiej przerwie trzykrotna triumfatorka turnieju w Miami Venus Williams (134. WTA) wyeliminowała Petrę Kvitovą ( 3. WTA ) 6-4, 4-6, 6-0. Czeszka miała pecha, że już w drugiej rundzie przyszło jej odpierać ataki byłej liderki i zdobywczyni siedmiu tytułów wielkoszlemowych do tego grającej u siebie i pewnie złaknionej gry po długiej przerwie. Ale jeśli ten wynik trudno uznać za niespodziankę, to już prawdziwą sensacją była porażka dwukrotnej półfinalistki Miami Viery Zwonariowej ( 9.WTA ) z grającą z dziką kartą 18-letnią Garbine Muguruzą (WTA 208) 4:6, 3:6, i to pomimo że w pierwszym secie Rosjanka prowadziła 4-0. Zwonariowa w lutym pauzowała z powodu kontuzji biodra, w Indian Wells złapała wirusa grypy żołądkowej, a z Miami pożegnała się już w 2 r, tak więc początek tego sezonu może uznać za stracony. Wpadkę zaliczyła Francesca Schiavone ( 12. WTA), która mimo prowadzenie 3:0 w trzecim secie przegrała z Ksenią Pierwak (WTA 39) 4:6, 6:4, 5:7. Nieoczekiwanie odpadła mająca ostatnio bardzo dobrą passę Angeligue Kerber (13. WTA), która mimo prowadzenia 5:2 w I secie przegrała z Chinką Jie Zheng (31. WTA) 6:7(4), 1:6. ( a swoją drogą Niemka ma fart że nie jest Polką, bo gdyby tylko Polką była to po tym meczu bardzo wielu przejechałoby się po niej jak po łysej kobyle, jak to u nas mają w zwyczaju, "głupia frajerska" porażka, słaba psychika, beznadziejna gra, to byłby najmniejszy wymiar kary, a tak to pamiętają jej tylko zwycięstwa, a szybko zapominają o porażkach ). Z kolei Monica Niculescu ( 28. WTA) nie potrafiła utrzymać prowadzenia 4-0 w trzecim secie i przegrała z Aleksandrą Wozniak (WTA 65) 6:4, 3:6, 6:4.
"Pojedynek Agnieszki Radwańskiej z Silvią Soler-Espinosą trwał zaledwie 66 minut. W tym czasie krakowianka oddała rywalce zaledwie 3 gemy i wygrywając 6:1, 6:2, pewnie awansowała do 4. rundy turnieju Sony Ericsson Open, rozgrywanego na twardych kortach w Miami. Silvia miała szanse na więcej gemów, np. w pierwszych gemach drugiego seta, ale ich nie wykorzystała, albo to Agnieszka koncentrowała się w odpowiednich momentach i odpierała zagrożenie w samym zarodku.
W czwartej rundzie trzecią rywalką Radwańskiej będzie rewelacja turnieju zaledwie 18-letnia Hiszpanka Garbine Muguruza-Blanco ( 208. WTA): "Dla 18-letniej Garbine Muguruzy Blanco turniej w Miami to debiut w imprezie rangi WTA. Hiszpanka gra dzięki dzikiej karcie przyznanej przez organizatorów, ale bez kompleksów eliminuje rywalki z pierwszej setki światowego rankingu. Już w pierwszej rundzie pokonała sklasyfikowaną o ponad 130 pozycji wyżej Japonkę Ayumi Moritę. Młodą tenisistką zainteresowano się jednak dopiero po tym, jak w kolejnej rundzie wyeliminowała zawodniczkę z pierwszej dziesiątki rankingu. Wiera Zwonariewa, która aktualnie zajmuje 9. miejsce na świecie przegrała z Muguruzą Blanco w dwóch setach 4:6, 3:6. (...) To, że pokonanie Zwonariewej to nie przypadek, udowodniła kibicom w kolejnym meczu. W III rundzie pokonała po zaciętej walce Flavię Pennettę (24. w rankingu WTA) 6:2, 1:6, 7:6 (8-6). (...) - Jest w wyśmienitej formie i dobrze gra, jest młoda, dlatego nie ma nic do stracenia. Nie znałam jej w ogóle, dlatego w pierwszym secie nie było łatwo - komplementowała rywalkę po meczu Pennetta. - W drugim secie trochę zrozumiałam, jak z nią grać. W ostatnim obie grałyśmy dobrze. Był naprawdę zacięty - dodała. (...) Czy występ w Miami będzie dla niej katapultą do wielkiej kariery? Hiszpańscy eksperci Alejo Mancisidor i Xavi Budo są pod wrażeniem gry swojej rodaczki i twierdzą, choć zachowawczo, że pierwsza dziesiątka rankingu to właściwe miejsce dla tej zawodniczki. Na razie ma na koncie tylko 7 wygranych turniejów ITF". - sport.pl "- Patrząc na jej statystyki, gra bezkompromisowo. Ryzykuje niemal z każdej piłki. Trafia albo popełnia błąd – ocenił ją komentator Eurosportu Karol Stopa" - eurosport.pl. Zobaczymy jak gra młodej Hiszpanki będzie wyglądać na żywo, o ile w ogóle będzie relacja z tego meczu. Może być grozniejsza niż te dużo bardziej znane tenisistki, które pokonała. Polka będzie zdecydowaną faworytką, ale Garbine już sprawiła kilka dużych niespodzianek, i na pewno ma apetyt na więcej i w żaden sposób nie da się jej lekceważyć - trzymam kciuki za powodzenie.
W trzeciej rundzie z poważnych tarapatów wykaraskała się Samantha Stosur, która z Scheepers (42 WTA) już przegrywała 2:6, 2:5 (Afrykanka dwukrotnie podawała na mecz), ale opanowała nerwy odrobiła straty i triumfowała po dwóch godzinach i 19 minutach gry. A Venus Williams "po blisko trzygodzinnym maratonie zwyciężyła Wozniak w III secie wracając z 2:4 i 15-40 oraz odpierając piłkę meczową w 10. gemie. W całym meczu zawodniczki popełniły w sumie 101 niewymuszonych błędów (Venus 64) przy 75 kończących uderzeniach (Amerykanka 46) (...). Półfinalistka imprezy z 2010 roku Marion Bartoli (WTA 7) pokonała Simonę Halep (WTA 50) 6:4, 7:6(6) w trwającym 84 minuty II secie wracając z 2:5 i broniąc osiem piłek setowych" = Łukasz Iwanek SportoweFakty.pl. Marion Bartoli ma swój styl gry, który się jednym podoba, innym nie, któremu jest zazwyczaj konsekwentnie wierna ( można dyskutować, czy to dobrze, czy zle), walczy zawsze ma maksa ( tak jak Radwańska, choć to skrajne rózne przypadki, bo po Radwńskiej tego na ogół nie widać, pozornie może nawet wygladać, że jej niezależy, gdyż jest chyba introwertyczką, ukrywającą emocje/doznania w miejsce ich uzewnętrzniania, a z kolei Marion przeciwnie wygląda na osobę z lekkim ADHD) i do końca ( tak jak Radwańska), nie przejmuje się krytyką ( no, chyba że jest konstruktywna/merytoryczna/w dobrej wierze, oczywiście w oczach każdego krytyka jego krytyka zawsze jest konstruktywna, nawet jak będzie (bardzo) głupia/chamska) i osiąga więcej niż ktokolwiek by ją o to posądzał. A wiele tenisistek dużo bardziej od niej utalentowanych/o lepszych warunkach, może sobie o osiągnięciach Francuzki co najwyżej tylko pomarzyć.
"Miami: Radwańska zatrzymała rewelację turnieju Agnieszka Radwańska awansowała do ćwierćfinału turnieju WTA w Miami. Rozstawiona z „piątką” Polka nie pozostawiła złudzeń rewelacji turnieju, 18-letniej Hiszpance Garbine Muguruzie Blanco. Nasza tenisistka triumfowała 6:3, 6:2 po 68 minutach gry.
W czwartej rundzie "Azarenka pokazała charakter (...). Wiktoria Azarenka (1. WTA) po dramatycznym meczu pokonała w 1/8 finału turnieju w Miami Słowaczkę Dominikę Cibulkovą (18. WTA) 1:6, 7:6(7), 7:5. Białorusinka zdołała odwrócić losy meczu, w którym przegrywała już 1:6, 0:4. (...) Przed rokiem w Miami Cibulkova prowadziła już 6:3, 3:1, ale, podobnie jak w poniedziałek, zeszła z kortu pokonana. - Dominika grała świetny tenis, trafiając we wszystkie możliwe linie. Taki mecz pozwala zrozumieć, że bez względu na wynik zawsze jest szansa na zwycięstwo. Trzeba walczyć do momentu aż usłyszysz: gem, set i mecz – zauważyła Białorusinka". - eurosport.pl. Jak obliczono Cibulkova pięciokrotnie znajdowała się zaledwie dwie piłki od wygrania meczu. z forum: "To było zwycięstwo chyba w najgorszym stylu jaki widziałem. Podobała mi się reakcja widowni - tylko część biła brawo a część gwizdała, buczała a większość po prostu szybko wyszła - zresztą tak jak Dominika. W każdym razie Azarenka na pewno nie wygrała tego meczu - przegrała go Cibulkowa mimo, że była lepsza w każdym elemencie - skróty, loby, winnery, zagrania po linii - coś pięknego. I mimo to tak "niesprawiedliwa" porażka...". "Żal mi Cibulkovej, grała kapitalnie, prowadziła też 5:2 i miała własny serwis, przegrała głową, bo tenisowo górowała nad Azarenką w każdym elemencie gry. Wystarczy spojrzeć na różnicę w wygranych piłkach. Poza tym Azarenka nie grała źle, to Cibulkova grała fenomenalnie". Oczywiście, że to Azarenka wygrała, a nie jej rywalka przegrała, wygrała w pełni zasłużenie i całkowicie po sprawiedliwości, bo nie wystarczy być statystycznie i optycznie lepszym, lepiej grać, mieć więcej winnerów, więcej zdobytych punktów, więcej okazji itd. itp., ale trzeba jeszcze umieć wygrać, a np. odporność psychiczna, lub jej brak jest również elementem gry, takim samym, a może i bardziej ważnym jak wszystko inne. Oczywiście szkoda Cibulkovej i jej wielkich starań, walki, długiej zdecydowanej przewagi na korcie, ale mimo ulotnego dobrego wrażenia jakie po sobie zostawiła okazała się po prostu słabsza od rywalki.
W ćwierćfinale czwartą rywalką Radwańskiej będzie była liderka rankingu tenisistek Amerykanka Venus WiIliams ( 134. WTA), startującą z "dziką kartą". Sławnej Amerykanki przedstawiać nie trzeba i nawet nie wypada. Nie będę też typował faworyta, niech po prostu wygra lepsza - trzymam kciuki za powodzenie. Na okoliczność meczu Przegląd Sportowy przepytał komentatorkę Polsatu panią Katarzynę Nowak: "(...) Za to Venus strasznie się męczyła. Za nią trudne, wyczerpujące pojedynki z Petrą Kvitovą, Aleksandrą Wozniak oraz Aną Ivanović. Dały jej się we znaki. Widać, że kondycyjnie to dziś cień dawnej mistrzyni. Nie przypominam, sobie, by dawniej odpoczywała pod plandeką, maksymalnie przedłużając przerwy między wymianami i próbując regulować oddech. A tak zachowuje się teraz(...)". Może się mylę, bo piszę z pamięci, ale wydawało mi się, że "odpoczywającą pod plandeką" to widziałem Serenę, a nie Venus Williams. Widziałem też dwie różne Venus; nieco zagubioną, dość nieporadną, wyraznie zmęczoną w meczu z Kanadyjką Wozniak, ale i dość świeżo wyglądającą, dość żwawo biegającą, dobrze serwującą, grającą bardzo dobrze na tle rywalki w pokazywanych sporych fragmentach w meczu z Aną Ivanovic i nie było w tym meczu widać objawów o których mówi pani Nowak. A to był ostatni mecz Amerykanki i wyglądało to tak jakby Venus albo rozkręcała się w miarę trwania turnieju, albo kryzys z meczu z Wozniak miała już za sobą. Ale może akurat miała dobry dzień. W każdym razie Venus jako swoją największą motywację podaje chęć zakwalifikowania się na Igrzyska w Londynie, a więc jest odpowiednio zmotywowana i będzie walczyć do końca nawet jak dopadnie ją jakiś kryzys. "- Boimy się, że Aggie zepsuje powrót Venus - martwią się amerykańscy eksperci przed ćwierćfinałem turnieju WTA Sony Ericsson Open w Miami. W starciu ze starszą z sióstr Williams Agnieszka Radwańska jeszcze nigdy nie miała takich szans na zwycięstwo. I'm scared of the Venus-Aggie match next. Aggie is so consistent, what if she goads Venus into error-filled self destruction? Super afraid. („Jestem przerażony. Agnieszka jest tak regularna. Co będzie, jeśli sprowokuje Venus do serii błędów i autodestrukcji?") – tak na największym tenisowym portalu www.tennis.com zapowiadał to spotkanie jeden z fanów wracającej po chorobie gwiazdy z Florydy. Tegoroczne wyniki krakowianki rzeczywiście budzą szacunek i grozę. W tym sezonie Aga przegrywała jedynie z Wiktorią Azarenką. – Polka jest w stanie zamęczyć każdą rywalkę. Z nią naprawdę trudno o choćby jedną piłkę na sucho. Wszystko trzeba wypracować – podkreślają eksperci z „Tennis Channel”." - Bartosz Gębicz przegląd sportowy.pl No i oczywiście polscy kibice jak zawsze dopingują swoich, z forum: "Obstawiam rowerek....oczywiście dla V." Bingo, to lubię, zgadzam się i z wielką przyjemnością przyjmuję zakład i każdą kwotę zakładu na jaką cię stać.
"Miami: wielki tenis Radwańskiej - Polka w półfinale! Agnieszka Radwańska awansowała do półfinału turnieju WTA w Miami! 23-letnia Polka rozegrała fantastyczne spotkanie przeciwko Venus Williams – siedmiokrotną mistrzynię Wielkiego Szlema pokonała po raz drugi i triumfowała 6:4, 6:1. W trwającym 1 godzinę i 20 minut spotkaniu Agnieszka Radwańska odnotowała znakomity stosunek piłek bezpośrednio wygranych do niewymuszonych błędów (17-7). Venus Williams również nie zawiodła i zwłaszcza przez pierwszą część spotkania dotrzymywała kroku Polce. Ostatecznie zakończyła z nieznacznie ujemnym bilansem (29-33)" - Tomasz Krasoń tenisklub.pl "W Miami po raz pierwszy Williams odbiła się od Radwańskiej. I odbiła się boleśnie. Rozstawiona z piątką Polka wygrała bezdyskusyjnie. Posłała cztery asy (przy trzech rywalki), dominowała w dłuższych wymianach, była szybsza i dokładniejsza. Ale najważniejsze, że potrafiła przycisnąć potężnie zbudowaną rywalkę - uderzyć mocno wzdłuż linii, odwinąć się forhendem. Venus wypluwała z siebie zabójcze petardy zbyt rzadko, żeby mogła wyrządzić krzywdę Polce, wyjątkowo zawziętej i skoncentrowanej. "W miarę upływu czasu widać było, że dłuższe wymiany i bieganie po korcie sprawiają Amerykance problem i często miała zadyszkę. To skutek półrocznej przerwy w startach spowodowanej chorobą - syndromem Sjoegrena, którego objawami są osłabienie układu odpornościowego, zmęczenie i ból stawów". - sport.pl "(...) a w Miami na korcie spędziła aż o 5 godz. i 45 minut więcej od Radwańskiej. Z drugiej strony, zarówno w meczu z Kvitovą, Ivanović i Aleksandrą Wozniak, też sprawiała wrażenie chorej i zmęczonej, ale zwyciężała. Na konferencjach prasowych nie narzekała. - Agnieszka zagrała swój solidny tenis. Wygrywała dłuższe wymiany, wymuszała błędy, ale kluczem do zwycięstwa było dołożenie winnerów. Pojawiły się asy, wygrywające returny, forhendy po linii. I za to wielkie brawa, choć oczywiście Venus dołożyła też od siebie trochę błędów - mówi Wiktorowski. "- Agnieszka najczęściej czeka na błędy rywalek, jest cierpliwa i solidna. Przeciwko Venus musiała jednak więcej włożyć swojej gry, zdobywać więcej punktów "winnerami" niż czekać na brak precyzji rywalki. I to właśnie zrobiła. Wygrywała dzisiaj większość dłuższych wymian, ale i często zaskakiwała Williams świetnym returnem, no i przede wszystkim dołożyła do tego mocny i pewny serwis w najważniejszych momentach meczu. Na szczególne uznanie zasługuje rozstrzygnięcie ostatniego gema w pierwszym secie dwoma asami - uważa Wiktorowski". - eurosport.pl. Osobiście nie nazwałbym takiej gry Radwańskiej "czekaniem na błędy rywalek", a nie nazwałbym dlatego, że tak nie wypada, ale dlatego że tak nie uważam, nazwałbym np. wykorzystywaniem słabych stron rywalek ( każda by to robiła, gdyby tylko potrafiła), uważam, że określenie "czekanie na błędy" jest nieprawdziwe, a co za tym idzie krzywdzące/niesprawiedliwe/złośliwe i dobre dla tych, którzy uznają tylko jeden jedynie słuszny styl gry ( bezwględnie ofensywyny, agresywnie dominujący), i tylko jeden jedynie słuszny sposób zdobywania punktów ( winnery), a wszystkio inne to już dla nich czarna magia, dającą się wytłumaczyć jedynie szczęściem i błędami rywalek i stąd takim powodzeniem cieszy się określenie "czekanie na błędy" (a gdyby to było takie proste, jak to nazywają, no to każdy ciul, np ja, zrobiłby zawrotną karierę), po prostu zwolennicy gry na jedno uderzenie, bezwzględnie ofensywnej, wolą zwalać winę za porażki na błędy swoich pupilek, że to niby nie ich rywale wygrywają tylko ich pupile przegrywają, niejako rzekomo na własne życzenie, lepsze to niż zunać, że rywale byli lepsi, a błędy są w każdym meczu i zawsze są wynikiem braku szeroko rozumianych umiejętności np. umiejętności koncentracji. ale oczywiście nie na wszystkie rywalki sama taka gra jest wystarczająca. "- Naprawdę musiałam dzisiaj zagrać bardzo dobrze, żeby ją pokonać. Wygrać z taką zawodniczką można tylko jeśli się w pełni utrzyma koncentrację w decydujących momentach meczu. Grałam dziś bardzo konsekwentnie, szczególnie w trudnych sytuacjach i miałam kilka świetnych strzałów przy ważnych punktach - powiedziała po meczu Radwańska. - To było dość frustrujące, że nie czułam się dzisiaj najlepiej, ale warunki były ciężkie. W pierwszym secie byłam cały czas blisko i próbowałam różnych strategii, ale to była głównie wojna psychologiczna, a ja dzisiaj ją przegrałam. Teraz muszę solidnie odpocząć. Najważniejsze jednak, że znów zagrałam w Tourze, bo powrót zawsze jest trudny. Dzisiaj zaczęłam grę zostawiając to wszystko za sobą i starałam się robić wszystko jak najlepiej, ale to nie wystarczyło - powiedziała Venus - Agnieszka jest świetną tenisistką, którą zawsze ciężko jest pokonać. Trzeba być niesamowicie skoncentrowaną od pierwszej do ostatniej piłki i świetnie się poruszać po korcie. Grając przeciwko niej nie można liczyć na łatwe punkty. Dzisiaj miała odpowiedź prawie na każde moje zagranie - dodała. - Obie są bardzo dobrymi zawodniczkami, więc nie ma większego znaczenia, z którą będę musiała teraz zagrać. Ale gra z tymi samymi zawodniczkami prawie co tydzień to nie jest dobra zabawa, prawda? Prędzej czy później znów zagramy ze sobą, ale jeśli spotkamy się teraz po raz piąty w tym roku, a mamy dopiero marzec, to będzie chyba trochę za dużo" - powiedziała ze śmiechem Radwańska, zapytana czy chciałaby znów zagrać z Azarenką". - sport.pl ""Ociężała, wolna, zmęczona, dużo słabiej serwująca" - tak o starszej z sióstr Williams pisał "New York Times". Agencja Associated Press też podkreślała, że Amerykanka nie była sobą. Piłki po jej serwisach szybowały z prędkością o 30-40 km/godz. niższą niż na początku turnieju. Przypominano, że to pierwszy występ Venus, odkąd zdiagnozowano u niej zespół Sjoegrena - autoimmunologiczną chorobę przejawiającą się m.in. szybszym zmęczeniem. Williams zagrała kilka ciężkich trzysetówek i nie wytrzymała fizycznie - to najczęstsza diagnoza.
W ostatnim ćwierćfinale skazywana na pożarcie Marion Bartoli nieoczekiwanie sama pożarła niepokonaną od 26 meczów liderkę rankingu Wiktorię Azarenkę 6-3, 6-3. Powinno to zwiększyć jej pewność siebie. "- Fizycznie nie mogłam dziś nic zdziałać. To było niemożliwe. Ale wiecie, jestem człowiekiem, a nie "super woman". Choć chciałabym nią być - przyznała Azarenka po spotkaniu. - Wyszłam na kort pełna wiary w swoje umiejętności - tłumaczyła przyczyny sukcesu Francuzka, dla której była to dopiero trzecia wygrana w jedenastym meczu z Azarenką. - Jeżeli grasz przeciwko komuś, kto tak wiele wygrywa, zadanie jest jeszcze trudniejsze, bo rywalka jest bardzo pewna siebie. To był wymagający mecz od strony fizycznej, ponieważ Wiktoria bardzo wcześnie uderza piłki wywierając ogromną presję. Zmusza cię do biegania od linii do linii - dodała Bartoli.
W półfinale piątą rywalką Radwańskiej będzie Francuzka Marion Bartoli (7. WTA). Jest to jedna z dwóch tenisistek z pierwszej 10. z którą Agnieszka nigdy nie przegrała ( drugą jest Petkovic), na sześć dotychczasowych konfrontacji krakowianka przegrała tylko jednego seta, i żeby było zabawnie pierwszego i to do zera. Ale trochę już czasu upłynęło od ich poprzedniego meczu. Paradoksalnie w dotychczasowych przewagach może się kryć największe niebezpieczeństwo dla Polki - wiara w siebie jest bezcenna, i chyba nigdy nie powinno się jej naruszać ( a to niestety robi wielu Polaków wobec własnych sportowców, niemal bez przerwy kraczą przed a wyzywają po meczu, bo nie potrafią godnie znosić porażek polskich sportowców ( swoje własne pewnie potrafią), a nie potrafią bo mają kompleksy na tle braku zadawalających ich kibicowskie ambicje/marzenia sukcesów), ale zbytnia pewność siebie może być zgubna i chyba lepiej przecenić rywala niż niedocenić. Francuzka na pewno będzie bardzo zmotywowana i nie tylko dużą stawką meczu, finał w Miami to byłby po finale Wimbledonu i półfinale RG największy sukces w jej karierze ( z kolei dla Polki zwycięstwo oznacza pewne, bez patrzenia na to co robią rywalki, utrzymanie 4 miejsca w rankingu), ale i będzie bardzo chciała odegrać się na Radwańskiej za wszystkie poprzednie porażki. Polka będzie faworytką, ale spodziewam się raczej bardzo ciężkiego meczu, niech wygra lepsza - trzymam kciuki za powodzenie. " - Radwańska jest niesamowicie konsekwentna. Ale będę gotowa! - zapowiada Francuzka". Wypowiedz Francuzki przypomniała mi Kawalera de Lagarde Fevala i jego dewizę. Ale my też mamy swoją sienkiewiczowską trylogię. -------------- O najlepszej polskiej tenisistce napisał ciekawy artykuł pan Krzysztof Domaradzki na portalu tenisklub.pl:
czwartek, 15 marca 2012
Szeryf, czy kowboj? "Rozstawiona z numerem piątym Agnieszka Radwańska przegrała w środę z liderką rankingu tenisistek - Białorusinką Wiktorią Azarenką 0:6, 2:6 w ćwierćfinale turnieju WTA Tour rangi Premier I na twardych kortach w Indian Wells (z pulą nagród 5 536 664 dol.). Już na otwarcie meczu Radwańska straciła swoje podanie, wygrywając w gemie tylko jeden punkt. W kolejnym rywalka utrzymała serwis do zera. To była tak naprawdę jedynie zapowiedź dalszych wydarzeń na korcie.
Przewaga siły fizycznej i niesamowita celność - wiele zagrań dosłownie zahaczało o linie od zewnętrznej strony - pozwalał Białorusince rozprowadzać rywalkę po korcie. Sama dobiegała do każdego jej i odpowiadała z zabójczą wręcz skutecznością. Wywierała też presję przy returnie, od razu przejmując inicjatywę w wymianach z głębi kortu. Po 26 minutach rozstrzygnęła losy pierwszego seta, w którym uzyskała przewagę w zdobytych punktach 27-10, a popełniła pięć niewymuszonych błędów, przy dziewięciu po stronie krakowianki.
Obraz gry nie zmienił się w drugiej partii, a z każdą minutą przewaga Azarenki była coraz bardziej wyraźna. Gdy na tablicy pojawił się wynik 6:0, 5:0 Radwańska nawet nie próbowała kryć oznak rosnącej frustracji. Dopingowała ją gorąco publiczność, a w "player's box", oprócz trenera Tomasz Wiktorowskiego, również Łukasz Kubot, który odpadł w Indian Wells w drugiej rundzie singla i pierwszej debla. ![]() Gdy nieoczekiwanie Polka przełamała serwis rywalki na 1:5, widownia zgotowała jej głośną owację, a sama zawodniczka z uśmiechem na twarzy zaczęła zachęcać ludzi do większego zaangażowania w oklaski. To wyraźnie rozładowało napięcie i chwilę później utrzymała swoje podanie bez straty punktu. Jednak ten zryw szybko powstrzymała Azarenka, która zakończyła trwające 68 minut spotkanie już przy pierwszej piłce meczowej. Właściwie pomogła jej w tym Polka, której zagranie z bekhendu trafiło w siatkę. Był to jej 16. niewymuszony błąd, podczas gry rywalka miała ich 14. Białorusinka miała zdecydowaną przewagę w wygrywających piłkach 26-7 i zdobytych punktach 57-33. W sumie wykorzystała sześć z 12 "break pointów", a Polka jedyną taką okazję." - polskatimes.pl "Wiktoria Azarenka rozbiła Agnieszkę Radwańską w ćwierćfinale turnieju w Indian Wells! Białorusinka wygrała 6:0, 6:2, choć przez długi czas zanosiło się, że Polka nie zdoła ugrać nawet gema. Liderka rankingu WTA grała niemal perfekcyjnie, za wszelką cenę chcąc zakończyć ten mecz „rowerkiem”. (...) Azarenka przez cały czas dążyła do zwycięstwa bez straty gema. Najwyraźniej „Wika”, dla której było to już 21. zwycięstwo z rzędu w obecnym sezonie, wciąż miała w pamięci komentarze Radwańskiej po ich ostatnim pojedynku w Dubaju. Od samego początku Białorusinka grała bardzo ofensywnie, praktycznie nie popełniając błędów. Zepchnięta do głębokiej defensywy Polka, nie była w stanie skutecznie odpowiadać na coraz mocniejsze zagrania rywalki". - eurosport.pl "Dzięki rozgromieniu Agnieszki Radwańskiej 6:0, 6:2 Wiktoria Azarenka odniosła 21. kolejne zwycięstwo od początku sezonu. Wyrównała tym samym najlepsze osiągnięcie w XXI wieku należące od 2003 roku do Sereny Williams. - Jeśli będzie grać tak dalej, do końca sezonu nie przegra żadnego spotkania - komentuje Polka. Zdaniem Radwańskiej Azarenka w ostatnich miesiącach uderza perfekcyjnie od pierwszej do ostatniej piłki. We wszystkich wymianach jest niesamowicie regularna! W środę w ćwierćfinale BNP Paribas Open nie dała Isi żadnych szans
- Kiedy ci nie idzie, możesz się śmiać albo płakać. Ja miałam trochę zabawy, gdy pod koniec meczu zdobyłam swego pierwszego gema – opowiadała Radwańska, która nie sprawiała wrażenia specjalnie smutnej czy rozczarowanej. – To wszystko poszło tak szybko. Dzisiaj rano dłużej się nawet rozgrzewałam – stwierdziła krakowianka.(...)" - Bartosz Gębicz przegląd sportowy.pl.
"- Naprawdę jestem pod wrażeniem własnej gry dziś - powiedziała Wiktoria Azarenka po rozbiciu Agnieszki Radwańskiej 6:0, 6:2. - Nie spodziewałam się, że wygram w ten sposób. Jestem dumna z tego, jak mocno walczyłam i jak zagrałam wygrywający tenis. Byłam bardzo zmotywowana, bo wiedziałam, że ona jest wyśmienitą zawodniczką. Musiałam zagrać wielki mecz dziś. Byłam skupiona w każdym momencie, w każdym punkcie, nad każdą piłką, którą odbijałam. Naprawdę nie myślałam o wyniku - podkreśliła 22-letnia Azarenka, która sześciokrotnie w meczu przełamywała Radwańską" - eurosport.pl Radwańska robiła co mogła, starała się, ale Azarenka nie dawała jej wielu szans, grała perfekcyjnie, agresywnie, atakowała z każdej piłki, wchodziła w kort, wywierała presję - to nie Agnieszka zagrała słabo tylko Azarenka fantastycznie. Białorusinka w tym roku nie doznała jeszcze porażki, a już zdążyła zdemolować kilka bardzo wysoko notowanych tenisistek - w finale AO w walce o pierwszy wielkoszlemowy tytuł rozbiła drugą w rankingu WTA Rosjankę Marię Szarapową 6-3, 6-0 ( mecz rozpoczęła Rosjanka od prowadzenia 2-0, może Białorusinkę dopadła debiutancka trema ), w finale w Doha ( a grała z kontuzją, z powodu której wycofała się z kolejnego turnieju w Dubaju) rozbiła piątą w rankingu WTA Australijkę Samanthę Stosur 6-1, 6-2, teraz przyszła kolej na czwartą w rankingu WTA Agnieszkę Radwańską (Azarenka grała po przerwie w Dubaju, który wygrała Radwańska). "Amerykańscy dziennikarze po zimnym prysznicu znów pisali to samo - że Agnieszce bez mocnego serwisu i kończącego uderzenia ciężko będzie nawiązać walkę z najsilniejszymi fizycznie przeciwniczkami. Niezależnie od sympatii/antypatii Azarence należy się wielki szacunek za sportowe dokonania. Azarenka od jakiegoś czasu robi wrażenie psychicznie mocnej, jakby żadna krytyka nie robiła na niej wrażenia. Natomiast z "jękami" powinno się chyba zrobić porządek, skoro zdecydowana większość może tego nie robić, to chyba nie jest to niezbędna konieczność. Pytanie jak to zrobić.
---------------------------------------------- Wyrwane z kontekstu: mały fragment polskiej rzeczywistości
"wszystko albo nic", albo jesteś najlepszy/doskonały albo beznadziejny, przynosisz tylko wstyd i najlepiej jakbyś skończył ze sportem, "teraz albo nigdy", albo wygrywasz ze wszystkimi albo jesteś do niczego i nic już z ciebie nie będzie i będziesz już tylko staczał się po równi pochyłej dowcip/paradoks jest w tym, że te skrajności w postrzeganiu rzeczywistości nie są wynikiem naszych wielkich sukcesów i wynikającej z nich pogardy dla mniejszych, ale odwrotnie są wynikiem niedostatku sukcesów na miarę naszych wielkich mocarstwowych ambicji i oczekiwań i wynikających z tego kompleksów przekładających się na niczym nie dające się zaspokoić apetyty i na brak odporności na porażki, inaczej wielkiej presji na zwycięstwa ( przy nikłej wierze w nie, bo na pewno znowu przegrają), i niszczącej krytyki po porażkach ( a nie mówiłem, patałachy ) a skutkuje to tym, że sukcesów jest mniej niż mogłoby być, są mniejsze niż mogłyby być, znaczące sukcesy przychodzą pózniej niż mogłyby przyjść i trwają krócej niż mogłyby trwać i już sam nie wiem co się za tym może jeszcze kryć ale, czy to takie ważne co sportowcy osiągają, chyba ważne jest aby wierzyli w siebie ( nie mylić z zadufaniem, ale to już jest bardzo subiektywne, od subiekta ), trenowali i grali najlepiej jak potrafią, i osiągali najwięcej ile zdołają, inaczej wytyczali szczyty swoich aktualnych możliwości, i to powtarzalia, to samo życie chyba powinno wytyczać szczyty możliwości sportowców, trzeba mu tylko w tym pomagać choćby nie przeszkadzając np przez z góry wyznaczanie sztucznych barier/granic rzekomo niemożliwych do pokonania, i dotyczy to zarówno samych sportowców, jak i ich bliższego, a zwłaszcza dalszego społecznego otoczenia, bo głównie to ostatnie lubi się tym zajmować
każdemu polskiemu sportowcowi z państwowego przydziału należą się dwa wiadra zimnej wody na głowę, zgadza się dwa, bo jedno może nie wystarczyć, a to na okoliczność nadspodziewanego/znaczącego sukcesu/zwycięstwa, i jeden silny zastrzyk rozweselający, a to na wypadek nieoczekiwanej/druzgoczącej porażki. A ta kuracja tak naprawdę najbardziej potrzebna jest dziennikarzom i kibicom, i wtedy można by z niej zwolnić sportowców, ale tego budżet państwa mógłby nie zdzierżyć. to są uwaga natury ogólnej, nie związana z tematem wpisu. ------------------------
z forum, nieco zmodyfikowane, i nie do czytania, nie do czytania:
Inna rzecz, że w Polsce wielu tylko czeka na takie wyborowe okazje, czerpią z nich bardzo wiele satysfakcji, nadziei na lepszą przyszłość, no i tylko wtedy w całej okazałości mogą zamanifestować swoją wielką radość z sukcesów rodaków. Kiedyś dostarczały jej np. siostry Williams, teraz Azarenka. oliver powrót na ziemie, rozbita na dobre, tenis wybity z głowy
pozostało liczenie dolarów i małe turnieje w Azji po małe dolary szkoda że nie było dwa razy do zera i teraz zjazd w głębiny ort222
chciałbyś i z tą nadzieją ciągle tutaj gościsz,
a jakie ty wtedy znalazłbyś zajęcie, nie wiadomo kiedy znów znajdziesz sportowca na tyle dobrego,
aby wart był kubła pomyj,
będziesz jeszcze tutaj zaglądał, przez kilka dobrych lat,
i to samo powtarzał,
taki już los zawistników, pozostaje liczyć cudze dolary
"Mecz czwartej rakiety na świecie z pierwszą pokazał jak bardzo Agnieszka nie zasługuje na taką lokatę. Azarenka była dwie klasy lepsza, a Aga nie miała nic do gadania. Azarenka chciała się zrewanżować za głupie komentarze Agi i całkowicie jej się to udało".
"Azarenka choć nie miała porachunków rozgromiła w finale AO nr 2 Marię Szarapowa 6-3, 6-0!, na którą lokatę w rankingu zasługuje Rosjanka?
Kontuzjowana ( wycofała się z powodu kontuzji z następnego turnieju) Azarenka choć nie miała porachunków rozgromiła w finale w Doha nr 5 Sam Stosur 6-1, 6-2, na która lokatę Sam zasługuje? a obie te tenisistki grają zupełnie innym stylem niż Radwańska, nie miały porachunków z Azarenką i też zostały rozbite!. Kvitova nr 3 ostatnio przegrywa ze sporo niżej notowanymi tenisistkami, na którą więc lokatę zasługuje?.
Powiedz jakim cudem ktokolwiek może być za wysoko w rankingu, kto za tym stoi, czyj to spisek, cyklistów?.
W Polsce po porażkach niszczą swoich sportowców, robią to od lat ze wszystkimi, a inne kraje nie, albo w dużo mniejszym stopniu i stąd różnica.
Polacy lubią udawać świętszych od samego papieża (głównie w doszukiwaniu się wad/zła u innych, ale już nie w wybaczaniu), bo chcą mieć czym zaimponować światu, i wymagają od znanych osób aby się do tego dostosowały.
Czyli jako Polka powinna być zawsze pokorna i jeszcze zażądać od WTA aby w jej przypadku do rankingu naliczano tylko połowę należnych jej punktów, bo Polacy to urodzeni świętoszkowaci malkontenci, i tylko szukają pretekstów do ataków i nienawiści, bo bolą ich osiągnięcia sportowców, zwłaszcza jak są za małe jak na ich wielkie mocarstwowe wymagania i aspiracje ( Polak wg niech może być tylko albo nr1, albo nikim, a skoro tak, to najczęściej jest nikim), ale za duże aby nie wzbudzały wielkiej zawiści.
Jak dla mnie Radwańska nie musi być pierwszą rakietą świata, nic nie musi, ma swój styl gry, który się jednym podoba, a innym nie, trenuje i gra najlepiej jak potrafi, i osiąga co się da i tak powinna grać do końca kariery, rozwijać się i grać swoje raz lepiej raz gorzej, raz na wozie, raz pod wozem, ale powinna też powstrzymać się od oceniania innych tenisistek, bo czy ma rację, czy nie, to i tak będzie za to atakowana".
"To nie Radwańska decyduje czy konflikt jest zażegnany czy nie mówiąc " zapomina o sprawie". To jest pobożne jej życzenie i ona teraz by chciała by tak było, ale inni łatwo nie zapominają a przede wszystkim WTA które jak może stara się sprzedać pozytywne zdjęcie o swoim biznesie i jej pracownikach. To generuje pieniądze reklamy i na końcu większy dochód dla wszystkich. Radwańska wcześniej robiła anty-reklamę dla Krakowa, a teraz wypłynęła na szerokie wody i robi to samo dla WTA i dla nas polskich kibiców". "Takie świętoszki jak ty to nikomu nic nie zapominają nawet po 100 latach, każdy twój wpis to jest sianie nienawiści, zawiść to ciężka choroba, a zawiść Polka wobec Polaka, to już patologia. Ale masz rację w jednym, to czy Azarenka symulowała pod publiczkę, czy nie, to nie ma znaczenia i nikogo nie obchodzi, każdy kto chciał widział i ma swoje zdanie, teraz światem rządzi poprawność ( każda kontrowersyjność jest z samego założenia zła), przynajmniej w Polsce, i wg niej samo sugerowanie symulowania jest niedopuszczalne i oznacza brak klasy, a Azarenka która odrobiła lekcję z poprawności szybko i sprytnie to wykorzystała i okazała werbalną wielkoduszność, mecz pokazał, że to była tylko gra, bo dla niej jest to pewnie gra o popularność i kasę z reklam, przedstawienie dla mediów, chce zbierać oklaski, nic więcej w tym bym się nie doszukiwał". "Agnieszka zamierzała grać swój tenis, czyli czekać, aż ona się wystrzela. To już nie wystarcza na tego typu zawodniczki. Na tym poziomie trzeba przejść do ofensywy i narzucić swój styl. I tego panna Radwańska musi się nauczyć i zrozumieć. Z bólem serca oglądałem ten mecz i dopóki Radwańska nie zacznie atakować to na 10 pojedynków z Azarenką wygra 1". "Pomijam, że Twój opis jest karykatura gry Radwańskiej i wynikiem rozżalanie z powodu porażki, to wg mnie to raczej Ty powinieneś się nauczyć i zrozumieć, że w tenisie nie zmienia się, czy nie wybiera stylów gry, każdy gra swoim, dopasowanym do siebie, który rozwija przez lata i osiąga to co zdoła. Wiele tenisistek gra w stylu Azarenki i nie osiąga tego co ona ( wiele naśladuje inne tenisistki i nie osiąga tego co one), a wiele z nich nigdy nie awansuje nawet do pierwszej 100, gdyby Agnieszka zmieniła styl gry to zamiast ogrywać Azarenkę, osiągałaby znacznie gorsze wyniki, nie mówiąc, że pozbawiłaby frajdy tych, którzy właśnie jej styl gry lubią i chcą oglądać. Inny styl gry wymaga innej osoby, więc czekaj na inną tenisistkę".
"Jeśli będzie więcej zawodniczek prezentujących to, co teraz prezentuje szybko i odważnie grająca Ana Ivanovic, Wozniacki ma szanse wyłącznie na pogranicze pierwszej i drugiej dziesiątki. Te same uwagi dotyczą Agnieszki Radwańskiej. Ona gra mądrze, inteligentnie, nie eksploatuje organizmu, gra równo i w ten sposób rekompensuje niedostatki siły i dynamiki. Ale niech będzie więcej takich jak Ivanovic (pod warunkiem że Ivanovic narzuci sobie dyscyplinę i nie będzie taka rozrywkowa) lub Hampton i nasza Agnieszka z taką grą jak teraz, niestety będzie nie najgorzej notowaną średniaczką (upper middle class). Niestety taka jest prawda". "Ona gra mądrze, inteligentnie, nie eksploatuje organizmu" - i to cenię w tenisie, dlatego lubię oglądać jej tenis, dla mnie jest bardzo widowiskowy.
"szybko i odważnie grająca Ana Ivanovic" - to już mniej cenię w tenisie, mniej lubię oglądać i jest dla mniej widowiskowe. Tenis jest różnorodny i dlatego jest piękny, i każdy może znalezć coś dla siebie, ale nie znaczy to aby deprecjonować to co lubią inni. Styl to jedno, a wszystko weryfikują wyniki". "Najgorsze jest to, że Agnieszka jest za wysoko w rankingu w stosunku do swoich umiejętności i może się okazać w przyszłym roku, że jak szybko awansowała w górę, tak szybko będzie spadać w dół.
Idzie cała fala młodych gniewnych tenisistek, jak choćby ta Amerykanka, która napędziła sporo strachu Agnieszce, a w przyszłym roku może być groźna dla najlepszych. W tym roku taki regres przeżyła Wozniacki, czy się podniesie, tego nie wiemy. Stosur też po sukcesie jaki odniosła, mocno spuściła z tonu, a latka lecą. Nie wiadomo też co będzie dalej z Kvitovą. Jest bardzo wiele niewiadomych". "To żaden wynalazek, tylko wyważanie szeroko otwartych dzwi. Czwarte, ani żadne inne miejsce nie jest dożywotne i zawsze trudniej będzie je obronić niż było wywalczyć, ale to normalny los wszystkich, a jak będzie to przyszłość pokaże, a ty chciałbyś aby było jak najgorzej.
Radwańska nie raz i nie kilka razy spadnie w rankingu i awansuje, i spadnie i znowu awansuje, ale będzie zawsze na tyle wysoko, abyś mógł tu przychodzić i smażyć swoje mściwe posty i pisać, że zawsze jest za wysoko jak na swoje umiejętności.
Tenis to jest sport, w którym bycie w czołówce przez wiele lat jest również dużym osiągnięciem, a nie powodem do wstydu, np Kanadyjka A. Wozniak choć w czołówce jeszcze nie była już została wybrana sportowcem roku swojego kraju.
A czyje umiejętności zapewniły jej to miejsce?. Twoje?."
"Isia cóż jak Isia, tatuś nauczył ją grać w tenisa (niezle) z czego jest dumny i często to podkreśla, ale już mu zabrakło czasu by nauczył ją coś więcej, jak się umieć znalezć, zachować w ogóle i też między ludzmi, a tenisistki i rodzina to też ludzie. O Isi nie można zle, bo jest się zawistnym, zazdrosnym ciągle o te pieniądze i wylewanej żółci. A nasza Isia jak jej i Taty idol mówił "spieprzaj dziadu" go w tej materii przerosła i tu już jest #1, mówiąc do Taty "spier...aj stąd". No i co spierdo......posłuchał i go nie ma, tyle że ciągle jest na córki liście płac. A teraz biedny Wiktorowski musi nadrobić to wszystko. Czy mu się uda? Nie będzie łatwo wiedza to ci co są bliżej tego tenisowego światka, nie mylić z pól świadkiem". ort222 "Chciałeś powiedzieć że nie nauczył jej jak kłamać i oszukiwać, czy mizdrzyć się tak aby wszyscy byli zadowoleni?. "Agnieszka odebrała jej show, unosząc ręce do góry, wzbudzając tym aplauz kibiców. I dobrze". gabi14 "Może to dziwne ale po tej "miazdze" jak to nazywacie jeszcze bardziej lubię i szanuję Agę. Iśka nie miała swojego dnia za to Azarenka wprost przeciwnie. Wiem ze gra nie była dobra wynik też...no ale zachowanie Agi po wygraniu pierwszego gema przesympatyczne ;D Dystans do siebie i humor. Brawo!!! No i reakcja kibiców widać kogo bardziej lubią:D". gabaja17 "Isia mnie rozwaliła tym uśmiechem i owacjami chociaż przegrała to miałam zajebisty humor dzięki temu :) Wiki i żadnej innej nie zamieniłabym na Polkę choć by nie wiem jak grała! Iśka rządzi no i powodzenia w Miami tylko żeby tata tam jej nie zestresował :P jeszcze raz powodzenia!!"
Tenis na wesoło:
Ostrzeżenie: jako zwyczajny kibic nie zajmuję się sportowym politykierstwem, piszę tylko to co mi ślina na język przyniesie i na wyłączną odpowiedzialność czytającego. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||